Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

wtorek, 12 listopada 2019

Paści

Wszelkie obchody w warunkach ideologicznego wzmożenia są solenne. Mogliśmy więc wczoraj momentami obserwować znudzenie na prezydenckiej twarzy, która dawniej prezentowała wyłącznie niezłomność i siłę z wyrazem, jakiego mógłby pozazdrościć niejeden amatorski aktor. To też pewnie było powodem, że przemówienie lśniło metaforami niczym “łany złotych kłosów w listopadowym słońcu” (sic!).
No i warta honorowa wzrosła do siły plutonu, a pomocnicze formacje z dumą epatowały najnowszymi karabinkami, co je odróżniało od reprezentantów jednostek liniowych. Trzeba jednak odnotować, że wreszcie zlikwidowano zabawne dreptanie żołnierzy, układających wieńce.
Nic tak nie promuje władzy, jak celebracja. Rzecz jest rutynowa, tło interesujące, odbiorcy pozytywnie nastawieni, bo to przecież zawsze jakaś uroczystość.
I nic tak nie odstręcza jak przesada. Moment przekroczenia granicy oddzielającej ją od w miarę rzeczywistego świata jest trudny do zauważenia. Ale jak się ów Rubikon przekroczy, nie ma już odwrotu. Bez ratunku popada się w rzeczone “łany”.
Aliści brak przesady oznacza też niedostateczną gorliwość przekazu. Suweren może być urażony taką ...powierzchownością.
To tak, jakby Scylla i Charybda podjęły swe dzieło na tym samym akwenie. Trudno z tego wyjść cało. Czasem w ogóle nie można. Uff...

poniedziałek, 11 listopada 2019

Niepodległość

Umiłowanie ojczyzny to wszędzie patriotyzm. Jest zawsze oczywisty, bo we własnym kraju mówi się zrozumiałym językiem, operuje znanymi symbolami, panują jasne obyczaje. W dodatku jest się blisko miejsc pamiętanych z dzieciństwa, blisko krewnych, przyjaciół i ma się prawo do dowolnych zachowań, ograniczonych tylko akceptowanymi powszechnie normami. Ba, nawet klimat nie przynosi tu niespodzianek. Wszystko więc jest przewidywalne i bezpieczne.
W Polsce rzecz jest bardziej skomplikowana. Mamy bowiem cześć dla dawnych bohaterów walk powstańczych. Chcemy się z nimi utożsamiać. Za patriotyczne więc uważamy prezentowanie zakazanych niegdyś symboli. Bardziej jednak w tym względzie zaangażowani Polacy, może z braku silnych wrażeń czasu stabilizacji, chcieliby też teraz uczestniczyć w jakimś powstaniu. Do tego jest jednak potrzebny wróg. Muszą go więc wymyślić, bo państwo nie tylko w wyniku wojny i późniejszych zdarzeń zostało pozbawione mniejszości etnicznych, ale zyskało na bezpieczeństwie, przystąpiło bowiem do Unii Europejskiej i NATO.
Ponieważ od upadku Napoleona mieliśmy w kraju spór między zwolennikami romantyzmu i pozytywizmu, personifikowanymi najpierw przez Mochnackiego i Druckiego-Lubeckiego, ostatecznie przez Piłsudskiego i Dmowskiego, nie mamy najmniejszych kłopotów z wynajdywaniem powodów dla niezgody. Kiedy jeszcze się na to wszystko nakładają zapatrywania na gospodarkę, czyli liberalizm staje przeciwko etatyzmowi, komplikacja rzeczy się dopełnia.
Nic jednak nie buduje dobra tak skutecznie, jak spór. Szczególnie kiedy najbliższym niebezpieczeństwem jest tylko populizm w połączeniu z kolejną bessą w światowej ekonomii. Ta zaś łatwo przekonuje, że trwanie w radosnym spożywaniu zapasów jest gorszym sposobem na życie od ich tworzenia. Nie zabiją nas również dla naszego dobra, chyba nie wyprowadzą z Unii, może nawet specjalnie nie wygłodzą.
Cieszmy się zatem, że mamy święto i możność obchodzenia go zgodnie z własnymi upodobaniami. Zapomnijmy też o wydumanych wrogach, bo głównie się ginie od własnych słabości, dużo rzadziej od cudzej perfidii.
Wszystkiego najlepszego zatem. Wszystkim.

niedziela, 10 listopada 2019

Wykon

Prezes dostrzegł spowolnienie gospodarcze i zapowiedział ograniczone lub żadne jego skutki dla Polski. Skoro Donald Tusk miał swoją zieloną wyspę, dobra zmiana musi mieć swoją. Lepszą oczywista oczywistość.
Bo jak mówił Prezes w 2012 roku tamta "Zielona wyspa, to był kredyt, dług, który trzeba spłacać, a spłacać go musi młodzież, bezrobociem, emigracją, brakiem mieszkań, zamykanymi szkołami. Spłacać je będzie starsze pokolenie przedłużeniem przymusowej pracy, nędznymi emeryturami. Spłacają je chorzy, fatalnym stanem służby zdrowia. Płacimy wszyscy, wyższymi podatkami, galopadą cen" [Muzeum IV RP].
Po pierwsze więc będzie jednak zrównoważony budżet. Obstrukcja gowinowców w sprawie limitu składek zusowskich wymusiła likwidację OFE. Teraz więc będzie można uzyskać co nieco pieniędzy bez rezygnacji z niepotrzebnych wydatków, przeciwko którym nikt nie oponuje w biało-czerwonej drużynie. A że kosztem obywateli? Przecież wiadomo, że rząd nie ma własnych pieniędzy.
Po drugie obserwujemy zwieranie szeregów. Ziobryści więc mają jednak drugie ministerstwo, mimo że ich kluczowy resort został w piątek przez premiera wymieniony na samym końcu. W dodatku nie przed posłami, ale przed… siedzibą partii, czyli w miejscu dużo ważniejszym. Tak jednak czy owak, są powody do wdzięczności.
Po trzecie propaganda również nie próżnuje. Próbkę jej możliwości dała odpowiedź na krytykę jedynie słusznego sposobu walki z rakiem. “Na coś ludzie muszą umierać. Jeśli nie umierają na choroby serca, to będą umierać na raka” — mówi wschodząca gwiazda dorozmiennego realizmu.
I tak nie będzie aż stu dni na realizację przedwyborczych obietnic. Są od razu spełniane. Bo dobra zmiana staje się jeszcze lepsza. Wszak dowodzi tego chociażby pokonanie plag, które Prezes przypisał poprzednikowi. Wystarczy sięgnąć do jedynie słusznych mediów, aby się o tym przekonać.
My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo! [Miś].

sobota, 9 listopada 2019

Czasoprzestrzeń

Jedna strona ma własną skalę wartości. Światowej sławy naukowiec był majorem KBW — fatalnie. Głosiciel spóźnionego antykomunizmu, który niegdyś na ulicach Łodzi wraz z kolegami z ZWM wykrzykiwał “bandiera rossa” i inne takie hasła — cacy. Resortowe dzieci — be. Ale nie wszystkie. Są także słuszne.
Druga strona też nie od macochy i ma swoją skalę. Niegdysiejszego szefa ONR uczyniono prezesem(?) opolskiego oddziału IPN — niedobrze. Parlamentarzystami PO zostało dwóch byłych przewodniczących SLD — w porządku.
Obwiniani też często się stosują do rzeczonej konwencji i gorliwie zapewniają, że nigdy, przenigdy nie uczestniczyli czynnie w przypisywanych im gremiach. W ten sposób uzasadniają jednak zarzuty. Kłamstwo nie jest dobrą rekomendacją nawet w polityce. Dlatego też ci drudzy z opisanych na wstępie, mimo że biorą udział w narzuconej im grze, wypadają jednak lepiej.
Mamy tu biało-czarne postawienie problemu przeszłości osób publicznych, klasyczne dla manipulacji. W dodatku narzucana nam ocena jest względna. Ci, którzy właśnie są po słusznej stronie, wedle propagandy nie mają niczego wspólnego z własną, ambarasującą przeszłością. Niesłuszni przeciwnie, nie tylko są winni temu, od czego się jakby odżegnali, ale także temu, co zmajstrowali ich krewni wstępni, zstępni i równolegli.
A my? Wyborcy? My albo się dajemy manipulować, albo jeszcze gorzej, popadamy w fanatyzm zapominając, że prawda nie ma niczego wspólnego z głosicielem. Bo też zasady plemiennej solidarności są odwieczne i zawsze się do nich stosujemy. Chyba że wybieramy skrajności. Wtedy popadamy w obszar obcy regułom, które i nam przyświecają. Przez naturę zaś jest on przeznaczony dla osobników uciążliwych.
I wtedy nikt rozsądny nie słucha tych, którzy utkwili w błędzie. I może też dlatego, że wstręt do podobnych zachowań wywodzi się z komunistycznych czasów i od wówczas ustanowionego obowiązku odcinania się od wrogich elementów.
Bo też Lenin dla wielu jest wiecznie żywy, ale po jednej stronie, tej pierwszej z opisanych na wstępie, jakby bardziej.

piątek, 8 listopada 2019

Neosymbolizm

Opozycja wzywa prezydenta do porzucenia pomysłu obdarzenia godnością Marszałka-Seniora kontrowersyjnego polityka, bo “Nominacja ta jest obraźliwa dla Polek i Polaków, którym na sercu leży dobro Ojczyzny. Domagamy się, by nie nobilitował Pan osoby, która - nawet według Pana opinii - stosuje ubeckie metody, działa na rzecz osłabienia bezpieczeństwa Polski i od lat żeruje na kłamstwie smoleńskim”. Tak czytamy w liście przesłanym przez posłów PO.
Antoni Macierewicz zaś w dniu objęcia rządów przez dobrą zmianę z mównicy sejmowej pytał dramatycznie poprzedników: "Co takiego wam Polska zrobiła, że pozostawiliście ją tak bezbronną? Co takiego musiało się zdarzyć w Siłach Zbrojnych? Co takiego musiało się zdarzyć w waszych głowach, że wtedy, gdy wszystko wskazywało na to, że zbliża się najgorszy konflikt, największe niebezpieczeństwo, największe zagrożenie dla naszego kraju, to wy głosiliście chwałę bezpieczeństwa od strony rosyjskiej, a minister spraw zagranicznych w waszym rządzie stwierdzał, że Rosja rychło już będzie członkiem NATO. Co takiego się stało z waszymi głowami, że takie bzdury wygadywaliście?"
Język dobrej zmiany szczególnie a w ogóle naszej polityki jest od czasu IV RP dziwnie barwny. Daje temu wyraz niedawno wydana “Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, książka autorstwa Galopującego Majora. Ogólnie wynika stamtąd konstatacja, że ideologicznie zaangażowana formacja przechodząc do defensywy sięga do przemocy symbolicznej, której celem zawsze jest poniżenie przeciwnika, odarcie go z godności, w skrajnych przypadkach dehumanizacja.
Obserwując poczynania naszych polityków trzeba zauważyć, że jednak dziadek z Wehrmachtu był pierwszy. Również tylko jeden z politycznych liderów nazywał przeciwników kanaliami, elementem animalnym, przypisywał im zdradzieckie mordy. Chociaż jego także ideologiczny poprzednik już wcześniej wyrażał szydercze zadowolenie z nadchodzącej Wigilii, bo może władze nielubianej przezeń AWS doprowadzić do mówienia ludzkim głosem.
Teraz następuje chyba eskalacja symbolicznej przemocy. Ale też czas mamy szczególny, przesycony demagogią. Łatwo więc można sobie uzmysłowić, kto uważa, że jest w defensywie, bowiem utracił pewność siebie.
Pozostaje pytanie dlaczego? Aliści to na razie pozostaje w sferze domysłów.

czwartek, 7 listopada 2019

Mnożenie

Media donoszą, że koalicjanci PiS zajmą się teraz ochroną środowiska. Sprawiedliwość i nauka będą im odjęte? Chyba nie. Tylko dotychczasowe Ministerstwo Środowiska ma być rozpołowione. Jego część nie byłaby dostatecznym sposobem na usatysfakcjonowanie koalicjantów PiS-u, wzmocnionych przecież w wyniku wyborów. W ten jednak sposób i tak już liczna Rada Ministrów zostanie wzbogacona o szefa przynajmniej jednego resortu.
Upadek komuny w 1989 roku spowodował ograniczenie administracji. Decentralizacja państwa nie wymagała już takiej liczby ministerstw, jaką ustanowiła władza ludowa. Radykalnie więc zmniejszono Radę Ministrów i znacznie więcej kompetencji przyznano samorządom. Potem zlikwidowano większość województw i również je uwolniono od państwowej kurateli.
Aliści w miarę jak znaczenie odzyskiwał front antyliberalny, rosła administracja. Igraszką tego procesu stało się głównie Pomorze Zachodnie. Wszyscy populiści podczas każdych wyborów obiecywali powołanie jego kosztem województwa środkowopomorskiego. Tyle tylko, że są tam dwa miasta, którym by przysługiwała wojewódzka godność. Nie da się ich ani połączyć, ani któregoś unicestwić. Oba zaś się uważają za stolicę regionu. Jedno bowiem jest miastem książęcym, drugie większym. Rzecz więc zawsze pozostawała w sferze obietnic.
Z ministerstwami jest dużo łatwiej. Można je przecież mnożyć bez końca. Wystarczy na przykład oddzielić kompetencje tych przyrodników, co się zajmują wyższą, od tych administrujących niższą roślinnością i załatwione. Tyle że obdarowani tak pomnożonymi godnościami koalicjanci mogą na siebie koso spoglądać. Zawsze bowiem bardziej prestiżowe wydaje się zarządzanie tym, co należy do konkurenta. Ale też o to chodzi. Zajmą się sobą a nie będą podważali preześnych decyzji.
Rzecz by była tylko zabawna, ale kosztuje. Wydaje się, że konsumenci plusów powinni się już zacząć obawiać o ich pożywność. Przecież każda kucharka wie, że aby tą samą ilością zupy poczęstować większą liczbę konsumentów, trzeba do niej dolać wody.
Ale jak się chce mieć dobrą zmianę, trzeba się godzić na lurę.

środa, 6 listopada 2019

Chmury

finansowanej przez rząd konferencji o dumnej nazwie "Solidarność: od godności człowieka do ponadnarodowej współpracy”, organizowanej w Gdańsku przez związek zawodowy “Solidarność” wezmą udział purpuraci, którzy zasłynęli z kontrowersyjnych wypowiedzi i poczynań. Arcybiskup Jędraszewski ostrzegał przed “tęczową zarazą”, która rzekomo zastąpiła czerwoną a arcybiskup Głódź jest oskarżany o mobbing wobec ...księży.
— Położę się jednak Rejtanem, jeżeli ktoś będzie próbował ograniczać wolność słowa zwolennikom ideologii gender — zapowiedział Jarosław Gowin. Wcześniej wyrażał wątpliwości w sprawie kandydatów, zgłoszonych przez PiS na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. To nie wszystko. Wedle Polsatu także prezydent jest skonfundowany kandydowaniem Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza na sędziów TK. Nikt tego z nim nie uzgadniał, podobnie jak z kierownictwem gowinowców.
Jeżeli to nie jest rodzaj klasycznego buntu klerków w obozie dobrej zmiany, to trudno rzecz nazwać inaczej. Sprawa zaczyna mieć wymiar publiczny. Wprawdzie zarówno prezydent, jak wicepremier łatwo używają wielkich słów, nie można więc nimi mierzyć siły ich protestu, ale on zaistniał. I to pomimo mianowania Antoniego Macierewicza Marszałkiem-Seniorem Sejmu.
Teraz ruch należy do Prezesa. Wydaje się, że przemilczenie buntu i wyniosłe przeprowadzenie zamysłu — jak doradza Roman Giertych — byłoby dla buntowników najbardziej dolegliwe. Aliści reakcja w preześnym stylu — łatwo go przecież rozdrażnić i sprowokować do wypowiedzi bez żadnego trybu — też by nie była niemożliwa.
Tak czy owak jesteśmy świadkami pierwszej próby sił. Widać też po której stronie stanie Kościół, który konsekwentnie wspiera arcybiskupów wobec medialnych ataków na nich. Można więc twierdzić, że nic nowego. Przecież wiadomo było, że w drugiej turze musi dojść do pęknięć w autokratycznie zarządzanej drużynie, która sobie przywłaszczyła nazwę biało-czerwonej.
Ale że tak szybko?

wtorek, 5 listopada 2019

Urzędnicy

Sędziami Trybunału Konstytucyjnego mogą niebawem zostać wyjątkowo dotychczas agresywni i kontrowersyjni wyraziciele dobrej zmiany. Wedle znawców prawniczych obyczajów z tego właśnie powodu nie mają stosownych właściwości do sprawowania funkcji, na które są typowani.
Kontrola władzy ma u nas tradycję sięgającą pół tysiąca lat. Kanclerz był urzędnikiem, który badał zgodność aktów królewskich z prawem. Ich werdykt mógł się okazać powodem do powołania konfederacji “przeciw królowi”, niejednokrotnie skutecznej. Kanclerzem nie mógł być ktoś, kto swoim zachowaniem mógłby deprecjonować sprawowany urząd.
Teraz mamy ekstrawaganckich kandydatów, którzy w dodatku niedawno prezentowali bardzo jednoznaczną postawę polityczną i, jak to wykazały ostatnie wybory, podzielaną przez mniejszość Polaków. Jeżeli więc owi państwo wejdą do Trybunału, PiS nie tylko zaprzeczy tradycji, ale się też sprzeciwi niedawno jeszcze własnej zasadzie prawomocności ustaleń aktualnej większości.
O dalszym upadku znaczenia tak konstytuowanego urzędu nie ma już czego dodawać. Wszak bez tego jest rozdzierany wewnętrznymi konfliktami i właściwie zamilkł. Teraz się trybunalskie spory tylko ubarwią. Szkoda, bo konstytucyjne wątpliwości będzie musiał rozstrzygać TSUE.
Tak to dobra zmiana umacnia suwerenność, która jest naczelnym podobno powodem wstawania z kolan.

poniedziałek, 4 listopada 2019

Identyfikacja

Symbole przedstawiają nasze wzorce kulturowe, wynikające z tradycji, wiedzy, ogólnie tożsamości. Służą do porozumiewania się z otoczeniem. Niestety, były też powodem wojen, kiedy ich prezenterzy nie uznawali prawa do istnienia innych znaków. Aliści to już dawno było traktowane jako rodzaj aberracji.
Najwięcej emocji budzą symbole religijne. Pierwszym po upadku komuny, znamiennym miejscem wybuchu konfliktu wokół nich było żwirowisko obok obozu Auschwitz. Jeszcze wcześniej nieopodal powstał klasztor karmelitanek. To się stało powodem protestu organizacji żydowskich, podnoszących rzekomą niestosowność lokowania chrześcijańskiego zakonu niedaleko miejsca kaźni Żydów, sprawionej przez wyznawców Jezusa.
Rzecz się skończyła wielodniową okupacją wyrobiska, w którym w czasie wojny Niemcy zamordowali licznych więźniów, zatrudnianych przy wydobyciu żwiru. Protestujący przynieśli ze sobą krzyże lub doraźnie je wykonywali z materiałów podręcznych.
Kiedy konflikt się zakończył, nie dość, że łagodzących go biskupów okrzyknięto “niepolskimi”, to powstał problem z pozostawionymi na miejscu prowizorycznymi znakami religii. Uznano je za obiekty kultu. Rzecz raczej sprzeczna z zasadami chrześcijaństwa, zakazującymi bałwochwalstwa i pewnie również judaizmu, który też przecież uznaje te same przykazania.
Ostatnio mediami wstrząsnęła interwencja policji w jednym z kościołów, bo trzynastolatek nie połknął hostii, ale wyjętą z ust umieścił w kieszeni. Tłumaczył, że to z powodu bolącego zęba. Zarzucono mu, że nie tylko nie uszanował obrzędu, lecz obraził uczucia religijne i do przybycia funkcjonariuszy został przemocą zatrzymany w świątyni. Zmuszono go też do spożycia komunikantu. Szczęśliwie uniknął kryminału.
Wydawałoby się, że we współczesnym świecie przynajmniej Europejczycy mają tak ugruntowaną tożsamość, iż nie zechcą potępiać bliźnich, przyznających symbolom jedynie ich podstawową funkcję, czyli prezentowanie umownych treści. Niestety rzeczywistość jest dużo bardziej zawiła.
Ciągle bowiem trwa dyskusja o tym, jak dalece symbol jest tym, co reprezentuje.

niedziela, 3 listopada 2019

Ojczyzna

Patriotyzm wynika ze zrozumiałego wspierania osób bliskich kulturowo, preferowania znanych sobie warunków, krajobrazów. To oczywiste, bo pośród nich każdy czuje się pewnie, jako że rodzime otoczenie jest przewidywalne.
Wedle jednak formalistów wymaga on, aby Polak bezwarunkowo nad inne przedkładał to wszystko, co rodzime. Nade wszystko aby bezkrytycznie pochwalał czyny przodków. Źródłem patriotyzmu zaś ma być lud, bo nie jest skażony obcymi wpływami i jako taki ma być prawdziwie polski.
No to na początek zobaczmy, jak lud chrzci swoje potomstwo. Niewielu chyba wydaje Słowian, czyli Jagien, Bronisławów lub innych Maciejów. Dżesik zaś i Brajanów są całe legiony wśród noworodków, niezależnie od tego, jak rzecz brzmi w jedynie słusznych uszach.
W tym kontekście już o nazwach spółek, czy nawet ich wyrobów nie ma co mówić, zwłaszcza zaś o kulturze popularnej i tytułach piosenek. Z wyjątkiem szmiry oczywiście. Ta przeważnie jest rzewna i “swojska”, ale też nigdzie nie przekracza granic.
Patriotyzmem na pewno nie jest wynoszenie się ponad innych ani też dyskryminowanie obcych. Odwrotnie by pierwsze chcieli widzieć nacjonaliści, drugie zaś ideowi kosmopolici. Kiedy więc w sprawach opacznie pojętej miłości ojczyzny dajemy się wciągać w absurdalne dyskusje między ekstremistami z prawa i lewa, stajemy się ofiarami własnej lekkomyślności.
Rytualne bowiem spory “znawców” patriotyzmu stają się wtedy problemami zastępczymi dla rzeczywistych trudności, które przede wszystkim w interesie narodu zawsze i wszędzie trzeba zwalczać. Kiedy w dodatku poddajemy się obowiązkowi bezkrytycznego pochwalania własnej historii, wyrzekamy się podstawowego czynnika naprawy rodzimej nacji.
Rzeczywiści zaś wrogowie zawsze są zainteresowani tym, aby dzielić społeczeństwo. Dlatego też sięgają do promowania grup radykalnych, wspierając ich tezy. W ten sposób inspirują je do nasilania niedorzeczności, co łatwo budzi sprzeciw ludzi nie ulegającym tendencjom bałwochwalczym.
Kiedy zaś do skłócania narodu sięga populistyczna partia polityczna, nie tylko osłabia państwo, ale ubiera je w mało atrakcyjny wizerunek. No i wtedy mamy stan typowy dla samozniszczenia. Najwięcej przecież ludzi zabito dla ich dobra.
Lepiej więc nie dawać się prowokować, godząc się na konieczność istnienia marginesów. Każda populacja je ma i będą zawsze, niezależnie od prób ich ucywilizowania. Bo też zawsze będą potrzebne sposoby na sztuczną poprawę własnej samooceny.

sobota, 2 listopada 2019

Nieskończoność

— Takiej bandy złodziei i utracjuszy nie było w dziejach ludzkości — tak o władzach Polski pisze nasz czołowy... symetrysta. Przeciwnikom dobrej zmiany może się wydawać, że mówi o jej ostatnich poczynaniach. Zwolennikom zaś podsuwa ograny już greps: “winatuska”. On zaś pisze o podatkach, Unii Europejskiej i… pasach bezpieczeństwa w samochodach. UE zaś jego zdaniem niezawodnie trzaśnie niczym nazbyt wytężona taśma, teraz albo w przyszłości, ale po co czekać. Trzeba zmienić ów “niewolniczy ustrój”.
I w ten sposób powracająca gwiazda polityki kreuje swoje ugrupowanie na “trzecią siłę”, która wyprze wreszcie styropianowców, również ich dotychczasowych przeciwników pozbawi poparcia i zaprowadzi wolność dla jedynie prawdziwych Polaków (przecież nie dla zdrajców i innych takich… keynesistów) i zapewni im szczęśliwość. 
— Dziwne materii pomieszanie — pisał kiedyś Henryk Sienkiewicz o tego rodzaju enuncjacjach. Aliści rzecz nieźle ilustruje wichry szalejące w umysłach naszych jedynie słusznych ideologów. Przypomina jednak dobrozmieńcom o tym, że nie mają monopolu na szczęście wieczne dla prawdziwców. Więcej, ich konkurenci mają jeszcze mniej obciążeń, które by im pętały nogi w biegu o palmę. Nie, nie pierwszeństwa, odbijającą.
Dlatego będzie się działo. Oj będzie.

piątek, 1 listopada 2019

Lojaliści

Tytuły wczorajszych doniesień brzmią monotonnie.
  • Diecezja prosi katechetów o donosy na szkoły organizujące Tęczowy Piątek.
  • Członek Rady Polityki Pieniężnej: Zlikwidować autonomię uczelni, studenci niech śpiewają Rotę.
  • In vitro nazywa szkodliwą metodą. Został krajowym konsultantem do spraw genetyki.
  •  Karczewski potwierdza stanowisko dla Sasina.
  • Kadra TVP coraz lepiej wykształcona. Wicedyrektor TAI zdał maturę. Średnia płaca dyrektora to 21,8 tys zł.
  • Skandal w resorcie finansów. Odprawy zamiast dyscyplinarek dla podejrzanych o wyłudzenie VAT.
Komentatorzy wypisują rzeczy, które nie bardzo się nadają do powtarzania. Z doniesień bowiem wyłania się obraz państwa, którego władza jest uzależniona od Kościoła w jego najbardziej ortodoksyjnym wydaniu. Może dlatego obserwujemy zdumiewające awanse ludzi bez wymaganych kwalifikacji na wysokie stanowiska. 
Ideologiczne wypowiedzi wyrazicieli dobrej zmiany mogą mieć dwa powody. Pierwszy, banalny, nie wiedzą, o czym mówią i powtarzają słowa równie mało zorientowanego księdza, który budował ich światopogląd. Drugie jest gorsze dla dobrozmieńców. Stwierdzenia bowiem utwierdzające ideologię pochodzą też od osób doskonale wykształconych, ale tym bardziej wypowiadających niedorzeczności, im bardziej one godzą w ich wiedzę. To znany psychologiczny mechanizm wypierania wstydu.
Ci drudzy zrzucają w końcu dręczące ich jarzmo i przechodzą do krytyki pochwalanej przedtem ideologii. Tak działa mechanizm doboru naturalnego, pozostawiającego demagogów w towarzystwie ludzi “o niskim potencjale, ale lojalnych”. Fatalny to prognostyk.
Nie ma bowiem nic gorszego dla ideologii od lojalności ludzi “o niskim potencjale”. Szczególnie kiedy rzecz dotyczy również moralności.
Halloween ma więc różne oblicza, czasem straszy nie na żarty.

czwartek, 31 października 2019

Eudajmoniści

— Żyjemy w kraju szczęśliwym, stabilnym politycznie, spokojnym, odnoszącym sukces gospodarczy. Cieszmy się wreszcie — tak mniej więcej brzmi współczesne “Łubu dubu” w wykonaniu jednego z bardziej znanych wyrazicieli dobrej zmiany. Dodał jeszcze, że mamy polityczną stabilność, dopełniając tym miary zadowolenia.
Media więc prześcigają się w doniesieniach o ludziach szczęśliwych. Bo jak się jest dobrze notowanym, to się ma. Kiedy na przykład komuś takiemu nie wystarcza jedna synekura w radzie nadzorczej, zajmuje dwie. Mimo że przepisy tego zakazują. Bo jak pisał jeden z pogromców zupaków w powojennej literaturze, “człowiek jest najedzony, człowiek jest szczęśliwy”.
Szczęście ma zresztą różne wymiary. Zwykły poseł na przykład ma ochronę, której mu może pozazdrościć niejeden prominent. Kosztuje partię dużo, ale daje poczucie nie tylko bezpieczeństwa, lecz przede wszystkim ważności. Jego odkrycie towarzyskie również jest chronione. Także poza granicami Polski, kiedy nawet dwukrotnie w tygodniu limuzyną SOP wybiera się do Berlina, dla udziału w międzynarodowych imprezach, organizowanych przez tamtejszą ambasadę.
Chociaż nie wszystko jest idealne. Nie są na przykład chyba dostatecznie chronione przed niedostatkiem niektóre rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej. Sądy bowiem otrzymują pozwy w sprawie kolejnych odszkodowań od państwa polskiego za śmierć ich bliskich, którzy by teraz mogli być europosłami i otrzymywać wynagrodzenie znacznie większe od oferowanego przez nasz kraj szczęśliwych ludzi.
Szczęścia też nie ma nasza noblistka. Ani premier, ani prezydent nie znaleźli czasu, aby jej pogratulować sukcesu. Może uważają, ze sama nagroda jest dostatecznym powodem do szczęścia, aby je jeszcze zakłócać oficjalnymi komplementami?
Radość zatem różne ma oblicza. Można by rzec, że ci, którzy są bliżej źródła szczęścia, otrzymują go więcej. Pewnie większe mają potrzeby. A od dawna przecież wiadomo, że ustrój sprawiedliwości społecznej daje wszystkim wedle nich. Chociaż więc nie wszystko jeszcze jest u nas w porządku, to przecież “słuszną linię ma nasza władza”.
Cieszmy się zatem, bo jednak byczo jest.

środa, 30 października 2019

Sprawiedliwość

Sąd Najwyższy odrzucił pierwszy z kilku protestów wyborczych PiS-u. Ponieważ inne są tak samo umotywowane, ich los jest już też przesądzony. Rzecz jest symptomatyczna. Sędziowie, typowani przez dobrą zmianę do Izby Dyscyplinarnej SN poważnie potraktowali swoją funkcję i spełniają ją zgodnie z zawodową etyką.
Dobrze by było, gdyby politycy zechcieli wziąć z nich przykład. Szczególnie sprawujący rządy. Sam bowiem fakt, że najpierw zmienili prawo wyborcze, aby je dostosować do swoich wzorców, ustanowili komisarzy i mężów zaufania a potem protestują przeciwko skutkom, najgorzej świadczy o spójności ich myślenia, mowy i działania.
Władza przecież ma dobrze myśleć, mądrze mówić i dobrze czynić. Zasadę tę sprecyzował jeszcze Demokryt. Stosując ją, łatwo się unika sprzeczności między interesem własnym i ogólnym. Sędziowie SN pokazali, że poważnie traktują starożytną jeszcze receptę na dobrą władzę i chwała im za to.
I to by było na tyle [Stanisławski].

wtorek, 29 października 2019

Artyści

Ideologia jest też kodem dla przekazywania wiedzy swoich wyznawcom. Kiedy więc mowa o tym, że ktoś z prominentnych jej głosicieli postąpił niegodnie, zwolennicy recepty na uszczęśliwienie świata i członkowie grupy namaszczonej do tego dzieła wiedzą, że to jakiś układ stworzył pozory, świadczące przeciwko ich świadomości. Ta zaś jest w tym względzie jednoznaczna: swój jest czysty.
Rzecz by wspaniale się u nas sprawdzała, gdyby nie rzeczywistość. Ta zaś często obciąża funkcjonariuszy dobrej zmiany nieprawidłowościami, ujawnianymi przez media. Wtedy też pojawiają się zalety kodu. Każda replika wyrazicieli jedynie słusznej ideologii kończy się stwierdzeniem, że na zdarzenie zareagowano modelowo, w odróżnieniu od poprzedników, którzy jakoby bezkarnie dopuszczali do identycznych sytuacji.
Metoda osiągnęła taką popularność, że monotonnie wypowiadane słowa “przez ostatnich osiem lat Polska była skazana na znoszenie...” stały się kabaretowym grepsem, niezmiennie budzącym wybuchy śmiechu. Jego odmiany dalej jednak funkcjonują w obiegu propagandowym, mimo całej kadencji, która upłynęła od władzy tego Tuska.
I teraz bomba z unikaniem zapłaty podatku VAT przy udziale ministerialnych funkcjonariuszy burzy kod, przyciągając uwagę niezwykłością sytuacji. Oto okazuje się, że już we wrześniu 2016 roku Kancelaria Premiera została powiadomiona o nadużywaniu władzy przez protagonistę afery. Aliści do Biura Inspekcji Wewnętrznej wpłynęło ono dopiero po długiej zwłoce.
Minister finansów, prezentując całym sobą postawę obronną powiada, że ministerialny aparat ścigania zajmował się tą sprawą od 2017 i aresztowania nastąpiły pod koniec 2018 roku oraz na początku 2019. Jego zdaniem postępowanie ani nie było opóźnione, ani nie przyspieszało. Co się działo między 2016 a 2017 rokiem, dalej jednak nie wiadomo.
Kod zatem ideologiczny został mocno nadwątlony, skoro już z oficjalnych źródeł potwierdza się medialne doniesienia. Układ więc znowu się usadowił pośród swoich prześladowców.
Aliści przynajmniej semiotyka dowodzi swojej aktualności. I nikt inny, a dobra zmiana dostarczyła na to dowodów. Znowu więc sukces.
Byczo zatem jest. Nadal.

poniedziałek, 28 października 2019

Sprawdzalność

Jeżeli się jest zwolennikiem ideologii, to się ma rację. Jeśli ogrzane powietrze podnosi balon do góry to i oszczędności mogą wzrosnąć w naszym banku. Zarówno powód do zadowolenia dobrozmieńców jak i idiotyczna reklama są logicznie poprawne. Tyle tylko, że merytorycznie rozmijają się z rzeczywistością.
Nie można przecież mieć racji w jakichkolwiek sprawach tylko dlatego, że się na przykład nosi konkretny rozmiar buta. Kiedy ktoś jednak wyznaje zasadę rzeczoną na wstępie, można z dużym prawdopodobieństwem twierdzić, że chętnie mówi od rzeczy.
Dlatego zabawnie się przedstawia twierdzenie, że dobra zmiana chce zmniejszać lukę w VAT a aresztowanie nieuczciwych współpracowników byłego ministra finansów jest właśnie wyrazem takiej chęci. To prawda, ale też prawdą jest — co podnosi opozycja — że koneksje rzeczonego ministra nie stały się powodem do kwestionowania jego kandydatury na najwyższe stanowiska.
Wątpliwości bowiem wynikające z jego powiązań powinny się przyczynić do odmowy przyznania mu prawa posiadania informacji niejawnych, czyli uniemożliwić awans. W dodatku przed wyborami wyraziciele dobrej zmiany podnosili pod niebo zasługi owego pana, po wyborach zaś go krytykują.
Zaczyna być dziwnie, wszystko bowiem wygląda tak, że kiedy najwyższy autorytet wytypował do ministerialnego awansu urzędnika, o którym mowa, nikt się nie ośmielił podważać jego decyzji. Dopiero media otworzyły oczy właściwemu decydentowi. Skutek jest taki, że cała formacja ma teraz paskudny problem.
Bo też każda zasada jest prawdziwa tylko w określonych warunkach. Chociaż jej stosowanie bez oglądania się na okoliczności może przynosić chwilowe profity. Jakoś nie widzą tego twórcy obecnej, jedynie słusznej rzekomo ideologii.
Każda natomiast błędna racja najpierw tłumi umysł. Ten bowiem podważa monopol na prawdę. A właśnie zwątpienie jest warunkiem postępu, który postępuje za dobrem. Wyrzekać się go nie jest przecież rzeczą rozsądną.
A żaby się żuje na ochotnika.

niedziela, 27 października 2019

Spiski

W piątek media obiegła fotografia przedstawiająca przywódców Zjednoczonej Prawicy po kolejnych rozmowach powyborczych. Paternalistycznej minie Prezesa sekundowało zadowolone oblicze Jarosława Gowina i przeczyła odwrócona od obu panów postać wyraźnie przygnębionego Zbigniewa Ziobry. Mowa ciała miała komentować nastroje poszczególnych frakcji władzy po ustaleniu, że ostatecznie premierem znowu zostanie Mateusz Morawiecki. Można by z tego wnosić, że dotychczasowi wicepremierzy zachowają stanowiska podobnie jak ministrowie z kręgu koalicjantów. Czyli znowu “Solidarną Polskę” skrzywdzono.
Jest i druga informacja z piątku. Oto znany polityk prawicy najechał rowerzystkę. Najpierw było to przedstawiane jako banalny wypadek. Potem jednak się okazało, że nieostrożny kierowca nie miał prawa jazdy, bo mu je odebrano za prowadzenie auta pod wpływem. Potem się okazało, że po raz drugi tego samego dnia złapano rzeczonego polityka, jak jechał tym samym samochodem, oczywiście dalej bez uprawnień. A następnego dnia się okazało, że przejechana rowerzystka jest pracownicą BBN-u a jej obrażenia wcale nie są takie drobne, jak to by mogło wynikać z poprzednich przekazów.
Zwolennicy poszukiwania znaczeń, zapłodnieni już aresztowaniami wśród prominentnych urzędników ze sfery finansów, przypominają sobie zatem, że wszystko ma polityczne konsekwencje. Gdyby więc rozgoryczona swoim potraktowaniem “Solidarna Polska” miała się zwrócić do prawicowców, to ma teraz dużo trudniej. Wszak to resort sprawiedliwości przejmie postępowanie wobec prawicowego polityka. Gowinowcy zaś, którzy by mogli się zaprzyjaźnić z PSL-em i tak nie mają powodu do zmiany obozu.
Oczywiście poważne branie domysłów wysnutych z przypadkowych zdarzeń nie ma raczej silnych podstaw. Ale sam fakt, że takie się właśnie jawią, świadczy o kiepskim spoiwie Zjednoczonej Prawicy. Bo w sumie się z nich okazuje, że ani ona zjednoczona, ani prawica. To jak tu nie wierzyć plotkarzom? Nawet jeżeli się pod uwagę bierze jedynie konotacje?

sobota, 26 października 2019

Metody

— W resorcie ścigali mafię, po godzinach – jak twierdzi prokuratura – sami mieli wystawiać puste faktury — pisze Izabela Kacprzak w Rzeczpospolitej.pl. Aresztowano bowiem byłego współpracownika obecnego szefa NIK-u zarzucając mu, że kierował grupą przestępczą, która wyłudziła 5 mln złotych dzięki fikcyjnemu obrotowi sztuczną biżuterią i tarcicą. O sprawie nie powiadomiono komisji śledczej ds VAT. Może też dlatego, że jej barokowy tytuł utrudniał komunikację?
Na ratunek idzie portal w Polityce.pl, cytując oświadczenie Ministerstwa Finansów. Oto przestępstwo odkryło Biuro Inspekcji Wewnętrznej, powołane w Krajowej Administracji Skarbowej. Nie tylko nie było takiego w czasie rządów poprzedników dobrej zmiany, ale KAS zatrudnia ponad 60 tysięcy pracowników i “Jednostkowe przypadki zachowań niezgodnych z prawem zdarzają się w każdej organizacji”.
Rzecz skwitował Roman Giertych w liście do Mateusza Morawieckiego. Czytamy tam, że “To genialny patent! Aby naprawić jakiś problem Państwa należy wyaresztować pisowców, którzy mają się zajmować jego rozwiązaniem. Bardzo mi się ten plan podoba i czekam na rozwiązania w innych dziedzinach życia państwowego”.
Czyli wedle oficjalnej propagandy nic się nie stało, a za Tuska było gorzej, bo nie było specjalistów od kontrolowania. Wedle zaś mecenasa Giertycha — jego pomysł nie znalazł raczej krytyki — odkryto niezawodny sposób na naprawę państwa.
A tu rzeczywiście potrzeba niekonwencjonalnych rozwiązań. Przecież przestępcy w jednym delikcie mieszają tak odległe od siebie towary, jak błyskotki i tarcicę. Dlatego też wydaje się, że z jednej strony nic się nie stało, tych, co uważają, że im się po prostu należy, jest jednak mało w porównaniu z liczbą Polaków. Z drugiej zaś strony rzeczywiście jawią się nowe możliwości rozwiązania starych problemów. Chociaż nie trzeba się posuwać do aresztowań, wystarczy przecież odpowiednio zagłosować.
No i wbrew wielu wątpliwościom okazuje się, że dobra zmiana jest jednak pożyteczna. Czyli byczo jest.

piątek, 25 października 2019

Zróżnicowania

CBA dostała wyjaśnienia w sprawie kontroli oświadczeń majątkowych szefa NIK. Teraz nastąpią kolejne czynności. Z nagłego zmniejszenia się liczby głosów przedstawicieli obozu władzy, krytykujących rzeczonego urzędnika, Bertold Kittel wnosi, że nie będą stanowcze.
Chociaż w sprawie awarii kolektora ścieków oczyszczalni Czajka podejmowane są bardzo gruntowne działania. Do stołecznego ratusza wkroczyli funkcjonariusze śledczy i pobierają dokumenty, nośniki danych oraz dokumentację techniczną.
Media też śledzą jeszcze postępy dobrej zmiany w próbach przejmowania przez nią Senatu. Wydaje się jednak, że cała intryga traci już nośność, jako że nieporadność dobrozmiennych zabiegów przeobraża ją w groteskę.
Informacja jest wyodrębnieniem pewnego stanu z całej rzeczywistości. Nie tylko musi być dostosowana do właściwości odbiorcy, do tego zatem, co jest on zdolny przyswoić i do tego, co przyswoić zechce. Aby przyciągać uwagę, powinna się też wybijać z tła, podobnie jak broszka na banalnym żakiecie. Najbardziej bowiem interesujące są doniesienia o zdarzeniach niezwykłych.
Dlatego też wysoki stopień niejasności oraz sensacyjność domysłów w połączeniu z wątkiem obyczajowym daje pierwszeństwo dywagacjom o dalszych losach postępowania w sprawie urzędniczych oświadczeń majątkowych szefa NIK-u.
Z tego też powodu nie dziwi, czyli nie bardzo zajmuje wiadomość, że organy ścigania upatrują przyczyn awarii warszawskiego kolektora ścieków w ewentualnych zaniedbaniach procedur. Zawsze tak jest w wypadku budowlanych katastrof.
Szum zaś wokół protestów wyborczych spowszedniał. Żałosne posądzenia o sfałszowanie głosowań nabrały wprawdzie niezamierzonej pikanterii wobec faktu, że wybory organizowała dobra zmiana, która je teraz oprotestowała. Odbiera to rozdzierającym szaty propagandystom resztki powagi, pozostałej może jeszcze po uzasadnianiu zamachu smoleńskiego.
Obecna ekipa w 2015 wygrała wybory donosząc o Polsce w ruinie i konieczności odbudowania kraju. Cztery lata później odpierała już doniesienia o licznych aferach. Przygotowano do tego grunt, powtarzając monotonnym głosem greps o ośmiu latach władzy poprzedników, w których się rzekomo działy rzeczy straszne. Zwycięstwo jednak zawdzięcza tylko metodzie d’Hondta.
Jeszcze nikt nie wygrał, popadając w komizm. Może do tego się przygotowują dobrozmieńcy? W końcu by to był jakiś element nowości w ich strategii. Ale kto się jeszcze zechce śmiać z oklepanych paradoksów?

czwartek, 24 października 2019

Mundium

Róża Thun jest ciotką Prezesa. Tak by wedle Faktu wynikało z “Wielkiej genealogii” Minakowskiego. Z pyszna więc będą się mieli ci, którzy panią europoseł odsądzali od czci i wiary za rodzinne koneksje. Przecież z racji pokrewieństwa może ona teraz szefowi PiS zakazać zadawania się z tymi, co ją atakowali.
Niebawem też mogą się z innych powodów nadarzyć okazje do podobnych skutków. Oto ujawniono zastrzeżony zbiór IPN, a wraz z tym wiele informacji nie tylko ambarasujących naszych dyplomatów, ale również pokazujących metody pracy CIA.
Jak by tego nie było dość, znowu się pojawiła wiadomość z marca jeszcze, wedle której poprzedni skład przedstawicieli dobrej zmiany głosował w Europarlamencie za obniżeniem funduszów dla wsi w nowym budżecie unijnym.
W takiej sytuacji nie tylko ci, którzy pani Thun przypisywali rodzinne powiązania ze zbrodniarzami wojennymi, ale także przeciwnicy rolników i ...Ameryki mogą się okazać niegodni uwagi swego szefa. W partyjnym patrymonium ban, czyli prawo Prezesa do rozkazywania i karania wszystkich poddanych, może zaowocować banicją z jego domeny.
A to przecież z obawy przed takim właśnie losem mamy politykę, która się tak dalece zatraciła w antyzachodniej i proelitarnej propagandzie – wszak dobra zmiana buduje nowy establishment – że dosłownie wdraża ją w życie.
To się dopiero porobiło.

środa, 23 października 2019

Tandeta

Dobra zmiana chce ponownego przeliczenia głosów w sześciu okręgach, gdzie niewielką różnicą przegrała wybory do Senatu. Bo można. Wskutek dokonanych w ostatniej chwili zmian prawnych nie bardzo wiadomo, kto to zrobi fizycznie. Ryszard Kalisz twierdzi, że przeliczenia dokonają komisarze wyborczy, mianowani przez PiS. Rzecznik SN informuje, że zrobi to albo właściwy Sąd Rejonowy, albo Najwyższy. Koalicja Obywatelska wnioskuje, aby OBWE nadzorowała rzeczoną czynność.
Wedle Romana Giertycha a i Gazety Wyborczej Gerald Birgfellner nie doczeka się dochodzenia swych krzywd przez prokuraturę. Odmówiono podjęcia śledztwa. Wskutek zmian prawnych, dokonanych w ostatniej chwili pokrzywdzony może taką decyzję tylko jeden raz zaskarżyć. Kiedy po korzystnym dla niego rozpatrzeniu skargi przez sąd prokuratura po raz drugi odmówi dochodzenia, dla niej sprawa się skończy ostatecznie.
Z obu tych informacji wynika, że polska demokracja kuleje. Wiele wskazuje na to, że nie ma raczej równości wobec prawa. Ale wybraliśmy do władzy formację, która z góry deklarowała centralizację państwa i wstawanie z kolan. Co było powodem takiego wyboru?
Jerzy Stuhr w rozmowie z Tomaszem Lisem powiada, że pokutujemy za wielowiekowe ciemiężenie chłopów. Może i coś w tym jest, bo podobnego losu doświadczali już powstańcy 1863 roku. “Rozdzióbią nas kruki, wrony” Żeromskiego jest smutnym tego świadectwem. Ba, świadomość narodową naszej wsi ostatecznie obudzili dopiero w dwudziestych latach XX wieku bolszewicy, po swojemu traktując jej mieszkańców.
Drugie wyjaśnienie, to powszechne tolerowanie kiczu w propagandzie. Konwencjonalne znaki emocjonalne, granie na patriotyzmie, przypisywanym tylko swoim poplecznikom, zacieranie różnic między znaczeniami, wszystko to stanowi ograne chwyty retoryczne, znamionujące szmirę. Wszystko niczym w disco polo jest nastawione na wzbudzanie oczywistych odczuć, przede wszystkim patriotycznego wzmożenia i strachu przed obcymi, inteligentami oraz nowościami w ogóle.
Nie całkiem wiadomo, czy rzeczone powody sukcesu populistów są u nas jednako istotne. Aliści zarówno w jednym jak i drugim wypadku trudno się do świadomości odbiorców przebijają rzeczowe argumenty. A jeśli już, to budzą raczej strach lub złość. Godzą bowiem w jedynie słuszny stereotyp, porządkujący świat.
Czyli ogólnie rzecz biorąc źle by to wyglądało, gdyby nie wynik głosowań właśnie. Okazuje się bowiem, że mściciele pańszczyźnianej krzywdy nawet łącznie z koneserami kiczu są już u nas w mniejszości.

wtorek, 22 października 2019

Powiewy

Edukacja seksualna jest wedle księdza profesora (sic!) namawianiem dzieci do seksu. Znana z serialu “M jak miłość” i prezentująca jedynie słuszną postawę wobec preferencji kobiet aktorka powiada, że zwlekanie z ciążą jest marnowaniem czasu.
To, że ktoś jest wybitnym aktorem czy reżyserem, nie znaczy, że ma po kolei w głowie w innych dziedzinach” — powiada uznany w dobrej zmianie znawca dziedzin wszelakich.
W czasie komuny trzeba było mieć urzędowy patent albo dyplom, aby w jakiejś dziedzinie występować publicznie. Teraz już nie, chociaż widać, że wyraziciele jedynie słusznej postawy nad tym boleją.
Aliści widać, że nie ma u nas komuny. Mamy dowody. Celibatariusz się wypowiada o edukacji seksualnej, kobieta wyrzekająca się praw kobiet mówi o ich prawach. Publicznie. Oboje mimo nagany, wyrażanej dla takich postaw przez prominentnego głosiciela dobrej zmiany.
Kiedy jednak prezydent opowiada dowcip o rezygnacji ze spożycia rektora uczelni przez dzikich, bo wyedukowała ich wodza, możemy chyba stwierdzić, że się ocieramy o przedkomunistyczne wzorce. Wszak schemat facecji pochodzi jeszcze z kolonialnych czasów
Do pańszczyzny zaś stamtąd blisko. Jeżeli więc nawet, jak powiadają, dobra zmiana nas wszystkich na osi czasu przesuwa w stronę komuny, to i tak widać, że nowoczesna jest taka.

poniedziałek, 21 października 2019

Matriarchat

Chłop potęgą jest i basta, ale większą jest niewiasta. [Sztaudynger]
O wzajemnej opinii o sobie, wyrażanej przez kobiety i mężczyzn decydują dwie różnice funkcjonowania obu płci. Kobiety, w odróżnieniu od mężczyzn, rozwiązują problemy analizując je od szczegółu do ogółu oraz rozpraszają nagromadzoną energię przez niewielki, ale ciągły jej wydatek. Kontrastuje to z męskim analizowaniem spraw od pryncypiów i koniecznością regeneracji po każdorazowym, silnym wyładowaniu energii, co jest ich sposobem jej wykorzystania.
W rezultacie następuje wiele nieporozumień. Kobieta zamierzająca kupić dwie pomarańcze, przerzuca cały ich koszyk. Mężczyzna bierze ze stosu dwa odpowiadające potrzebie owoce i ma sprawę z głowy. Kobieta spokojnie rozwiązuje konflikt, usuwając jego poszczególne przyczyny, mężczyzna rzecz załatwia w jednym, skoncentrowanym podejściu i potem odpoczywa. Konsekwencją jest przekonanie pań, że ich partnerzy są organicznymi leniami i dowody przedstawiane przez panów na to, że kobiety stwarzają problemy tam, gdzie ich nie ma.
Jak się na tym tle przedstawia sprawa równouprawnienia? Jest oczywiste, że kobiety są dyskryminowane, co wynika już z powodów prehistorycznych a sankcjonowanych przez wszystkie religie. Panie bardzo łatwo dominują nad mężczyznami, jeśli mogą im zaordynować wstrzemięźliwość płciową. Kiedy się je podporządkuje panom, ta przewaga znika. Stąd jeszcze w prehistorycznych czasach ustalono, że skromność i posłuszeństwo jest największą cnotą niewieścią. Za prezentowanie takiego poglądu prehistoryczni władcy tolerowali też równoległą władzę szamanów.
A teraz, w dobie usankcjonowania praw człowieka, kobiety nie chcą być posłuszne mężczyznom tylko dlatego, że to ma być ich cnotą. Mężczyźni zaś, aby jednak jakoś nie trafić pod pantofel, muszą się wykazać cechami, które panie uznają za godne kompromisu. Rzecz niezmiernie trudna dla dotychczasowych dominatorów, ale trzeba będzie tę żabę przełknąć.
Przyroda bowiem stale się doskonali, stawiając przed swoimi tworami coraz większe wyzwania. Tupanie nóżkami i powoływanie się na neolityczne jeszcze pryncypia nic tu nie pomoże. Kobiety mają prawo do wszystkiego, z czego korzystają mężczyźni. Trudno panowie, trzeba się jakoś z tym pogodzić. Im wcześniej, tym lepiej.
Bo dopóki mężczyźni będą kobietom utrudniać drogę do równouprawnienia, dopóty będą na straconej pozycji, słabszej. I to kobiety będą górą. A równouprawnienie, to jednak równość.

niedziela, 20 października 2019

Tyrania

Jak pracują parlamentarzyści? Jak sama nazwa wskazuje, mówiąc. Z zestawień opublikowanych w Onecie wynika, że w ostatniej kadencji najwięcej razy mówili posłowie Platformy Obywatelskiej. Najczęściej też zadawali pytania. W głosowaniach zaś najbardziej gorliwie uczestniczyli posłowie PiS.
Oddanie głosu to też praca. Wydaje się też, że nawet bardziej nerwowa. Tutaj wygłupienie się może mieć gorsze skutki. Bo jak się zależy od skinienia palcem szefa partii?..
W Sejmie się mówi prawdę. Prawdą zaś jest to, co zgodne z rzeczywistością. Jej doświadczamy przy pomocy zmysłów, czyli jest taka, jaką postrzegamy. Prawdą zatem jest to, w co wierzymy, jeżeli oczywiście dajemy wiarę własnym zmysłom. Rzeczywistość możemy także poznać poprzez logiczne myślenie. I znowu kiedy wierzymy własnej głowie, mówimy prawdę.
Człowiek się nie wzdraga przed kłamaniem. Ba, cała natura na tym opiera swoją strategię przetrwania. Nie ma więc powodu, aby się z tego wyłamywał jakiś gatunek. Kłopot z głoszenia nieprawdy pojawia się wtedy, kiedy kłamstwo zostanie ujawnione. Wtedy niefortunny oszust zostanie albo pozbawiony posiłku, albo nawet pożarty przez odkrywcę lipy.
Tu więc chyba mamy powód, dla którego jedne ugrupowania są częściej reprezentowane na mównicy, inne rzadziej. Te pierwsze mniej się boją ujawnienia kłamstwa lub nie muszą tak bardzo oszukiwać. Te słabiej reprezentowane albo niewiele mają do powiedzenia, albo muszą wygłaszać kwestie, które są, nazwijmy to łagodnie, sprzeczne z ich osobistym rozpoznaniem rzeczywistości.
Jak się więc do tego wszystkiego mają oczywiste nieprawdy dobiegające z sejmowej mównicy? Tutaj mamy do czynienia albo z twórcami politycznej strategii, albo z jej oficjalnymi głosicielami. Wtedy też kłamstwo zaczyna nabierać cech broni. Ja kłamię, wiem o tym, ty też wiesz a ty i tak nie tylko mnie nie pożresz, ale i nie odepchniesz od spyży. Bo słuchacze nie reagują. Od nas słyszą, że są doskonali i w zamian traktują nas tak samo.
Na tym się właśnie zasadza przewaga populistów nad innymi partiami. To jak z tym płaszczem, co to go szatniarz nie wyda, a jego niefortunny właściciel i tak mu może naskoczyć. Kłamanie zaś to najcięższa praca, a ta musi przynosić proporcjonalne profity. Sprawiedliwość tego wymaga.
I to by było na tyle [Stanisławski].

sobota, 19 października 2019

Tynf+

— Ostatnio nagroda Nobla to się zdewaluowała, dostają głównie wszelkie wyróżnienia ludzie z lewackich środowisk, a szczególnie jak ktoś szkaluje Polskę, to jest nagradzany — tak były już senator PiS-u skomentował wczoraj międzynarodowe wyróżnienie Olgi Tokarczuk. Najwyraźniej wedle niego pisarka opisywała stosunki polsko-żydowskie w sposób odbiegający od jedynie słusznego.
W ogóle to nie tylko znajomość selektywnie traktowanej historii, ale też wycinkowe traktowanie faktów stanowi o specyfice niedawnych doniesień. Oto kończący się jednak umową brexit stał się powodem do przechwałek naszego premiera, utrzymującego pierwej, jakoby to wyłącznie polskie postulaty zostały spełnione.
Interesowna propaganda zawsze podaje jeden punkt widzenia, niezależnie od tego, czy operuje historycznymi czy aktualnymi doniesieniami. Zawsze bowiem stara się ludzi o mniej krytycznym usposobieniu przekonać do przyjmowania określonego z góry poglądu za słuszny. Najbardziej też prymitywne jej wydanie przedstawia fakty tak, aby w odbiorcach wyrobić poczucie zagrożenia przez jakiś potężny spisek. 
Rzecz dobrze też ilustruje zderzenie wypowiedzi Jarosława Gowina i Patryka Jakiego. — My jesteśmy Zjednoczoną Prawicą, nie powinniśmy mówić językiem Konfederacji. A taki język pobrzmiewa w wypowiedziach europosła Jakiego — mówi wicepremier. — Chciałbym tylko, aby na polskich uczelniach wyższych był choć fragmencik wolnościowo-konserwatywny, a nie lewicowa dyktatura — replikuje europoseł.
Aliści Mateusz Morawiecki później zgrabnie rzecz rozładował. Wyjaśnił oto, że to zapewne podanie na obiad polskiego kapuśniaku uczestnikom brukselskiego szczytu wprowadziło ich w tak dobry nastrój, że tym razem nie odprawili Brytyjczyków z kwitkiem.
Czyżby więc żart naszego premiera, w zestawieniu z wyścigiem dygnitarzy o słuszność i usunięciem wspomnianego senatora z list wyborczych ZP, świadczył o porzuceniu jednak praktyki manipulowania rzeczywistością przez część polityków dobrej zmiany? Świadczyłoby to o tym, że kłopoty rządzących ortodoksów są znacznie większe, niż by można było sądzić.
A swoją drogą poczucie humoru nie było dotąd najmocniejszą stroną dobrozmieńców. Warto więc odnotować kontrast między zachowawczym, namaszczonym argumentowaniem i żartem premiera.

piątek, 18 października 2019

Dwójłomność

— PiS, o ile jeszcze nie jest bankrutem finansowym, to już jest bankrutem moralnym i nikt nie zechce z nim wiązać swojej przyszłości” — tak mniej więcj Michał Kamiński skwitował wczoraj usiłowania przekabacenia opozycyjnych senatorów.
Niewrażliwość na dobrozmienną charyzmę dotyczy chyba nie tylko parlamentarzystów. Marian Banaś wrócił po urlopie do sprawowania obowiązków szefa NIK-u wbrew pogłoskom o swojej dymisji, znajdującym w mediach przekonanych propagatorów. Na wstępie oświadczył, że będzie bronił niezależności Izby. Będzie też siebie bronił przed oszczerstwami.
Głosiciele dobrej zmiany zaprzeczali niekorzystnym informacjom o prezesie NIK, jeszcze przed wyborami jawiącym się w medialnym obiegu. Opinia publiczna dotąd jest ekscytowana wizerunkiem jego upierścienionego rozmówcy. To nie przekonywało kierownictwa rządzącej formacji. Zatwierdzono nawet reorganizację kierownictwa Izby, zaproponowaną przez krytykowanego szefa i jego odejście na urlop przedstawiano jako modelowe.
Ostatnio jednak wyraziciele zawsze jedynie słusznej linii doradzają szefowi NIK dymisję, dodając sarkastycznie, że sam pracuje na własny wizerunek. Opozycja zaś, która poprzednio wskazywała na marność racji obozu władzy w tym względzie, teraz zaciera ręce. I ma powody. Większość bowiem sejmowa nie tai swego zaambarasowania sytuacją.
Rzecz zaś zmierza ku temu, że prezes NIK-u może swoje zapowiedzi o niezależności zrealizować jedynie poprzez ścisłe przestrzeganie procedur sprawowanych przez siebie kontroli. Te zaś mogą się okazać wielce niewygodne dla władzy. Dowodzą tego chociażby dotychczasowe raporty Izby o skutkach PiS-owskich reform.
Niezależność wcześniejszych beneficjantów jedynie słusznego poparcia ma już precedens. Sędzia, mianowany w wyniku dobrozmiennych procedur naprawczych, zaprotestował przeciwko postępowaniu prezes Trybunału Konstytucyjnego i zażądał jej dymisji.
PiS więc ponosi klęski. Chociaż przynajmniej hierarchowie Kościoła uważają, że zwyciężył. Pewnie dlatego, że Sejm przyjął uchwałę potępiającą "akty nienawiści antykatolickiej". Aliści znowu media weryfikują rzecz, wyciągając pedofilię duchownych. To zaś było zawsze traktowane jako ataki na wiarę.
W sumie mamy jedno wielkie zamieszanie, nad którym raczej nikt nie panuje, a które godzi w dobrą zmianę. Nic dziwnego, że coraz częściej się podnoszą głosy o słabnięciu “biało-czerwonej drużyny”. W końcu, jeżeli wewnątrz niej słuszność jest kwestionowana, jak tu mówić, że jest jedyna?

czwartek, 17 października 2019

Oczywistości

— Brak większości w Senacie to wynik tego, że cała opozycja nie szła uczciwie, każdy ze swojej partii, tylko wszyscy się połączyli — tak rzecz rozumie wysoko postawiony wyraziciel jedynie słusznej ideologii. Czyżby więc liczne afery dobrozmieńców nie wynikały z nieuczciwości? Wszak szli do nich osobno.
— Dzięki szybkiemu doskonaleniu wszystkich narzędzi produkcji, dzięki niezwykłemu ułatwieniu komunikacji, burżuazja wciąga w prąd cywilizacji wszystkie, nawet najbardziej barbarzyńskie narody — tak Marks i Engels formułowali zarzuty przeciw kapitalizmowi, który ich zdaniem szerzył nikczemną z natury cywilizację.
Jedno i drugie jest absurdalne. Pierwsze nawet niektórym pisowcom musi trącić szyderstwem ze zdrowego rozsądku. Drugie jest oczywistą kpiną z doświadczeń ludzkości. Póki się zatem nie wyzwolimy z pułapek ideologii, póty będziemy wciągani w polityczne wiry na takim właśnie poziomie.
Odporność zaś na demagogiczne argumenty charakteryzuje dojrzałe demokracje. Wschodzące łatwo popadają albo w ukrytą, albo w jawną oligarchię. W każdym wypadku następuje w nich rozwarstwienie dochodów. Tam gdzie jest ono najwyższe, mamy do czynienia z największą korupcją. Tam bowiem najwięcej się wybranym “po prostu należy”.
Tam też karmiony populizmem naród jest w imię swoiście rozumianej jedności usypiany nacjonalistycznymi hasłami i skłaniany do bałwochwalczego traktowania symboli. Nade wszystko zaś jest zniechęcany do zachodniej cywilizacji, nazywanej też cywilizacją śmierci.
Zawsze, gdy odrzucano “prąd cywilizacji”, rozwarstwienie dochodów stawało się największe. Wtedy też upowszechniała się nędza. Jak więc chcemy doganiać Zachód, nie możemy się wyrzekać jego cywilizacji. 
Wracając więc na nasze podwórko trzeba stwierdzić, że jak gowinowcy chcą uchodzić za konserwatywnych liberałów, nie mogą się jednoczyć z PiS-em. I to nie tylko dlatego, iż prominentni pisowcy traktują to jako nieuczciwe.

środa, 16 października 2019

Nienaturalność

Posiadacze organizmów z niską zdolnością do produkowania oksytocyny częściej prezentują dobrą minę do złej gry. Jest jednak znacznie gorzej. Niska zawartość rzeczonej substancji w ustroju powoduje też obniżoną zdolność odróżniania zła od dobra. Stąd zapewne wynika swoista odmienność reakcji tak uformowanych osób. Chyba to widać, jak się weźmie pod uwagę wypowiedzi dobrozmieńców, nie tylko tych  nie wybranych do nowego parlamentu.
Wczoraj się odbyło ostatnie posiedzenie Sejmu poprzedniej kadencji. Odebrano na nim przyrzeczenie nowej posłanki, która tym samym przestała posłować zanim tę czynność rozpoczęła. Zamieszanie jeszcze bardziej ilustruje sytuacja urlopowanego szefa NIK-u. Jedni powiadają, że w związku z wygraną PiS-u jest bezpieczny, inni że właśnie złożył dymisję.
Oficjalnie jednak dalej byczo jest. “Nie mamy bezwzględnej większości w Senacie, ale to wynika z tego, że my stosujemy pewne reguły, my byśmy mogli mieć co najmniej remis w Senacie, gdybyśmy chcieli wysuwać osoby, które z naszego punktu widzenia na to nie zasługiwały. Nasi polityczni przeciwnicy nie mają takich oporów, wysuwają osoby, wobec których formułowane są z poważnymi dowodami zarzuty karne” mówił najwyższy autorytet na konferencji prasowej.
Musi prezentować optymizm i deklarować, że sytuacja jest pod kontrolą. Robi to chyba na użytek frakcji Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry. Ta ostatnia, wydaje się, stanowi przyczółek Radia Maryja w “biało-czerwonej drużynie”. Gowinowcy zaś tworzą liberalne jej skrzydło, niejako przeciwne.
Teraz jedni albo drudzy mogą pozbawić PiS większości, jeżeli zechcą opuścić Zjednoczoną Prawicę. Powstaje zatem sytuacja znana z lat 2005-2007. Zwłaszcza że nawet przed mediami nie tają swych ambicji. Wyraziciele dobrej zmiany na wyprzódki więc mówią o kompromisie, który ma znamionować obecną kadencję. Jakoś dotąd nie było go widać, nawet zdolności do jego szukania.
Nie ma więc rady. Koniecznie trzeba odnaleźć substancję, której posiadanie w organizmie wzmaga poczucie humoru. Tę dobrze będzie aplikować co bardziej namaszczonym ideologom. W końcu wiele już ingerencji w przyrodę przyniosło zbawienne dla niej skutki a brak dystansu do siebie u wielu osobników ludzkich powoduje ogromne straty środowiskowe.
W połączeniu zaś z niedostatkiem oksytocyny...

wtorek, 15 października 2019

Katharsis

Zaczyna się nowa kadencja i zaczynają się problemy. Główny tworzą niebaczne obietnice, z których się trzeba jakoś wyślizgać. Internauci donoszą już o pierwszych próbach. Rzecz jest niebagatelna, bo dotyczy tzw “piątki na sto dni”, krzykliwie obiecanej na konwencji wyborczej jeszcze 7 października. Wszystko w atmosferze zapewnień, że dobra zmiana dotrzymuje obietnic. Po tygodniu czołowy wyraziciel zwycięskiej partii twierdzi, że ich nie było.
Jeszcze gorzej rzecz wypada wobec urlopowanych, zawieszonych czy odwołanych osób, które są wiązane z aferami. Będą wobec nich musiały być wdrożone postępowania. Szczególnie kiedy dotyczą niebacznych, którzy w wyniku wyborów utracili immunitet. Nie pozostanie im nic innego, jak ujawnić okoliczności, wspólników itd. Przecież muszą się jakoś bronić. Teraz będą odpowiadali nie przed “obcą”, ale “własną” prokuraturą.
No i brak w Sejmie najbardziej wyrazistych głosicieli, czy zgoła twórców niektórych reform. Nie będzie więc filarów dotychczasowej konstrukcji “naprawy państwa”. Fatalnie to musi wpłynąć na gorliwość ich potencjalnych następców. Nikt się przecież ich wzorem nie zechce zapisać w pamięci wyborców, jako osoba niegodna poparcia.
W związku z niewielkim zastępem akolitów, otaczających czy zgoła zasłaniających Prezesa podczas wieczoru wyborczego robi się dziwnie. Nawet wobec zapewnień z najwyższych ust, że to uliczne korki uniemożliwiły niektórym dojazd. Czyżby już zaczęli ćwiczyć podróże bez policyjnej asysty?
No i nocne głosowania, to już przeszłość. Podobnie jak każda “nowa tradycja”. Nie mają Senatu, to i nie mogą liczyć na uniknięcie dyskusji. Kwestionowanie zaś praw mniejszości jest zawsze oznaką niskiej samooceny. To jak tu uwierzyć w ich pewność siebie? Ba, w całą tę ideologię. Gdzie tu jedyna słuszność?
Idzie więc zmiana i to wielkimi krokami. I chyba nie tylko obywatele ją odczują.

poniedziałek, 14 października 2019

Radości

No to sobie narobili. Będą musieli wypić nawarzone przez siebie piwo. Dowód bowiem znowu znajdzie to, co od dawna było wiadome. Keynesizm sprawdza się jedynie w warunkach wzrostu. Rozdawanie odebranych ludziom pieniędzy w czasie dekoniunktury nie tylko nie podnosi popytu, ale pogłębia kryzys, powodując inflację. I tego właśnie doświadczą nasi majsterkowicze. 
Na razie jednak mają powody do radości. Utrzymali władzę, nie będzie rozliczeń, mają sukces i nawet Prezes się o opozycji wypowiadał z łaskawą pobłażliwością. Ta jednak jest harda. Szczególnie w odmianie korwinowskiej, której zwolennicy skandowali złowieszczo, że pójdzie siedzieć, kiedy wymieniono nazwisko koryfeusza jedynie słusznej propagandy.
Na razie trwa jeszcze liczenie głosów. Już nie ma w PKW panów, którzy z namaszczeniem wypowiadali formalne komunały, potęgując niegdyś napięcie przed ujawnieniem rzeczywistych liczb. Teraz się to odbywa jakby mniej ceremonialnie. Możliwe też, że namaszczona celebra najbardziej banalnych zdarzeń zmniejszyła wrażliwość odbiorców, ale i tu widać wpływ nowych czasów.
No i teraz trzeba będzie znowelizować budżet, aby dotrzymać obietnic o trzynastych i czternastych emeryturach i innych takich wodorowych paliwach. To z kolei stanie w sprzeczności z rzekomym zrównoważeniem budżetu. Ale to już codzienność, czyli zupełnie inna sprawa.

piątek, 11 października 2019

Biesiadnictwo

Pij, pij, pij bracie, pij. Na starość torba i kij…[biesiadne].
— Przeszłość i przyszłość to nierzeczywistość. Teraźniejszość jest rzeczywista — tak mniej więcej postrzegają świat “pięknoduchy”, trwające ponad czasem. Bo też emocje można przeżyć tylko teraz. Nie można ich sobie wyobrazić, nie oszukując zmysłów. Prawdziwe bowiem jest to, co czujemy. Reszta to interpretacja. Dlatego po nas chociażby potop.
Nie tylko każdy narkoman się pod tym podpisze. Nie tylko każdy alkoholik. Chociaż oni też aby osiągnąć szczęście potrzebują jednak małpki czy innej kreski. Ich bowiem zażycie pozwala intensywnie przebywać w świecie, który czują. Prawdziwszym, bo postrzeganym dzięki dodatkowo uwrażliwionym zmysłom.
Pod tym się też podpisze zwolennik darowanego dobrobytu. On nie potrzebuje nawet używek, aby chwalić taki stan. Wystarczy mu zapewnienie o wiecznym utrzymaniu tej swoistej “ciepłej wody w kranie”. Warunkiem jest zachowanie władzy przez tych, którzy są zwolennikami porządku, obalonego przez twórców “okrągłostołowej zmowy”.
Bo to był dobry porządek. Oni w to wierzą a wiara przenosi góry. Zapewnia on plusy, jedność narodową i, co zawsze nęci, jedynie słuszną rację. Bo nasza świetlana przeszłość zapewnia nam prawo do wdzięczności świata, od którego ją odbierzemy, powstaliśmy bowiem z kolan.
Dlatego też jedynie słuszni propagandyści za nic mają twórczość artystki, która w Rzeczpospolitej Obojga Narodów dostrzega Żydów, na Ziemiach Odzyskanych cienie autochtonów, a w ogóle myśli, czyli nie zachowuje się jak modelowa kobieta z modelowej parafii. Jest niesłuszna. Najwyższy więc spec od słusznej kultury za zasługę sobie poczytuje, że nie czytał jej książek, za które otrzymała Nobla.
A czterogłowy potwór? Napiętnuje się, wykluczy, wypędzi czy jakoś tak. Bo jedność psuje, a bez niej ani rusz. Nie da się spokojnie biesiadować.

czwartek, 10 października 2019

Plusołapstwo

...tak by nam się serce śmiało
do ogromnych, wielkich rzeczy,
a tu pospolitość skrzeczy,
a tu pospolitość tłoczy,
włazi w usta, uszy, oczy… [Wyspiański]
Polska plus albo Polska minus, taki teraz mają mieć wybór mają Polacy. Dobra zmiana staje więc przeciwko wszystkim.
Wariant z plusem ma oznaczać wielkie programy socjalne. Na przykład 500+ i w rzeczywistości... powiększenie marginesu ubóstwa. Mieszkanie zaś plus, szkoda słów. Powiększenie sumy wolnej od podatku, śmiech na sali.
Wynikiem wyboru Polski plus ma też być zapewnione bezpieczeństwo państwa. W rzeczywistości są to odłożone w czasie zakupy sprzętu wojskowego. W dodatku za bajońskie sumy. Ale powstaje sztab wojsk amerykańskich, koordynujący ich ćwiczenia na naszych bezsprzecznie największych w NATO poligonach, odziedziczonych wszakże po Moskalach.
No i będą zajadłe kłótnie ze wszystkimi i o wszystko. Także z kobietami o tożsamość i z własnymi obywatelami o ich prawa. Podobno buduje to jedność narodową. Jeżeli się wyrzuci za granicę na przykład protestujących lekarzy a utyskującym pacjentom zamknie gęby, będzie. Komuna również taką miała. Ba, miała też stosowny Front Jedności Narodowej.
Najwyraźniej rzeczywistość się uparła, aby z drwić z dobrej zmiany. Jej wyraziciele opowiadają o aferach poprzedników, pozostając zapewne w całkowitej nieświadomości tego, co media wypisują o poczynaniach dobrozmieńców. Najprawdopodobniej nie odbierają niezależnych doniesień, bo a nuż ktoś ...doniesie.
Kwitnie bowiem proceder nagrywania, ujawniania, donoszenia. I to głównie nie przez media, a polityków lub jakieś dziwne figury. Dzięki temu szefostwo dobrej zmiany otrzymuje chyba przekazy spreparowane przez cmokierów. W przeciwnym wypadku by nie opowiadano tego, co słychać.
Zarzucono całkowicie dochodzenie do prawdy smoleńskiej. Wedle jednych przekazów pojawiła się już w zeszłorocznym raporcie podkomisji, wedle innych będzie w przyszłym roku. Ale nagłą śmierć jednego z byłych ministrów dobrej zmiany uznano za “nieprzypadkową”.
Byczo więc jest, tylko “pospolitość skrzeczy”. Wobec tego opozycja teraz już nie jest “elementem animalnym”. Awansowała i jest “czterogłowym potworem”. Plus zobowiązuje.