Socjalizm: mam trzy krowy; rząd odbiera mi pod przymusem mleko, które potem mogę kupić w państwowym sklepie na kartki [Janusz Korwin-Mikke].
Lewica brylowała wczoraj. Podatki oto uchwalą nowe, takie, których nie odczują najbiedniejsi, nawet klasa średnia ich nie zauważy. W ten sposób rozwiążą problemy ochrony zdrowia, bo odebrane bogaczom pieniądze, wpakują w worek bez dna, opatrzony szyldem darmowe lecznictwo.
Problem z ustawicznymi brakami socjalistycznych państw rozwiązali już starożytni socjaliści. Kiedy do cna ograbili swoich obywateli ze wszystkiego, napadali na sąsiednie narody i ich kosztem opływali w dostatki, jakimiś ochłapami zadowalając rodzimych proletów. Nasi na razie obiecują.
Aby jednak dzielić, trzeba najpierw wytworzyć. Nie zagrabić. Ta prosta kolejność i różnica stale umyka uwadze lewicy. I ciągle są tacy, którzy się na to nabierają. Jeśli państwo pozbawi wytwórców pieniędzy na inwestycje, będzie musiało samo inwestować. Tylko wtedy zamiast przedsiębiorców, robić to będą urzędnicy. I jak pisał profesor Winiecki, zamiast podejmować ryzyko, będą szukali dupokrytki. Zysk – z którego kapitalistyczne państwo ma wystarczające podatki nie dlatego, że są wysokie, ale dlatego, że profity przemysłu są duże – jest w socjalizmie obrzydliwością.
Czyli socjalizm to wypróbowana recepta na nędzę. Nie świętowałem przeto wczoraj.