Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

sobota, 4 lipca 2020

Jakość

— Czy po odwołaniu koronawirusa, pan premier @MorawieckiM mógłby także odwołać koklusz oraz rozgonić smog, który codziennie zabija stu obywateli Polski? — pyta Marek Migalski.
— Okazuje się, że ułaskawiony przez Dudę na wniosek Ziobry pedofil to gorący zwolennik @pisorgpl. No to wszystko jasne. Ułaskawiają swoich. Bezpieczeństwo dzieci się nie liczy. Państwo bezprawia. — zauważa Dariusz Rosati.
— Z rejestru sprawców przestępstw seksualnych wynika, że ułaskawiony przez PAD pedofil wyszedł na wolność w listopadzie 2015 roku i miał orzeczony zakaz zbliżania się do listopada 2021. Na podstawie art. 84 kk w listopadzie 2018 mógł się ubiegać o zniesienie tego zakazu przez sąd. — pisze Roman Giertych.
W związku z doniesieniami medialnymi dobrozmieńcy skarżą się na hejt, jaki rzekomo ich spotyka. Przypisują go atoli nie psom gończym imperialistów, ale bulterierom Trzaskowskiego. Zapominają wszakże, że żaden z liderów partii opozycyjnych nie nazwał zwolenników dobrej zmiany chamską hołotą, elementem animalnym ani ich nie przystroił w zdradzieckie mordy.
Zachód pozostał jednak groźny w mniemaniu dobrej zmiany. — Gazeta "Fakt", której właścicielem jest koncern o niemieckim rodowodzie, chce wpłynąć na wybory prezydenckie w Polsce; Niemcy chcą wybierać w Polsce prezydenta — ostrzegał Andrzej Duda.
Uznano więc doniesienia o rzeczonym ułaskawieniu za ingerencję w wybory. Gazeta bowiem, należąca też do niemieckiego akcjonariusza zamieściła artykuł na ten temat. W ogóle zaś ma to być brudną kampanią.
Rodzice przecież mają prawo wychowywać dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami, co im zapewni Karta Rodziny. Oskarżenie o przemoc jest nadużywanym czasem pretekstem do ograniczania władzy rodzicielskiej.
Smog natomiast jest wynikiem racji stanu. Polska bowiem węglem stoi. A że setka obywateli umiera dziennie od zanieczyszczonego nim powietrza? Tym bardziej koronawirus nie jest straszny. Przecież zabija znacznie mniej ludzi.

Głupie argumenty? A ten o niemieckiej ingerencji jest lepszy? Skąd więc drażliwość?

piątek, 3 lipca 2020

Więzy

Gdyby rozum był przy młodości… [Kochanowski].
Młodzi ekonomiści chcą zmiany Konstytucji w zakresie dopuszczalnej granicy długu publicznego. Obwieścili to w specjalnym liście otwartym. Teraz wolno się państwu zadłużać do 60% PKB. Wedle ekonomicznej młodzieży nasze zadłużenie osiąga tylko 46% (skąd to wiedzą, nie wiadomo) a średnia w Unii to 77% rocznego produktu. Na razie nasz dług należy też do najtańszych, warto więc się teraz zapożyczyć, aby umożliwić bezbolesne zniesienie skutków zarazy.
Alternatywą jest zadłużanie się przedsiębiorstw, dla wielu trudne z powodu braku lub niewielkiej zdolności kredytowej. Spowoduje to trudności z zatrudnieniem, co zawsze uderza w młodzież. Dogmatyzm zaś monetarystyczny doradców Solidarności, trapionych w czasie transformacji traumą po długach Peerelu nie ma już teraz sensu.
Wyczuwa się tu silną wiarę w moralność polityków. A przecież pokazali oni też zdrożną skłonność do wyróżniania elit, którym się "po prostu należy". O koronawirusie słabszym jakoby latem od swego zimowego odpowiednika nie ma już co mówić.
Tymczasem pożyczanie ma sens wtedy, kiedy zrealizowana dzięki niemu inwestycja spłaca zobowiązanie. Jeśli kredyt pochłania konsumpcja, jego zwrot obciąża raczej obywateli w wypadku, kiedy państwo jest dłużnikiem. W rezultacie skutek może być gorszy od tego, który spowodował brak pieniędzy.
Gdyby więc w Konstytucji zapisano, że pożyczone pieniądze mogą być przeznaczone tylko na dopłaty do przedsięwzięć o stopie zwrotu potwierdzonej przez niezależnych ekspertów, rzecz by mogła mieć sens. Zwłaszcza gdyby jeszcze zawarto tam warunek, że wpływy podatkowe, powiększone w wyniku zainwestowania długu muszą pokryć spłatę zadłużenia. Czyli gdyby się dało zapisać, że ekonomia państwa ma być rozsądna, rzecz by była dobra.
Aliści tego się właśnie nie da zrobić. Udowodniła to dobra zmiana, która zmieniła ustrój państwa bez zmiany Konstytucji. Nie daje się bowiem w niej zapisać, że politykę należy prowadzić przyzwoicie. Tym bardziej nie można tam zamieścić nakazu o mądrym gospodarowaniu groszem publicznym. Zwłaszcza wobec oficjalnej metafory o rozrzucaniu pieniędzy z helikoptera.
Trzeba więc raczej władzę powierzać odpowiednim politykom. Najszybciej się bowiem pracuje porządnie a najkrótszą drogę do dobrobytu wskazuje rozsądek. Zdrowy, nie zaciemniony przez jedynie słuszną ideologię.

czwartek, 2 lipca 2020

Łaskawcy

Trudno by było walczyć o poparcie, jeżeliby się ułaskawiło pedofila. Nawet jeśli wedle części doniesień był skazany za inną czynność seksualną. W dodatku kiedy według prawników dopuścił się jednak gwałtu, co by wynikało z kwalifikacji czynu.
Kłopot się wydaje niezależny od tego, że zbrodnia się dokonała przed laty, pokrzywdzeni się pojednali ze sprawcą, sami prosili o ułaskawienie a Prokurator Generalny również wyraził pozytywną opinię. Polański jest przecież przez dobrozmieńców odsądzany od czci i wiary, mimo że się znajduje w podobnej sytuacji.
Rzecz dodatkowo komplikuje fakt, iż jeszcze wcześniej w obronie naszych dzieci rozpętano kampanię przeciwko ideologii LGBT i teraz się ją znowu rozkręca. W dodatku media rozpowszechniają wypowiedź papieża, który miał twierdzić, że nigdy by nie ułaskawił pedofila.
Sztab Andrzeja Dudy — powiadają, że w odpowiedzi na spuszczenie ze smyczy bulterierów — pokazuje wyniki sejmowego głosowania w sprawie rejestru pedofilów, w którym Rafał Trzaskowski nie wziął udziału. Miał się też dopuścić werbalnej obrony Romana Polańskiego przed ekstradycją, mimo że u nas jego czyn uległ przedawnieniu.
Minister Zybertowicz nie będzie belwederskim profesorem. Prezydium Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów w wyniku tajnego głosowania podjęło decyzję odmawiającą przedstawienia prezydentowi kandydatury dr. hab. Andrzeja Zybertowicza do tytułu profesora napisał portal Gazeta.pl, który dotarł też do niekorzystnych recenzji dokonań naukowych prezydenckiego urzędnika.
Szydercy więc powiadają, że prezydent dawno powinien sobie zapewnić prawo łaski dla niedocenianych naukowców. Grupa ich już napisała do Andrzeja Dudy list ze skargą na krzywdę, jaka rzekomo spotkała znakomitego naukowca, dydaktyka, człowieka czynnie angażującego się w prace dla Polski. No i wtedy inny minister by się nie musiał zrzekać profesury.
Znowu zaprezentowano stary model: my wprawdzie źle uczyniliśmy, ale winni są nasi konkurenci, bo dali nam przykład. Kiedy zaś jesteśmy bezsilni, zabieramy swoje zabawki i opuszczamy piaskownicę.
No i jak tu z takimi konkurować? Tylko dlaczego unikają debaty, mając takie sposoby?

środa, 1 lipca 2020

Tożsamość

Na początku pandemii opustoszały półki sklepowe, ogołocone z żywności. I dopiero rolnicy zapełnili je tak, że po trzech dniach telewizja przestała to pokazywać. Dlatego wieś zasługuje na specjalne traktowanie. Trzeba więc wysupłać kilkanaście miliardów i pokryć jednak straty, spowodowane tam zeszłoroczną (sic!) suszą. Tak mniej więcej przedstawia się jedynie słuszna argumentacja dobrej zmiany.
Postkomunistyczna lewica jest w opozycji. Jej wyrazicielka przekonuje zatem, że jak się nie jest za masłem ani margaryną, ta kuchenna metafora symbolizuje POPiS, można oddać pusty albo nieważny głos i tak spełniając obywatelski obowiązek sprzeciwić się rzeczywistości.
Jedno i drugie uzasadnienie przypomina popularną reklamę. Tam znany youtuber emfatycznie przekonuje, że ponieważ chmury się rozwijają na niebie, to także rozwinie się firma, która weźmie kredyt w reklamowanym banku. W sumie ujawnia organiczną miałkość ideologii, realizującej naprawę dziewiętnastowiecznych krzywd poprzez uznaniowe datki lub dawniej kartkowe przywileje.
Tam bowiem gdzie zapomniano czas nierówności wobec prawa, społeczeństwa kwitną w dobrobycie. Tam gdzie się nadal historyczne krzywdy wykorzystuje politycznie, często przez tych, którym się potem po prostu należy, mamy Stambuł czy inny Budapeszt a w istocie Mińsk.
Szczęśliwie równia pochyła gości wszystkie lewice, bez względu na światopogląd ich wyrazicieli.

wtorek, 30 czerwca 2020

Wyjście

Na razie wybory nie są rozstrzygnięte, ale już teraz jedno jest pewne. Przegrali symetryści, którzy nawoływali do porzucenia POPiS-u i poparcia ich kandydatów.
Nic dziwnego. Chcieli głosów bez rozstrzygania, czy Polska ma być demokratyczna czy autorytarna. Czy ma być w Unii czy na jej obrzeżu albo zgoła poza nią. Czy ma być wreszcie państwem skłóconym z sąsiadami, bo jedni nas niegdyś najeżdżali, inni zaś nie chcą teraz słuchać, mimo że jesteśmy nie tylko bardziej moralni, ale i mocarni.
Symetryzm więc, jak już wcześniej głosił Internet, wypadł jak oczywista wada wzroku, nie pozwalająca odróżnić czerni od bieli. Istnieje bowiem u nas polityczny spór o sprawy podstawowe, którego nie można ignorować.
W tle mamy też pozornie tylko zabawną woltę Jarosława Gowina. W ciągu dwóch dni zmienił on diametralnie zdanie w sprawie skutków wyboru Rafała Trzaskowskiego. Najpierw uważał, że jego wygrana nic w Polsce nie zmieni, ostatnio mówił, że przyniesie trzy lata chaosu.
Wedle Internetu były wicepremier idzie na rekord świata w częstotliwości prezentowania przeciwnych poglądów. Tymczasem naprawdę to właśnie wygrana Andrzeja Dudy by oznaczała koniec dobrej zmiany. Może dlatego Prezes nie wsparł prezydenta na powyborczym wieczorze i nie było go przy ogłoszeniu wyników pierwszej tury.  
Kolejne bowiem cztery lata wolności od ograniczeń nie tylko nie zatrzymają zmagań totumfackich pod dywanem, ale je wzmogą. Wszak takie boje mają wszelkie cechy ideologii, która je zrodziła. Aby przetrwać, współzawodnicy muszą coraz bardziej się starać. Poprzednie bowiem wysiłki szybko tracą efektywność. Zablokowanie zaś intryg jest niemożliwe, bo autokracje upadają, kiedy władca próbuje dyscyplinować akolitów.
Pozornie więc początkowa niesubordynacja koalicjanta została zażegnana, ale w przecież są tam bardziej zdeterminowani i bardziej zręczni kandydaci do głównych ról. Kiedy więc zniknie konieczność zawieszenia broni  na czas wyborów, z podwójną energią ruszą do zmagań o słuszną sprawę. Jeżeli dobrej zmianie nadal będzie basował  prezydent, nie da się awantur przypisać jego destrukcyjnej sile.
Dlatego lepiej, jak zaprzepaszczenie szans będzie można przypisać kandydatowi, którego sztabowcy wyjazdem na Dolny Śląsk wytłumaczą odmowę przystąpienia do debaty przed niezależnymi mediami. A jeśli to służy przetrwaniu formacji, jeszcze lepiej.
No i nie trzeba będzie rozstrzygać niewygodnych dylematów.

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Szansa

Własność państwowa. Nie tylko szkodzi gospodarce, bo politycy i urzędnicy nie zastąpią przedsiębiorców. Ona także szkodzi polityce, bo im jej więcej, tym więcej możliwości, by zwalniać nieswoich, a nagradzać posadami i awansami swoich. Pamiętajcie "polonizacja" to nacjonalizacja. [Leszek Balcerowicz].
Zabito tę dręczącą ciszę. Nareszcie. Mimo że nie dźwiękami Tanga Milonga. Teraz też kończy się czas partykularnych interesów. Mamy bowiem odpowiedź na to, czego w ogóle chcemy. Wszyscy.
Eksperci ING Banku zbadali jakie skutki dla budżetu miałyby propozycje kandydatów na prezydenta. Okazuje się, że pomysły Krzysztofa Bosaka są dla finansów państwa zdecydowanie pozytywne, Rafała Trzaskowskiego neutralne, Andrzeja Dudy i Szymona Hołowni umiarkowanie negatywne a Władysława Kosiniak-Kamysza zdecydowanie negatywne.
Jest i drugi element oceny. Polityka zagraniczna i wewnętrzna. Tu nie trzeba ekspertów, możemy się bowiem oprzeć na historii. Natychmiast widać, że od czasu kontrreformacji narodowo-katolicki charakter zarządzania fatalnie wpływał na losy Polski.
Wyniki pierwszej tury dowodzą, że poważnie traktujemy gospodarcze pomysły również narodowców, odrzucając wszakże ich ideologię, widoczną też w innych formacjach. Również propagandowy, skupiony wyłącznie na symbolach patriotyzm. Chcielibyśmy także solidarności z najsłabszymi, o czym świadczą lewicowe elementy w wielu zaprezentowanych programach, które znalazły poparcie.
Liberalizacja pozwoli na uwolnienie gospodarki od ciężaru niepotrzebnych, ideologicznych danin a uwolnienie się od kompleksów pozwoli na przywrócenie naszej pozycji międzynarodowej. Więcej, zapewni to trwałą poprawę losu osób najsłabszych.
Wszak byt człowieka ubogiego w państwach skandynawskich jest bez porównania lepszy od jego odpowiednika w Polsce. A przecież nie przypadkiem na północy Europy powstały takie dzieła jak Głód Knuta Hamsuna lub Krzyk Edvarda Muncha.  
Wygrana w drugiej turze wyborów pragnień tak rozumianej większości daje szansę na uruchomienie procesu odbudowy Polski po ideologicznych szaleństwach dobrej zmiany. Nowy prezydent powinien więc promować nie tylko własny program, ale też pomysły swoich konkurentów.
Andrzej Duda nie zapewnia gorliwości w tym względzie. Dotąd bowiem bezkrytycznie wspierał autorytarną, rozrzutną i izolacjonistyczną politykę partii władzy. Nie przegapmy możliwości zmiany tego stanu rzeczy.

piątek, 26 czerwca 2020

Imponderabilia

Biskup Janiak został odsunięty przez papieża od zarządzania diecezją kaliską. Wedle Tomasza Terlikowskiego nasz Episkopat zostanie przez to zmuszony do realizacji tez z własnych dokumentów w sprawie pedofilii. Opuszczoną zaś diecezję obejmie czasowo arcybiskup Ryś. Prawdopodobnie nie uniknie krytyki ze strony wiernych, którzy nie uważają molestowania dzieci za problem dręczący Kościół.
Rzecz jakoś się wiąże z oświadczeniem, że dla naszego prezydenta Europa jest przede wszystkim Polską. Roman Giertych to w swoim stylu skomentował na Twitterze. Stwierdza tam, że skoro Watykan leży w Europie, czyli w Polsce, to dlaczego pozwolono, aby ulubiony purpurat PiS-u został pozbawiony stanowiska?
Nieporozumienia w sprawie polskości Europy wywołał jednak Paweł Soloch jeszcze przed wyjazdem Andrzeja Dudy do Stanów. Oświadczył bowiem, że prezydent będzie tam reprezentował nie tylko Polskę, ale też Europę. Nasz szef BBN-u obdarzył zatem swego pryncypała kompetencjami Wysokiego Przedstawiciela ds. polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa.
Rzecz może być przez Brukselę prostowana albo pomijana wyrozumiałym milczeniem. Nie wiadomo, co gorsze.
Jak wyliczył Andrzej Morozowski, podczas rozmowy w Białym Domu prezydent USA co 1,5 minuty słyszał podziękowanie od Andrzeja Dudy. Za co? Nikt nie wie. Bo przecież nie za to, że Donald Trump jednym tchem ganił Niemcy za angażowanie się w korzystny dla Rosji Nord Stream 2 i chwalił się zażyłością z Moskwą, co jego zdaniem ma być korzystne dla Polski.
Wyraźnie widać, że mamy do czynienia ze złym okresem dobrej zmiany, wobec której się sprzysięgły przeciwności. Nawet Kościół, niedawno udostępniający pani minister miejsce kultu dla składania oświadczeń czy zrównujący członków rządu z apostołami, teraz się zamyka wokół własnych problemów, nie oglądając się na konsekwencje polityczne.
Bezpośrednio przed ciszą wyborczą to zła wiadomość dla dobrej zmiany. Źle wypadła wizyta w Stanach, nie ma już oparcia w Watykanie. W ogóle zraziliśmy zagranicę do siebie tak, że zupełnie się z nami nie liczy. Następuje jakiś przełom, który od dawna zapowiadano a teraz są już oczywiste jego znaki.
Najwyraźniej wchodzimy w nową epokę.