Prognozy polityczne są często diabła warte.
Kiedy na przykład ekspert kompetentnie i z całą powagą swego autorytetu zapowie upadek jakiejś partii, ta poszuka środków zaradczych. Bardzo prawdopodobna przedtem prognoza bierze więc w łeb.
Wyjątkiem są populiści. Oni zwracają się do najliczniejszej grupy społecznej. Tej, która oczekuje poprawy swego położenia. Pomyślność bowiem rozkłada się niesymetrycznie, większość ludzi cierpi z powodu niezaspokojonych pragnień. Szczęśliwców jest mniej. Nieszczęśliwi zadowalają się nawet dobrym słowem. Politycy, wspierani przez tych, którzy się uważają za wykluczonych, intensyfikują więc propagandę, a nie korygują politykę.
Każda bowiem populistyczna formacja prezentuje troskę o zapomnianych, biednych. Każda też popada w syndrom tłustych kotów, a to wskutek odwiecznych wad ludzkich. Zachłanni są bardziej bezwzględni od pozostałych członków społeczeństwa i ich ręce energiczniej garną konfitury ku sobie. Rychło się okazuje, że w łonie populistycznej partii powstaje uprzywilejowane skrzydło, które niczym oficjalnie zwalczane elyty, naprawdę pławi się teraz w luksusie. Każda więc populistyczna formacja musi mieć to, co się nazywa planem B. I tu jest zawsze nasilenie działań.
Odwiecznym tłumaczeniem łajdactw populizmu, wykorzystywanym przez prawdziwych i samozwańczych carów, jest chciwość bojarów. Wszyscy oni też przekonują, że tępią ją bezwzględnie. Jeden nawet ostatnio zawiadomił, że stracił życie jakiś nazbyt zachłanny i ukarany za to totumfacki.
Pogłębiający się zaś kryzys, typowy dla populistycznie zarządzanej gospodarki, jest przypisywany spiskom. Nie jakimiś absurdalnymi posunięciami, symbolizowanymi u nas inwestycjami w lotnisko dla wron lub przekop dla kajaków, czy blok energetyczny bez przyszłości. Szkoda już wspominać o włoszczowskim peronie.
Tu, w odróżnieniu od spraw innych formacji politycznych, mamy całkowitą przewidywalność. Populizm bowiem zawsze przynosi gospodarczą zapaść, która przede wszystkim dotyka jego popleczników. Prawidłowość jest niezmienna i oczywista. Chodzi tam bowiem tylko o to, aby naczelny populista miał władzę.
Ujawnienie się kryzysu trochę trwa, nadzieja zaś osłabia pamięć. Łatwo więc oszukać najsłabszych. Teraz jednak wszystkie społeczne procesy przyspieszyły. Nie jest więc aż tak łatwo, jak kiedyś, chociaż jeszcze się udaje. Niestety.