Moralność staje u nas na nogach.
Mija szósty dzień od wybuchu afery Epsteina w Stanach i nabiera ona nowych barw. Ma także polskie odniesienia. Nasze media plotkarskie wymieniają nazwiska znanych Polek i Polaków, znalezionych w ujawnionych aktach, obok członków zagranicznych, królewskich rodów. Wszystko zaś w kontekście kryminalnych zarzutów dla tamecznego finansisty. Chodzi głównie o pedofilię.
Mamy też oświadczenie posła PiS, że w odróżnieniu od swych kolegów partyjnych nie skandował nazwiska nowego prezydenta Stanów i nie klaskał w Sejmie, kiedy nadeszła wieść o jego wyborze. Jakoś nie słychać o podobnej postawie jego partyjnych komilitonów. Na domiar złego inny kaczysta powiada, że afera wyszła z kół lewicowo-liberalnych w USA.
Ciekawe, czy się niebawem pojawią oskarżenia wobec ofiar procederu. W chrześcijańskiej bowiem moralności nie jest naganne kupowanie miłości, w odróżnieniu od jej sprzedaży. Jeżeli więc nie pojawi się u nas obciążanie ofiar winą, znajdziemy kolejny dowód na zeświecczenie naszego społeczeństwa.
Wszak we współczesnym świecie nie ma potrzeby kupowania lub wymuszania tego, co ludziom normalnym zapewnia natura.