Trwa odwieczne u nas zmaganie zwolenników Zachodu z kulturowymi krewniakami Wschodu.
Prezes TK uznał, że składając ślubowanie w Sejmie, ustanowieni ostatnio sędziowie Trybunału, wybrali najgorszą decyzję z możliwych. Nowo wybrani i zaprzysiężeni sędziowie zostali jednak wpuszczeni do TK. Czworo z nich nie zostało atoli dopuszczonych do normalnych czynności. Według więc Rafała Wojdy sprawia to wrażenie, że szef TK albo nie zna konstytucji, albo stosuje ją instrumentalnie na korzyść PiS. Aprobata zaś prezydenta, w sprawie niedopuszczenia do czynności czterech sędziów, od których wcześniej bezpośrednio nie odebrał przyrzeczenia, sugerują uzurpowanie sobie kompetencji Sejmu.
Wczoraj obchodzono szesnastą rocznicę – nie miesięcznicę – katastrofy smoleńskiej. Miesięcznica była 192. W jej obchodach wziął więc udział prezydent i przedstawiciele rządu. Uroczystości celebrowano przed Pałacem Prezydenckim, na Placu Piłsudskiego i na Powązkach. Tam już bez prezydenta. – Z tego miejsca chcę wezwać wszystkich, żeby mówili prawdę i mówili o zamachu smoleńskim – oświadczył Prezes. Wszystko przebiegało zgodnie z tradycyjnym rytuałem, z protestami przeciwników teorii zamachu włącznie.
Oba zaś zdarzenia mają wspólną cechę. Ich ocena dokładnie dzieli scenę polityczną. Jedni są przekonani, że ostatnio wybrani sędziowie do TK są ustanowieni zgodnie z prawem, a katastrofę spowodowała przemożna chęć lądowania w niesprzyjających warunkach. Ich przeciwnicy zaś są przekonani, że zarówno pośrednie zaprzysiężenie sędziów, jak i katastrofa jest dziełem spisku antypisowców i ich moskiewskich pomocników.
Normalka zatem i nuda.