Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

sobota, 3 sierpnia 2019

Prekursorstwo

Trwa dyskusja o udziale rodziny marszałka Kuchcińskiego w jego lotach służbowych. Wedle posła Nitrasa mogło takich przypadków być nawet sto. Od marca 2018 roku do teraz odnaleziono tyle właśnie zapotrzebowań, ale wczoraj po południu mówiono już o 150 lotach. Media pytają, czy służbowymi podróżami były także wypady na narty? A jak można przeczytać w Internecie marszałek rzeczywiście musi być zalatany. Wszak nie wziął udziału nawet w uroczystości obchodów 75 rocznicy Powstania Warszawskiego.
W całej sprawie zabrał głos mecenas Giertych. Powołując się na artykuł 231, paragraf 2 kodeksu karnego zwraca uwagę, że za “przekazywanie przez funkcjonariuszy publicznych majątku państwowego w celu zapewnienia potrzeb logistycznych swojej rodziny” grozi kara pozbawienia wolności do lat dziesięciu (sic!).
Redaktor Szułdrzyński pyta, czy gulfstreamy staną się ośmiorniczkami dla obecnej władzy? Wprawdzie szef KPRM wydał zarządzenie legalizujące loty członków rodzin polityków, przewożonych rządowymi samolotami i ustalił wysokość opłat, ale mleko się rozlało. W dodatku jeśli marszałek ma prawo wozić rodzinę luksusowym gulstreamem za równowartość biletu zwykłych linii lotniczych, to dlaczego takiego prawa nie ma zwykły Kowalski?
I tu znowu się trzeba odwołać do rzeczonego listu niegdysiejszego wicepremiera. W zamieszczonej tam ironicznie propozycji ustawy o sprawowaniu władzy nad substancją należącą do narodu jest artykuł 3. w którym czytamy: Członkowie PiS mogą dowolnie używać majątku państwowego według potrzeb swoich i swojej rodziny. Majątek ten nie może być używany przez tych członków rodziny, którzy są niepewni ideologicznie lub wyrażają poglądy sprzeczne z linią polityczną partii.
Aliści istnieje wypróbowana już zasada “nam się to po prostu należało”. I jak pokazuje praktyka, nie trzeba się wtedy odwoływać do uregulowań. Ośmiorniczki zaś mogą się jednak przeobrazić w ośmiornicę. Dotąd było tak tylko w filmie, ale sztuka zawsze wyprzedza rzeczywistość.

piątek, 2 sierpnia 2019

Sława

Wbrew unijnym sankcjom za aneksję Krymu i wojnę w Donbasie Węgry pomogły Rosji dostarczyć broń, zakupioną u niej przez Serbię. Na razie było to dziesięć zmodernizowanych pojazdów rozpoznawczych, ale za nimi mają przez państwo zintegrowane z Europą przejechać śmigłowce transportowe, czołgi i transportery opancerzone. W ten sposób osłabiana jest pozycja Unii Europejskiej na arenie międzynarodowej.
— Chcemy wpływać na losy Europy — mówił na jednym z wiosennych pikników Mateusz Morawiecki. Jeżeli ten wpływ będzie taki, jaki wywierają Węgry (przyjdzie dzień, że Budapeszt będzie w Warszawie) to będziemy sobie mogli pogratulować.
W świecie zaś mamy raczej opinię konia trojańskiego Ameryki, który w Unii promuje jej interesy. O naszej przeszłości wojennej, heroizmie powstań, zmaganiach z przemocą mówią tylko goszczeni przez nas zagraniczni dyplomaci, kiedy nam chcą sprawić przyjemność. Niestety w najnowszych czasach przez ponad sto lat nie mieliśmy państwowości w ogóle, a prawie pięćdziesiąt lat byliśmy państwem satelickim. Nie bardzo więc jesteśmy rozpoznawani.
Jeżeli zaś już, to po wprowadzeniu dobrej zmiany zaczyna się za granicą upowszechniać stereotyp Polaka-obskuranta, który dotąd budowali nam nasi przeciwnicy. Ci szczególnie, którym nie w smak była “Solidarność” i zapoczątkowany przez nią upadek komuny. Teraz się taki wizerunek umacnia za sprawą poczynań zarówno w wewnętrznej jak i zagranicznej polityce. Nic dziwnego. Nasz największy historyczny sukces, ruch społeczny “Solidarność” jest w naszym kraju spychany w zapomnienie a jego przywódca skazywany na niesławę.
Postępowanie władz Węgier na pewno zostanie napiętnowane w Brukseli, na pewno też stanie się to w wyniku głosowania. Interesująca więc będzie w tym względzie postawa polskich deputowanych i polityków. Dobrze by bowiem było wiedzieć kim właściwie mamy być po dobrej zmianie. Wszak z jednej strony wmawia się nam, że jesteśmy sercem Europy, z drugiej, iż Unia to wyimaginowana wspólnota, z której nic nie wynika.
A tak czy owak nie mamy chyba wiele do powiedzenie w Międzymorzu.

czwartek, 1 sierpnia 2019

Fałsze

Na listach wyborczych PiS-u nie umieszczono trzech obecnych posłów, którym się zarzuca przemoc domową, niewierność małżeńską, a także seksistowskie wypowiedzi. Z braku zaś dostatecznej liczby zwolenników jakiś sędzia sam się poparł, aby przekonać o swojej przydatności dla neo-KRS.
Rzecz się też komplikuje w historii powietrznych podróży członków marszałkowskiej rodziny między stolicą i miejscem zamieszkania. Najpierw miało ich nie być, potem znaleziono tylko sześć, następnie 23 i zarzuty się na tym nie kończą. Rzecz więc zostanie zalegalizowana i skończy się problem.
Jest też nowość. Jak się wczoraj dowiedzieliśmy od jednego z wyrazicieli PiS-u za loty marszałka Sejmu odpowiada jego kancelaria, tak jak kancelaria senatu za loty swego marszałka, kancelaria premiera za podróże Mateusza Morawieckiego i kancelaria prezydenta za loty... prezydenta. To jak to było z oskarżeniem Tomasza Arabskiego?
Dobra zmiana przedstawia się jako depozytariusz wartości, wynosi na piedestał rodzinę, prawdę, nade wszystko daje do zrozumienia, że skutki światowej koniunktury ekonomicznej to wynik wstrzemięźliwości jej funkcjonariuszy, a tu im się już oficjalnie “po prostu należy”.
Od dawna też skończyły się możliwości stosowania erystycznej bieda-sztuczki, czyli tłumaczenia, że od swoich poprzedników dobrozmieńcy zachowują się tylko trochę gorzej. Dla uratowania więc wiarygodności pozostaje jedyna droga, gruntowna odnowa. W skrócie kolejna dobra zmiana.
W zamian mamy jednak natężenie godnościowej propagandy. Jakiś absurdalny wpis gdańskiego urzędnika o “radosnym świętowaniu” rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej staje się ważnym tematem jedynie słusznych mediów, wypowiedzi polityków, powodem zarzutów dla opozycji o brak poczucia niuansów.
Każdy dysonans jest przykry, nie tylko dla niezręcznego muzyka. Także dla słuchacza.

środa, 31 lipca 2019

Bareistyka

Wedle Centrum Informacji Sejmu dopiero we wtorek mijał dwutygodniowy termin na ujawnienie osób popierających kandydatów do neo-KRS. Zdaniem zaś prawników czas dla opublikowania urzędowej informacji powinien być liczony od momentu złożenia stosownego wniosku, co tu nastąpiło bodaj w lutym ubiegłego roku. Ale CIS liczy od uprawomocnienia się wyroku NSA, ten zaś zapadł niedawno.
Aliści w poniedziałek po południu wpłynęło do Sejmu postanowienie szefa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, aby wstrzymać ujawnienie nazwisk osób popierających kandydatów. Urzędnik bowiem musi sprawdzić, czy przepisy o ochronie danych nie zabraniają tego, co nakazuje ...prawo.
Od jego decyzji w tej sprawie przysługuje odwołanie do sądów administracyjnych, czyli w ostateczności do tego samego NSA, który już orzekł, że trzeba ujawnić. Trzeba tu przypomnieć, iż prawomocny wyrok wiąże nie tylko sąd, który go wydał, ale też inne sądy i wszystkie instytucje państwowe. A taki już zapadł, ale...
Wedle wielu komentatorów cała rzecz sugeruje intrygę, która ma zasłonić manipulacje o tak wielkich rozmiarach, że nie nadaje się do wykorzystania metody, eufemistycznie określanej przez cytat z Misia: nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi. Grubo zatem, jak mówi młodzież.
Posłużono się tu kruczkiem, wykorzystywanym w początkach naszego kapitalizmu. Ktoś, kto nie zamierzał płacić za otrzymaną dostawę lub usługę kwestionował wszystko, co było z nią związane, od umowy po fakturę. Więcej, na pozwy odpowiadał kontrpozwami, dowodząc strat, jakich mu rzekomo przysporzyło skorzystanie z tego, za co nie zamierzał płacić. Opieszałość sądów doprowadzała sprzedawcę do bankructwa i nabywca był górą.
Wszystko więc już było, ale skoro Europa to tylko zarobek, a nie wartości, to i przyzwoitość pozostanie w odwrocie, jeżeli tylko taka strategia przyniesie korzyść.

wtorek, 30 lipca 2019

Batalia

O imigrantach zapomniano. Teraz nabiera tempa wojna z gejami. W fabryce Toyoty w Wałbrzychu usunięto plakat z obowiązujacymi kolorami kabli elektrycznych silnika. Przypominały tęczę a właśnie zakład wizytował premier Morawiecki. Mógłby się czuć urażony. Sąsiedzi uczestników białostockiego Marszu Równości na ich widok robią na przemian znaki krzyża i fucka — znamienne zestawienie.
O wywołanie antygejowskiej hecy wiceprezydent Warszawy wprost obwinia Prezesa. Tymczasem sondaż IBRIS wskazuje najpierw narodowców, potem PiS, dalej Kościół i dopiero na czwartym miejscu ofiary rozruchów jako zdaniem respondentów winnych przemocy w Białymstoku. Rzecz jest znamienna.
Jeżeli się sięgnie do najnowszej historii, to się okazuje, że środowiska LGBT były zawsze instytucjonalnie prześladowane w dyktaturach, aliści dopiero wtedy, kiedy władza należycie okrzepła. Zawsze też ekstrawagancje seksualne były przypisywane wrogom jedynie słusznej ideologii, niezależnie czy jej beneficjantem miał być proletariat, czy naród. Odstępstwa od heteroseksualności były traktowane jako efekt hedonistycznego rozpasania burżuazji lub w ogóle znienawidzonej nacji.
Najbardziej zaś zajadle z homoseksualistami wojowali… homoseksualiści. Najlepszym tego przykładem jest Nikołaj Jeżow, nazywany krwawym karłem NKWD. Rzecz jest częsta w sytuacjach przymusowych. Jeżeli to zapewnia im uznanie lub bezpieczeństwo, ludzie zmuszeni do udawania przyjmują na siebie postać odległą od ich osobowości. Im zaś bardziej chcą się wydawać inni od siebie, tym są gorliwsi. Nawet za cenę własnej niegodziwości. Popełnianie ich uniemożliwia porzucenie prowadzonej gry, ale to właśnie daje wodzowi gwarancję lojalności gracza.
W sytuacji kiedy nasza lewica straciła na rzecz central związkowych rację swego istnienia, postulaty socjalne, początkowo wyróżnikiem lewicowości był liberalny stosunek do aborcji. Dążenie do równouprawnienia lesbijek, gejów, bi i transseksualistów stały się teraz jej zasadniczym celem. Jeżeli do tego doda się prawa kobiet, mniejszości, praworządność i samorządność, łatwo się da zbudować wspólny program dla całej opozycji.
I stąd taka furia oficjalnej propagandy. To rzeczywiście zaczyna pachnieć klęską jedynie słusznej ideologii.

poniedziałek, 29 lipca 2019

Paradoks

Etos człowieka Zachodu oparty jest na racjonalnym i dobrowolnym rozpoznaniu zła. Powszechna moralność i godność osobista wynikają z tej postawy [Tyrmand].
Myślenie grupowe dotyka społeczności zainfekowanych stereotypami, silnie przekonanych o istnieniu wrogich im środowisk, dążących jakoby do podeptania ich wartości, podstaw bytu, zniewolenia prawomyślnego ludu. Skutkuje to też oderwaniem od rzeczywistości. Rezultatem jest podporządkowanie się propagandzie, która potrafi grupie wskazać wroga.
— Kiedy nie ma wiarygodności, nie ma prawdziwej demokracji, jest oszustwo — tak mniej więcej mówił Prezes na kolejnym pikniku. — Władza może uczynić nieporównanie więcej wtedy, jeżeli współpracuje – rozmawia ze społeczeństwem, jeżeli to społeczeństwo jest aktywne — dodawał potem.
— I żadne płacze i żadne krzyki nie przekonają nas, że białe jest białe a czarne jest czarne— mówił Prezes wcześniej, zaraz po dobrej zmianie w 2015 roku i z trybuny sejmowej, a nie na żadnym pikniku.
W tej sytuacji nie da się rozmawiać z kimkolwiek. Jeżeli rozmówcy nie można do niczego przekonać, bo wszystko wie lepiej, nawet że białe jest to, co on uważa za czarne, to wszelka z nim dyskusja jest tylko jednostronnym przekazem. Kiedy więc ktoś taki zapowiada rozmowy ze społeczeństwem, jest niewiarygodny. Demokracja zatem, którą proponuje, jest (też wedle niego) oszustwem.
Jasne jest również dlaczego się Prezes odwołuje do ludzi, którzy odrzucili prawo do samodzielnego rozpoznania zła — przecież inni z podanych tu powodów muszą mu odmówić wiarygodności. Ci zaś, którzy tego nie zrobią, są podatni na skutki grupowego myślenia. Oczywiste też się stają powody ich antyokcydentalizmu.
Nic zatem dodać. Prezes miał tym razem rację.

niedziela, 28 lipca 2019

Gorze

Pierwej jedynie słuszna telewizja doniosła, że na Beatę Kempę dokonano w Brukseli napaści, ale nic się jej nie stało, bo się schroniła w recepcji hotelu. Napastnikami najpierw mieli być imigranci, potem ciemnoskórzy.
Potem już było jak w radiu Erewań. Napadnięto nie na posłankę, a na kierowcę. Napastnikami nie byli imigranci, nawet nie ciemnoskórzy, ale pijani Belgowie. Napadli nie z powodów politycznych, ale z powodu stłuczki, o którą obwiniali szofera Parlamentu Europejskiego. I nie pobili go, ale poszarpali.
Pani Kempa w tym czasie była w recepcji. Hotel jest prowadzony przez Polkę i dzięki temu posłanka ma kontakt z otoczeniem bez pośrednictwa tłumacza. Kosztuje przy tym mniej niż parlamentarna dieta, bo się mieści w podrzędnej dzielnicy.
Uczynienie pani Kempy ofiarą zła daje nadzieję na polityczne profity. Pasuje bowiem do stereotypu prześladowania obrończyni Unii przed imigrantami. W dalszej zaś kolejności uzasadnia tezę o krzywdach, jakich w Brukseli rzekomo doznają obrońcy chrześcijaństwa, powszechną wśród naszych niespodziewanych eurofilów.
W tle się pojawia farsa, która umyka uwadze jej kreatorów. Jeżeli się do tego doda niezaprzeczalną vis comica, którą dysponuje wielu wyrazicieli dobrej zmiany, mamy efekty przekraczające oddziaływanie niegdysiejszych dowcipów o tym, że naprawdę to nie w Moskwie, a w Leningradzie i nie rozdają samochodów, a kradną rowery.
Nic też dziwnego, że niezależne media nie cieszą się sympatią dobrej zmiany. Jak bowiem pakiet, to najlepiej kompletny, a tu...