Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPZZ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPZZ. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 lipca 2014

Metody

Prawo i Sprawiedliwość odbędzie dzisiaj kongres zjednoczeniowy ugrupowań prezentujących się swoim wyborcom jako prawica, bez atoli udziału jednoczonych podmiotów. Te albo nie zostały zaproszone, jak ziobryści albo już wcześniej im odebrano złudzenia, jak gowinowcom. Rzecz jednak nie stanowi najmniejszej przeszkody do pomyślnego przeprowadzenia obrad zjednoczeniowych. Będzie podobno Jacek Kurski. 
Sprawiedliwi mają wprawę w takich poczynaniach. Wykreowali już zamach bez zamachowców, układ bez spiskowców i wdrożyli odnowę moralną wespół z Samoobroną, wsławioną niedawnym wtedy pobiciem ustanowionego urzędowo zarządcy zadłużonego majątku. Za każdym razem się udawało. Teraz też ogłoszą sukces. Ba, ogłoszą zapewne program. I znowu im zwolennicy uwierzą.
 
Rozgoryczeni zatem a odtrąceni przez PiS kandydaci do jedności z nim, ziobryści i gowinowcy też się zjednoczyli. Nazwali się Sprawiedliwą Polską i zapraszają do swego dzieła Prawo i Sprawiedliwość lub jego nowy twór, utworzony może z Jackiem Kurskim. Będą jednak mieli klub parlamentarny, siedzibę w Sejmie i samochód do dyspozycji.
 
PSL się burzy. Prokuratura przeszukała biuro poselskie jednego z ważniejszych wyrazicieli stronnictwa a poprzedni prezes godzi w urząd obecnego. Znając dotychczasową skuteczność poprzednika obecnego szefa trzeba stwierdzić, że to duży kłopot dla Janusza Piechocińskiego. Rzecz jest dla niego ważna, acz dla sceny politycznej raczej obojętna. Wczoraj się przecież nie powiodło odwołanie ministra Sienkiewicza. Poczynania ludowców są postrzegane podobnie jak stanowienie nowych zarządców gazoportu w Swinoujściu, jako konsekwencje prób możliwie szerokiego rozmieszczenia zwolenników partyjnego status quo.
 
Janusz Korwin - Mikke spoliczkował Michała Boniego. Nasz samozwańczy arbiter konserwatywnego honoru dopuścił się przemocy na przedstawicielu konkurencyjnej frakcji, fizycznie dużo mniej predestynowanego do ręcznego uprawiania dyskursu. Uczynił to w dodatku pod osłoną immunitetu. Mamy więc odrodzony obyczaj bicia adwersarzy, wprowadzany niegdyś na polityczne forum przez wczesną Samoobronę. Teraz go nasz wybraniec przenosi na Parlament Europejski. Zły wizerunek Polaka w świecie, ostatnio mocno wyblakły otrzymał nowe barwy.
 
Polityka musi być zakorzeniona w swoim zapleczu jak drzewo w podłożu. Każde posunięcie jej partycypanta jest kierowane co najmniej na utrwalanie a właściwie na rozszerzanie elektoratu.  Wybrany jednak sposób oddziaływania zdradza też stosunek polityków do swego zaplecza i odkrywa przypisywany mu przez nich charakter.
 
 Trwająca w roszczeniowej ułudzie pobożna lewica jest pogardliwie traktowana przez swoich wybrańców. Jej przedstawiciele nie troszczą się specjalnie o pozory prawdopodobieństwa przedstawianych racji. Nisko zatem oceniają potencjał intelektualny swych zwolenników. 
 
Ludowcy prezentują swoistą autarkię. Trzymają się pracy organicznej, mozolnie budując przewagę polityczną na swoim jednak tylko poletku, w opozycji do endemicznych też konkurentów.
 
 Nowa Prawica zaś wprowadza hajdamacką raczej zasadę, że „na tej sali Wersalu już nie będzie”. 
 
A ostatnie badania CBOSu dowodzą powrotu równowagi sprzed awantury podsłuchowej. Znowu PO jest na czele. Bo taśmy to przecież tylko głośniejszy przejaw rytualnego akompaniamentu. Rozsądni więc ludzie dalej nie znajdują alternatywy dla rządzących.

środa, 9 lipca 2014

Tradycjonaliści

Trwa zmaganie Kaczyńskiego z Ziobrą. Ten drugi nie ufa pierwszemu, pamiętając go doskonale z czasów, kiedy sam był jeszcze pisowskim delfinem. Chce zatem gwarancji na piśmie. Prezes też ma niezłą pamięć i doskonale sobie zdaje sprawę z trudności ukrycia w piśmie rzeczywistych intencji. W kolejce też czeka Gowin, również nie pozbawiony dostępu do papieru. Kaczyński się więc oczywiście wzdraga przed podpisaniem czegokolwiek. Rzecz zaś została rozdmuchana tak dalece, że ten, kto spowoduje rozejście się obu wysokich, umawiających się stron poniesie wizerunkową stratę. Mamy więc na razie klincz.
Rzeczywiste straty się jednak ponosi nie w bitwie a po niej. Kiedy przygniecione poczuciem przegranej wojska opuszczają w hańbie i rozprzężeniu plac boju. Wtedy tracą jeńców, artylerię i tabory na rzecz zwycięskiego przeciwnika. O terenie już nie ma co mówić.
 
Co bowiem zrobi Ziobro, kiedy triumfalnie obwieści, że z powodu egocentryzmu partnera nie można zjednoczyć prawicy? Zwróci się ku narodowcom. Przy pomocy ich haseł zwabi do siebie wcale nie nielicznych nacjonalistów w obozie PiS i przede wszystkim odtworzy swój własny klub parlamentarny. Potem przy pomocy kiboli zrujnuje wizerunek Kaczyńskiego i w następnych wyborach stworzy alternatywę dla Janusza Korwin - Mikkego. I wtedy się PiS będzie miał z pyszna. Tak właśnie wygląda w polityce utrata jeńców, artylerii i taborów.
 
Siła słabszego nie polega na tym co on może zrobić, ale na tym czego nie zrobi w zamian za ustępstwa. I z tego Ziobro sobie musi zdawać sprawę a od razu nie zauważył Kaczyński. I na tym też polega jego przewaga nad Gowinem, który ze swym świętoszkowatym obejściem nijak nie pasuje do jurnej postawy stadionowych łomignatów. Może się najwyżej zwrócić do Pawła Kowala aby wraz z nim powołać duet wołających na puszczy. Wydaje się, że Ziobro tę partię rozegrał po mistrzowsku i zapewnił sobie znakomity start do wyborów parlamentarnych. Nie mówiąc o natychmiastowym utworzeniu w Sejmie forum dla Ruchu Narodowego.
 
Kaczyński ma zatem niemały problem. Jego podejrzliwość musi mu już podsuwać myśl, że w sytuację bez dobrego wyjścia go wpędził jakiś kret, działający w jego otoczeniu na korzyść ziobrystów i omamił mirażem dodania do swoich procentów tych, które może przyniesie Solidarna Polska. Bo już w momencie ogłoszenia rozmów zatrzasnął za sobą krecią pułapkę. Nie może bowiem ustąpić intrydze i nie powinien spełniać żądań ziobrystów. Poddałby się bowiem nie tylko im, ale też wewnętrznemu spiskowi. Na to zaś żaden wódz sobie pozwolić nie może.
 
Ale za nim też stoi papier. Statut partii, który wszelkim oponentom odbiera jakiekolwiek szanse na zorganizowanie frondy. Przed nim zatem kolejne zwycięstwo. Moralne.