Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy. [Anais Nin].
Konflikt między rządem i prezydentem trwa. Wczoraj objawiła go prezydencka wizyta na Węgrzech. Premier Tusk stwierdził, że w interesie Polski nie jest wspieranie Orbana w jego prorosyjskich i antyeuropejskich działaniach.
W pierwszych miesiącach wojny dostarczyliśmy Ukrainie sprzęt o wartości 2 mld złotych. Tę sumę próbuje nam zwrócić Unia, ale proces wymaga jednomyślności premierów państw członkowskich. Viktor Orban postawił tu weto. Od dłuższego też czasu nasze władze są informowane, że węgierscy dyplomaci – najbliżsi współpracownicy Orbana – ściśle współpracują z władzami rosyjskimi, przekazując im dyskretne informacje z posiedzeń instytucji europejskich. Komisja Europejska zażądała wyjaśnień w sprawie podejrzanych kontaktów węgierskiego ministra spraw zagranicznych ze swoim odpowiednikiem w Moskwie.
Trudno się zatem dziwić, że kurtuazyjna wizyta naszego prezydenta przed wyborami do parlamentu ma szczególny charakter. Sprzyjanie zaś tamtejszych władz rosyjskim poczynaniom w Ukrainie, zagrażającym również naszemu bezpieczeństwu, ma charakter, którego nie można zaaprobować, jeżeli się rzeczywistość pojmuje logicznie. Mamy też kolejny dowód na to, że konflikt między rządem i prezydentem jest zawiniony przez głowę państwa.
Obiektywnie rzecz biorąc, sami takiego prezydenta wybraliśmy. Jest taki jak większość z nas. Chcącemu zaś nie dzieje się krzywda.