Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

sobota, 2 stycznia 2021

Kara

 Jakiś rysunek z bodaj pięćdziesiątych lat ubiegłego wieku. Wyrwany z pościeli obywatel (to wtedy taki gorszy sort towarzysza) ucisza budzik, sycząc przez zęby: gdybym dorwał tego durnia, co wymyślił koło.

Wbrew pozorom rzecz nie jest śmieszna. Szczęśliwy i beztroski koczownik osiadł niegdyś na roli, aby ją posiadać. Przedtem, jako łowca i zbieracz nie miał nic. Pracował około trzydziestu godzin tygodniowo. Strawę miał urozmaiconą, zdrową i niezależnie od pory roku jadał do syta.

Wolny czas spędzał na przyjemnościach. Prostych, ale pouczających wielce. Podobnych do jego wiedzy. Obejmowała wyłącznie właściwości środowiska, była ogromna, ale skoncentrowana na detalach. W rezultacie jego mózg był większy od naszego. Bowiem bez znajomości pisma – pamięci zewnętrznej – musiał sam przetwarzać mnóstwo szczegółowych informacji.

Gdy żniwa zastąpiły zbieranie nasion, człowiek utracił wiele. Przede wszystkim po skąpych zbiorach mógł głodować. Jak już jadał, to monotonnie i niezdrowo. Ale miał też powody do dumy z dokonań. Chociażby codzienne od świtu do nocy noszenie wody w przeciekającym kuble, aby ją wylać pod wiecznie schnące uprawy, to już było coś.

Dzięki temu mógł wypracować nadwyżki żywności i ofiarować je bóstwu, które mu w zamian zapewniało pomyślność doczesną i szczęście wieczne. Mógł też bogom fundować megality zaopatrując budowniczych w jadło a odprawiających tam obrzędy kapłanów w magiczne siekierki z krzemienia pasiastego, od zawsze rozsyłanego po świecie z Krzemionek Opatowskich. Bez użycia koła byłoby to wszystko trudne.

Pośrednikiem między ludem i zaświatami był kapłan. On miał z nimi swoje układy i mógł je stosownymi zaklęciami przymusić do wspierania ofiarodawców. On też w imieniu niewidzialnego konsumował dary. To nie tajemnica, że w patriarchalnych środowiskach jego chudość źle świadczy o gorliwości wiernych. Podobnie zresztą jak i nikłe postury żon o staraniach ich małżonków.

Ale równocześnie z posiadaniem człowiek stał się własnością tego, co miał. Nie tylko upraw musiał strzec przed przed gniewem nieba. Także chudoby, od której zrazu cierpiał z powodu brudu i chorób odzwierzęcych. Potem kosztem komfortu życia oszczędzał w swej domenie energii. Dzięki temu przybywało mu rzeczy. Coraz przeto więcej musiał zanosić bóstwom, aby mu nie przyczyniały dodatkowych trosk.

A wszystko za sprawą durnia, który wymyślił był koło. I jak tu się dziwić obcym, że szukają zemsty na Polakach? Przecież to w Polsce odnaleziono najstarszy wizerunek wozu zaprzężonego w woły. Polan tu jeszcze wtedy nie było, ale kto teraz o tym pamięta?

I to wszystko się dzieje, mimo że robimy co można, aby udowodnić, iż koła na pewno nie wymyśliliśmy.

czwartek, 31 grudnia 2020

Dosiego

 Opozycja nie może nic zrobić i jako taka jest bezsilna? Niezupełnie. Z teorii gier wynika, że kiedy przeciwnik stosuje mieszane strategie, losowo wybierając kolejne posunięcia, najlepiej sięgnąć po rozwiązania, które doraźnie przynoszą najwięcej korzyści.

Kiedy więc władza z coraz to większą częstotliwością sama sobie zaprzecza, najkorzystniej wypada dowodzenie jej niekompetencji. Kiedy jeszcze rząd poprzez własną niezborność wywołuje konflikty, co wyprowadza całe grupy społeczne na ulicę, trzeba propagandowo wykorzystać jego błędy.

Jawi się tu oczywiście niebezpieczeństwo, że wygra łowca okazji. Ten właśnie, który akurat stoi na czele najgłośniejszych protestów. Każdą bowiem opcję opozycji oburza tylko część tego, co się składa na ogólne niezadowolenie. Każda też uważa, że ignorowanie właśnie jej zapatrywań decyduje o mizerii polskiej polityki.

Rzecz jest zatem jasna. Jeżeli opozycyjne ugrupowania zrezygnują z monopolu na prawdę i poddadzą się woli wyborców, dobra zmiana przepadnie pod kolejnym dywanem. Wróci wtedy pozycja Polski w świecie, będziemy spłacać zaciągnięte znowu długi i gospodarka oprze się kryzysom.

Jednym bowiem z warunków dobrostanu jest korzystanie ze zbiorowej mądrości. U nas tym bardziej jest to widoczne, im bardziej władza jest podporządkowana jednej osobie i im więcej serwilizmu prezentują jej akolici. Tym bowiem więcej absurdów produkuje dobra zmiana.

Węgrzy, wcześniej doświadczeni przez populizm, zjednoczyli się w anty-Fideszu. Później demagogią dotknięci Polacy jeszcze do anty-PiS-u dojrzewają.

Aliści wyraźnie już widać, że trzeba u nas zacząć od opracowania statutu zjednoczonej opozycji. Powinna w nim być zapewniona okresowa wymiana władz i równość wątków proponowanych przez poszczególne opcje. Potem decyzje kierownictwa muszą być zaprezentowane możliwie szerokiemu ogółowi, aby ów rozumiał i akceptował aktualny priorytet technicznego w istocie zarządu.

Powstanie eklektyczny twór, pozostający w ciągłym konflikcie. Aliści jawnym. Będą więc decydowały tam obiektywne racje, a nie koterie lub ideologie. Nie będzie silnego kierownictwa, ale jego rozwiązania poprze większość. Może też ustalana poprzez badania opinii.

Przede wszystkim zaś przestanie straszyć to, co psuje nie tylko naszą samoocenę, ale też wizerunek i pozycję Polski na międzynarodowej scenie politycznej. Klerykalny prowincjonalizm, który z patriotycznych w swoim mniemaniu przyczyn już raz oddał państwo Moskwie w pacht.

Dosiego Roku.

środa, 30 grudnia 2020

Równouprawnienie

 – Niemcy łamią praworządność w skokach narciarskich – głosił pasek w TVP Info. Znowu oni. Aliści nasz skoczek przeszedł test. Uzyskał wynik ujemny i się Niemcom nie udało. Bo sprawiedliwość jest górą, nawet jak zaświadcza o tym minus.

Z faktu, że Polak skoczył dalej, wynika tylko i wyłącznie, że się nauczył skakać. Jako taki jest jednak dla wielu ludzi godzien podziwu. Są bowiem tacy, co cenią sobie skakanie.

Tak jak większość tego, co decyduje o naszym życiu, znaczenie sportowych wyników jest kwestią umowy. Wszak dajemy papier za orzechy czy inne towary, bo się umówiliśmy, że jest ich wart. To jak się upewnimy, że daleki skok nobilituje również widzów, domagamy się tam też sprawiedliwości.

Wszak teraz w sklepach przyjmują zapewnienie, że bank za nas zapłaci. Dowodem jest stosowny dźwięk, wydany przez urządzenie, któremu pokazaliśmy(?) kawałek plastiku. Rzecz nie jest bez znaczenia. Od kiedy milczące umowy stały się powszechne, gospodarka gwałtownie przyspieszyła. Mimo wielu szalbierstw. Obowiązuje to też w sferze informacji. Mimo że tam się również wkręcają oszuści. 

Upominamy się zatem o praworządność, kiedy nasz sportowiec nie mógłby się wykazać swoimi umiejętnościami z powodu dodatniego wyniku jakiegoś testu. Bo to już narodowa sprawa. Tak jak kwarantanna. Albo przylot samolotu z czymś, co zdaniem prawdomównych wielce polityków chroni naród. I chcą się z nami umówić, że tak jest. Jak na przykład maseczki z Azji Wschodniej. 

Najweselsze, że niepraworządność w skokach najbardziej oburza narodowców. To przecież dla nich jest wzmianka o właśnie niemieckim jej łamaniu. W dodatku bodaj gdzieś w Austrii nastąpiło. Czyli jednak obchodzi ich wizerunek Polski za granicą.

We względzie praworządności my również otrzymujemy ujemne oceny międzynarodowych gremiów prawniczych. I tu właśnie jest ambaras. Oni w skokach mogą a my w sądach nie? Potrzeba lepszego dowodu na to, że nas obcy robią w bambuko?

I jeszcze straszą odebraniem kasy.

wtorek, 29 grudnia 2020

Sukcesja

 Nie znoszę ludzi, którym nazbyt słabe głowy/ zamąca moczopędny trunek narodowy./ Ich mieszanina jęków od czasów Popiela/ jątrzy mnie i do cierpkich wyrażeń ośmiela/ [Czesław Miłosz].

Józef Bocheński uważa nacjonalizm za bałwochwalstwo. Jego wyznawcy nie tylko własny naród przedstawiają jako lepszy od innych, ale wynoszą go do poziomu absolutu. Za tym już idzie to, co zwykle w fundamentalizmie. Przede wszystkim poniżanie odmieńców. Takich więc, którzy jakoś tam odbiegają od narodowego stereotypu.

Nacjonalizm nie tylko jest źródłem ksenofobii. Ma fatalne konotacje. W naturze bowiem fauna, z wyjątkiem odmian samotniczych funkcjonuje w grupach plemiennych. Jedynie człowiek nie. Dokładniej jeden jego gatunek, Homo sapiens odrzucił plemienną egzystencję. On też jako jedyny opanował świat.

Konkurenci naszych przodków w Europie i Azji Zachodniej, gatunkowo odmienni neandertalczycy organizowali się wyłącznie w zespołach patriarchalno-plemiennych. Zamieszkiwali stale te same jaskinie i poruszali się najdalej 50 km od ich wejść. Jak wykazują ostatnie badania, mieli zdolność hibernacji, co wymagało gromadzenia zimowych zapasów we własnym ciele. Tyli od wiosny do jesieni i przesypiali zimę, wykorzystując tłuszcz nagromadzony we własnych tkankach.

Neandertalczycy przepadli wraz ze swoją ksenofobią i sposobem życia. Homo sapiens bowiem, sprawniej posługujący się głową, integrował się wokół wartości, nie pieczary. Nie bał się ani obcych, ani przestrzeni. To mu pozwalało organizować większe zespoły do ambitniejszych przedsięwzięć, nade wszystko zaś korzystać ze zbiorowej mądrości. Także doświadczeń mieszkańców bardzo odległych obszarów. Takich też, które wcześniej doznały zmian klimatu.

Kiedy właśnie ostatnia epoka lodowa skuła ziemię lodem, neandertalczycy przepadli, zasypiając snem wiecznym. Niewielkie ich ślady znalazły się w naszym genotypie. Jakaś bowiem część nazbyt swawolnych Homo sapiensszanek zdążyła ulec powabom troglodytów.

Mimo to trzeba zauważyć, że nacjonalizm i ksenofobia to bardzo kiepskie pomysły na przetrwanie.

poniedziałek, 28 grudnia 2020

Problem

 Aby mieć polityczne zaplecze, najlepiej jest manipulować tłumem. Dobrze wtedy mówić to, czego on się spodziewa. Trzeba więc znać oczekiwania tych, którzy mają być posłuszni.

To zupełnie inaczej, niż dawniej, kiedy się chciało mieć władzę. Wtedy najlepiej było udowodnić pozaziemską protekcję. W czasach przedchrześcijańskich wymyślano czasem wielce barwną legitymizację dla władcy.

Merowingowie na przykład utrzymywali, że rządzą, bo się wywodzą od potwora, który wyłonił się z morskich głębin. Dopiero w trzecim bodaj pokoleniu trwania dynastii dworski majordomus nie uląkł się smoczej zemsty i zagarnął merowiński tron. Aliści już za zgodą papieża.

W naszych czasach należy potencjalnym zwolennikom nie tylko zasugerować wyznawanie identycznych wartości, ale również umiejętność wdrażania ich w życie. W Polsce zaś najlepiej jest upodobnić się do konserwatystów. Łatwo odgadnąć ich preferencje. Oni tradycyjnie zwalczają Zachód i zawsze są klerykałami.

Najostrzej wypadło to w końcu XVIII wieku. Oświeceniowe idee, zawarte w Konstytucji 3. Maja, uznano wtedy za zdrożną francuszczyznę. Jej zwolenników nie określano jeszcze jako gorszy sort. Nazywano ich jednak siewcami zarazków demokracji i zarzucono im chęć zniewolenia Polaków. W konserwatywnym bowiem porządku dobry dziedzic dawał pańszczyźnianemu ludowi dobra doczesne a pleban równie skutecznie zapewniał wieczne.

Okropieństwa Rewolucji Francuskiej (nawet króla zgilotynowano!) potwierdzały sarmackie obawy o zachowanie stanowych porządków. Stosunkowo więc łatwo prowincjonalna szlachta, idąc za klerem, uznała konfederację targowicką, która ostatecznie podporządkowała państwo Moskwie.

Teraz też pod pozorem obrony praw człowieka zachodni nihilizm ma nas jakoby pozbawiać naszej tożsamości. Niszczy rzekomo rodzinę, handluje dziećmi i morduje staruszki. Uchronić nas przed tym chce formacja, której przewodniczy polityk, przedtem utrzymujący, że popierające go Radio Maryja ma nadajniki za Uralem.

Na razie zaś parantela z Moskwą doprowadziła nas do tego, że to my chcemy dogonić Zachód. Nie on nas. Jak więc Polaków przekonać, że jest odwrotnie? Zwłaszcza kiedy nawet Węgrzy nie dają temu wiary? Ba, 70% amerykańskich Polaków oddało głosy na Joe Bidena. Wszystko zaś w społeczeństwie, które z jednej strony dzieciom nadaje zachodnie imiona, z drugiej coraz mniej gorliwie uczestniczy w religijnych obrzędach.

Same więc przeszkody. Nie tak łatwo być u nas populistą. Ale kto wie, jak się obieca powrót zasady: czy się stoi, czy się leży...

wtorek, 22 grudnia 2020

Oczywistość

 To jest tak. Najpierw Anglicy zauważyli wzrost zakażeń. Potem wyodrębnili i obejrzeli wirusa, pozyskanego u dodatkowo zakażonych. Zauważyli, że to mutant. Policzyli i wyszło, że zaraża o 74% łatwiej niż poprzedni. I poszli z tym do mediów.

Wtedy się dopiero zaczęło. Niewielu wie, co właściwie znaczy to 74% intensywniej. Wielu sobie chyba wytłumaczyło, że to jest 74 razy więcej zakażonych. I ruszyła panika.

Premier Borys z precyzją, nie, nie ruską, londyńską, już bodaj w sobotę obwieścił, że od jutra, czyli od niedzieli, od godziny jakiejś tam zakazuje oddalać się skądś tam. Angole więc, niczym jacyś nieodpowiedzialni Ruscy, póki się dało ruszyli na dworce i lotniska. Praktycznie więc przystąpili do rozwożenia mutanta po świecie.

Tyle tylko, że odkryto go już we wrześniu. Od dawna więc jest poza Wielką Brytanią. Najprawdopodobniej także w Polsce. U nas się nie prowadzi badania cech genetycznych nośników zarazy.

Tak się właśnie sprawdza prawo natury. Tam gdzie się zaczęło, rozrzedza się ognisko epidemii. Tam gdzie jest ich mało, parazyty się zagęszczają.

W Polsce podchodzi się do problemu fatalistycznie. Reaguje się zatem po fakcie. Dla nas bowiem wirus jest nie do końca przewidywalny [Artur Soboń]. U nas więc zakaz przyjmowania lotów z Wielkiej Brytanii obowiązuje od wtorku. Niemcy ogłosili go już w niedzielę. Ale nasi specjaliści bez tego twierdzą, że kontrolę nad zarazą utraciliśmy już jesienią. Na początku.

Kto się zatem staje ofiarą? Kogo natura tępi za zachwaszczanie własnego gatunku brakiem rozsądku? Ocziewidna, jak mówią Moskale. Bo każdy się jej prawom podporządkowuje, chce czy nie chce. Każdy jest bowiem jej tworem, dzieckiem rzec można. Każdy też ma głowę. Tylko więc fatalistą jest się na ochotnika.

To po co jeszcze mnożyć słowa?

poniedziałek, 21 grudnia 2020

Probabilistyka

Nie mogą samodzielnie przegłosować ratyfikacji budżetu, którego w Brukseli nie zawetowali. Wyrzekają się zatem funduszu odbudowy. A Adam Bielan twierdzi, że podjęli największą modernizację państwa od czasu Kazimierza Wielkiego (sic!).

Dobrowolna rezygnacja z naprawy państwa wynika z argumentacji, uzasadniającej też prawo dobrozmieńców do łamania konstytucji. Wszak większość tak chce. PiS-ofilny bowiem suweren godzi się na wszystko. Postępuje jak syty niewolnik. Nie interesuje go jakaś wolność czy prawa człowieka. O jego więc woli za niego decydują parlamentarzyści.

Atoli skłóceni nie są ostatnio w stanie zapewnić sobie samodzielnej większości. Nie mogą więc tym razem bez wsparcia opozycji konkurować z królem Kazimierzem. A to właśnie jest wbrew dobrozmiennej ambicji. Bez unijnych funduszy ideolodzy mogliby ewentualnie roić o sukcesie jedynie współzawodnicząc o liczbę nałożnic z rzeczonym królem.

Wprawdzie płaskoziemcy, basujący radiomaryjnej frakcji w PiS-ie przekonują, że Fundusz Odbudowy to w większości kredyty. Tutaj celują w zacietrzewienie swoich wyborców. Bo to i prawda, ale blisko połowa rzeczonych pieniędzy z Unii stanowią dotacje. Oprocentowanie zaś kredytowanej części będzie równoważne odsetkowi, wyznaczanemu dla Unii. Ten zaś będzie znacznie niższy, niźli może otrzymać kraj powstały z kolan i rządzony przez populistów.

No chyba że byłyby to politycznie tanie kredyty z Moskwy. O ile by ją było na to stać. Wtedy jednak taki dług trzeba by było spłacać też w naturze. Przede wszystkim by to oznaczało konieczność opowiedzenia się za polexitem. I o to chyba naszym płaskoziemcom chodzi.

Aliści dzięki trudności z ratyfikacją mamy już teraz wyraźne kryterium podziału w biało-czerwonej drużynie. Ono jak w październikowej rewolucji, co to była parowozem dziejów wyróżnia białych i czerwonych.

Szykuje się zatem znakomite zwarcie w Sejmie. Zwłaszcza że wicepremier orzekł wysokie prawdopodobieństwo pozostania premiera na stanowisku. Doświadczenia zaś pani Szydło, również do ostatniej chwili zapewnianej, że nie będzie podlegać restrukturyzacji, fatalnie rokują dla zachowania stanowiska przez Mateusza Morawieckiego.

Będzie się działo.