Populizm jest niebezpieczny dla nieuważnych.
Zdaniem wielu komentatorów prezydent gromadził wczoraj u siebie rodzaj reprezentacji Sejmu. To wygląda jak naśladownictwo Donalda Trumpa, który organizuje namiastkę ONZ, nazywając ten twór Radą Pokoju. Podobnie prezentowałby się otrzymany odzew. Do Rady Pokoju weszli bowiem liderzy państw o specyficznym pojmowaniu praworządności. U naszego prezydenta pojawili się raczej prawicowo usposobieni politycy. Jest atoli różnica. Rosja jeszcze nie weszła do Rady Donalda Trumpa. Skrajny jej nasz odpowiednik w rozumieniu rządów prawa, PiS przysłał do prezydenta nie tylko szefa klubu, ale cały klub. Bez atoli Prezesa, który wedle niektórych miał się przed tym schronić w szpitalu.
Rezonowanie narracji obcych dyplomatów przez polskich polityków podczas wystąpień i spotkań z wyborcami jest czymś niewłaściwym, co przesadnie podnosi rolę obcych ambasadorów do gubernatorów – mówił Krzysztof Bosak. Odniósł się tak do doniesień, jakoby Stany groziły odmową poparcia dla koalicji rządzącej, w której by uczestniczył Grzegorz Braun. W wyniku tego Prezes miał grzmieć, podnosząc szkodliwość wystąpień nieprzejednanego narodowca.
Wydaje się więc, że mamy tu do czynienia z instrumentalnym traktowaniem suwerenności. Z jednej strony nie wolno by było naśladować narracji obcych dyplomatów, z drugiej wolno by brać przykład z poczynań prezydentów obcych nacji. Byłoby interesujące, gdyby cokolwiek było jednoznaczne w warunkach populistycznej polityki. Jak pisał Sołżenicyn, nauczyciele w światowej kolebce populizmu, w Sowietach zaczynali dzień od czytania Prawdy, aby nie trafić do obozu za powtarzanie dziatwie poprzednich objawień pierwszego sekretarza, całkowicie sprzecznych z tym, co mówi teraz. Nie próbowali go jednak krytykować.
Chyba że była odwilż. Wtedy oponenci ruszali do dzieła. Krytykowanie zatem Prezesa przez Krzysztofa Bosaka to kiepski prognostyk dla demagogicznej opozycji. Chociaż niedługo szef PiS też może już mówić co innego.
Jakby nie patrzeć. Świat znalazł sie na historycznym zakręcie. Dla mnie to oznacza utratę [ odrzucenie] dotychczasowego paradygmatu istnienia opartego o założeniem ze istnieje jakiś BÓG, jakieś pozagrobowe życie i ż e z życia jesteśmy jakoś rozliczani. jak nie tu, to w zaświatach. Dziś ta wiara cechuje coraz mniejsza liczbę maluczkich, a większych wcale. To rodzi problemy. EGZYSTENCJALNE dla GATUNKU.
OdpowiedzUsuńW świecie obserwuje się porządek, który ma na celu jego przetrwanie. Jego pochodzenie jest różnie postrzegane. Neolityczne prawdy, wymagające, aby nie zmieniano ani joty w tym, co wówczas zapisano, nadają temu porządkowi proweniencję, która jest sprzeczna ze współczesnymi zassadami i z nim samym.
OdpowiedzUsuńStary