Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

niedziela, 14 października 2018

Dwoistość

Nigdzie nie ma tylu co u nas nieinteligentnych intelektualistów i tylu estetów bez smaku [Roman Dmowski].
Kompleksy wobec Zachodu i nienawiść do własnego narodu, którą nazywają ojkofobią. Takie zarzuty przeciwko tym, którzy ich zdaniem zatruwają życie publiczne formułuje publicystyka “obozu patriotycznego”. Jego protagonista określa adwersarzy bardzo brzydko. To oczywiście w ramach miłości do rodaków.
Jednocześnie naród, ów słuszny też, nazywa swoje dzieci Brajanami, Andżelikami i innymi egzotycznie, ale zachodnio brzmiącymi imionami. Jakoś nie słychać o Gniewomirach, Bognach, czy Nawojach, o Władimirach nie mówiąc. Zawsze się przecież tęskni do źródeł.
Bo najpierw Rzym był światową metropolią, potem Paryż, trochę Londyn, wreszcie Nowy Jork. Zachód, jak by nie patrzeć. To z Zachodu przejęliśmy wszystko co tworzy polską tożsamość, religię, nawet gramatykę naszego języka.
Krótko, ale wyraźnie zaczęliśmy tworzyć centrum europejskiej myśli, kiedy to Zachód się zanurzył w nietolerancji, zapłonął stosami, a u nas zapanował złoty wiek. Nie trwało to długo, bo kontrreformacja wprowadziła nas w skrajny nurt ówczesnej polityki.
Z Moskwy wypędzono więc naszych nosicieli postępu, bo wbrew oczekiwaniom swoich zwolenników nie polską wolność, ale katolicyzm zaczęli implementować w prawosławnej Rosji. Sami wtedy ugrzęźliśmy w sarmatyzmie, czego ostatecznym skutkiem była utrata państwa. Zachód się tymczasem otrząsnął z kłopotów i zbudował nowoczesną demokrację.
Teraz więc to my jesteśmy w takiej sytuacji, że znowu musimy z Zachodu czerpać to, czego w warunkach niewoli nie mogliśmy wypracować sami. Nowoczesną demokrację. Odwracanie się od tego jest oczywistym zwrotem ku drodze, która już raz nas doprowadziła do zguby.
A za kogo mają naród ci, którzy mu wmawiają, że powstał właśnie z kolan, na których rzekomo klęczał przed Zachodem, zaprezentował przedwczoraj PiS-owski kandydat na prezydenta Warszawy. Najpierw, na publicznej debacie demonstracyjnie zrezygnował z legitymacji partyjnej, a potem PiS-owskim autobusem udał się do domu.
Można by twierdzić, że to przypadek, musiał czymś wrócić. Oczywiście, ale ten kto buduje strategię wyborczą powinien przewidzieć jego skutki. Nade wszystko zaś uszanować wizerunek swoich zwolenników.
Przypadki bowiem zawsze odsłaniają prawdę. Świadome działanie często próbuje ją kryć.

sobota, 13 października 2018

Opiekanie

Pod względem wydatków socjalnych jesteśmy na pierwszym miejscu w świecie badanym przez Oxfam. Jeżeli pod uwagę bierze się podatki, jesteśmy na 114 miejscu spośród 157 państw, których finanse analizowano. Łącznie więc mamy jasność, kto opłaca naszą szczodrość.
Aby to pozostawić bez wątpliwości, sięgnijmy do kolejnej informacji z mijającego tygodnia. Gospodarstwa domowe będą obdarzone rekompensatą za wzrastające ceny energii. Tak zapisano w projekcie stosownej ustawy. Będzie więc program energia+. Trwają jeszcze dyskusje komu to dobrodziejstwo przyznać i na jakiej podstawie, ale już wiadomo skąd będą pochodzić pieniądze. Nie, nie z podatków. Ze sprzedaży praw do emisji dwutlenku węgla.
Rzecz wygląda tak, że emitenci CO2 są zobowiązani do wykupu uprawnień na dymienie. Uzyskane stąd środki mają wspomagać tych z nich, którzy by inwestowali w nowoczesne sposoby przetwarzania energii, nisko lub bezemisyjne. Koszta uprawnień są uzasadnione, wchodzą więc w regulowaną cenę prądu. Rzecz zatem wygląda tak, że aby odbiorcom skompensować wzrost cen, odbierze się wytwórcom pieniądze na ich obniżanie.
To dokładnie tak samo jak z rzeczonymi wydatkami socjalnymi i podatkami. Daje się ludziom 500+ odbierając im wszakże podatki. Chyba, że ktoś nie pracuje. Ma wtedy dopłatę, ale podatków nie płaci. Ponieważ stopę bezrobocia oblicza się w odniesieniu do liczby osób poszukujących pracy, spada też bezrobocie. Takie dwa w jednym.
Europejskie państwa opiekuńcze najpierw wypracowały bogactwo, potem zaczęły je dzielić. My to robimy odwrotnie, ale przecież dobra zmiana stoi tak samo na głowie, jak wszelki socjalizm. Skutkiem tego właśnie była piwniczna szarość minionego ustroju, zaduch i nędza tamtych czasów. Ale jest i światełko w tunelu.
Bo życie zawsze przeciwstawia się biurokracji. Zakaz niedzielnego handlu spotkał się ze skuteczną ripostą w Poznaniu. Otwarto tam właśnie pierwszy bezobsługowy market. O lodówkomatach InPostu nie ma już co wspominać. I Halina posła Cymańskiego zostanie w domu (gdzie jest Halina, pytał dramatycznie już w 2005 roku, na niedzielnych odwiedzinach u krewnych) i zakupy w niedzielę będzie można zrobić.
W sumie więc nie jest źle. Automaty zastąpią pracowników, na razie tylko w handlu, ale dobre i to. Przyszłość więc nie musi być zupełnie czarna. Tyle tylko że nie dzięki populistom, a właśnie wbrew nim.

piątek, 12 października 2018

Strukturalność

Prawdziwą historię Polski trzeba opowiadać naszym językiem [Mateusz Morawiecki].
Język jest kodem, który pozwala z masy dźwięków o jednakowym prawdopodobieństwie występowania wybrać takie, że ich specyficzny zestaw staje się symbolem, którego znaczenie jest znane tylko posługującej się nim społeczności.
Ów kod ma swoistą właściwość, przekształca się wedle tej samej reguły, która stworzyła język. Więcej, ten proces może się powtarzać wielokrotnie. Każdy następny etap może być uproszczony, kiedy zachowuje tylko wybrane elementy poprzednika. Razem tworzy to strukturę, określającą rozwój sposobu myślenia tych, których reprezentuje i z których wyrósł.
Kolejne etapy modyfikowania pierwotnej mowy mogą tworzyć żargony. Powstaje wówczas język subkultur, istniejących w społeczności, porozumiewającej się tym samym językiem. Staje się on wtedy ich wyróżnikiem.
Specjalnym efektem rzeczonego procesu są informacje kodowane przez koniunkturalne społeczności. Posługują się słowami-kluczami, także rytualnymi wyzwiskami. U nas na przykład odrazę do mediów demonstrują wprowadzając literkę "n" do środka wyrazu. Powstaje w ten sposób zupełnie nowa jakość. Widać to także w sposobie pisania. Prawdziwi Polacy wstręt do Platformy prezentują wielkimi literami sylaby “po”, pisanymi niezależnie od kontekstu przekazywanych słów.
Struktury językowe mają jeszcze jedną właściwość. Ich użytkownicy stają się też ich niewolnikami. Mówią nimi lub raczej one mówią za nich. Stąd taka przydatność nowomowy w populistycznej propagandzie. Ba, także odporność na argumenty przedstawiane tym, których umysłami ona zawładnęła. Zarażeni nią dyskutanci już nie rozumieją normalnego języka. Ludzie są tak głupi, że to działa [klasyk].
I tu dochodzimy do sedna. Jeżeli nawet mamy uroczystą wypowiedź wyraziciela określonej subkultury, to trudno jej przypisać tradycyjnie rozumianą treść. W powszechnym rozumieniu oznacza ona raczej to, co wynika z jego mowy stosowanej codziennie. W końcu nietrudno zauważyć, że ktoś wypowiadający się niekonwencjonalnie stosuje jakiś specjalny kod.
Kiedy więc na dodatek wiadomo, że historia Polski, opowiadana “naszym językiem” przedstawia na przykład NSZZ “Solidarność” wedle potrzeb antywałęsowskiej propagandy, to stawia pod znakiem zapytania wszystko, co będzie w tym “języku” powiedziane.
Bo kij ma dwa końce. Niestety. Szczególnie zaś silnie uderza w wiarygodność.

czwartek, 11 października 2018

Nacjonalizatorzy

Upaństwowili kolej linową na Kasprowy Wierch. Powiadają, że skarby narodowe powracają w polskie ręce. Podobnie w niedawnym czasie mówili o “Damie z łasiczką” i zbiorach Czartoryskich.
Ile zapłacono za nowy nabytek, nie wiadomo, ale z pewnością dotychczasowy właściciel skomercjalizował także imperatyw, zmuszający nabywcę do pokrycia ekwiwalentu tego, co ideolodzy nazywają satysfakcją z odzyskiwania a normalni ludzie zawłaszczaniem instytucji, symboli, wartości.
Mamy w końcu pieniędzy bez miary. Uszczelniliśmy przecież VAT. Wprawdzie w 2017 roku odebrano złodziejom o połowę mniej niż w 2015 [Rostowski] ale wystarcza ich nie tylko na chodniki, które zresztą naprawia Unia. Dlatego jak się odbierze niesłusznym samorządom, “bo warczą na rząd” [arbiter politycznej elegancji] to się dopiero będzie miało. Chociaż Andrzej Rozenek utrzymuje, że w przyszłorocznym budżecie nie przewidziano dopłat do samorządowych inwestycji. Zakłada się, że jednak będą warczeć?
Tymczasem media coraz częściej piszą o czekającym nas wzroście cen energii elektrycznej. Prąd prawdopodobnie zdrożeje dwukrotnie. Co jest powodem? Rosnące ceny paliw również. Ale już dawno mamy najwyższe w Unii ceny prądu, wyrażone w jednostkach porównywalnych. Powodem jest likwidacja rynku w energetyce.
Wedle naszego prawa ceny energii wyznacza urząd, dodając do uzasadnionych kosztów wytwarzania dziesięcioprocentową marżę. Bezspornie uzasadnionym kosztem jest remont urządzeń. Inwestycja była uznawana za uzasadnioną, kiedy poprawiała stan środowiska. Urzędnik mógł podważyć jej celowość, naprawy nie mógł.
Im więc bardziej zdezelowana elektrownia, tym łatwiej i tym większe generowała zyski. W rezultacie mamy prawie całą energetykę do wymiany i najdroższą energię. W dodatku państwową, bo nikt prywatnie nie angażuje środków w interes, zarządzany przez urzędników.
To w całości wyjaśnia radość, jaka nas powinna przejmować z faktu nacjonalizacji kolejki. Niebawem będzie nie tylko drogo, ale i przaśnie, czyli swojsko. Inaczej się nie da. Urzędnik z natury nie podejmuje gry rynkowej. Na tym się przecież zasadza mizerota naszych kolei i woń częsta w jej wagonach.
Należy się też cieszyć z innego powodu. Wszak w obecnej dobie mamy tylko nacjonalizację, jako relikt dawnych nieszczęść, powodowanych przez ideologię. Przecież najwięcej ludzi zabito dla ich dobra.

środa, 10 października 2018

Jasność

Mowa jest kodem, w którym określona sekwencja dźwięków tworzy wyrazy, posiadające swój zestaw znaczeń. Ostateczny sens utworzonych z nich zdań wynika z kontekstu, w jakim były użyte poszczególne słowa i obyczaju, wedle którego ich znaczenie jest rozumiane przez użytkowników języka.
Obecnie mamy albo rewolucyjną przemianę kryteriów rozumienia, albo obserwujemy wyłączne kierowanie oficjalnej propagandy politycznej do określonej grupy ludzi, tworzących subkulturę. W pierwszym przypadku mielibyśmy do czynienia z powszechnym uznaniem za normalny nowego sposobu informowania nas o swoiście rozumianych faktach. Tymczasem tak nie jest. Pozostaje więc drugi wariant.
Najwyraźniej PiS się postanowił wraz ze swoim elektoratem zamknąć we własnym kręgu i jemu tylko posyła komunikaty o Polsce w ruinie, którą wyciągnął z upadku. Stąd specyficzna gorliwość wyrazicieli PiS-u, którzy się nie wzdragają przed dokumentowaniem swojej wierności wobec partii wypowiadaniem niedorzeczności oczywistych dla każdego, kto potrafi cokolwiek zrozumieć z przeczytanych tekstów.
Rezultat mamy taki, że wielu ludzi w trosce o własne zdrowie nie podejmuje nawet próby słuchania wykwitów oficjalnej ideologii. Nikt, kto nie musi, nie wdaje się też w dyskusję z głosicielami oczywistych sprzeczności już nie tylko z faktami, ale też własnym, wcześniejszym przekazem.
Jest więc oczywiste, że PiS pozostaje w przekonaniu, że nikogo już więcej do swojego świata nie zwabi. Stara się przynajmniej zwolenników utrzymać przy sobie, stosując swoisty zestaw emocjonalnych nagród. Nazywa przeto pisofilów nie tylko patriotami, ale antykomunistami, daje do zrozumienia że są pierwszym sortem, oblicza zaś mają wierne, w odróżnieniu od zdradzieckich mord “totalniaków”.
Dla sierot po Peerelu to oczywista wartość. Przecież transformacja była też połączona ze wstydem za oportunizm czasu stanu wojennego, za pierwszomajowy entuzjazm, pokorę wobec głębi intelektu w istocie średnio na ogół gramotnych sekretarzy, za potulne opluwanie przeszłości własnego narodu. Wszystko to jest teraz uznane jako walka z komuną. Jeżeli było nią okradanie kobiet z kartek na mięso, to dlaczego by było gorsze postępowanie ludzi biernych czasu wojny jaruzelskiej.
PiS zatem buduje sobie podstawę bytu na wiele lat naprzód. Stworzą ją “wykluczeni”, przekonani o niesprawiedliwości, bo bez kwalifikacji nie daje się teraz osiągnąć godnych dochodów, jak za komuny.
Sprytne to i świadczące o dalekosiężnym planie. Przynajmniej w chwaleniu się tym właśnie propaganda PiS-u jest prawdziwa. Aliści zapewnia sukces tylko w przypadku, kiedy roszczeniowcy będą stanowili większość, czyli kiedy się skończy wzrost gospodarczy.
No to i mamy tajemnicę rozmontowania systemu edukacji oraz zadłużania państwa. W tym szaleństwie jest jednak metoda.
Ale czy oni o tym wiedzą?

wtorek, 9 października 2018

Argumenty

Szpital. Przed nim staje paru zdrowo się prezentujących obywateli. Każdy z nich dźwiga pięciolitrową butlę z wodą. Po krótkiej chwili przyjeżdża telewizja. Najważniejszy nosiwoda oświadcza, że wszyscy oni są miejscowymi rajcami PiS-u i postanowili ratować pacjentów, bo wodociągi (miejska spółka komunalna) są od jakiegoś czasu trapione bakterią Coli. Uratują więc przynajmniej chorych.
W ślad za tym idzie oświadczenie szpitala. Ma on osobne ujęcie wody i nie korzysta z miejskiej wody. Jego dyrektor nie wydał też wodziarzom zgody na wejście do Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej. Skądinąd bowiem wiadomo, że chorym może zaszkodzić wizyta nadmiernej liczby gości z zewnątrz. Szczególnie kiedy się udadzą na OIOM, w dodatku bez strojów ochronnych. Wtedy mogą nawet doprowadzić do śmierci leczonych tam pacjentów.
“Deprecjonując fundusze, Morawiecki szkodzi Polsce aż na trzy sposoby – po pierwsze, po prostu mija się z prawdą, po drugie, wykoślawia obraz Unii, po trzecie, żmudnie pracuje nad jeszcze większym odchudzeniem polskiej koperty w nowym budżecie UE na lata 2021–27” – pisze Polityka. Wszystko w związku z wypowiedzią premiera o środkach unijnych, rzekomo wystarczających zaledwie na remont chodników w porównaniu z jakoby obfitym wielce, należnym podatkiem, uratowanym przez PiS od mafii VAT-owskich.
Nie da się dyskutować z absurdami. Chyba że się zejdzie na ich poziom, do czego trzeba mieć jakieś przygotowanie lub nawet predyspozycje. Tylko niektórzy się mogą tym pochwalić. Ale też uszczęśliwiani niepotrzebną wodą pacjenci rzeczonego szpitala stają się znakomitym przykładem PiS-owskiej skuteczności.
Bo tylko zwolennicy dobrej zmiany uwierzą, że partyjni nominaci własnoręcznie są gotowi zanieść wodę chorym, bo podległe radzie wodociągi jej nie dostarczają. Więcej, że kiedy na dobę mieszkaniec miasta zużywa około dwustu litrów wody, to pięć mu zupełnie wystarczy.
Aliści jeszcze lepiej, ma uwierzyć, że Unia to furda. Dobra zmiana to jest to. Odbierze mafii i da prostemu człowiekowi. Podobnie jak wodę tym mieszkańcom miasta z zatrutym wodociągiem. Dobra zmiana dostarczy chorym, a zdrowi muszą poczekać, aż zachorują. Wtedy również będą mogli liczyć na pokrycie kilku procent swoich potrzeb.
Prawdą jest to, w co się wierzy. Kiedy się daje wiarę, że kroplą wody można odwrócić skutki nieprzestrzegania higieny w systemie wodociągowym, uwierzy się również, że Unia to tylko ciąg nieszczęść, bo utraciliśmy stocznie, huty, papiernie, oszczędności i co tam jeszcze roztrwoniła… komuna.
Ale kto by o tym pamiętał, nie po to przecież awansował na antykomunistę, prawdziwego Polaka, lepszy sort itd. A reszta? To przecież parakińczyki, czy co tam jeszcze. Widział ktoś takiego z wodą u łoża boleści?

poniedziałek, 8 października 2018

Taśmociągi

Polityka schodzi do parteru. Rządząca formacja tak się już rozwielmożniła, że z jej czeluści wypłynęła do mediów (niemiecko-szwajcarskich!) informacja o taśmach godzących w premiera, mniemanego lidera jednej z subformacji władzy. Przejęci sukcesem propagandyści, którzy nie byli dotąd skutecznie niepokojeni przez opozycję, pozbawieni więc nowszych doświadczeń, wyciągają stamtąd kolejne nagrania, mające przykryć pojawienie się Donalda Tuska w Krakowie.
W tym wypadku skutek okazuje się jednak kiepski. Sławomir Nowak, dawno już zapomniany minister dawnego rządu, którego podsłuchane niegdyś słowa posłużyły teraz do atakowania przewodniczącego Rady Europejskiej umieścił na Twitterze replikę. Ta, acz niewyszukana, dokładnie naśladuje styl jedynie słusznej propagandy, odwracając wszakże jej ostrze.
Na tym chyba głównie polega słabość partii, która wygrywając wybory odrzuciła wszelkie zasady, sprowadzając w ten sposób opozycję do roli demaskatora głupot, którymi się władza szczyci. Ostatnio nawet brak taśm, a tylko pojawienie się wzmianek o możliwości ich istnienia, zainspirował najgłośniejszą wyrazicielkę PiS-u do żądania natychmiastowej dymisji dla znienawidzonych polityków. W ten sposób sparaliżowano polityczny dyskurs dając zwolennikom dowody nieograniczonej mocy władzy, wynikającej rzekomo z moralnej racji.
Kiedy jednak nie ma dyskursu, pozostałą po nim próżnię wypełniają zakulisowe działania. Opozycję zastępuje rozgoryczona część kamaryli (zawsze jest taka) i w miejsce dyskusji wkracza plotka. Ta zaś się karmi emocjami. Rzecz się nie daje kontrolować, nie podlega żadnym zasadom i zaczyna toczyć trzewia rozplotkowanego środowiska.
Ośmioletnie pozostawanie poza rządem pozwoliło PiS-owi na wypracowanie skutecznej strategii wyborczej, ale już trzyletnie konsumowanie dobrej zmiany spowodowało znaczne pogorszenie pomysłowości partyjnych strategów. Strach pomyśleć co będzie, kiedy się do wyborów parlamentarnych jeszcze bardziej rozleniwią.
Nic dziwnego, że opozycja uzyskuje paliwo w skarbnicy propagandy swoich przeciwników. Niczym przecież innym nie jest argumentowanie poprzez powołanie się na jeszcze większą niegodziwość adwersarzy, co właśnie zrobił Sławomir Nowak.
A przecież w przepastnych archiwach haków tkwi jeszcze niejedno. Ich wykorzystanie nie nastręcza wielu kłopotów. Jak napisał Donald Tusk “haratanie w gałę to zajęcie dla dżentelmenów”. Nowe elity go nie praktykują, mają więc czas.