Pracownicy ochrony zdrowia zamierzają kontynuować stan istniejący. Tak to wynika ze słów Donalda Tuska.
Jaki zaś jest, prezentowała przychodnia zakładowa szkoły wyższej jeszcze przed laty. Wtedy właśnie rząd AWS próbował jakoś poprawić los pacjentów i przypisywano obywateli do konkretnych lekarzy w wybranych przez nich ośrodkach zdrowia. Od liczby chętnych do leczenia się w konkretnej placówce zależała wysokość sum, przyznanych jej najpierw przez kasy chorych, a później przez NFZ.
W rejestracji chorych rzeczonej lecznicy było kilka okienek, ale przyjmowało ich tylko jedno. Przy pozostałych również siedziały panie w białych fartuchach, mozolące się atoli nad kaligrafowaniem ogłoszeń, traktujących o obowiązkach leczonych osób.
W oczekiwaniu na rejestrację tłoczył się tłumek staruszków, pragnących otrzymania numerku do wybranego wcześniej lekarza. Każdy chętny spoza osób przypisanych do przychodni był obligowany, aby się do niej zapisać. Ani czekającym ani tym bardziej personelowi nie przychodziło do głowy, że odgrywają tak oczywistą farsę.
Dopiero ktoś zdrowy, ale zobligowany do przedstawienia świadectwa o zdolności do wykonywania pracy, stanowczo odmówił wpisania się na listę stałych pacjentów rzeczonej placówki. Kiedy mu powiedziano, że w takim razie nie dostanie ewentualnego skierowania do szpitala, odpowiedział, że przynajmniej nie umrze w kolejce. O dziwo pomogło. Otwarto zamknięte okienka i kolejka zniknęła.
Wtedy też wprowadzano system nowoczesny. Ten pewnie, o którym się i teraz tak mówi. Widać, że chorych w przychodniach jest więcej, niźli zdrowych. Ci zaś są zrezygnowani i przygotowani na wszystko.
Tradycja bowiem trzyma się mocno.
Nikt nie chce ruszyć przekładających papierki w funduszach NFZ, bo są w większości z nadania partyjnego i bronią się jak niepodległości.
OdpowiedzUsuńSystem jest banalnie prosty w dobie informatyzacji. Każdy ubezpieczony otrzyma kartę (podobną do bankomatowej) z zapisanymi danymi medycznymi. Z taką kartą idzie do wybranego lekarza czy placówki medycznej i jest ona podstawą do finansowania tejże. Czyli pieniądze idą za pacjentem.
Skończyć należy z traktowaniem szpitali i placówek medycznych jak zakłady produkcyjne z planami "przerobu" i absurdem nadwykonania generującym długi.
Trzeba tylko ruszyć zasiedziałą administrację NFZ-ów od przewracania papierków.
-fere-
NFZ jest efektem rządów lewicy, która zastąpiła nim kasy chorych, tworząc przytułek dla swoich działaczy. Wprowadzili planową gospodarkę nakazowo- rozdzielczą i mamy, co mamy.
UsuńStary.
Dobrze pamietam, kto skasował Kasy Chorych, gdy po pocżatkowym bałaganie zacżęły jako tako działać. Dla stołków w NFZ zrobiła to Lewica Leszka od moskiewskieij pożyczki.
OdpowiedzUsuńPs. Zdaje sie, że tego śpiocha znowu Kreml uruchomił...
Pozdrawiam
Tak, ochrona zdrowia jest ostatnim bastionem postkomuny.
UsuńPozdrawiam również.
Stary
Anonimowemu bardzo źle się wydaje, że w 2003 roku chore kasy "jako tako "zaczęły działać"":
Usuńbo trudno "zaczęciem działać" nazwać konsekwentne odmawianie przez ich szefostwa na przykład wzajemnego finansowania przez chore kasy usług medycznych świadczonych ubezpieczonym w nich poza terenem ich działania, czyli na obszarze innych regionów - co prowadziło do konieczności płacenia z własnej kieszenie, przez ubezpieczonych w tychże chorych kasach pacjentów, za porady i zabiegi medyczne wyświadczone im na przykład podczas wakacyjnych wojaży!
Pół biedy, jeśli trzeba było zapłacić za wizytę u internisty czy pediatry - ale już "głupie" usunięcie wyrostka potrafiło doprowadzić ludzi do finansowej katastrofy...
A jakby tego było mało, inicjatorzy powstania chorych kas i ich "zabetonowania" w 2001 roku, konsekwentnie torpedowali próby wprowadzenia odpowiednich, mających zlikwidować te patologie poprawek do regulującej ich działalność ustawy...
Alw
UsuńDlatego,,jako tako;; a nie poprawnei czy dobrze..
@Anonimowy
UsuńAha, jeszcze jedno:
Miller z Belką Balickim na pewno bynajmniej nie "skasowali" kas chorych, bo je "tylko" scalili w jedną instytucję - ale ich wcześniejsze szefostwa i obsady zostały dokładnie te same, które "zabetonowały się" w 2001 roku przepisem o zatrudnianiu obsad chorych kas według przepisów o "kontraktach menedżerskich"!
Tyle, że od sierpnia 2004 roku nazywały się już nie "regionalnymi kasami chorych", tylko "regionalnymi oddziałami Narodowego Funduszu Zdrowia"...
Rozgonić kasy chorych na cztery wiatry i na ich miejsce wprowadzić zupełnie nowe struktury chciał Łapiński - ale Miller mu to uniemożliwił, czego skutki cierpimy do dziś!!!
Postkomuniści dążyli do centralizacji państwa.
UsuńKasy chorych miały od początku wiele wad, ale już na Śląsku udało się to poprawić. Gdyby inne kasy poszły za tym przykładem, byłoby lepiej. Także gdyby zezwolono na powstawanie kas ponadregionalnych.
Nic się nie udaje od razu. Zwłaszcza w postkomunistycznych realiach, gdy istnieją rzesze ludzi skazanych na niechcianą samodzielność.
@Stary
UsuńZ chorymi kasami był ten problem, że to co stary Sośnierz zrobił na Śląsku budziło ogromne sprzeciwy także w tych środowiskach, które je wprowadziły!
I gdyby AWS dalej rządziła, zapewne nie skończyłoby się to dla niego na tych paru dętych i z tyłka wziętych zarzutach, jakie mieli wobec niego Łapiński, Balicki czy Miller - bo to co stary Sośnierz zrobił na Śląsku, dla wprowadzających poronioną od początku "reformę" służby zdrowia i systemu jej finansowania było "sprzeniewierzeniem się pryncypiom", wśród których ograniczanie kwot wydawanych na jednego pacjenta wyłącznie do tych zakontraktowanych na niego przez "lekarzy rodzinnych/pierwszego kontaktu", należało do najbardziej pryncypialnych!
A stary Sośnierz wprowadził "u siebie" system, w którym "pieniądze szły za pacjentem", nie za lekarzem - rzecz absolutnie nie do przyjęcia dla awuesowskich "pryncypialistów"...
Kasy Sośnierza były jednak dobrym początkiem reformy ochrony zdrowia. Jej centralizacja doprowadziła do stanu, który mamy teraz, czyli takiego, w którym łatwo wykorzystać istniejące luki. Pacjent zas jest tylko tłem.
UsuńStary
@Stary
UsuńAle starego Sośnierza do odstrzału przewidywali już sami awuesiacy, jeszcze przed oddaniem władzy jesienią 2001 roku - awuesiacy, którzy w żadnym razie nie chcieli centralizować kas chorych i jak niepodległości bronili wszelkich patologii ich funkcjonowania, poza Śląskiem!
Sośnierza przed odstrzeleniem przez samych awuesiaków jeszcze przed wyborami 2001 roku paradoksalnie uchroniły wprowadzone przez tych samych awuesiaków przepisy o zatrudnianiu obsad chorych kas - całych, od prezesów do sprzątaczek! - na "kontrakty menedżerskie", które gwarantowały tym obsadom nieodwoływalność przez pięć lat trwania ich "kontraktu", z możliwością pozwania władzy w razie próby odwołania - oczywiście gdyby AWS jednak zdołała wygrać wybory 2001 roku, nawet te przepisy nie uchroniłyby Sośnierza przed odwołaniem przez "swoich" na długo przed 2006 rokiem, czyli formalnym końcem jego "kontraktu"...