Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

wtorek, 12 listopada 2019

Paści

Wszelkie obchody w warunkach ideologicznego wzmożenia są solenne. Mogliśmy więc wczoraj momentami obserwować znudzenie na prezydenckiej twarzy, która dawniej prezentowała wyłącznie niezłomność i siłę z wyrazem, jakiego mógłby pozazdrościć niejeden amatorski aktor. To też pewnie było powodem, że przemówienie lśniło metaforami niczym “łany złotych kłosów w listopadowym słońcu” (sic!).
No i warta honorowa wzrosła do siły plutonu, a pomocnicze formacje z dumą epatowały najnowszymi karabinkami, co je odróżniało od reprezentantów jednostek liniowych. Trzeba jednak odnotować, że wreszcie zlikwidowano zabawne dreptanie żołnierzy, układających wieńce.
Nic tak nie promuje władzy, jak celebracja. Rzecz jest rutynowa, tło interesujące, odbiorcy pozytywnie nastawieni, bo to przecież zawsze jakaś uroczystość.
I nic tak nie odstręcza jak przesada. Moment przekroczenia granicy oddzielającej ją od w miarę rzeczywistego świata jest trudny do zauważenia. Ale jak się ów Rubikon przekroczy, nie ma już odwrotu. Bez ratunku popada się w rzeczone “łany”.
Aliści brak przesady oznacza też niedostateczną gorliwość przekazu. Suweren może być urażony taką ...powierzchownością.
To tak, jakby Scylla i Charybda podjęły swe dzieło na tym samym akwenie. Trudno z tego wyjść cało. Czasem w ogóle nie można. Uff...

poniedziałek, 11 listopada 2019

Niepodległość

Umiłowanie ojczyzny to wszędzie patriotyzm. Jest zawsze oczywisty, bo we własnym kraju mówi się zrozumiałym językiem, operuje znanymi symbolami, panują jasne obyczaje. W dodatku jest się blisko miejsc pamiętanych z dzieciństwa, blisko krewnych, przyjaciół i ma się prawo do dowolnych zachowań, ograniczonych tylko akceptowanymi powszechnie normami. Ba, nawet klimat nie przynosi tu niespodzianek. Wszystko więc jest przewidywalne i bezpieczne.
W Polsce rzecz jest bardziej skomplikowana. Mamy bowiem cześć dla dawnych bohaterów walk powstańczych. Chcemy się z nimi utożsamiać. Za patriotyczne więc uważamy prezentowanie zakazanych niegdyś symboli. Bardziej jednak w tym względzie zaangażowani Polacy, może z braku silnych wrażeń czasu stabilizacji, chcieliby też teraz uczestniczyć w jakimś powstaniu. Do tego jest jednak potrzebny wróg. Muszą go więc wymyślić, bo państwo nie tylko w wyniku wojny i późniejszych zdarzeń zostało pozbawione mniejszości etnicznych, ale zyskało na bezpieczeństwie, przystąpiło bowiem do Unii Europejskiej i NATO.
Ponieważ od upadku Napoleona mieliśmy w kraju spór między zwolennikami romantyzmu i pozytywizmu, personifikowanymi najpierw przez Mochnackiego i Druckiego-Lubeckiego, ostatecznie przez Piłsudskiego i Dmowskiego, nie mamy najmniejszych kłopotów z wynajdywaniem powodów dla niezgody. Kiedy jeszcze się na to wszystko nakładają zapatrywania na gospodarkę, czyli liberalizm staje przeciwko etatyzmowi, komplikacja rzeczy się dopełnia.
Nic jednak nie buduje dobra tak skutecznie, jak spór. Szczególnie kiedy najbliższym niebezpieczeństwem jest tylko populizm w połączeniu z kolejną bessą w światowej ekonomii. Ta zaś łatwo przekonuje, że trwanie w radosnym spożywaniu zapasów jest gorszym sposobem na życie od ich tworzenia. Nie zabiją nas również dla naszego dobra, chyba nie wyprowadzą z Unii, może nawet specjalnie nie wygłodzą.
Cieszmy się zatem, że mamy święto i możność obchodzenia go zgodnie z własnymi upodobaniami. Zapomnijmy też o wydumanych wrogach, bo głównie się ginie od własnych słabości, dużo rzadziej od cudzej perfidii.
Wszystkiego najlepszego zatem. Wszystkim.

niedziela, 10 listopada 2019

Wykon

Prezes dostrzegł spowolnienie gospodarcze i zapowiedział ograniczone lub żadne jego skutki dla Polski. Skoro Donald Tusk miał swoją zieloną wyspę, dobra zmiana musi mieć swoją. Lepszą oczywista oczywistość.
Bo jak mówił Prezes w 2012 roku tamta "Zielona wyspa, to był kredyt, dług, który trzeba spłacać, a spłacać go musi młodzież, bezrobociem, emigracją, brakiem mieszkań, zamykanymi szkołami. Spłacać je będzie starsze pokolenie przedłużeniem przymusowej pracy, nędznymi emeryturami. Spłacają je chorzy, fatalnym stanem służby zdrowia. Płacimy wszyscy, wyższymi podatkami, galopadą cen" [Muzeum IV RP].
Po pierwsze więc będzie jednak zrównoważony budżet. Obstrukcja gowinowców w sprawie limitu składek zusowskich wymusiła likwidację OFE. Teraz więc będzie można uzyskać co nieco pieniędzy bez rezygnacji z niepotrzebnych wydatków, przeciwko którym nikt nie oponuje w biało-czerwonej drużynie. A że kosztem obywateli? Przecież wiadomo, że rząd nie ma własnych pieniędzy.
Po drugie obserwujemy zwieranie szeregów. Ziobryści więc mają jednak drugie ministerstwo, mimo że ich kluczowy resort został w piątek przez premiera wymieniony na samym końcu. W dodatku nie przed posłami, ale przed… siedzibą partii, czyli w miejscu dużo ważniejszym. Tak jednak czy owak, są powody do wdzięczności.
Po trzecie propaganda również nie próżnuje. Próbkę jej możliwości dała odpowiedź na krytykę jedynie słusznego sposobu walki z rakiem. “Na coś ludzie muszą umierać. Jeśli nie umierają na choroby serca, to będą umierać na raka” — mówi wschodząca gwiazda dorozmiennego realizmu.
I tak nie będzie aż stu dni na realizację przedwyborczych obietnic. Są od razu spełniane. Bo dobra zmiana staje się jeszcze lepsza. Wszak dowodzi tego chociażby pokonanie plag, które Prezes przypisał poprzednikowi. Wystarczy sięgnąć do jedynie słusznych mediów, aby się o tym przekonać.
My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo! [Miś].

sobota, 9 listopada 2019

Czasoprzestrzeń

Jedna strona ma własną skalę wartości. Światowej sławy naukowiec był majorem KBW — fatalnie. Głosiciel spóźnionego antykomunizmu, który niegdyś na ulicach Łodzi wraz z kolegami z ZWM wykrzykiwał “bandiera rossa” i inne takie hasła — cacy. Resortowe dzieci — be. Ale nie wszystkie. Są także słuszne.
Druga strona też nie od macochy i ma swoją skalę. Niegdysiejszego szefa ONR uczyniono prezesem(?) opolskiego oddziału IPN — niedobrze. Parlamentarzystami PO zostało dwóch byłych przewodniczących SLD — w porządku.
Obwiniani też często się stosują do rzeczonej konwencji i gorliwie zapewniają, że nigdy, przenigdy nie uczestniczyli czynnie w przypisywanych im gremiach. W ten sposób uzasadniają jednak zarzuty. Kłamstwo nie jest dobrą rekomendacją nawet w polityce. Dlatego też ci drudzy z opisanych na wstępie, mimo że biorą udział w narzuconej im grze, wypadają jednak lepiej.
Mamy tu biało-czarne postawienie problemu przeszłości osób publicznych, klasyczne dla manipulacji. W dodatku narzucana nam ocena jest względna. Ci, którzy właśnie są po słusznej stronie, wedle propagandy nie mają niczego wspólnego z własną, ambarasującą przeszłością. Niesłuszni przeciwnie, nie tylko są winni temu, od czego się jakby odżegnali, ale także temu, co zmajstrowali ich krewni wstępni, zstępni i równolegli.
A my? Wyborcy? My albo się dajemy manipulować, albo jeszcze gorzej, popadamy w fanatyzm zapominając, że prawda nie ma niczego wspólnego z głosicielem. Bo też zasady plemiennej solidarności są odwieczne i zawsze się do nich stosujemy. Chyba że wybieramy skrajności. Wtedy popadamy w obszar obcy regułom, które i nam przyświecają. Przez naturę zaś jest on przeznaczony dla osobników uciążliwych.
I wtedy nikt rozsądny nie słucha tych, którzy utkwili w błędzie. I może też dlatego, że wstręt do podobnych zachowań wywodzi się z komunistycznych czasów i od wówczas ustanowionego obowiązku odcinania się od wrogich elementów.
Bo też Lenin dla wielu jest wiecznie żywy, ale po jednej stronie, tej pierwszej z opisanych na wstępie, jakby bardziej.

piątek, 8 listopada 2019

Neosymbolizm

Opozycja wzywa prezydenta do porzucenia pomysłu obdarzenia godnością Marszałka-Seniora kontrowersyjnego polityka, bo “Nominacja ta jest obraźliwa dla Polek i Polaków, którym na sercu leży dobro Ojczyzny. Domagamy się, by nie nobilitował Pan osoby, która - nawet według Pana opinii - stosuje ubeckie metody, działa na rzecz osłabienia bezpieczeństwa Polski i od lat żeruje na kłamstwie smoleńskim”. Tak czytamy w liście przesłanym przez posłów PO.
Antoni Macierewicz zaś w dniu objęcia rządów przez dobrą zmianę z mównicy sejmowej pytał dramatycznie poprzedników: "Co takiego wam Polska zrobiła, że pozostawiliście ją tak bezbronną? Co takiego musiało się zdarzyć w Siłach Zbrojnych? Co takiego musiało się zdarzyć w waszych głowach, że wtedy, gdy wszystko wskazywało na to, że zbliża się najgorszy konflikt, największe niebezpieczeństwo, największe zagrożenie dla naszego kraju, to wy głosiliście chwałę bezpieczeństwa od strony rosyjskiej, a minister spraw zagranicznych w waszym rządzie stwierdzał, że Rosja rychło już będzie członkiem NATO. Co takiego się stało z waszymi głowami, że takie bzdury wygadywaliście?"
Język dobrej zmiany szczególnie a w ogóle naszej polityki jest od czasu IV RP dziwnie barwny. Daje temu wyraz niedawno wydana “Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, książka autorstwa Galopującego Majora. Ogólnie wynika stamtąd konstatacja, że ideologicznie zaangażowana formacja przechodząc do defensywy sięga do przemocy symbolicznej, której celem zawsze jest poniżenie przeciwnika, odarcie go z godności, w skrajnych przypadkach dehumanizacja.
Obserwując poczynania naszych polityków trzeba zauważyć, że jednak dziadek z Wehrmachtu był pierwszy. Również tylko jeden z politycznych liderów nazywał przeciwników kanaliami, elementem animalnym, przypisywał im zdradzieckie mordy. Chociaż jego także ideologiczny poprzednik już wcześniej wyrażał szydercze zadowolenie z nadchodzącej Wigilii, bo może władze nielubianej przezeń AWS doprowadzić do mówienia ludzkim głosem.
Teraz następuje chyba eskalacja symbolicznej przemocy. Ale też czas mamy szczególny, przesycony demagogią. Łatwo więc można sobie uzmysłowić, kto uważa, że jest w defensywie, bowiem utracił pewność siebie.
Pozostaje pytanie dlaczego? Aliści to na razie pozostaje w sferze domysłów.

czwartek, 7 listopada 2019

Mnożenie

Media donoszą, że koalicjanci PiS zajmą się teraz ochroną środowiska. Sprawiedliwość i nauka będą im odjęte? Chyba nie. Tylko dotychczasowe Ministerstwo Środowiska ma być rozpołowione. Jego część nie byłaby dostatecznym sposobem na usatysfakcjonowanie koalicjantów PiS-u, wzmocnionych przecież w wyniku wyborów. W ten jednak sposób i tak już liczna Rada Ministrów zostanie wzbogacona o szefa przynajmniej jednego resortu.
Upadek komuny w 1989 roku spowodował ograniczenie administracji. Decentralizacja państwa nie wymagała już takiej liczby ministerstw, jaką ustanowiła władza ludowa. Radykalnie więc zmniejszono Radę Ministrów i znacznie więcej kompetencji przyznano samorządom. Potem zlikwidowano większość województw i również je uwolniono od państwowej kurateli.
Aliści w miarę jak znaczenie odzyskiwał front antyliberalny, rosła administracja. Igraszką tego procesu stało się głównie Pomorze Zachodnie. Wszyscy populiści podczas każdych wyborów obiecywali powołanie jego kosztem województwa środkowopomorskiego. Tyle tylko, że są tam dwa miasta, którym by przysługiwała wojewódzka godność. Nie da się ich ani połączyć, ani któregoś unicestwić. Oba zaś się uważają za stolicę regionu. Jedno bowiem jest miastem książęcym, drugie większym. Rzecz więc zawsze pozostawała w sferze obietnic.
Z ministerstwami jest dużo łatwiej. Można je przecież mnożyć bez końca. Wystarczy na przykład oddzielić kompetencje tych przyrodników, co się zajmują wyższą, od tych administrujących niższą roślinnością i załatwione. Tyle że obdarowani tak pomnożonymi godnościami koalicjanci mogą na siebie koso spoglądać. Zawsze bowiem bardziej prestiżowe wydaje się zarządzanie tym, co należy do konkurenta. Ale też o to chodzi. Zajmą się sobą a nie będą podważali preześnych decyzji.
Rzecz by była tylko zabawna, ale kosztuje. Wydaje się, że konsumenci plusów powinni się już zacząć obawiać o ich pożywność. Przecież każda kucharka wie, że aby tą samą ilością zupy poczęstować większą liczbę konsumentów, trzeba do niej dolać wody.
Ale jak się chce mieć dobrą zmianę, trzeba się godzić na lurę.

środa, 6 listopada 2019

Chmury

finansowanej przez rząd konferencji o dumnej nazwie "Solidarność: od godności człowieka do ponadnarodowej współpracy”, organizowanej w Gdańsku przez związek zawodowy “Solidarność” wezmą udział purpuraci, którzy zasłynęli z kontrowersyjnych wypowiedzi i poczynań. Arcybiskup Jędraszewski ostrzegał przed “tęczową zarazą”, która rzekomo zastąpiła czerwoną a arcybiskup Głódź jest oskarżany o mobbing wobec ...księży.
— Położę się jednak Rejtanem, jeżeli ktoś będzie próbował ograniczać wolność słowa zwolennikom ideologii gender — zapowiedział Jarosław Gowin. Wcześniej wyrażał wątpliwości w sprawie kandydatów, zgłoszonych przez PiS na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. To nie wszystko. Wedle Polsatu także prezydent jest skonfundowany kandydowaniem Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza na sędziów TK. Nikt tego z nim nie uzgadniał, podobnie jak z kierownictwem gowinowców.
Jeżeli to nie jest rodzaj klasycznego buntu klerków w obozie dobrej zmiany, to trudno rzecz nazwać inaczej. Sprawa zaczyna mieć wymiar publiczny. Wprawdzie zarówno prezydent, jak wicepremier łatwo używają wielkich słów, nie można więc nimi mierzyć siły ich protestu, ale on zaistniał. I to pomimo mianowania Antoniego Macierewicza Marszałkiem-Seniorem Sejmu.
Teraz ruch należy do Prezesa. Wydaje się, że przemilczenie buntu i wyniosłe przeprowadzenie zamysłu — jak doradza Roman Giertych — byłoby dla buntowników najbardziej dolegliwe. Aliści reakcja w preześnym stylu — łatwo go przecież rozdrażnić i sprowokować do wypowiedzi bez żadnego trybu — też by nie była niemożliwa.
Tak czy owak jesteśmy świadkami pierwszej próby sił. Widać też po której stronie stanie Kościół, który konsekwentnie wspiera arcybiskupów wobec medialnych ataków na nich. Można więc twierdzić, że nic nowego. Przecież wiadomo było, że w drugiej turze musi dojść do pęknięć w autokratycznie zarządzanej drużynie, która sobie przywłaszczyła nazwę biało-czerwonej.
Ale że tak szybko?