Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

piątek, 27 marca 2026

Opaczność

 Wszystko na opak?

Wizyta Karola Nawrockiego na Węgrzech spotkała się ze złą oceną większości naszych komentatorów.  Zwolennicy koalicji rządzącej wyrazili dezaprobatę z trzech powodów. Po pierwsze prezydent nie wizytuje premiera nawet bardzo zaprzyjaźnionego kraju. Po drugie Karol Nawrocki nie załatwił tam niczego, na czym by zależało Polsce.  Chociażby odblokowania zwrotu przez Unię wartości sprzętu wojennego, dostarczonego Ukrainie na początku wojny. Po trzecie wizyta prezydenta u premiera obcego kraju w czasie kampanii wyborczej może być odczytana, jako wsparcie jego rządu. Przeciwnicy Koalicji 15 X są oczywiście zachwyceni.

Zastanawiające było to, że spotkanie odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Węgierskie media mówiły o wizycie niewiele. Po dwóch zaledwie dniach od zdarzenia Viktor Orban nazwał Ukrainę państwem terrorystycznym. Zapowiedział też zablokowanie jej gazu, dostarczanego rurociągiem biegnącym przez Węgry. Chyba że Ukraińcy naprawią zniszczony przez rosyjskie bomby fragment rurociągu Przyjaźń, którym Rosja dostarcza Madziarom ropę naftową.

Rzecz musiała być drażliwa dla naszego prezydenta, który tam ostro zareagował na pytania naszego dziennikarza o prorosyjskość Viktora Orbana. Wydaje się jednak, że Karol Nawrocki nie pomógł rządzącemu Fideszowi w kampanii wyborczej. Jego konkurenci z partii Tisza powiększyli ostatnio swoje poparcie do 58%.

Jeżeli taki efekt wizyty był zamierzony, to by wypadało pogratulować doradcom naszego prezydenta. I chyba zganić tych, którzy źle ocenili wizytę.

czwartek, 26 marca 2026

Wabiki

 Nie wszystko złoto co się świeci. 

Spór polityczny w Polsce przybrał postać zbliżoną do tej, która charakteryzowała początki II Rzeczypospolitej. Przede wszystkim widać, że interes partyjny, tym razem pod nazwą dobrej zmiany, w polityce wrogów demokracji zaczął znowu przeważać nad narodowym. 

W początku XX wieku Józef Piłsudski uważał, że trzeba wykorzystać warunki dla tworzenia narodowej siły zbrojnej, powstałe w obdarzonej autonomią Galicji. Po utworzeniu Legionów, wziął udział w pokonaniu Rosji przez Austrię i Niemcy, aby się później od nich odwrócić i przystąpić do Ententy. Połączył usiłowania z Romanem Dmowskim, który od początku I wojny światowej zabiegał w Paryżu o sprawy Polskie, od 1917 roku będąc szefem Komitetu Narodowego Polskiego.

Twórca Narodowej Demokracji był przed I wojną światową przekonany, że najpierw trzeba pokonać Niemcy i Austrię. Poprzez pokonanie państw centralnych chciał doprowadzić do podporządkowania Rosji scalonych zaborów i dopiero wtedy ewentualnie zorganizować siłę, zdolną odrodzić Polskę.

Piłsudski w działaniu dowiódł słuszności swojej strategii. Teraz więc również do jego tradycji odwołują się neoendecy, dostrzegając atoli w całej Unii wyłącznie Niemców i odwołując się do pokrewieństwa kulturowego z Rosją. Prezentują więc swoiste pojmowanie historii, analogie i nauki wypływające z przeszłości. Nawet z meandrów wojny bolszewickiej, kiedy to marszałek Piłsudski powstrzymał ofensywę, aby dać bolszewikom czas na pokonanie Denikina. Nadrzędna bowiem była potrzeba odrzucenia aliansów z autorytarną Moskwą.

Przyjęli też epigoni endecji praktykę instrumentalnego korzystania z demokracji, znanej z początka lat dwudziestych, czyli rozpasanie wszystkich niedostatków moralności i praworządności. Wszak ich powtórkę obserwowaliśmy w ciągu ośmiu lat funkcjonowania dobrej zmiany.

Agresja Rosji na Ukrainę nie zmieniła tu wiele. Teraz jeszcze do tego doszła wojna na Bliskim Wschodzie i wypadałoby kaczystom oprzytomnieć. Nic z tego. Nienawidzą i Niemców i Unii. Utrzymują też, że również Putina, ale spotykają się z najbardziej proputinowskimi politykami Europy, których komunizujących wtedy poprzedników już Lenin nazywał użytecznymi idiotami.

Mamy piękną tradycję naszej armii i jej sukcesów. Szkoda, że nie dorastają do niej nasi jakoby prawicowi politycy.


środa, 25 marca 2026

Podobieństwo

 Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy. [Anais Nin].

Konflikt między rządem i prezydentem trwa. Wczoraj objawiła go prezydencka wizyta na Węgrzech. Premier Tusk stwierdził, że w interesie Polski nie jest wspieranie Orbana w jego prorosyjskich i antyeuropejskich działaniach.

W pierwszych miesiącach wojny dostarczyliśmy Ukrainie sprzęt o wartości 2 mld złotych. Tę sumę próbuje nam zwrócić Unia, ale proces wymaga jednomyślności premierów państw członkowskich. Viktor Orban postawił tu weto. Od dłuższego też czasu nasze władze są informowane, że węgierscy dyplomaci – najbliżsi współpracownicy Orbana – ściśle współpracują z władzami rosyjskimi, przekazując im dyskretne informacje z posiedzeń instytucji europejskich. Komisja Europejska zażądała wyjaśnień w sprawie podejrzanych kontaktów węgierskiego ministra spraw zagranicznych ze swoim odpowiednikiem w Moskwie.

Trudno się zatem dziwić, że kurtuazyjna wizyta naszego prezydenta przed wyborami do parlamentu ma szczególny charakter. Sprzyjanie zaś tamtejszych władz rosyjskim poczynaniom w Ukrainie, zagrażającym również naszemu bezpieczeństwu, ma charakter, którego nie można zaaprobować, jeżeli się rzeczywistość pojmuje logicznie. Mamy też kolejny dowód na to, że konflikt między rządem i prezydentem jest zawiniony przez głowę państwa.

Obiektywnie rzecz biorąc, sami takiego prezydenta wybraliśmy. Jest taki jak większość z nas. Chcącemu zaś nie dzieje się krzywda.


wtorek, 24 marca 2026

Uświadomienie

 Sztuczność nie jest sztuką. Nawet w polityce.

Wizyta prezydenta Nawrockiego na Węgrzech jest krytykowana przez MSZ. Trudno bowiem promować Viktora Orbana, który blokuje wsparcie Ukrainy, nawet unijną rekompensatę dla Polski za przekazaną tam pomoc. W dodatku wedle Washington Post każda poufna wypowiedź zagranicznych gości może za sprawą szefa węgierskiego MSZ natychmiast trafiać do Moskwy. W takiej sytuacji wsparcie premiera Węgier w kampanii wyborczej może być uznawana za zgodę na jego poczynania przeciwko polityce Unii, NATO, także Ameryki. Niezależnie od zapewnienia, że Polacy kochają Węgrów, nienawidzą Władimira Putina, który jest zbrodniarzem wojennym. 

Liderka Polski 2050 uważa, że powinno się wprowadzić ustawowy wymóg referendalnego potwierdzenia wyjścia Polski z UE. Jest przekonana, że to utrudni PiS-owi ewentualny polexit. Zapomina tylko o tym, że taki przepis można równie łatwo zlikwidować. Jeżeli się chce coś osiągnąć w polityce, trzeba budować większość poprzez uświadamianie elektoratu. Niezrozumiały dla ogółu symetryzm partii Szymona Hołowni sprowadził ugrupowanie do poziomu jednoprocentowego poparcia. Trwanie w błędach pogłębia kryzys, od którego się próbuje uciekać.

Zaostrzenia antyunijnej retoryki przez kandydata PiS na premiera przynosi pozornie pozytywny skutek dla kaczystów. W najnowszych sondażach widać wzrost ich poparcia i odpowiadający mu spadek popularności Konfederacji. Widać, że opowiastki w stylu podpitego wuja na weselu znajdują admiratorów w kołach rzekomej prawicy. Współczuć należy formacji, skazanej na konieczność szukania poklasku u tak mało wymagającej publiki.

Wszystko razem składa się na konkluzję, że nieszczerość nie przynosi oczekiwanych efektów. Nie jest to nowe, ale chyba zapomniane. Dobrze więc, aby przynajmniej politycy o tym pamiętali.


poniedziałek, 23 marca 2026

Savonarolcy

 Dwóch mężczyzn, obywateli polskich zawarło ze sobą ślub w Berlinie i polski Najwyższy Sąd Administracyjny zawyrokował o konieczności uznania tego faktu przez Urząd Stanu Cywilnego. Rzecznik Praw Obywatelskich uznał, że dotyczy to jednej konkretnej pary, a nie wszystkich, zawartych za granicą małżeństw jednopłciowych.

Zdaniem sędziego NSA Konstytucja RP nie stanowi przeszkody w rejestracji małżeństw jednopłciowych, zawartych w innym państwie Unii. Niemniej jednak wyrok spowodował szereg krytyk ze strony polityków prawicy, łącznie z szydliwym stwierdzeniem jednego z najbardziej intelektualnie zaawansowanych, że teraz trzeba czekać na konieczność uznania ślubu człowieka z kozą.

Tymczasem jest niezaprzeczalnym faktem, że homoseksualizm nie jest wynikiem choroby ani zachcianki. Jest naturalnym stanem rzeczy, obserwowanym wśród wszystkich gatunków. Nie ma więc żadnego powodu, aby jakoś specjalnie traktować osoby homoseksualne, bo ich orientacja jest typowa i to nie tylko dla części rodzaju ludzkiego.

Konstytucja RP stanowi, że godność człowieka jest przyrodzona i niezbywalna, stanowi źródło wolności i jest nienaruszalna. Więcej, zawiera też zakaz dyskryminacji i prawo do ochrony życia prywatnego i rodzinnego. Małżeństwo zaś, jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Z tego ma wynikać zakaz uznawania małżeństw jednopłciowych.

Nasi prawicowcy uwielbiają zakazy. Ba, chętnie by te ideologiczne wspierali jakimiś starotestamentowymi plagami. W tym bowiem są biegli. Jedynie.


niedziela, 22 marca 2026

Wodolejstwa

 Gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. [Odwieczne].

Prezydencki projekt zakłada finansowanie Safe zero procent z zysków NBP poprzez specjalnie tworzony  Polski Fundusz Inwestycji Obronnych. Bank atoli ma do 2025 roku skumulowaną stratę w wysokości 100 miliardów złotych i w 2026 roku zasygnalizował już kolejną, o dotychczasowej wysokości 2 miliardów złotych. 

Kiedy by rzeczonych zysków nie było, Bank Gospodarstwa Krajowego miałby Funduszowi udzielić kredytu. Odsetki, jakie ów bank proponuje, są tam o kilka punktów procentowych wyższe od referencyjnych stóp NBP. One dzisiaj osiągają 3,75%. Poza tym przyszłe zyski Banku Narodowego muszą najpierw pokryć dotychczasowe straty, potem z mocy prawa trafią do budżetu. O ich wykorzystaniu decyduje gestor państwowych pieniędzy, czyli rząd. 

On również może zasilić rzeczony fundusz, ale w tym celu by musiał albo zrezygnować z jakichś wydatków, albo zaciągnąć kredyt. Robi się to poprzez wypuszczenie własnych obligacji. Polskie zaś są obarczone sześcioprocentowymi odsetkami. Unia za swoje obligacje płaci tylko 3%. Jej zatem dług, scedowany na nas, jest o połowę tańszy.

Wydaje się, że również to legło u podstaw zablokowania prezydenckiego projektu przez marszałka Sejmu. Teraz więc politycy mają używanie. Prorządowi wytykają przeciwnikom ignorowanie rzczywistości, opozycyjni wpędzanie kraju w długi.

Wydaje się więc, że na wkład do Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych nie ma nieoprocentowanych pieniędzy ani teraz, ani nie będzie w przyszłości. Nic tu też nie wniesie propozycja Mariusza Błaszczaka, aby zmienić marszałka.

Takie sami sobie wymyślamy problemy i mamy w tym długą tradycję.


sobota, 21 marca 2026

Pomyłka

 Wiara przenosi góry, ale tylko w oczach wiernych. Zazwyczaj robią to koparki.

Ceny złota spadły. Drugiego marca kosztowało 5393 $ za uncję, czyli za 28,35 gramów kruszcu. Wczoraj uncja kosztowała już tylko 4720 dolarów. Różnica wynosi 673 $. Jeden gram złota stracił więc na wartości prawie 24 $, czyli 24 miliardy dolarów za tysiąc ton metalu.  Powodem ma być wojna z Iranem. Kiedy jej skutki zostaną przezwyciężone, ceny złota mogą wzrosnąć. Za kilka lat.

Gdyby zatem nasz bank centralny sprzedał wtedy niecałe dwa tysiące ton złota, mógłby je teraz odkupić za około 45 mld dolarów taniej. Miałby wtedy pierwotną ilość złota i dodatkowo sumę, mniej więcej równą wartością kwocie, pożyczanej Polsce z unijnego programu SAFE. Mógłby ją zatem przekazać funduszowi Safe zero procent, atoli kosztem wielkości posiadanych rezerw walutowych. 

To by było nawet możliwe, aliści NBP miał w końcu lutego tylko około 570 ton złota. Nie miał tysięcy ton kruszcu na sprzedaż. Czyli cała dyskusja o możliwości jego wykorzystania, aby stworzyć konkurencyjny program zbrojeniowy dla unijnego, była zwyczajnym humbugiem.

Nic dziwnego, że premier Tusk podejrzewa, iż pomysł wykreowania przez prezesa Glapińskiego alternatywy unijnej pożyczki, był wyłącznie rodzajem alibi dla prezydenckiego weta. Prawdopodobnie NIK nie przeoczy tego rodzaju apolityczności NBP podczas swojej kontroli, która się właśnie tam rozpoczyna. Broni bowiem potrzebujemy możliwie szybko, nie po wielu latach.

Skoro zaś mamy takich speców od polityki, to kiepsko by się prezentowała nasza przyszłość, po opuszczeniu za sprawą PiS realnego świata, czyli Unii. Chociaż pewnie kaczyści żywią przekonanie, że wtedy z piasku ukręcą bicz i będą nim dyscyplinować niezadowolonych Polaków. Szczęśliwie to też niemożliwe. Udało się tylko diabłu i to w starej, ale jednak bajce.

Nie jest byłoby może aż tak źle, jak się wydaje, ale śmiesznie jest na pewno.