Wszystko na opak?
Wizyta Karola Nawrockiego na Węgrzech spotkała się ze złą oceną większości naszych komentatorów. Zwolennicy koalicji rządzącej wyrazili dezaprobatę z trzech powodów. Po pierwsze prezydent nie wizytuje premiera nawet bardzo zaprzyjaźnionego kraju. Po drugie Karol Nawrocki nie załatwił tam niczego, na czym by zależało Polsce. Chociażby odblokowania zwrotu przez Unię wartości sprzętu wojennego, dostarczonego Ukrainie na początku wojny. Po trzecie wizyta prezydenta u premiera obcego kraju w czasie kampanii wyborczej może być odczytana, jako wsparcie jego rządu. Przeciwnicy Koalicji 15 X są oczywiście zachwyceni.
Zastanawiające było to, że spotkanie odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Węgierskie media mówiły o wizycie niewiele. Po dwóch zaledwie dniach od zdarzenia Viktor Orban nazwał Ukrainę państwem terrorystycznym. Zapowiedział też zablokowanie jej gazu, dostarczanego rurociągiem biegnącym przez Węgry. Chyba że Ukraińcy naprawią zniszczony przez rosyjskie bomby fragment rurociągu Przyjaźń, którym Rosja dostarcza Madziarom ropę naftową.
Rzecz musiała być drażliwa dla naszego prezydenta, który tam ostro zareagował na pytania naszego dziennikarza o prorosyjskość Viktora Orbana. Wydaje się jednak, że Karol Nawrocki nie pomógł rządzącemu Fideszowi w kampanii wyborczej. Jego konkurenci z partii Tisza powiększyli ostatnio swoje poparcie do 58%.
Jeżeli taki efekt wizyty był zamierzony, to by wypadało pogratulować doradcom naszego prezydenta. I chyba zganić tych, którzy źle ocenili wizytę.