– Tutaj nie ma systemowego myślenia, które łączyłoby elementy w logiczną całość, bo to wiąże ręce – tak prof. B. Szklarski charakteryzuje politykę Donalda Trumpa. To jeszcze zanim prezydent Stanów nałożył państwom świata dwudziestoprocentowe cło na wszystko. Rosję oszczędził. Trudno się oprzeć wrażeniu, że opis profesora Szklarskiego można rozciągnąć także na poczynania jego polskich admiratorów.
Andrzej Duda utrzymuje, że Donald Tusk w tajnym porozumieniu z ich rządem przyjmuje imigrantów z Niemiec. Tymczasem chodzi głównie o wpuszczonych przez PiS imigrantów z egzotycznych państw, którzy przeniknęli do Niemiec i są zawracani do nas zgodnie z międzynarodowym prawem. Następuje to zawsze po stwierdzeniu, że Polska była pierwszym państwem UE, w którym się znaleźli. Nie krytykował władz, kiedy rząd Beaty Szydło przyjął jeszcze więcej obcokrajowców, zawróconych do nas w tym trybie z Niemiec.
Patryk Jaki przekonywał, że Marine le Pen została skazana, aby uniemożliwić jej udział w wyborach prezydenckich. Jego zdaniem sąd pozbawił Francuzów możliwości wybrania tego, kogo naprawdę chcą. Uznał to za tyranię oligarchii. Ba, swą wypowiedzią zasugerował, że francuskie sądy są upolitycznione. Całkowicie pominął powody wydania takiego wyroku.
Prezes wnioskował takimi słowami o specjalne posiedzenie Sejmu w sprawie śmierci Barbary Skrzypek, że doczeka się jakichś pozwów sądowych. Przy okazji Iwona Arent wprost nazwała Romana Giertycha mordercą i zamierza tego dowieść przed sądem. – To nie miało prawa się udać, Jarku – napisał współczująco Donald Tusk. Prezydent Duda uznał atoli sejmową awanturę za festiwal prowokacji i chamstwa, odnosząc zarzuty do Koalicji 15 X.
Widać chyba, że nie tylko amerykański populizm nie chce sobie wiązać rąk, łączeniem elementów w logiczną całość.