Zdrowych, spokojnych Świąt Wielkanocnych Życzę wszystkim.
Wszystkiego dobrego, radości, zdrowia i wspaniałych niespodzianek.
Zdrowych, spokojnych Świąt Wielkanocnych Życzę wszystkim.
Wszystkiego dobrego, radości, zdrowia i wspaniałych niespodzianek.
Frakcje powstają tam, gdzie lojalność wobec idei przegrywa z lojalnością wobec ambicji. [Copilot].
W 2021 roku Unia Europejska zawarła z Pfizerem umowę na dostawę szczepionek przeciwko covidowi. Nasz rząd zawarowal sobie tam pewną ilość owych leków. Po paru miesiącach zorientowano się, że nie potrzeba nam aż tyle i nadmiaru nie odebrano. Teraz Pfizer wygrał w pierwszej instancji z obecnym atoli rządem proces i musimy wytwórcy szczepionek zapłacić karę, w wysokości 5,6 mld złotych. Tak się przedstawia jedyny realny obecnie problem kaczystów.
Pozostałe wynikają z ambicji liderów frakcji, które przestały już walczyć pod dywanem i zupełnie jawnie atakują się wzajemnie. Jeżeli tego nie robią publicznie, to dzwonią do dziennikarzy i krytykują poczynania swoich kolegów partyjnych. Ryszard Terlecki zatem ma być przeciwko Sebastianowi Kalecie wraz ze starym PiS-em, ale chyba ma Patryka Jakiego i jego ziobrystów przeciwko sobie. Piotr Műller jawnie krytykuje całą partię i wspiera Ryszarda Terleckiego. Mateusz Morawiecki buduje własne zaplecze, nawołując jednakowoż wszystkich do jedności. Prezes tego procesu już raczej nie kontroluje.
Ochrona zdrowia ma w Polsce luki finansowe, które rząd próbuje łatać, ograniczając świadczenia. Teraz ten problem się pogłębi z oczywistej winy PiS. Nie zagada go Zbigniew Kuźmiuk swoim charakterystycznym zaśpiewem lub nawet Marek Suski odkryciami na miarę odległości Radomia od Afryki. Tylko bodaj oni pozostają jeszcze wierni obowiązkowi partyjnej solidarności.
Nie ma nic stałego oprócz zmiany [Heraklit].
Donald Trump jest zniechęcony postępowaniem sojuszników z NATO. Nie chcą pomagać w wojnie z Iranem. Niektórzy nawet nie przepuszczają amerykańskich samolotów wojskowych, kierowanych na Bliski Wschód. Wszyscy zaś odmawiają pomocy w odblokowaniu Cieśniny Ormuz. To zaś nie jest w interesie Ameryki zdaniem Trumpa.
Marcin Przydacz sugeruje, że Karol Nawrocki jest zniechęcony postępowaniem prezydenta USA. Donald Trump bowiem zgłasza chęć otrzymania pomocy od sojuszników, dopiero kiedy napotyka problemy. Szacunek zaś dla nich wymaga, aby oczekiwanie wsparcia omawiać wcześniej, przed podjęciem działań zbrojnych.
Czyżby chodziło o to, aby Stany przypomniały sobie, że w ich interesie leży osłabienie Rosji? Że euroazjatyckie państwo o takim potencjale może wyprzeć USA z rynków, jeżeli tylko wyjdzie z totalirnego porządku prawnego? A może przeciwnie. Może wobec wyjścia USA z NATO, opuścimy Unię i przyjmiemy uczestnictwo w WPN. Nareszcie, zgodnie z przekonaniem Prezesa, będziemy mogli należycie strzec naszej zachodniej granicy.
W tej sytuacji mamy albo trzecią drogę, albo suwerena w osobie Karola Nawrockiego. On najwyraźniej sam zamierza być źródłem prawa, co mimowolnie zasugerował Zbigniew Bogucki, uzasadniając przyjęcie przysięgi tylko od dwóch wybranych przez Sejm sędziów TK, mimo że jego pryncypał uznał uchwałę sejmu o dokonanym wyborze sześciu sędziów.
Wychodzenie ze świata alternatywnego jakby się zaczęło. Na razie to kręte wielce przedsięwzięcie, ale początki zawsze są trudne.
Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. [Szymborska].
Spór węgierskiej prawicy z Brukselą ma też zabawną stronę. Oto w grudniu 2023 roku Komisja Europejska zadecydowała o zwolnienia Węgrom 10 miliardów euro, z zatrzymanych wcześniej dotacji. Ich blokada nastąpiła w wyniku łamania tam praworządności. Odblokowanie środków odbyło się po obietnicy rządu Orbana, że naprawi on swoje postępowanie i już nigdy niczego nie połamie. Zwłaszcza praworządności.
Rząd Węgier nie dotrzymał jednak przyrzeczenia. W lutym bieżącego roku TSUE zalecił więc unieważnienie rzeczonej decyzji Komisji Europejskiej o cofnięciu blokady. Węgrzy musieliby zwrócić owe 10 mld euro, jeżeli by w najbliższych miesiącach Trybunał wydał ostateczny wyrok, podobnie brzmiący do zalecenia, wydanego wcześniej.
I tu mamy bombę. Węgierski minister ds. UE obwieścił portalowi Politico.eu, że jeśliby się tak stało, to by trzeba było Polsce odebrać 137 miliardów euro – równowartość pięcioletnich dopłat – bo Polacy się również nie zdobyli na to, aby u siebie przywrócić praworządność. Mimo że u nas poczynania w tej sprawie skutecznie blokuje prezydent. Za jednym więc zamachem bracia Węgrzy przyznali, że nie naprawili u siebie apolityczności sądownictwa i że u nas też jest to wątpliwe.
Całość przypomina piaskownicę, ale fatalnie rzutuje na ostatnie usiłowanie przedwyborczego wzmocnienia Fideszu przez Karola Nawrockiego, którego już nawet oficjaliści Viktora Orbana zdają się traktować instrumentalnie.
Każdy, komu ufamy, na kogo, jak nam się wydaje, możemy liczyć, kiedyś nas rozczaruje. [Lauren Oliver].
Nadal trwają dyskusje i spory o unijny program SAFE. Rządowy plan B spowodował bardzo silną, przeciwną reakcję obozu patriotycznego. Tam się też pojawił alternatywny projekt, oparty o środki, które miał wykreować NBP. Ma on zasadniczą wadę. Nie wiadomo jak owe miliardy mają być kreowane i kiedy. Jedynym faktem, związanym z ową alternatywą, jest zniknięcie z mediów jej pomysłodawcy, Adama Glapińskiego.
Wczoraj gruchnęła wiadomość, że już trzy godziny po rezygnacji Polski z programu SAFE, rozdzwoniły się w Brukseli telefony. Inne państwa unijne zgłaszały chęć przyjęcia 44 miliardów euro, zwolnionych przez prezydenckie weto. Szczęśliwie nie uda się pozbawić Wojska Polskiego dodatkowej broni, wyprodukowanej przez polski przemysł. Umowa naszego rządu z Brukselą, o przyjęciu SAFE, zostanie podpisana po świętach. Jest też konstruktywna reakcja strony rządowej. Władysław Kosiniak-Kamysz przedstawił projekt ustawy, wdrażającej polski SAFE, oparty o środki, deklarowane przez NBP. Nie zawiera on sprzeczności z konstytucją, która wszak stanowi, że zysk banku centralnego należy do budżetu.
Wobec zresztą jego wieloletnich strat wszelkie dochody Banku Narodowego są obecnie nierealne. Skoro jednak prezes NBP twierdzi, że ma pieniądze, wiedząc również, że emisja obligacji by prowadziła do drukowania pustych banknotów, inflacji i utraty korzyści, wskutek spadku wartości złotego, na pewno mówi o sumach wolnych od wspomnianych wyżej zastrzeżeń. Projekt więc szefa MON stanowi sprawdzian intencji i możliwości sprawczych Banku. Wzywając atoli do obniżenia podatku VAT na żywność, drożejącą podobno wskutek wzrostu cen paliw, PiS-owski premier in spe chyba znalazł pretekst do odrzucenia polskiego SAFE.
Ufaj i sprawdzaj, zalecał Lenin. Nikt nie lubi tego drugiego. Kaczyzm zaś zasadza się na tym, że jego zwolennicy mają bezgranicznie ufać partii. Jak nie, to fora ze dwora. Tak to leninizm doznaje klęski z ręki swoich współczesnych admiratorów.
Dżentelmen to człowiek, który nie rani cudzych uczuć, chyba że umyślnie. [Oscar Wilde].
We czwartek ubiegłego tygodnia prezydent wezwał do siebie najważniejszych dowódców Wojska Polskiego. Oni, zgodnie z zasadami, wystąpili do ministra obrony narodowej z wnioskiem o pozwolenie. Uzyskali je i udali się do Pałacu Namiestnikowskiego. Po rozmowach odbyło się na szybko (Onet.pl) posiedzenie BBN, w którym uczestniczyli generałowie, prezydent i wicepremier Kosiniak-Kamysz. Szef MON rozmawiał też z Karolem Nawrockim o konstytucyjnej roli ministra obrony narodowej w czasie pokoju. Jak tłumaczył europoseł PSL, Krzysztof Hetman – Władysław Kosiniak-Kamysz nie wyraził zgody na odprawę prezydenta, ponieważ prezydent w czasach pokoju nie może robić odprawy, bo to stanowiłoby stawianie zadań przed wojskowymi. Tego prezydentowi nie wolno robić.
Prezydent udał się w sobotę do Dallas na Konferencję Konserwatywnej Akcji Politycznej. Odbywa się ona cyklicznie i promuje izolacjonizm USA na korzyść polityki wewnętrznej. Podnoszony jest tam problem imigrantów, rzekomej wojny kulturowej, niedoskonałości globalnych instytucji. Karol Nawrocki mówił w Dallas, że dziś zagrożona jest cywilizacja chrześcijańska, mówił o konieczności szybkich zmian w Unii Europejskiej, a także wskazywał na zagrożenie ze strony Rosji. Na zarzuty dziennikarzy, że uczestnictwo w takim przedsięwzięciu jest sprzeczne z oczekiwaniem wsparcia USA w razie wojny, odpowiedział, że Można przyjąć dwie strategie: albo się na nich obrażać, krytykować i uważać, że nie należy z nimi rozmawiać, albo właśnie przyjeżdżać i okazywać w jakimś sensie szacunek dla pewnych idei, w których się zgadzamy, a jednocześnie starać się przemycać ten punkt widzenia, który jest dla nas ważny.
Widać, że strategia przemycania odmiennego punktu widzenia jest przez prezydenta stosowana zarówno w kraju, jak i za granicą. Ciekawe, jakie będą tego skutki.
Różne bywają niespodzianki.
Hel będzie gazem deficytowym. Jest niezbędny w produkcji półprzewodników, światłowodów i rezonansu magnetycznego. W konsekwencji irańskiego ataku na infrastrukturę wydobycia i separacji rzeczonego gazu w Katarze, ten również helowy potentat musi ograniczyć jego podaż o 14%.
Jedynym producentem helu w Europie jest Polska. Towarzyszy naszym złożom metanu, stanowiąc jego domieszkę w wystąpieniach gazu ziemnego. Ponieważ jego ceny na pewno wzrosną, zaczniemy na nim zarabiać.
Trzeba mieć nadzieję, że będziemy hel sprzedawać w półprzewodnikach i światłowodach – byliśmy kiedyś pionierami w ich stosowaniu. W przeciwnym wypadku zachowamy się jak wiele państw surowcowych, które nie były w stanie przetworzyć posiadanych kopalin i zarabiały tylko na eksporcie rudy, stając się zakładnikiem przemysłu hutniczego.
No i jakkolwiek by to brzmiało, włączymy się do grona baneficjantów wojny na Bliskim Wschodzie. Trochę to wstydliwy aspekt, ale pecunia non olet, czyli pieniądz nie śmierdzi, jak po nałożeniu opłat na publiczne szalety zauważył już cesarz Dioklecjan.
Świat jest splątany ze sobą bardziej, niż się to nam wydaje.
Rząd kosztem dochodów budżetowych ratuje gospodarkę przed drożyzną, czyli w istocie przed inflacją. Ogranicza bowiem podatki. To najczęściej powoduje ożywienie rynku, ale rozczaruje wielu beneficjantów budżetowej szczodrości.
Jeżeli bowiem skutkiem takiego uciekania od drożyzny miałyby być kolejne długi, to cała procedura szybkiego opracowania ustawy CPN nie miałaby wielkiego sensu. Rzadko się udaje zgasić pożar benzyną, chociaż znane są takie przypadki, kiedy intensyfikacja ognia w zamkniętym pomieszczeniu wyczerpuje tlen. Wtedy jednak wraz z pożarem zamiera wszystko, co tam żyło.
Blisko połowa Polaków uważa, że po wyborach w 2027 roku nie będzie polexitu. Przeciwnego zdania jest 29,9% respondentów, 24,2% nie ma zdania. Wydaje się, że zwolennicy demokracji uważają, że wygrają wybory, kaczyści też tak myślą, a niezdecydowani nie pójdą do urn. Pewność siebie jest matką sukcesu. Nie wygląda to zatem najgorzej.
Rząd atoli nie ma teraz możliwości uniknięcia ryzyka, związanego z ograniczeniem dochodów budżetu. Jeżeli nie zrobi niczego, aby wyborców ratować przed drożyzną, pójdą oni za kaczystami, którzy obiecają wszystko, co w realnej rzeczywistości na pewno jest niemożliwe. Już Przemysław Czarnek w swoim stylu stwierdza, że średniowieczni skrybowie szybciej przepisywali Biblię, niż rząd decydował się na ratunek Polski przed drożyzną.
Tak czy owak, widać, że z wojny w Iranie, która ogranicza dostęp do paliw, profituje Putin. Także wskutek potencjalnego osłabienia gospodarki Polski. Chyba że rządowi się jednak uda ingerencja w ceny.
Wszystko na opak?
Wizyta Karola Nawrockiego na Węgrzech spotkała się ze złą oceną większości naszych komentatorów. Zwolennicy koalicji rządzącej wyrazili dezaprobatę z trzech powodów. Po pierwsze prezydent nie wizytuje premiera nawet bardzo zaprzyjaźnionego kraju. Po drugie Karol Nawrocki nie załatwił tam niczego, na czym by zależało Polsce. Chociażby odblokowania zwrotu przez Unię wartości sprzętu wojennego, dostarczonego Ukrainie na początku wojny. Po trzecie wizyta prezydenta u premiera obcego kraju w czasie kampanii wyborczej może być odczytana, jako wsparcie jego rządu. Przeciwnicy Koalicji 15 X są oczywiście zachwyceni.
Zastanawiające było to, że spotkanie odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Węgierskie media mówiły o wizycie niewiele. Po dwóch zaledwie dniach od zdarzenia Viktor Orban nazwał Ukrainę państwem terrorystycznym. Zapowiedział też zablokowanie jej gazu, dostarczanego rurociągiem biegnącym przez Węgry. Chyba że Ukraińcy naprawią zniszczony przez rosyjskie bomby fragment rurociągu Przyjaźń, którym Rosja dostarcza Madziarom ropę naftową.
Rzecz musiała być drażliwa dla naszego prezydenta, który tam ostro zareagował na pytania naszego dziennikarza o prorosyjskość Viktora Orbana. Wydaje się jednak, że Karol Nawrocki nie pomógł rządzącemu Fideszowi w kampanii wyborczej. Jego konkurenci z partii Tisza powiększyli ostatnio swoje poparcie do 58%.
Jeżeli taki efekt wizyty był zamierzony, to by wypadało pogratulować doradcom naszego prezydenta. I chyba zganić tych, którzy źle ocenili wizytę.
Nie wszystko złoto co się świeci.
Spór polityczny w Polsce przybrał postać zbliżoną do tej, która charakteryzowała początki II Rzeczypospolitej. Przede wszystkim widać, że interes partyjny, tym razem pod nazwą dobrej zmiany, w polityce wrogów demokracji zaczął znowu przeważać nad narodowym.
W początku XX wieku Józef Piłsudski uważał, że trzeba wykorzystać warunki dla tworzenia narodowej siły zbrojnej, powstałe w obdarzonej autonomią Galicji. Po utworzeniu Legionów, wziął udział w pokonaniu Rosji przez Austrię i Niemcy, aby się później od nich odwrócić i przystąpić do Ententy. Połączył usiłowania z Romanem Dmowskim, który od początku I wojny światowej zabiegał w Paryżu o sprawy Polskie, od 1917 roku będąc szefem Komitetu Narodowego Polskiego.
Twórca Narodowej Demokracji był przed I wojną światową przekonany, że najpierw trzeba pokonać Niemcy i Austrię. Poprzez pokonanie państw centralnych chciał doprowadzić do podporządkowania Rosji scalonych zaborów i dopiero wtedy ewentualnie zorganizować siłę, zdolną odrodzić Polskę.
Piłsudski w działaniu dowiódł słuszności swojej strategii. Teraz więc również do jego tradycji odwołują się neoendecy, dostrzegając atoli w całej Unii wyłącznie Niemców i odwołując się do pokrewieństwa kulturowego z Rosją. Prezentują więc swoiste pojmowanie historii, analogie i nauki wypływające z przeszłości. Nawet z meandrów wojny bolszewickiej, kiedy to marszałek Piłsudski powstrzymał ofensywę, aby dać bolszewikom czas na pokonanie Denikina. Nadrzędna bowiem była potrzeba odrzucenia aliansów z autorytarną Moskwą.
Przyjęli też epigoni endecji praktykę instrumentalnego korzystania z demokracji, znanej z początka lat dwudziestych, czyli rozpasanie wszystkich niedostatków moralności i praworządności. Wszak ich powtórkę obserwowaliśmy w ciągu ośmiu lat funkcjonowania dobrej zmiany.
Agresja Rosji na Ukrainę nie zmieniła tu wiele. Teraz jeszcze do tego doszła wojna na Bliskim Wschodzie i wypadałoby kaczystom oprzytomnieć. Nic z tego. Nienawidzą i Niemców i Unii. Utrzymują też, że również Putina, ale spotykają się z najbardziej proputinowskimi politykami Europy, których komunizujących wtedy poprzedników już Lenin nazywał użytecznymi idiotami.
Mamy piękną tradycję naszej armii i jej sukcesów. Szkoda, że nie dorastają do niej nasi jakoby prawicowi politycy.
Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy. [Anais Nin].
Konflikt między rządem i prezydentem trwa. Wczoraj objawiła go prezydencka wizyta na Węgrzech. Premier Tusk stwierdził, że w interesie Polski nie jest wspieranie Orbana w jego prorosyjskich i antyeuropejskich działaniach.
W pierwszych miesiącach wojny dostarczyliśmy Ukrainie sprzęt o wartości 2 mld złotych. Tę sumę próbuje nam zwrócić Unia, ale proces wymaga jednomyślności premierów państw członkowskich. Viktor Orban postawił tu weto. Od dłuższego też czasu nasze władze są informowane, że węgierscy dyplomaci – najbliżsi współpracownicy Orbana – ściśle współpracują z władzami rosyjskimi, przekazując im dyskretne informacje z posiedzeń instytucji europejskich. Komisja Europejska zażądała wyjaśnień w sprawie podejrzanych kontaktów węgierskiego ministra spraw zagranicznych ze swoim odpowiednikiem w Moskwie.
Trudno się zatem dziwić, że kurtuazyjna wizyta naszego prezydenta przed wyborami do parlamentu ma szczególny charakter. Sprzyjanie zaś tamtejszych władz rosyjskim poczynaniom w Ukrainie, zagrażającym również naszemu bezpieczeństwu, ma charakter, którego nie można zaaprobować, jeżeli się rzeczywistość pojmuje logicznie. Mamy też kolejny dowód na to, że konflikt między rządem i prezydentem jest zawiniony przez głowę państwa.
Obiektywnie rzecz biorąc, sami takiego prezydenta wybraliśmy. Jest taki jak większość z nas. Chcącemu zaś nie dzieje się krzywda.
Sztuczność nie jest sztuką. Nawet w polityce.
Wizyta prezydenta Nawrockiego na Węgrzech jest krytykowana przez MSZ. Trudno bowiem promować Viktora Orbana, który blokuje wsparcie Ukrainy, nawet unijną rekompensatę dla Polski za przekazaną tam pomoc. W dodatku wedle Washington Post każda poufna wypowiedź zagranicznych gości może za sprawą szefa węgierskiego MSZ natychmiast trafiać do Moskwy. W takiej sytuacji wsparcie premiera Węgier w kampanii wyborczej może być uznawana za zgodę na jego poczynania przeciwko polityce Unii, NATO, także Ameryki. Niezależnie od zapewnienia, że Polacy kochają Węgrów, nienawidzą Władimira Putina, który jest zbrodniarzem wojennym.
Liderka Polski 2050 uważa, że powinno się wprowadzić ustawowy wymóg referendalnego potwierdzenia wyjścia Polski z UE. Jest przekonana, że to utrudni PiS-owi ewentualny polexit. Zapomina tylko o tym, że taki przepis można równie łatwo zlikwidować. Jeżeli się chce coś osiągnąć w polityce, trzeba budować większość poprzez uświadamianie elektoratu. Niezrozumiały dla ogółu symetryzm partii Szymona Hołowni sprowadził ugrupowanie do poziomu jednoprocentowego poparcia. Trwanie w błędach pogłębia kryzys, od którego się próbuje uciekać.
Zaostrzenia antyunijnej retoryki przez kandydata PiS na premiera przynosi pozornie pozytywny skutek dla kaczystów. W najnowszych sondażach widać wzrost ich poparcia i odpowiadający mu spadek popularności Konfederacji. Widać, że opowiastki w stylu podpitego wuja na weselu znajdują admiratorów w kołach rzekomej prawicy. Współczuć należy formacji, skazanej na konieczność szukania poklasku u tak mało wymagającej publiki.
Wszystko razem składa się na konkluzję, że nieszczerość nie przynosi oczekiwanych efektów. Nie jest to nowe, ale chyba zapomniane. Dobrze więc, aby przynajmniej politycy o tym pamiętali.
Dwóch mężczyzn, obywateli polskich zawarło ze sobą ślub w Berlinie i polski Najwyższy Sąd Administracyjny zawyrokował o konieczności uznania tego faktu przez Urząd Stanu Cywilnego. Rzecznik Praw Obywatelskich uznał, że dotyczy to jednej konkretnej pary, a nie wszystkich, zawartych za granicą małżeństw jednopłciowych.
Zdaniem sędziego NSA Konstytucja RP nie stanowi przeszkody w rejestracji małżeństw jednopłciowych, zawartych w innym państwie Unii. Niemniej jednak wyrok spowodował szereg krytyk ze strony polityków prawicy, łącznie z szydliwym stwierdzeniem jednego z najbardziej intelektualnie zaawansowanych, że teraz trzeba czekać na konieczność uznania ślubu człowieka z kozą.
Tymczasem jest niezaprzeczalnym faktem, że homoseksualizm nie jest wynikiem choroby ani zachcianki. Jest naturalnym stanem rzeczy, obserwowanym wśród wszystkich gatunków. Nie ma więc żadnego powodu, aby jakoś specjalnie traktować osoby homoseksualne, bo ich orientacja jest typowa i to nie tylko dla części rodzaju ludzkiego.
Konstytucja RP stanowi, że godność człowieka jest przyrodzona i niezbywalna, stanowi źródło wolności i jest nienaruszalna. Więcej, zawiera też zakaz dyskryminacji i prawo do ochrony życia prywatnego i rodzinnego. Małżeństwo zaś, jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Z tego ma wynikać zakaz uznawania małżeństw jednopłciowych.
Nasi prawicowcy uwielbiają zakazy. Ba, chętnie by te ideologiczne wspierali jakimiś starotestamentowymi plagami. W tym bowiem są biegli. Jedynie.
Gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. [Odwieczne].
Prezydencki projekt zakłada finansowanie Safe zero procent z zysków NBP poprzez specjalnie tworzony Polski Fundusz Inwestycji Obronnych. Bank atoli ma do 2025 roku skumulowaną stratę w wysokości 100 miliardów złotych i w 2026 roku zasygnalizował już kolejną, o dotychczasowej wysokości 2 miliardów złotych.
Kiedy by rzeczonych zysków nie było, Bank Gospodarstwa Krajowego miałby Funduszowi udzielić kredytu. Odsetki, jakie ów bank proponuje, są tam o kilka punktów procentowych wyższe od referencyjnych stóp NBP. One dzisiaj osiągają 3,75%. Poza tym przyszłe zyski Banku Narodowego muszą najpierw pokryć dotychczasowe straty, potem z mocy prawa trafią do budżetu. O ich wykorzystaniu decyduje gestor państwowych pieniędzy, czyli rząd.
On również może zasilić rzeczony fundusz, ale w tym celu by musiał albo zrezygnować z jakichś wydatków, albo zaciągnąć kredyt. Robi się to poprzez wypuszczenie własnych obligacji. Polskie zaś są obarczone sześcioprocentowymi odsetkami. Unia za swoje obligacje płaci tylko 3%. Jej zatem dług, scedowany na nas, jest o połowę tańszy.
Wydaje się, że również to legło u podstaw zablokowania prezydenckiego projektu przez marszałka Sejmu. Teraz więc politycy mają używanie. Prorządowi wytykają przeciwnikom ignorowanie rzczywistości, opozycyjni wpędzanie kraju w długi.
Wydaje się więc, że na wkład do Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych nie ma nieoprocentowanych pieniędzy ani teraz, ani nie będzie w przyszłości. Nic tu też nie wniesie propozycja Mariusza Błaszczaka, aby zmienić marszałka.
Takie sami sobie wymyślamy problemy i mamy w tym długą tradycję.
Wiara przenosi góry, ale tylko w oczach wiernych. Zazwyczaj robią to koparki.
Ceny złota spadły. Drugiego marca kosztowało 5393 $ za uncję, czyli za 28,35 gramów kruszcu. Wczoraj uncja kosztowała już tylko 4720 dolarów. Różnica wynosi 673 $. Jeden gram złota stracił więc na wartości prawie 24 $, czyli 24 miliardy dolarów za tysiąc ton metalu. Powodem ma być wojna z Iranem. Kiedy jej skutki zostaną przezwyciężone, ceny złota mogą wzrosnąć. Za kilka lat.
Gdyby zatem nasz bank centralny sprzedał wtedy odpowiednią ilość złota, mógłby je teraz odkupić taniej. Miałby wtedy pierwotną ilość złota i dodatkowo sumę, mniej więcej równą wartością kwocie, pożyczanej Polsce z unijnego programu SAFE. Mógłby ją zatem przekazać funduszowi Safe zero procent, atoli kosztem rzeczywistej wartości posiadanych rezerw walutowych.
Nic dziwnego, że premier Tusk podejrzewa, iż pomysł "wykreowania" przez prezesa Glapińskiego alternatywy unijnej pożyczki, był wyłącznie rodzajem alibi dla prezydenckiego weta. Prawdopodobnie NIK nie przeoczy tego rodzaju apolityczności NBP podczas swojej kontroli, która się właśnie tam rozpoczyna. Broni bowiem potrzebujemy możliwie szybko, nie po wielu latach.
Skoro zaś mamy takich speców od polityki, to kiepsko by się prezentowała nasza przyszłość, po opuszczeniu za sprawą PiS realnego świata, czyli Unii. Chociaż pewnie kaczyści żywią przekonanie, że wtedy z piasku ukręcą bicz i będą nim dyscyplinować niezadowolonych Polaków. Szczęśliwie to też niemożliwe. Udało się tylko diabłu i to w starej, ale jednak bajce.
Nie jest byłoby może aż tak źle, jak się wydaje, ale śmiesznie jest na pewno.
Tylko czas ma się naprawdę.
SAFE zero procent nadal budzi kontrowersje. Przechodnie, pytani przedwczoraj w ulicznej sondzie o swój stosunek do niego, wypowiadali się różnie. Jakaś kobieta jasno wyraziła swoje preferencje. Chce oto, aby Polska sięgała po własne pieniądze, z polskiego banku. Nie z jakiegoś unijnego.
Zapomina, że zawsze chodzi o polskie pieniądze. Takie one są, niezależnie od tego kiedy, na jak długo są pożyczone. Wszak długi się spłaca własnymi pieniędzmi. Polskimi.
Przedsiębiorca zaś nigdy nie oszczędza na przyszłe potrzeby. Przysporzyłoby mu to bowiem strat w postaci utraconych korzyści, które by przyniosły odłożone w czasie inwestycje. Kiedy się bowiem zbuduje dobrze do rynku dobraną wytwórnię, to nie tylko zwróci ona koszta jej zbudowania, czyli kredyt z procentami. Natychmiast też wpłaci podatki od jej projektantów, potem od budowniczych, wreszcie od pracowników, dla których stworzy miejsca pracy. Po zakończeniu zaś budowy wprowadzi na rynek produkt, którego sprzedaż sfinansuje zaciągnięte kredyty i przyniesie zyski. Te zaś natychmiast się inwestuje.
Kiedy by się najpierw mozolnie gromadziło na to wszystko pieniądze, straciłoby się czas, w którym konkurencja by zdobyła rynek. Zrezygnowałoby się wtedy z wieloletniej wartości niewyprodukowanego towaru, podatków dla państwa, pensji dla budowniczych i robotników fabrycznych.
Kiedy państwo chce mieć broń, wyprodukowaną u siebie, musi za nią zapłacić rodzimym przedsiębiorcom. Kiedy jest w stanie kredytować produkcję, ma ją szybko. Gdy jeszcze istnieje Unia, która dla własnego bezpieczeństwa oferuje tanią pożyczkę, odrzucenie takiej możliwości jej pozyskania dyskwalifikowałoby władze.
Państwo więc ani przedsiębiorca nie może postępować jak gospodyni domowa, gromadząca latem środki na zakup zimowych butów dla dzieci. Tego nikt rzeczonej kobiecie nie wytłumaczył. W szkole niczego na ten temat nie słyszała, bo nie było w programie. Ksiądz się też do objaśnień nie kwapił, bo Kościół ma chyba dotąd jeszcze kredyt za grzech, jako rodzaj handlu czasem, który należy do Boga. Wie przeto owa gospodyni, że dobry zwyczaj nie pożyczaj.
Gospodarka jednak wymaga praktycznego myślenia, bezpieczeństwo zaś szczególnie. Dlatego ani państwo, ani przedsiębiorca nie może postępować, jak skrzętna gospodyni domowa.
Polska nierządem stoi [Wacław Potocki].
Prezydent wyraził wątpliwość co do prawidłowości wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Wybrano ich na podstawie przepisów, ustanowionych przez PiS i stosowanych wobec sędziów, funkcjonujących tam obecnie. Karol Nawrocki skierował więc pytanie do TK, który jednak odłożył bezterminowo swoją decyzję i pozostawił rozstrzygnięcie prezydentowi. Teraz on, kwestionując wybór wedle zasad, wymyślonych przez PiS, przesądzi o tym, iż poprzednio wybrani sędziowie muszą opuścić Trybunał, bo są nieprawidłowo ustanowieni. Alternatywą jest zaprzysiężenie nowo wybranych sędziów.
ABW zawiadomiła prokuraturę, że Sławomir Cenckiewicz, mimo że cofnięto mu prawo dostępu do spraw tajnych, wziął udział w lutowym posiedzeniu RBN, któremu przewodniczy. Omawiano tam informacje niejawne. Komuś, kto utracił prawo dostępu do informacji tajnych, nie można przyznać prawa jednorazowego dostępu. Wprawdzie WSA uchylił decyzję o odebraniu certyfikatu bezpieczeństwa szefowi RBN, ale orzeczenie nie jest prawomocne, bo rząd złożył w tej sprawie skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego.
Mamy więc ilustrację bałaganu prawnego, w którym tkwimy za sprawą kaczystowskich reform sądownictwa. Nie ma się do kogo odwołać i rzecz dotyczy obu stron politycznego sporu, bo nie wszyscy sędziowie SN są powszechnie uznawani. Nawet nie wszystkie jego Izby.
Najwyższy czas na uporządkowanie tego stanu rzeczy, jeżeli nie chcemy się stać pośmiewiskiem świata.
Rozczarowanie jest pierwszym krokiem do mądrości [Disraeli].
– Karol Nawrocki chce całkowitej likwidacji unijnego systemu handlu emisjami ETS. Przed unijnymi organami reprezentuje nas jednak premier Donald Tusk – napisał Patryk Skrzat w Business Insider.
ETS jest tykającą bombą naszych populistów. Jest to system handlu uprawnień do emisji. Polska, ze względu na znaczące wykorzystanie węgla, otrzymywała ich dużo. Mogliśmy więc modernizować energetyczne instalacje i sprzedawać nadwyżki, aby i inwestować ich równowartość w rozwój energetyki. Można też je było wydawać na inne potrzeby. Rząd PiS wybrał to drugie. Nagromadził więc kłopotów, z którymi się teraz trzeba zmagać.
Premier PiS w czasie swego urzędowania twierdził, że nie można ograniczać porozumień związanych z ETS. Okazuje się jednak, że polska specyfika uzasadnia tu ulgi i rząd Donalda Tuska już ma w tym sukcesy. Na najbliższym zaś posiedzeniu Rady Unii Europejskiej podejmie dalsze działania, które są przedyskutowane z Brukselą.
Alternatywą zaś dla paliw kopalnych są u nas jedynie OZE, których bardzo nie lubi PiS. Dziwne, jak przypomina premier są one nie tylko tanie, ale i suwerenne. Nie da się ich przywieźć z zagranicy lub tam wywieźć. Nade wszystko zaś nie niszczą emisjami środowiska. Nie da się rzeczonych zalet przypisać węglowi, który nie tylko zabija ludzi smogiem, ale tkwi u nas głęboko pod powierzchnią Ziemi i też dlatego jest bardzo drogi.
Na domiar złego jeszcze w latach dziewięćdziesiątych kaczystowski minister w antykomunistycznym rządzie Olszewskiego dla komunistycznie pojmowanej ochrony konsumenta wprowadził komunistyczne koncesje i taryfy na energię oraz powołał Urząd Regulacji Energetyki. W rezultacie wyparto z rynku prywatnych wytwórców, a ceny energii natychmiast poszybowały w górę. Uregulowano je bowiem tak, że kosztem uzasadnionym były również wydatki na remonty instalacji. Te zaś u nas zbudowano nie tylko jeszcze w czasie komuny, ale często wcześniej. Psuły się więc na potęgę. Wytwórca zaś energii do kosztu uzasadnionego miał prawo doliczyć 10% zysku. Skutkiem tego im gorzej się miały urządzenia, tym większy przynosiły zysk. W rezultacie nie tylko mamy niezmodernizowane urządzenia energetyczne, ale i energię najdroższą w Unii.
Teraz prezydent chce wymusić na premierze, aby ten jutro wypowiedział w Brukseli umowy o ETS. Jest też pewnie przekonany, że postawił go w sytuacji bez wyjścia. Niestety, rzecz się skończy, jak plan wprowadzenia Safe zero procent.
Konkret24 rozprawia się ze wszystkimi zastrzeżeniami, podnoszonymi w sprawie unijnego programu SAFE.
Koszt odsetek programu SAFE, zaciągnięty w euro, może osiągnąć nawet 180 miliardów złotych, przekonuje prezydent. Marek Zuber, ekonomista wylicza, że gdybyśmy teraz zaciągnęli podobny kredyt złotówkowy, to jego całkowity koszt by wyniósł 250 miliardów złotych. Nie ma też obawy o czas zadłużenia, gdyż każde państwo spłaca wykupywane długi następnymi pożyczkami. Im zaś dłuższy czas kredytowania, tym większe są skumulowane w czasie dochody dłużnika.
Na SAFE zero procent nie ma żadnych środków. Nie wiadomo bowiem, jaki będzie przyszły kurs złota. Kreowanie zaś pieniędzy przez NBP musi się skończyć inflacją, która dotknie wszystkich mieszkańców Polski. Spełni więc do jakiegoś stopnia wolę wrogów Polski. W przeciwieństwie zaś do natychmiast dostępnego unijnego SAFE pieniądze z NBP byłyby dostępne najwcześniej w 2027 roku.
Nie jest też możliwe osiągnięcie zakładanego zysku przy sprzedaży i natychmiastowym odkupieniu złota. Kiedy nasze złoto by się pojawiło na rynku, jego ceny muszą się zmniejszyć. Kiedy się ujawni nasz na nie popyt, wzrosną. Kupując więc, zapłacimy więcej, niż kiedy sprzedawaliśmy. Chyba że się pojawi ktoś, kto kupi i wbrew swojemu interesowi odsprzeda nam po tej samej cenie droższe już złoto, na którym by mógł zarobić. Wtedy się naraża na odpowiedzialność za świadome stworzenie u siebie straty.
Nieprawdą jest, że zmiana u nas rządu będzie skutkowała wstrzymaniem wypłat z programu SAFE. Każda wpłata unijna jest obwarowana rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego z 2020 roku, chroniąca ją przed defraudacją, korupcją i niewystarczającą kontrolą państwa. Nie jest to równoznaczne ze zmianą władz.
Przyjęcie SAFE nie oddaje bynajmniej Unii prawa do kontrolowania naszej armii. Wdrożenie zaś planu B w niczym nie łamie przepisów. Weto prezydenckie może tylko pozbawić wsparcia służb mundurowych, podległych innym ministerstwom niż MON.
Mamy więc do czynienia z wątpliwościami, które nie mają realnych podstaw. Mimo to Stowarzyszenie Polska Jest Najważniejsza wystąpiło do prezydenta i marszałka Sejmu ze stanowiskiem, w którym czytamy, iż decyzje rządu w sprawie SAFE stanowią podstawę do starań o zmianę obecnego rządu.
Lepiej być zadłużonym, niż okupowanym [Kaczyński].
Komentarze w sprawie Safe zero procent w większości były wczoraj nieprzychylne. Dominowały wśród zwolenników rządu i specjalistów. Zwolennicy zaś PiS-u podnosili suwerenną alternatywę, proponowaną przez prezydenta.
Taka suwerenność odcina nas od Unii Europejskiej, zgodnie z nastawieniem kół radiomaryjnych, tradycyjnie przeciwnych laickiemu Zachodowi. Teraz atoli zwolennicy PiS-u już nie przypisują zauralskim nadajnikom tej niezależności. To raczej zwyczaj antykaczystów.
Obiektywnie zaś rzecz biorąc, kaczystowska niezawisłość odcina nas od zdrowego rozsądku. Nie ma bowiem żadnych pieniędzy w NBP, które by mogły być wykorzystane do sfinansowania SAFE zero procent. Bank ma straty przekraczające kwotę, którą nam pożycza Unia. Jak zaś osiągnie kiedyś zysk, będzie musiał pokryć swoje niedobory, nadwyżkę zaś oddać państwu i ono suwerennie zadecyduje o przeznaczeniu owej obowiązkowej daniny. Wszelkie więc plany dzielenia czegoś, czego nie ma, oznaczają rozbrat ze zdrowym rozsądkiem.
Nie możemy się też wyzbyć rezerw NBP. Powinny one odpowiadać wymaganiom MFW, z których wynika wiarygodność Polski. Obecnie mamy je dostatecznie wysokie i zdywersyfikowane. Jak je uszczuplimy, w dodatku dla uniezależnienia się od Unii, narazimy się nie tylko na śmieszność, jak po enuncjacjach niektórych naszych piewców prawicy, ale stracimy możność stosunkowo taniego zaciągania zobowiązań finansowych.
Wszystko wskazuje na to, że nam to nie grozi, ale...