Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Chwilowcy

 Na ten moment. To koszmarek, ewoluujący od rusycyzmu na dzień dzisiejszy, przywiezionego niegdyś przez uczestników pociągów przyjaźni. Funkcjonował obok przemycanych z Sojuza złotych pierścieni ze szmaragdami, oszlifowanych w formę, która zaowocowała nazwaniem ich trumniakami. Jedna z form przejściowych to na chwilę obecną, ostatnio przeobrażona w na ten moment.

W czasie komuny posiadacze trumniaka sygnalizowali nim status elity. Wspierał to rzeczony koszmar językowy. Już po upadku komuny kiepsko zorientowani w sytuacji prowincjusze w tamtejszych radach gmin tak formowali swoje wypowiedzi, aby jak najczęściej móc użyć zwrotu na dzień dzisiejszy. To im dawało poczucie przynależności do high life’u i stosowny autorytet. Dopiero potem pojawiły się wspomniane modyfikacje.

Teraz nawet reporterzy telewizyjni nie mogą się od nich wyzwolić. Królują w ich wypowiedziach. Szczególnie zaś je widać w ustach wyelegentowanych reporterek. Przyoblekają je bowiem w bolszewicką rubachę, odbierając ich wypowiedzi wszelką urodę. Ich koledzy dziennikarze również nie są od nich wolni. Tu jednak bardziej rażą statki wojenne. Dawniej każdy chłopak chciał być marynarzem. Teraz już chyba nie. Wszyscy jednak wiedzieli, że wojenny jest okręt. Statek wozi ładunki.

Psychologowie nazywają dysonansem poznawczym zderzenie mitów z rzeczywistością. Ciekawe, że stacje telewizyjne nie przeciwdziałają jego serwowaniu odbiorcom. Może też go nie dostrzegają. Tymczasem przypadek trzydziestomilionowej niegdyś Wenezueli, skąd, wskutek przyjęcia wschodniego pokrewieństwa kulturowego, wyemigrowało 8 milionów mieszkańców, dziewięć zaś milionów pozostaje na granicy ubóstwa, ilustruje efekty tolerowania ruskich wzorców kompetencji.

O tempora, o mores, chciałoby się zakrzyknąć za Cyceronem.


niedziela, 4 stycznia 2026

Możliwości

 Nicolas Maduro siedzi wraz z żoną w amerykańskim areszcie. Donald Trump osadził w nim sprawcę sprowadzenia najbogatszego kraju Ameryki Południowej do skrajnej nędzy.

Teraz zapowiada, że Ameryka przejmie znacjonalizowane tam przez populistów górnictwo naftowe i dokona transformacji. To samo miało spotkać Ukrainę. Tego właśnie się mogą bać wyzwoleni od populizmu Wenezuelczycy. Wielbiciele demagogii i beneficjanci księżycowych programów socjalnych, które doprowadziły kraj do nędzy, uważają że właśnie teraz wpadli w łapy imperialistów. Oni pozbawią ich radości nawet nędznego życia na koszt państwa i narażą ich na imperialistyczny wyzysk.

Dziwnie to się kojarzy z Polską. My też jesteśmy społeczeństwem, późno wyzwolonym od analfabetyzmu, pozostającym w silnej zależności od kleru. U nas też populizm święcił sukcesy. Wprawdzie jego zwolennicy wielbią Amerykę, radując się jednak głównie jej usiłowaniami rozmontowania Unii Europejskiej. Pozostając w kulturowej wspólnocie ze Wschodem, upatrują bowiem w Europie zagrożenia, wyrażając skłonność do moskiewskiego miru. 

Ciekawe więc będzie stanowisko naszej obecnej opozycji wobec rozwoju zdarzeń w Wenezueli.

Formalnie Donald Trump postąpił wobec Wenezueli podobnie, jak Władimir Putin próbował wobec Ukrainy. Ameryka jednak inaczej rozumie swój mir, niż Rosja. Moskwa by chciała sąsiadów podporządkować politycznie w myśl zasad caratu lub jakiejś formy komuny, popieranej przez kler. Ameryka w zamian za koncesje materialne spróbuje ich podporządkować współczesnemu kapitalizmowi. Może to nie wróżyć dobrze życzliwości kaczystów dla Ameryki. Oni w istocie są podobni do Rosjan w powolności autorytaryzmowi. Chyba że Trump pozostanie w emocjonalnym aliansie z Putinem.

W tej sytuacji nie ma alternatywy dla integracji europejskiej. Jeżeli się od niej odżegnamy, popadniemy w kolejną zależność od Moskwy. Pewnie na kolejne sto lat. Ona zaś albo ograbi podporządkowane sobie państwa, albo się rozpadnie. Wszak nie da się bezkarnie zniszczyć własnej gospodarki poprzez przeznaczenie sześćdziesięciu procent PKB na wojnę, której nie opłacą pokonani. 

Ta konstatacja fatalnie rokuje na sukces kulturowych krewniaków Wschodu w dziele ewentualnego przejęcia władzy w Polsce.