Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

sobota, 22 lutego 2020

Podstęp

Koszta wywozu śmieci wzrastają wielokrotnie, bo wymaga tego segregacja, do której jednak zobowiązano… płatników czynszu. Wszystko zaś ma służyć odzyskaniu surowców wtórnych, co jest oczywistą korzyścią dla środowiska. Nic tak bowiem go nie niszczy jak górnictwo. No i ogólnie ma być taniej, bo odzyskane, tanie surowce to także tanie produkty, lepsza jakość życia. Opakowania zaś jednorazowe mają być z papieru, czyli z drewna, a lasy to przyroda, którą również trzeba chronić.
Jawi się tu kilka pytań. Po pierwsze więc, kto korzysta na tym, że na koszt mieszkańców dostanie pod nos gotowe i posegregowane surowce? Po drugie kto wymyślił powrót do papierowych toreb, malowniczo się niegdyś prezentujących w rękach gwiazd amerykańskich filmów z połowy ubiegłego wieku? Kto w ogóle wymyślił postęp dekretowany od góry? A jeżeli już, to dlaczego go wdraża metodami gospodarki nakazowo rozdzielczej?
Przecież jest oczywiste, że mieszkańcy by chętnie segregowali śmieci, gdyby to przynosiło im wymierne oszczędności. To by wymagało, aby powstał rynek odpadów wtórnych. Aby go stworzyć, trzeba by albo odczekać do upowszechnienia dolegliwości na skutek mnożących się składowisk, albo stworzyć finansowe warunki dla opłacalności utylizacji śmieci. W tym celu właśnie wymyślono politykę podatkową. Przecież nie po to aby karmić propagandę czy jakąś księżycową podkomisję.
Skoro się jednak mentalnie tkwi w Peerelu, to najbardziej nawet słuszne pomysły władzy muszą oznaczać finansowe straty dla obywateli. Aliści kiedy dla poprawy jakości życia tak naprawdę ma się dla nich  prezentację pulchnego paluszka współczesnej gwiazdy — liczby oglądających go jednocześnie może mu pozazdrościć figura Jayne Mansfield — to czego wymagać więcej?

piątek, 21 lutego 2020

Mowa

Wolność słowa. Wedle pani mecenas i szefowej kampanii wyborczej prezydenta Dudy to też odpowiedzialność za słowo. Ma rację. Zwłaszcza hejt wkracza w sferę wolności innego człowieka. To jednak oznacza przekroczenie granicy chronionej już innymi przepisami. Nie ma przeto powodów, aby ograniczać swobodę wypowiedzi dla uniknięcia obelg w polityce.
Zabrzmiało to jednak jak sugerowanie rewizji prawa do wolności słowa. Rzecz zaskakuje tym bardziej, że na imprezie wyborczej w 2015 roku ku radości otoczenia obecnego prezydenta Janusz Rewiński obwieścił, iż Platforma Obywatelska to WSI. O zdradzieckich mordach, kanaliach i animalnym elemencie nie ma już co wspominać. Jedno i drugie to przecież hejt.
Ten zaś w politycznym zastosowaniu poprzez zohydzenie lub nawet odczłowieczenie przeciwnika ma formacji hejtera zapewnić większość w wyborach, czyli przeczy istocie demokracji. Nawet jednak walki z hejtem nie można prowadzić ograniczając obywatelowi prawo do krytyki. To by przypominało głośne wczoraj odnowienie fresku w Niemczy "na zasadzie zamalowania" .
Krytyką zaś nie jest pomówienie, nie mówiąc o obeldze. Sprawa stara jak świat. Odpowiedzialnością za słowo jest świadomość, że każdy ma prawo do własnej godności. Nawet jak się niedorzecznie wypowiada. Można mu to wytknąć, nawet ostro, ale bez obraźliwych porównań czy insynuacji.
Wydaje się to oczywiste, ale okazuje się, że stawiane w wątpliwość. Może tylko dla potrzeb kampanii wyborczej, ale jeśli nie tylko?

czwartek, 20 lutego 2020

Pożeranie

Zatrzymali agenta Tomka. Wkroczyli także do domów Mariana Banasia i siedziby NIK. Zdaniem szefa Izby bezprawnie. Wedle wielu komentatorów starają się tak przykryć paluszek pani Joanny. A by wystarczyło przeprosić za faka i przekazać pieniądze na onkologię. Byłoby przyzwoicie. A tak? Wygląda jak orkan w gremiach władzy. Zwłaszcza że NIK równocześnie rozpoczęła kontrolę w Prokuraturze Krajowej. Wzajemną chyba.
Ludzie zaangażowani w politykę zawsze pamiętają wiarygodne argumenty, padające z ust popieranych przez nich działaczy i niewiarygodne, głoszone przez przeciwników. Inne zapadają w niepamięć. Chroni to obserwatorów parlamentarnych zmagań przed dysonansem poznawczym.
Kiedy więc ktoś wierzy, że gorszy sort i animalny element czyha na jego tożsamość, z radością przyjmuje stwierdzenie, że chorzy na raka mają dość pieniędzy a rządowa telewizja mało, bo wykształciuchy nie płacą abonamentu. Dla nich więc wycofanie się z przegłosowanej ustawy o dopłacie dla TVP byłoby tchórzostwem. Gorszy sort ma wobec tego nowe powody do rozdzierania szat, ale czyni to stale, w związku z tym “biało-czerwona drużyna” jest bezpieczna.
Dobrozmieńcy też wyszukali w medialnych archiwach gest posłanki PO sprzed lat, przypominający podrzynanie gardła i za usprawiedliwienie siebie uznają, że ona również wtedy nie przeprosiła. To metoda najczęściej stosowana w piaskownicy. “To on zaczął”, tak się to nazywa.
Tym razem jest jednak nowy element. Wojna w rodzinie. Okazuje się, że ofiarą politycznych zmagań padają też ci, którym się coś “po prostu należało”. I tu nie ma żartów.
Kąsa bowiem umierająca monarchia. To stara prawda, głoszona już dawno przez Hemingwaya. Z uznanymi zaś konstatacjami się nie dyskutuje.

środa, 19 lutego 2020

Dialektyka

Wedle profesora Jassema, onkologa, można znacząco poprawić naszą pozycję w walce z nowotworami, jeśli ochrona zdrowia otrzyma dwa miliardy, przeznaczone przez dobrą zmianę na rządowe media. Pod względem ochrony przed rakiem jesteśmy bowiem w ogonie Europy. Około dziesięć tysięcy ludzi w ciągu roku niepotrzebnie umiera na tę chorobę. To mniej jak z powodu smogu, któremu naukowcy przypisują ponad czterdzieści tysięcy przedwczesnych zgonów rocznie, ale jednak też dużo.
Wszystko to na razie nie przemawia do rządzących polityków. Zdaniem wyrazicieli władz ochrona zdrowia otrzymuje teraz znacznie więcej pieniędzy, niż to było w czasie konsumowania ośmiorniczek. Nie tylko to nie robi na nich wrażenia. Nie przyłączyliśmy się też do europejskiej polityki klimatycznej, rezygnując z miliarda euro i ogłaszając to jako sukces.
Rzeczywistość poznaje się przez konfrontowanie informacji z własnymi doświadczeniami. Kiedy się je kształtowało poprzez osiągnięcia Peerelu, nie ma się wielkiego współczucia dla słabych. Liczy się proletariacka krzepa. W dobrej zmianie więc, podobnie jak w komunizmie przede wszystkim chodzi o zemstę na elitach, a gdy się jej dokona, i tak zapanuje powszechna szczęśliwość. Także więc odpowiadająca jej zdrowotność i ekologia.
Czyli o losie naszych chorych, podobnie jak zresztą o smogu zadecyduje polityczna kalkulacja. To zaś chyba przesądza o finansowym wsparciu propagandy. Bo to przecież świadomość określa byt. Pierwszy zatem sort i tak nie uwierzy, że dobra zmiana jest zła. Posiadacze zaś zdradzieckich mord w żadnym wypadku nie porzucą swoich animalnych preferencji. A wedle jedynie słusznej ideologii centrum u nas nie istnieje. Nie czas więc żałować róż, kiedy płoną lasy.
Czy to przyspieszy upadek dobrej zmiany? Na pewno, niezależnie od przyjętego rozwiązania problemu. Albo zhańbi się ona uległością wobec żądań drugiego sortu, albo udowodni nieczułość na nieszczęście. Wpakowała się bowiem w klasyczną pułapkę arogancji.
Poza tym żadna ideologia nie pasuje do rzeczywistości. Każda jest mitem. W każdej więc wszystkie warianty są błędne.

wtorek, 18 lutego 2020

Karbonariat

Zwały niepotrzebnego węgla mogą zostać usunięte. Podobno górnicy znaleźli sposób. Rozsypią czarne złoto w biurach poselskich rządzącej formacji. W ten sposób zamierzają jej funkcjonariuszy przymusić do tego, aby drogie paliwo wepchnęli elektrowniom, którym jednakowoż URE utrudnia podniesienie cen prądu.
Rząd nie doda też nic do górniczych płac. Ci więc w Polskiej Grupie Górniczej zorganizowali wczoraj dwugodzinny strajk ostrzegawczy. Delegacja zaś związkowców przywiozła dwa pierwsze worki niechcianego węgla Mateuszowi Morawieckiemu.
Gdyby panowały warunki rynkowe, w elektrowniach węglowych spalano by tani, importowany węgiel, ich prąd by bez interwencji URE był niedrogi, nierentowne kopalnie by zamknięto a zatrudnieni tam górnicy znaleźliby lepsze miejsca pracy. Dotacje zaś do kopalń można by było przeznaczyć na spłatę państwowego długu. Czynne natomiast zakłady płaciłyby pracownikom proporcjonalnie do osiągniętych dochodów. Jak na przykład w piekarniach.
Wszystko się zasadza na tym, co Małgorzata Kidawa-Błońska mówiła w kontekście zasypywania podziałów. Aby tego dokonać, trzeba mówić prawdę i szanować ludzi. Górników także. Zamiast więc im wmawiać, że socjalistyczne sposoby zarządzania są dobre, trzeba powiedzieć prawdę o nieopłacalności wydobycia z głębokich złóż. Wymaga tego elementarny szacunek.
Wtedy też nie trzeba by się było w komunikacji z opozycją posługiwać środkowym palcem. Wtedy też nie trzeba by się było obawiać składowania węgla na urzędniczym biurku biurokraty.
Ale wtedy by też nie było dobrej zmiany.

poniedziałek, 17 lutego 2020

Konwenanse

Bez Ciebie jestem tak smutny, jak kondukt w deszczu pod wiatr
Bez Ciebie jestem wyzuty z ochoty całej na świat [Przybora].
Nie wpuścili pani Joanny na konwencję. Uznali jednak, że się zachowuje nazbyt niekonwencjonalnie, nawet jak przeciera oczy. Trudno się dziwić, wszak nie przyjęła natychmiast krytyki od samego Prezesa. A przecież wszyscy mają wiedzieć, że on wie lepiej. Kiedy nie wiedzą, a występują w drużynie dobrej zmiany, mogą uznawać kogo innego za tego, co wszystko wie lepiej. Czyli trafiają do kąta. Niczym niegdyś pani Elżbieta, co to uważała, że ona wie lepiej.
Tym razem nie była pani Joanna sama. Smakiem obeszła się też niemała liczba zaproszonych i nie wpuszczonych na konwencję członków partii. A media pieją o znakomitej organizacji przedsięwzięcia. Takie piękne było, amerykańskie. Tylko sala jakby przymała. Jakby chcieli pokazać albo niespodziewanie wielkie zainteresowanie obradami, albo potęgę, dla której nie ma dostatecznie dużego miejsca. Wyszło jak zwykle. A gdyby rzecznikiem kampanii została pani Joanna, może mogło być lepiej?
Prezydent zaś na konwencji mówił o szacunku dla wszystkich Polaków. To by jednak powodowało pewien zgrzyt z pokazaniem faka tym ze zdradzieckimi mordami. Przecież wiadomo, że przed wyborami mają oni zawsze amnestię od animalnej proweniencji. Ale też wyborczy czas zaczyna się dopiero po prezentacji kandydatów.
Tak więc znowu nie wiadomo o co chodzi. Czy pani Joanna się nie dostała, bo za późno przyszła, czy też nie wpuszczono jej, bo się uważa za bardziej wtajemniczoną od Prezesa? I to ma być dobra zmiana?
W Wenezueli rzecz załatwiono radykalnie. Wszyscy wszystko wiedzieli. Jeszcze w osiemdziesiątych latach ubiegłego wieku utworzono tam Ministerstwo Rozwoju Inteligencji Narodu. Zadziałało jak należy. Potem bowiem bez problemu znacjonalizowano, podporządkowano, odzyskano co trzeba i proszę jakiej zmiany od tego czasu doznała ludność tego państwa. Dobrej oczywiście.
Bo słuszna inteligencja się po prostu należy. Wszystkim. 

niedziela, 16 lutego 2020

Intrygi

Bronili list poparcia, jak “ja cię nie mogę”. I rzeczywiście nie udźwignęli. Listy ogłoszono. Okazuje się, że mają formalne wady, które powodują, że niektóre kandydatury mogą być nieważne. Ponieważ głosowano en bloc, także więc na sędziów prawdopodobnie pozbawionych wymaganego poparcia, błąd może obciążać wynik. Nie istniałaby przeto powołana w ten sposób KRS. W najbliższym tygodniu zapowiadane są zatem doniesienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przedstawienia Sejmowi nieprawdziwych dokumentów.
Rzecz się rozwija nader ciekawie. Cała bowiem reforma sądownictwa jest oparta na decyzjach nowej Rady. Kiedy by jej nie było, nie byłoby reformy. Komisja Europejska więc i TSUE nie mają powodów do niepokoju, nic się bowiem jeszcze nie stało. Każdy się przecież może pomylić. Szczególnie pracując w nocy, w harmiderze politycznej kłótni, popędzany wyznaczonym mu czasem.
Aliści jest i druga okoliczność. Oto ktoś przecież przygotował reformę i zaniedbał szczegółów, które ją mogą zlikwidować. Pojawił się więc winny ewentualnego upadku sztandarowego przedsięwzięcia dobrej zmiany. Teraz wystarczy, że się go ujawni, usunie i ma się spokój od przeciwników i zawiedzionych zwolenników.
Wszak “Ludzi należy albo zjednywać sobie pieszczotą, albo niszczyć, bo za drobne krzywdy będą się mścili, a doznawszy wielkich nie będą już w stanie”. No i Prezes by odzyskał swą rolę w partii, zaś Machiavelli, autor cytowanych słów by się okazał zaledwie twórcą pierwocin... makiawelizmu.
Ale wczoraj na konwencji PiS-u usłyszeliśmy jedynie, że “Przez cały czas ostoją obrony Konstytucji i prawa był Andrzej Duda... Ma też inne zalety, żonę”. Słabo to wypadło. Takie hasła nie przykryją nie tylko list, ale i niefortunnego palca pani Joanny. Najwyraźniej minął już w dobrej zmianie czas wielkich posunięć.
Nic więc dodać. No chyba że o tych wiórach, co to lecą tylko w niektórych miejscach, ale zawsze godzą w słabych. A maksyma Machiavellego działa w obie strony.