Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

środa, 27 listopada 2019

Zdumienia

Sędzia drugiej instancji uznał za zasadne niedawno wyrażone wątpliwości Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozpatrując odwołanie od zaskarżonego wyroku. Zdecydował więc sprawdzić kompetencje składu orzekającego przedtem w rozpoznawanej właśnie sprawie. Został natychmiast przesunięty do sądu rejonowego. Zażądał bowiem przekazania mu list poparcia dla członków Krajowej Rady Sądownictwa, która mianowała autorów podważanego orzeczenia.
Więcej, wiceminister sprawiedliwości wyjaśnił, że zdegradowany sędzia wszedł na drogę do anarchii. Wynika z tego, że nie jest nią odmowa wykonania prawomocnego wyroku NSA, właśnie w sprawie obowiązku bezwarunkowego ujawnienia list poparcia dla kandydatów do KRS.
Wedle prawa odwołany sędzia musi jednak zakończyć rozpoczęte postępowania. Uniemożliwienie mu tego byłoby zbyt chyba daleko idącym objawem swoiście teraz definiowanej praworządności. Tak więc czy owak Kancelaria Sejmu jest związana nakazem i musi go wykonać pod rygorem grzywny.
Chociaż mamy dziwny precedens. Okazuje się bowiem, że wieszanie portretów na szubienicach nie nawołuje do zbrodni, nie jest groźbą, nie obraża. Jest happeningiem. Tak wynika z uzasadnienia odmowy podjęcia postępowania karnego wobec nacjonalistów. Oni w proteście przeciwko głosowaniu europarlamentarzystów za rezolucją, nawołującą Polskę do praworządności, dwa lata temu dokonali w Katowicach symbolicznej egzekucji na ich portretach.
Jeżeli tak, to nie tylko moc wyroków sądowych, ale nawet symbole religijne nie są bezpieczne. Każde ich wykorzystanie przez happenerów czy zwykłych wrogów wiary do wyszydzania uczuć pozostanie bezkarne. W istocie bowiem są tylko wizerunkami, podobnie jak powieszone portrety są jedynie przedmiotami z drewna i papieru, rekwizytami pomocnymi w demonstracji.
W takim sposobie rozumienia wymowy zdarzeń, także odmowa ujawnienia list poparcia może być potraktowana jako swoisty protest. Może przeciwko anarchii właśnie, tej budzącej obawy wspomnianego wiceministra.
I to by miała być ta dobra zmiana?

wtorek, 26 listopada 2019

Łucznictwo

Zbudują nam łuk triumfalny. Ma Rzym, Paryż, Berlin. Będziemy mieli i my. Wystawi go władza dla uczczenia Bitwy Warszawskiej. Poprzednie budowle tego typu powstawały nieco prędzej niż sto lat po triumfie. Zawsze też budowali je imperatorzy. Ale nasz jest ważniejszy. Obroniliśmy Europę.
W wyniku zaciekłości i głupoty części naszej szlachty, Polska straciła znaczenie w rozgrywkach między Wschodem i Zachodem. Jeszcze w XVII wieku była godną uwagi zdobyczą. Potem stała się już tylko miejscem do rozprawy potężniejszych sił.
Zapewnienie sobie większego kawałka polskiej ziemi dawało konkurującym autokratom lepsze pozycje wyjściowe w ewentualnych zmaganiach. Dopóki jednak ościenne państwa miały podobne cechy ustrojowe, zgodnie dzieliły naszą ojczyznę między siebie.
Dopiero po pierwszej wojnie światowej rozstrzygająca bitwa na polskich ziemiach tworzyła szansę dla utrzymania lub rozszerzenia któregoś z zasadniczo przeciwstawnych systemów rządzenia, praworządnego lub satrapii.
Bitwa Warszawska uratowała jednak przede wszystkim nas samych. Pokazała przy tym, że determinacja daje przewagę nawet nad znacznie silniejszym materialnie przeciwnikiem.
Aliści rzeczywiście bolszewia by się już wtedy rozniosła po świecie, gdybyśmy przegrali. Narody jednak wcale nie są nam wdzięczne. Nie bardzo mają za co. Przecież kilkanaście lat potem Niemcy sami sobie przybrali faszyzm, idąc zresztą za przykładem Włoch.
Łuk zatem ma przede wszystkim zadośćuczynić próżności. Ma też gorszemu sortowi pokazać, że nic nie znaczy, bo nie ceni heroizmu, przypisywanego sobie teraz przez dobrozmieńców. Wyraziciele bowiem animalnego elementu pokazują zamykane oddziały szpitalne, nędzę oświaty, czyli wydatki mogące godniej służyć ojczyźnie, niźli naśladowanie starożytnych pomników.
Ale rzecz jest znacznie łatwiejsza od elektrycznych samochodów, nawet od CPK, przeprawy przez Mierzeję Wiślaną czy przyafrykańskiego lotniska. Obok więc imperatora będziemy również mieli łuk.
Najlepiej zaraz przy niechcianym w Wiedniu pomniku siedemnastowiecznej wiktorii.

poniedziałek, 25 listopada 2019

Ockhameria

Robert Biedroń proponuje, aby trzynastą emeryturę wypłacać z Funduszu Kościelnego. Rzecz nie powinna budzić większych wątpliwości. Wszak to wyraziciele dobrej zmiany powiadają, że pobieranie na ten cel środków z zasobu przeznaczonego dla niepełnosprawnych w niczym go nie uszczupla. Powiadają, że przecież “tu nikt nikomu niczego nie zabiera”.
W ogóle sposób reagowania dobrozmieńców na zawiłości losu jest pełen prostoty. Kiedy europoseł PiS-u z właściwą im zręcznością zatrzasnął się na na brukselskim tarasie, gdzie palił papierosa, próbował kopniakiem otworzyć sobie możliwość powrotu pod dach. Winą zaś za bezskuteczność próby obarczył działacza PO, który przebywając w Polsce, zamiast mu pomóc, zajmował się utrwalaniem nagrania zdarzenia, autorstwa pracownika PE.
Mamy więc tu wszystko to, co leży u podstaw dobrozmiennej logiki. Winni zawsze są platformersi, a fakty nie mają znaczenia i niczego nie dowodzą.
Dlatego właśnie ta zmiana jest tak dobra w oczach ludzi poważnie traktujących rzeczony schemat myślenia.

niedziela, 24 listopada 2019

Wizerunek

Polskę przemierza pomnik Jana III Sobieskiego. Miał on stanąć na Kahlenbergu, ale po obejrzeniu dzieła, Austriacy zrezygnowali z jego przyjęcia. Teraz więc twórcy monumentu straszą, że przekażą go Europie w darze.
Dzieło sztuki powinno przełamywać istniejące symbole i tworzyć nowe. Musi czymś zaskakiwać, aby przyciągać uwagę. Można to też osiągać poprzez prowokację. Łatwo tu jednak przesadzić, obrażając na przykład religię czy narodowość i stworzyć kicz a’ rebours.
Ale szmirą bywa przede wszystkim żarliwe zestawienie tradycyjnych symboli. Albo nawet zwłaszcza. Szczególnie kiedy ich wybór jest jedynie słuszny, czyli zadekretowany przez ideologię. Twórcy zaś bogoojczyźnianych ekspozycji mają ogromne pole do popisu, prezentując na przykład tradycyjne znaki patriotyczne lub kościelne. Niewielu też wtedy odważy się krzyknąć, że “król jest nagi”.
Teraz więc Polacy będą mogli zobaczyć, co otrzyma od nas Europa. Ciekawe jak postąpi? Czy się w ogóle odważy na to, co zrobili Rakuszanie?
Ale przynajmniej otrzymamy obraz tego, jak bywa w świecie odbierane zadęcie.

sobota, 23 listopada 2019

Głosodajność

Praworządność polega na tym, że ci, do których są skierowane przepisy nie łamią ich ani nie obchodzą. Ponieważ nikt nie jest poza prawem, dotyczy ono wszystkich. Przyzwoitość jednak wymaga aby tym, którzy uchwalają ustawy było mniej wolno. Ta prosta zasada nie jest najwyraźniej zrozumiała dla dobrozmieńców.
Wydaje się, że nie tylko to. W sytuacji kiedy posłowie ZP nie mogli się rzekomo połapać w nazbyt dla nich skomplikowanej aparaturze i zagłosowali wbrew intencji swojej partii, w popłochu zarządzono powtórzenie procedury. A pierwotny wynik był zgodny z obyczajem sejmowym, zakładającym przyznanie opozycji miejsc w KRS.
Oczywiście pomyłki są możliwe, ale takie freudowskie coś mówią. Trudno też przypuszczać, że reformująca państwo formacja składa się z parlamentarzystów, którym obsługa prościutkiej maszynki przysparza kłopotów.
Nade wszystko zaś na pewno w kontekście praworządności niezwykłym zdarzeniem była natychmiastowa, dyscyplinująca rozmowa Prezesa z posłanką jego ugrupowania, przeprowadzona zaraz po tym, jak zgodnie ze swoim sumieniem i “linią partii” nie poparła prokuratora stanu wojennego. Najwyraźniej próbowała zapobiec powiększeniu “kasty sędziowskiej”, wedle wyrazicieli dobrej zmiany “przywracającej Peerel”.
Jak to również pokazuje powtórzenie niewygodnego głosowania, dobra zmiana nie pozwala się ograniczać przepisami. Także zasadami, zwłaszcza własnymi. Nie traktuje też poważnie swoich zwolenników ani w Sejmie, ani poza nim. Czy na pewno tak wygląda praworządność?

piątek, 22 listopada 2019

Prakseologicy

— Trzeba anulować, bo przegramy — dało się podobno usłyszeć w otoczeniu pani marszałek i ponowiono głosowanie nad kandydaturami Sejmu do KRS-u. Wbrew tradycji nie weszli tam członkowie opozycyjnych klubów parlamentarnych.
Kontrowersyjni politycy dobrej zmiany (niegdysiejsi, a jakże) zostali wybrani na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Pomimo negatywnych opinii prawnych, wydanych na zlecenie wicemarszałków Sejmu. Przekroczyli bowiem graniczny wiek, który sami niegdyś sędziom wyznaczyli.
Krystyna Pawłowicz była wedle rekomendujących zawsze bezpartyjna a Stanisława Piotrowicza w Peerelu szykanowano. W to drugie można nawet uwierzyć. Wszak odznaczono go wtedy medalem, który mu teraz przynosi same kłopoty.
Komisja sprawiedliwości upamiętniła swój start w ruszającej kadencji. Przewodniczący zarządził głosowanie nad kandydaturą Stanisława Piotrowicza przed jego odpowiedzią na pytania zadane mu przez posłów. Pewnie żeby się opozycji w głowach nie poprzewracało.
Pani Pawłowicz zaś na rzeczonym posiedzeniu nie tylko podtrzymała swoje nieparlamentarne wypowiedzi, także to o unijnej fladze, ale i dodała, że Komisja Etyki, która ją karała za niewyparzony język jest reliktem Peerelu. Nic dziwnego, że Roman Giertych znowu szydzi pytając: "Czy strony na posiedzeniach TK będą się mogły do siebie zwracać tradycyjnym, polskim "morda w kubeł”?"
Telewizje natomiast pokazały prezydenta, jak w impetycznej filipice optuje za oczyszczeniem wymiaru sprawiedliwości z funkcjonariuszy stanu wojennego. Podobno w tym wymiarze straszą, co powoduje konieczność reformowania systemu za wszelką cenę.
Premier pytany o powody wycofania ustawy o trzydziestokrotności odpowiada, że zrobiono tak, bo dobra praktyka nakazuje szukać kompromisu.
W sumie więc wychodzi na to, że dobra zmiana nie tylko ignoruje opozycję, ale też wybiera emerytów na stanowiska sędziowskie. W dodatku typuje ich w sposób zasadniczo sprzeczny z założeniami własnej reformy. Gorzej, odrzuca przy tym zasady dobrej praktyki, wyznawane przez premiera.
Znowu więc będzie odnaleziony układ wewnątrz systemu, który go zwalcza. Nic dziwnego, że praktyka dobrej zmiany rozmija się z jej teorią. Jak żyć?

czwartek, 21 listopada 2019

Kruchość

Dobrze zarządzane społeczeństwo inwestuje w czasie prosperity i w trakcie kryzysu jest zieloną wyspą. Głupio rządzone konsumuje podczas hossy i głoduje w trakcie bessy. Ale najpierw jest keynesowskim tygrysem gospodarczym. Dobra zmiana już próbuje podnosić podatki tym, co by jeszcze mogli mieć oszczędności, aby i oni cierpieli podczas spowolnienia, które z właściwym sobie upodobaniem do eufemizmów zapowiedział jednak Prezes.
Pewnie też aby zasadzie się stało zadość, zablokowano ceny prądu. Niedołężnie, ale jednak. Do inflacji więc, spowodowanej wysypem pustego pieniądza na rynek, dołączą jeszcze koszta opóźnienia remontów w energetyce. To będzie kolejnym bodźcem do wzrostu cen i dopełni powodów dla zaciskania pasa.
Stąd też radosny ton premierowskiego expose’. To już drugi łabędzi śpiew w naszej historii. Gierkowski premier sprzed kryzysu lat osiemdziesiątych, Edward Babiuch słowo “expose” wymawiał z iście proletariackim akcentem. Dlatego był bardziej wiarygodny dla tych, którzy wtedy jeszcze wierzyli w gadanie ówczesnych budowniczych drugiej Polski. Też obiecywał złote góry.
Tylko, sprawiedliwie rzecz biorąc, dobra zmiana towarzysza Babiucha mogła się pochwalić paroma osiągnięciami inwestycyjnymi. Obecna nie bardzo. Program mieszkanie+ zrealizowano w 5% (sic!). Nie zbudowano ani metra autostrady poza tymi, które powstały w czasie znienawidzonej koalicji PO-PSL. Elektrycznych samochodów ani na lekarstwo nie ma. Ba, nawet niemiecki inwestor zrezygnował z budowy sieci stacji ich zasilania. Żaden polski kapitalista się do tego nie pokwapił, rodacy nie są naiwni. O stępce w Szczecinie nie ma już co mówić.
Jak wynika z głosowania za wotum ufności dla obecnego rządu, bez poparcia gowinowców by on upadł przed zaprzysiężeniem. To wyjaśnia powód wygłoszenia przez Ryszarda Czarneckiego poglądu, jakoby Prezes nawet nie znał słowa zemsta. Gdyby jednak Porozumienie Prawicy poszło swoją drogą, dobra zmiana by straciła władzę. Z powodów arytmetrycznych więc gowinowcy pozostaną bezkarni, mimo zablokowania ustawy o trzydziestokrotności. To da teraz ziobrystom asumpt do pokazania, że nie są od macochy. Będzie więc się działo. Wystarczy tylko, aby opozycja z odpowiednią regularnością żądała ustąpienia poszczególnych ministrów. Konfederacja już zaczęła.
Pani Chojna-Duch z mediów się dowiedziała, że nie jest już kandydatką do Trybunału Konstytucyjnego. Jej następca, Robert Jastrzębski też niedługo się cieszył poparciem dobrej zmiany. Komitet — nie, nie centralny — polityczny PiS-u poprosił popierających o wycofanie swego podpisu. Ci zaś potulnie to zrobili i nawet się przed mediami chwalą swoją… niezłomnością. Najwyraźniej siła, która przerasta już Prezesa, działa w tle. To jakaś antypreześna namiętność. Albo fatum. Co innego by sprawiło, że Donald Tusk został przewodniczącym największej frakcji w PE?
Mantra dobrozmieńców głosi, iż Europa wyrosła z tradycji judeochrześcijańskiej. Ta zaś nakazuje wstrzemięźliwość. Można interpretować, że nie tylko w jedzeniu i piciu. Czyżbyśmy więc częściowo weszli do Europy? Bo z tą konsumpcją, to na razie nie bardzo nam wyszło.