Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

niedziela, 1 marca 2026

Idealizm

 Iran został zaatakowany. Jako taki odpowiedział pięknym za nadobne. Ostrzeliwuje Izrael i amerykańskie bazy bliskowschodnie. Słychać już o pierwszych ofiarach cywilnych. Wśród nich jest ajatollah Chamenei i minister obrony Iranu. Zawsze tak jest, że słabsza strona konfliktu musi się bardziej troszczyć o szanowanie praw ludności.

Zawsze też najbardziej cierpią prości ludzie. Ich to los jest przede waszystkim podnoszony w relacjach medialnych. Wtedy jest też problem posiadania tego, co Donald Trump nazywa kartami. Przegrywający ma więcej poszkodowanych lub zgoła zabitych cywilów, co podnosi jako argument w dążeniu do zrównoważenia swojej słabości.

Konflikt jest zawsze uzasadniany jakimś prawem jego inicjatora. Tym razem chodzi o to, że nie można się z ajatollahami dogadać w sprawie porzucenia przez nich dążeń do wyprodukowania broni jądrowej. Rakiety już mają. One właśnie i instalacje atomowe są obok przywódców państwa celem izraelskich i amerykańskich rakiet.

Na Bliskim Wschodzie sprawa jest typowa. Izrael jest tam postrzegany przez szyitów jako dzieło szatana. Stale jest zatem narażony na fundamentalistyczną nienawiść. Ajatollahowie posiedli władzę w Iranie i uparcie budują swoją bombę atomową, aby przez jej użycie przeciwko Izraelitom zdobyć przepustkę do wieczności. Izrael więc we własnym interesie musi zabiegać o udaremnienie tego dzieła. Od czasu więc do czasu mamy jakąś wojnę na Bliskim Wschodzie.

Nic w końcu dziwnego, wszak najwięcej ludzi zabito dla ich dobra, a świat jest chyba rzeczywiście taki, jakim go postrzegamy.