Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

sobota, 4 listopada 2017

Samorządność

Platforma ujawniła swego kandydata do wyborów na prezydenta Warszawy, czym uruchomiła strumienie goryczy, wylewane na nią przez inne ugrupowania opozycyjne, ich zdaniem również mające w swych szeregach godnych pretendentów do stołecznej prezydentury. Rzecz odsłania drażliwość naszych polityków i łatwość z jaką można ich pozbawić spokoju.
Rzeczone cechy sprawiają, że bardzo trudno jest uzgodnić wspólną kandydaturę nawet niezbyt ideologicznym ugrupowaniom we własnym gronie, o porozumieniu zaś kilku partii w tym względzie nie może być raczej mowy. Dlatego najlepiej się do pierwszej tury wyborów idzie osobno, aby w drugiej głosować na wspólnego kandydata, który w wyborach dowiódł, że ma rzeczywiste szanse.
Można by też posłużyć się sondażami. Te jednak mają złą opinię. Kiedy bowiem ankieterzy sondażowni udają się do mieszkań, aby tam wypytywać o preferencje, rządząca partia i jej kandydaci otrzymują najwięcej kresek, bo badanie nie jest anonimowe. Oportunizm przecież u nas kwitnie. Podobnie zresztą rzecz się przedstawia w telefonicznych próbach. Zatem argumentowanie, że jakaś osoba z którejkolwiek partii opozycyjnej jest bardziej popularna, daje się łatwo podważyć.    
Pozostają więc albo prawybory, albo pierwsza tura. Taką metodę wybrała PO, może i nieświadomie, ale i to by dobrze świadczyło o politycznym instynkcie jej liderów.
Drażliwość zaś wynika z poziomu emocji, na który PiS wywindował politykę, posługując się metodą wyzywania przeciwników od kanalii ze zdradzieckimi mordami. Skutkuje to tym, że opozycja rzeczywiście będzie musiała rzucić do gry swoje najlepsze kadry. Bardzo to źle wróży sprawiedliwym.

Jak widać, kiedy się politykę postawi na głowie, wszystko w niej wypada odwrotnie.

piątek, 3 listopada 2017

Jestem więc myślę: Gambicja

Jestem więc myślę: Gambicja: Posłowie PiS-u do Parlamentu Europejskiego g łosowali tam przeciwko rezolucji sprzeciwiającej się ograniczeniom po 2020 roku dopłat do rol...

Gambicja

Posłowie PiS-u do Parlamentu Europejskiego głosowali tam przeciwko rezolucji sprzeciwiającej się ograniczeniom po 2020 roku dopłat do rolnictwa. Można by przypuszczać, że postępują tu zgodnie z niegdysiejszą propozycją, aby pieniądze przeznaczane dla rolników wykorzystać raczej na budowę unijnej armii. Ponieważ jednak wielokrotnie opowiadali się też za zrównaniem dopłat do hektara, bez oglądania się na siłę nabywczą euro w poszczególnych państwach Unii, można się domyślać tu bezhołowia, typowego dla każdej jednoosobowo zarządzanej organizacji.
Dopłaty dla rolnictwa to utrwalanie wiejskiej biedy z jednej strony, z drugiej umożliwienie godnej egzystencji ludziom, od zawsze żyjącym z roli, pozbawionych raczej szans na adaptację do innych warunków życia. Ma to sens w ciągu kilku pokoleń, potem już nie bardzo. Utrzymywanie bez końca dotacji tworzy bowiem nową klasę ludzi uzależnionych od państwa i dlatego ma więcej wad niźli korzyści. Znakomicie się za to nadaje do okładania politycznego przeciwnika zarzutami albo o niegospodarność, albo o społeczną niewrażliwość.
Tutaj zaś mamy dokładne zaprzeczenie przez PiS na forum unijnym tego, co ta partia uprawia w polityce wewnętrznej. Program 500+ jest przecież tym samym, co dopłaty do hektara, więcej, nie jest obarczony taką liczbą warunków jak unijne dotacje. Dziwiła by zatem iście liberalna i prounijna postawa europarlamentarzystów populistycznej partii, która we własnym państwie rozdaje pieniądze przekonując, że to właśnie nie szkodzi finansom narodowym, gdyby nie fakt, że wszelkie jej posunięcia zależą od nieprzewidywalnych raczej okoliczności.
Tak czy owak sprawiedliwi znowu ukręcili bat na własne jestestwo i teraz się będą musieli tłumaczyć z tego, że chcieli dobrze, ale wyszło jak zwykle. I trudno ich tu żałować, mimo że rzeczywiście złapano ich w pułapkę. Rezolucję bowiem zgłosił poseł tej wstrętnej PO.
Aliści ideologia mówi wyraźnie, cokolwiek nie wyjdzie od Prezesa, jest be i należy to zwalczać wszelkimi środkami. Tak jest i trwa mać [Waldemar Pawlak].

czwartek, 2 listopada 2017

Jestem więc myślę: Rozkmina

Jestem więc myślę: Rozkmina: Barbara Nowacka wtajemniczyła Elizę Michalik w nową strategię swego ugrupowania, lewicowego wielce, aliści na nową modłę. Nie zamierzają po...

Rozkmina

Barbara Nowacka wtajemniczyła Elizę Michalik w nową strategię swego ugrupowania, lewicowego wielce, aliści na nową modłę. Nie zamierzają powściągać języka i zamiast być antypisem, jak partie nawołujące do wspólnego frontu opozycji, bezwzględnie będą z młodzieżowych pozycji walczyć o równouprawnienie środowisk ...niszowych.
Podkreślała też słownictwem zapowiedzianą strategię, brawurowo posługując się slangiem nastolatków i to w tej odmianie, która wprost czerpie wzorce z grypsery. Jej więc partia odda się “rozkminie” (sic!) i nie ulegnie “ściemie”. W ustach nobliwie się prezentującej niewiasty brzmi to szczególnie.
Cep cepa cepem pogania, tak w czasie stalinizmu rozszyfrowywano “pierwsze państwo proletariatu”, którego wzorce przeszły w “rządy ciemniaków”. Okres “a za Gierka pół cukierka” był czasem odwołania się do młodości, wojna jaruzelska znowu wyniosła na czoło różnych zgrzebnych towarzyszy. Potem zmagania z transformacją przyniosły kolejny powrót ustalonego rytmu.
Jak na dłoni mamy taktykę kawiorowej lewicy, która się zawsze na przemian ubiegała o poparcie proletariatu albo młodzieży. Po upadku komuny również. Aleksander Kwaśniewski, odchudzony kapuścianą dietą podrygiwał w rytm disco polo na estradzie, dodatkowo epatując błękitnymi nakładkami na tęczówki. W ten sposób uzupełniał niedostatki oddziaływania idei. Leszek Miller wraz z całym ugrupowaniem przystąpił do Samoobrony. Teraz kolej na odmianę próby ułożenia się z elektoratem. Znowu młodzież wychodzi na cel.
Współczesna więc “lewica” pozostawi Zjednoczonej Prawicy troskę o dobro “ludu pracującego miast i wsi”. Zajmie się obroną praw mniejszości seksualnych i wespół z rządzącą formacją podejmie zwalczanie tych, którym ich alianci, nieświadomi dotąd sojuszu przypisują posiadanie zdradzieckich mord.
W ten sposób się dopełnia miara “obciachu” – przepraszam za kolokwializm, ale taki to klimat. Taneczne popisy Aleksandra Kwaśniewskiego nie zaszkodziły  mu w zdobyciu prezydentury. Przaśnie lewicowy alians Leszka Millera doprowadził do klęski. Chociaż nawet nazwa ostatniej odmiany tej wersji lewicy jest trudna do odszukania, nie da się przeoczyć dostosowania jej do swoistego rytmu.
Mamy więc kolejnego po kukizowcach kandydata na PiS bis. Grzeczniejszego, bo nie próbuje sięgać po elektorat wielkiego beneficjanta lewicowego sukcesu. Wyrazistego też, bo nie podziela PiS-owskiego wstrętu dla odmieńców. Wyjaśnia to nadzieję jej strategów, że dostąpi łaski elektoratu i przekroczy jakiś tam próg. Tym bardziej, że PiS doceni chyba lewicową dywersję w opozycji.
Zaiste, spryt to dawno już zapomniany w naszej łopatologicznej raczej polityce. I oczywiście inna jakość.

środa, 1 listopada 2017

Jestem więc myślę: Pożytki

Jestem więc myślę: Pożytki: Matka noce całe musi tańczyć, pić, Bo ma dziecko małe, ma dla kogo żyć. [Bim-Bom] Są już dane d otyczące emerytur, wyliczanych wedle n...

Pożytki

Matka noce całe musi tańczyć, pić,
Bo ma dziecko małe, ma dla kogo żyć. [Bim-Bom]
Są już dane dotyczące emerytur, wyliczanych wedle nowego sposobu ich osiągania. Mężczyźni, pracujący pięć lat dłużej od kobiet otrzymają miesięcznie 1200 złotych więcej. Albo raczej panie dostaną o tyle samo mniej. I niech sobie kombinują, co z tym zrobić. Łatwo z tego wyliczyć, że ta wstrętna PO chciała je zmusić do dłuższego tyrania, oferując w zamian miesięczną gratyfikację w wysokości 1680 złotych. Jedynie zaś łaskawy PiS im zapewnił wolność od wyzysku, osiąganą siedem lat wcześniej niż mężczyźni. Wiadomo przecież, że kobiety o niczym innym nie marzą. Te które zna PiS oczywista oczywistość.
Mamy tu dwa problemy, równouprawnienia płci i wydolności systemu. Wedle ideologii kobiety są to istoty słabe i dlatego nie nadają się do dłuższego świadczenia pracy. Świetnie zaś radzą sobie z dziećmi, są niezastąpione w kuchni, no i chodzą do kościoła gorliwiej od swych panów i władców. Lepiej więc wykorzystają wolny czas od mężczyzn. Pieniądze zaś nie są im potrzebne, łatwo bowiem ulegają pokusom. Wystarczy tylko poczytać kompetentne pisma, aby się o tym przekonać. Zresztą pieniądze szczęścia nie dają.
Również jest lepiej, jak budżet nie będzie obciążany nadmiernymi świadczeniami emerytalnymi. Chociaż zawsze pozbawiony racji gorszy sort wylicza, że później wypłacane wyższe emerytury będą mniej dolegliwe dla fiskusa, bo ZUS będzie dłużej pobierał składki od pracowników. Nie będzie więc do państwa wyciągał ręki po tak wielkie jak dotychczas dopłaty. Aliści właśnie dlatego, że tak liczą posiadacze zdradzieckich mord, trzeba było postąpić inaczej. I na razie bogaczy obciąża się obowiązkiem płacenia wyższych składek, w wyniku czego otrzymają w przyszłości znacznie większe emerytury. To też w trosce o obecny budżet, zgodnie z powszechnie praktykowanym dojutrkostwem.
Bo ideologia troszczy się o wszystkie potrzeby społeczeństwa, określane wszakże “na tę chwilę”. Konsekwencja bowiem w niezrozumieniu istoty korzyści wymaga też gwałcenia innych zasad, również języka ojczystego.

Ot czasy.