Na ten moment. To koszmarek, ewoluujący od rusycyzmu na dzień dzisiejszy, przywiezionego niegdyś przez uczestników pociągów przyjaźni. Funkcjonował obok przemycanych z Sojuza złotych pierścieni ze szmaragdami, oszlifowanych w formę, która zaowocowała nazwaniem ich trumniakami. Jedna z form przejściowych to na chwilę obecną, ostatnio przeobrażona w na ten moment.
W czasie komuny posiadacze trumniaka sygnalizowali nim status elity. Wspierał to rzeczony koszmar językowy. Już po upadku komuny kiepsko zorientowani w sytuacji prowincjusze w tamtejszych radach gmin tak formowali swoje wypowiedzi, aby jak najczęściej móc użyć zwrotu na dzień dzisiejszy. To im dawało poczucie przynależności do high life’u i stosowny autorytet. Dopiero potem pojawiły się wspomniane modyfikacje.
Teraz nawet reporterzy telewizyjni nie mogą się od nich wyzwolić. Królują w ich wypowiedziach. Szczególnie zaś je widać w ustach wyelegentowanych reporterek. Przyoblekają je bowiem w bolszewicką rubachę, odbierając ich wypowiedzi wszelką urodę. Ich koledzy dziennikarze również nie są od nich wolni. Tu jednak bardziej rażą statki wojenne. Dawniej każdy chłopak chciał być marynarzem. Teraz już chyba nie. Wszyscy jednak wiedzieli, że wojenny jest okręt. Statek wozi ładunki.
Psychologowie nazywają dysonansem poznawczym zderzenie mitów z rzeczywistością. Ciekawe, że stacje telewizyjne nie przeciwdziałają jego serwowaniu odbiorcom. Może też go nie dostrzegają. Tymczasem przypadek trzydziestomilionowej niegdyś Wenezueli, skąd, wskutek przyjęcia wschodniego pokrewieństwa kulturowego, wyemigrowało 8 milionów mieszkańców, dziewięć zaś milionów pozostaje na granicy ubóstwa, ilustruje efekty tolerowania ruskich wzorców kompetencji.
O tempora, o mores, chciałoby się zakrzyknąć za Cyceronem.