Nadal tkwią w ostrym cieniu mgły.
Program SAFE stale budzi kontrowersje. Media podnoszą woltę Mariusza Błaszczaka, który porzuciwszy swoje pochwały sprzed kilku miesięcy, teraz krytykuje program. Ten zaś ma być niezależny od budżetu armii. Będą więc kontynuowane zakupy broni w Stanach. Osiemdziesiąt zaś procent unijnego kredytu zostanie ulokowane w polskim przemyśle, podnosząc pośrednio dochody budżetu. Polskiego, nie niemieckiego lub francuskiego. W tej sytuacji rząd się nie ugnie przed obstrukcją prezydenta. Polska więc przyjmie program, bowiem nasza armia musi być istotnym elementem NATO i bezpieczeństwa Unii.
Niezależnie od wszystkiego Antoni Macierewicz uważa, że program SAFE to początek likwidacji polskiego państwa. Postrzega w nim jakąś reminiscencję spisku niemiecko-rosyjsko-tuskowego, który miał zaowocować katastrofą smoleńską. Tak wygląda rzeczywistość alternatywna w praktyce.
Prezydent zawetował ustawę ministra Żurka o Krajowej Radzie Sądownictwa. W tej sytuacji wyboru nowego KRS dokona parlament wedle ziobrystycznych prerogatyw, wybierając atoli do Rady jedynie osoby proponowane przez samorząd sędziowski. Zaprzysiężenie zaś nowych sędziów może się odbyć bez udziału prezydenta, jeżeli jego absencja nie będzie sensownie uzasadniona. Czyli nie wchodzi w grę stwierdzenie: nie, bo nie.
Na obecnych sporach najbardziej wizerunkowo przegra opozycja, uważająca się za prawicową. I bardzo dobrze. Wszak nawet przypisywanie sobie konserwatyzmu jest w jej działaniach sprzeczne z rzeczywistością.