Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PiS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PiS. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 sierpnia 2020

Odmieniacze

 Zwalczanie “ideologii LGBT” staje się głównym celem dobrej zmiany, jej zasadniczym wyróżnikiem wobec innych formacji, które poprzednio były u władzy. Idąc za Józefem Bocheńskim trzeba stwierdzić, że ideologia, to szczególny światopogląd, który wyjaśnia rolę jakiejś społeczności w historii i daje receptę na zbawienie ludzkości. 

Potępiana więc przez dobrą zmianę ideologia w istocie należy do niej. Wszak ona chce naprawić świat przez korygowanie odmieńców. Osoby LGBT bowiem przyznają priorytetowe znaczenie skłonnościom seksualnym negującym komplementarność płciową mężczyzny i kobiety, a tym samym przynajmniej domyślnie podważają ich rodzicielskie powołanie [KEP].

Nieheteronormatywni więc mają uzyskać szansę na poprawę. Nie poprzez przyznanie, że jednak istnieje rzeczona komplementarność. Zmienią orientację. Powstaną zatem poradnie, które dokonają tego także przy pomocy możliwości nadprzyrodzonych (sic!), posiadanych przez Kościół. Rzecz najwyraźniej zmierza do korygowania ewolucji, która w poszukiwaniu doskonałości zawsze przekracza granice.

Kwestia mniejszości seksualnych powoduje, że wyrazicielom dobrej zmiany wszystko się zaczyna kojarzyć jednoznacznie. – Fajnie bo byłoby, że żołnierze WP z Westerplatte w 1939 r. bronili LGBT – napisał Sławomir Cenckiewicz, komentując przejęcie uroczystości na Westerplatte przez wojsko. Można by więc wnosić, że świat się kręci wokół nieheteronormatywnej mniejszości. Przynajmniej ten dobrozmienny świat. A gospodarka, pandemia, kryzys?

Ba! Tam oczywistym wrogiem jest niekompetencja władzy. Jakże to zwalczać? Jeszcze się będzie posądzonym o brak… tożsamości.


piątek, 28 sierpnia 2020

Wybór

 – Metoda “kradniemy, ale się dzielimy” nie zadziała w warunkach kryzysu – mówi Donald Tusk. I ma rację. Aliści kradzież to wielkie słowo. Nieprawdą bowiem jest, że kto kłamie, ten zaraz kradnie. Marnotrawstwo jest bardziej oczywiste. Jego ofiarami są nie tylko podatnicy. Ich pieniądze i tak są wydawane przez kogo innego.

Ofiarą padają spółki skarbowe. Najbardziej widoczny fakt, to finansowanie przez nie jedynie słusznej propagandy. Profesor Sadurski wymienił w tym kontekście listę partnerów Telewizji Republika. – Ładny symbol oligarchizacji polskiego autorytaryzmu: państwo + biznes + media – napisał. Trudno tu cokolwiek dodać. 

Główna zaś metoda eksploatacji rzeczonych firm to wprowadzania do ich zarządów ludzi niekompetentnych, ale zasłużonych. Obok pandemii także temu należy przypisać ich kłopoty. Państwowe spółki giełdowe — poza PGNiG i PKN Orlen, z których pierwsza uzyskała odszkodowanie od Gazpromu, drugiej okazyjnie sprzedano akcje Energii — razem mają w drugim kwartale wynik gorszy o blisko 5 miliardów złotych od osiągniętego w porównywalnym okresie ubiegłego roku. W dodatku PZU odpisał od swoich aktywów bez mała miliard złotych na fundusz repolonizacji banków. Po raz pierwszy więc w historii swego istnienia ogłosi dziś stratę na koniec kwartału. 

Aliści głównym chyba problemem naszej polityki jest ideologiczna czystość. Dobra więc zmiana demaskuje niemieckich konserwatystów. Jej wyraziciel o nich mówi, iż gdyby sięgnąć 30 lat wstecz, nikt by nie uwierzył, że to będą partie, które przejmą agendę i język lewicy, że będą promować LGBT, politykę gender, czy małżeństwa homoseksualne - co ostatnio zrobiła niemiecka chadecja. Immanentną zatem cechą prawdziwej prawicy byłoby upaństwowienie banków, mediów itd. I to by nie było przejmowaniem agendy lewicy. Podobnie jak rozdawnictwo.  

– PiS nie przygotował kraju na trudniejsze czasy i zapłaci za to wysoką cenę. Niestety Polacy też - we wspomnianym na wstępie wywiadzie mówił Donald Tusk. Bo obok pandemii mamy jeszcze zapowiedź gospodarczego kryzysu.

A w ogóle, to każdy jest kowalem swego losu. My też.

czwartek, 27 sierpnia 2020

Apuchtinada

 – Najbardziej znanym architektem takiego myślenia w Polsce był kurator Apuchtin, który obiecywał swoim zwierzchnikom, że dzięki jego nowemu sposobowi nauczania matki będą śpiewały dzieciom kołysanki nad Wisłą po rosyjsku – przypomina profesor Nałęcz.

Rzecz jest o nowych programach szkolnych. Także zresztą dotyczy Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i w ogóle powrotu hurrapatriotycznej propagandy. Wszystko ma przypominać o moralnych zwycięstwach, odniesionych przez naszych przodków wskutek zaniechania troski o organizacyjne przygotowanie powstań.

W tym wszystkim nie mogła się ostać bez poprawek historia “Solidarności”. Przecież to wielkie polskie zwycięstwo, odniesione wedle nowoczesnych zasad. Bez krwawych ofiar i zniszczeń. Zupełnie nie przystaje do tradycji.

W tych warunkach formacja, dokonująca bogoojczyźnianej rewolucji nie mogła zrywu sierpniowego przedstawić inaczej, jak spisku przygotowanego przez wiadome siły, które w wyniku tego nie tylko zachowały komunistów u władzy, ale i pognębiły naród polski, spychając go w łapy zachodnich nihilistów. Taki sposób interpretowania niedawnej przeszłości musiał szczególnie przypaść do gustu oportunistom, którzy przedtem ochoczo uczestniczyli w budowie socjalizmu.

I tu mamy ambaras. Ginierał Apuchtin nie miał sukcesów. Mamki po staremu śpiewały polskie kołysanki. Ale ów carski kurator nie tylko wzmógł analfabetyzm w Priwislanskim Kraju, ale i stworzył metodę wychowania kolejnych rzesz obskurantów. Zasadniczy więc cel osiągnął.

Powstanie Warszawskie usunęło z mentalności Polaków romantyczne mrzonki. “Solidarność” stała się tego dowodem. Ale jak widać historyczny epigonizm nadal dobrze prosperuje.

Chociaż taż u nas już od rozbiorów dobrze ma się wychowanie alternatywne, odwołujące się do odmiennych zasad, niż propagowane przez jedynie słuszne wzorce. Zwłaszcza kiedy odstręczają zadęciem.

niedziela, 23 sierpnia 2020

Zamiennik

 – Jarosław Kaczyński, pokłóciwszy się kiedyś z Markiem Jurkiem, miał się głośno zastanawiać, czy jego dawny prawicowy sojusznik jest „agentem”, czy też po prostu „wariatem”. Dziś, kiedy rządzone faktycznie przez Kaczyńskiego państwo jest konsekwentnie nieme wobec Putina i Łukaszenki i równie konsekwentnie wrogie wobec demokratyczno-liberalnego Zachodu, należałoby to pytanie powtórzyć pod adresem samego Jarosława Kaczyńskiego – stwierdza Cezary Michalski.

Dobra zmiana się radykalizuje. Z rządu odchodzą bezpartyjni fachowcy. Na miejscu ministra spraw zagranicznych pojawił się eurosceptyk, nie tający przekonania, że Unia legalizuje zoofilię, przymusową eutanazję i kanibalizm. Nic dziwnego, że nie interesują go poczynania Łukaszenki, ale Zachód przejmuje wstrętem.

Wiceminister spraw zagranicznych, który ma teraz innego szefa, nie widzi niczego nadzwyczajnego w wyznaniach nowego pryncypała. Powiada, iż dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że polityk, który ma konserwatywne poglądy zostaje ministrem w konserwatywnym rządzie. Teraz więc mamy oficjalne potwierdzenie, że w dobrej zmianie znakiem prawicowości jest poważne traktowanie mitów.

Polacy nie są jednak zbyt konserwatywni. Świadczyłaby o tym tablica reklamująca pewną restaurację. Napisano tam: Proszę nie wchodzić jeżeli masz objawy covid19, rasizmu, homofobii. Dziękujemy. Wszak w reklamach się nie wypisuje kwestii zniechęcających klientów.

Pozory mylą. Wiadomo to od dawna. Ale sygnały niepokoją. Bo przykład ze Wschodu bierzemy rzeczywiście. W dodatku pod antyrosyjskimi hasłami. Aby więc uniknąć grzesznej rozkoszy kanibalizmu, popełniamy polityczne samobójstwo.

W rezultacie nie wiadomo czy absurdalne zachowania nie są właśnie istotą dobrej zmiany.

piątek, 21 sierpnia 2020

Szczerozłotość

 Podwyżki uposażeń polityków nie tylko się nie udały, ale i wzbudziły protesty. Żaden moment nie byłby dobry i w każdej chwili wybuchłaby medialna awantura, ale ten był akurat w miarę dobry, bo środek lata, wakacje, ludzie są zajęci innymi problemami niż śledzenie medialnej nagonki. Rekonstrukcja rządu może oznaczać zmniejszenie liczby ministerstw do dwunastu, trzynastu. Jeżeli rząd zostanie odchudzony, to z pewnością nie będzie możliwe oferowanie koalicjantom 2 resortów. Tak się pan marszałek Terlecki znowu wykazał szczerością.

Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sądów Powszechnych chce wdrożenia postępowań dyscyplinarnych w sprawie tysiąca dwustu sędziów, którzy wystąpili do OBWE o monitorowanie wyborów prezydenckich. Mogą wylecieć za to z pracy. Ośmielili się bowiem skorzystać ze swoich uprawnień. Podobnie jak szczeciński sędzia, który badał zdolność arbitrów niższej instancji  do orzekania. Też będzie miał kłopoty.

Wczoraj zdymisjonował się najbardziej ze wszystkich poprzedników milczący nasz szef dyplomacji. Od dwóch miesięcy nie też był w stanie wyrazić zgody na przyjazd nowego ambasadora Niemiec do Polski. To by było powodem rezygnacji? Może — jak pisze Roman Giertych — niebawem też minister edukacji się zdecyduje, zapewniając, że rzecz planował od dawna?

To doniesienia jednego letniego dnia, w którym ludzie są zajęci innymi problemami. Mieliśmy kiedyś rząd, który się sam wyżywił, teraz mamy taki, który się sam rekonstruuje. Jeden i drugi był szczery do bólu. I oba podejmowały się ambitnych wielce zadań.

Wygląda to atoli tak, jak by oba nie miały szczęścia. A przecież zrobiono wiele, aby Polacy dostrzegli wagę ich usiłowań.


czwartek, 20 sierpnia 2020

Światy

 – Tak bywa na świecie, że respiratory nie dojeżdżają – to powtarzany przez media greps, którym się na odchodnym popisał minister Szumowski. Odszedł a następcy nie ma. Ministerstwo jest bez głowy. Katarzyna Lubnauer ostrzega więc przed niepotrzebnym pojawianiem się w okolicy Nowogrodzkiej. Mogą złapać i zrobić ministrem, zdrowia w dodatku.

O swojej dymisji profesor Szumowski — był też ustanowiony kimś w rodzaju apostoła — wiedział już w czasie, kiedy zapewniał, że nigdy, przenigdy nie opuści ministerstwa, chociażby dlatego, że jako żeglarz i sternik wie, iż się takich rzeczy nie robi.

Najbardziej więc w ocenie premiera zasłużony członek gabinetu łgał w żywe oczy. W takiej sytuacji wiarygodność zarówno jego, jak i innych ministrów staje pod znakiem zapytania. Tym razem po raz pierwszy niejako oficjalnie. Przedtem głosili to tylko komentatorzy poczynań władzy.

Tymczasem posłowie opozycji nie odpuszczają i stale drążą sprawę zakupu nie tylko rzeczonych respiratorów, ale też maseczek i przyłbic, nabywanych nie w hurtowniach, a od sportowca czy innego oscypkarza. Były już minister żałuje, że parlamentarzyści nie znaleźli się w ministerstwie, kiedy trzeba było pomóc. No i teraz wiadomo, kto zawalił, bo nie powiedział członkom rządu, gdzie się kupuje sprzęt medyczny.

– Na całym świecie nie ma takiego ministra, którego się dymisjonuje, jak jest fantastyczny, świetnie się sprawdza, ma niezły PR. W polityce tak się nie dzieje, tym bardziej, gdy w perspektywie są trzy lata rządów – mówi portalowi Wiadomo.co Mirosław Oczkoś.

Ale my nie jesteśmy na całym świecie. Jesteśmy w jego odwrotności, wobec tego wszystko u nas musi być na opak.


środa, 19 sierpnia 2020

Tradycje

 Fundacja Życie i Rodzina przy pomocy Radia Maryja zbiera podpisy pod inicjatywą ustawodawczą. Chcą zakazu demonstrowania dla osób LGBT. Arcybiskup Częstochowy zaś chce opublikować listę mediów zakazanych dla katolików. 

Rodzinni więc fundatorzy zapomnieli o Konstytucji, hierarcha natomiast chce uzupełnienia dawno zapomnianego Indeksu ksiąg zakazanych. Edykty Zygmunta Starego przewidywały stos i konfiskatę majątku za publikowanie zamieszczonych w nim ksiąg.

Teraz też media mają się znaleźć na indeksie. Ponieważ ów efekt religijnej cenzury rozwinął się równolegle do wynalezienia druku, arcybiskup wprowadzając do niego elektronikę (internetowe portale też tam przecież będą) otwiera nową epokę w historii. Ciekawe tylko, czym ten stos zastąpią? Grillem? Podobno media go używają do maltretowania polityków. 

Za dużo święconej wody, za mało mydła pisał niegdyś Boy o Polsce, wytykając zacofanie naszym przodkom. A teraz? Otwieramy epoki. Trochę inaczej jak Białoruś, ale zawsze. 

Gmina Tuchów, która się ogłosiła wolną od LGBT i z tego powodu straciła unijne dopłaty, otrzymała rekompensatę. Przekazał ją minister sprawiedliwości w trzykrotnej wysokości utraconej kwoty. Pieniądze pochodzą z Funduszu Sprawiedliwości, który na co dzień pomaga ofiarom przestępstw. Rzecz nasuwa ambarasujące konotacje.

Wyraźnie więc widać starcie kultur. Postęp w higienie potwierdza jednak przewagę jej nietradycyjnej odmiany. Przynajmniej ta znaczona homofobią  jest w odwrocie. A że głośna staje się bardzo, nic dziwnego. Zawsze przegrani są hałaśliwi. 

I tak jednak pozostanie, bo nic bardziej nie wabi Polaka, jak deptanie ideologicznych zakazów.


sobota, 8 sierpnia 2020

Ambiwalenie

 Pani Lichocka znowu jest wiceszefową sejmowej komisji kultury. W ten sposób w dobrej zmianie albo został nobilitowany gest, który sam Prezes uważał za kontrowersyjny, albo uznano, że wódz jest omylny. Wniosek o przywrócenie stanowiska pani Joannie zgłosił Marek Suski. Drugi więc wariant wydaje się mniej prawdopodobny.

Wczoraj też za swój gest pani Lichocka została przez Komisję Etyki Poselskiej ukarana naganą. Tam atoli dobra zmiana nie ma wielkiego wpływu na orzeczenie komisji.

Prezydent pewnie również ma niepełną władzę, bo niedawno usunięty na jego żądanie Jacek Kurski znowu będzie prezesem TVP. Dokończy swoją czteroletnią kadencję, rozpoczętą w 2016 roku. Wybrała go rada, narodowa oczywiście. Aliści nie dokonała tego jednomyślnie.

Jak dowodzi rozliczenie kosztów podróży jedynie słusznego europosła można w lutym podróżować z Jasła do Brukseli wyrejestrowanym i wyzłomowanym przed laty, w dodatku pożyczonym fiatem punto w wersji kabriolet. A co? Jak się ma coś pilnego do załatwienia, to się nie traci czasu na kolejki przed wejściem do samolotu. No i nie dba o wygody. I koszta. Wszak jak zmiana, to dobra.

Dwoistość przekazu nie opuściła też koronawirusa. Wprawdzie udało mu się zakazić ponad 800 osób jednego dnia, ale TVP Info podkreśla fakt, że od początku pandemii wyzdrowiało u nas już ponad 36 tysięcy chorych. I to nie jest ostatnie słowo ani wirusa, ani głosicieli radości ozdrowieńców.

Nie będzie żadnego wsparcia dla firm, poszkodowanych wskutek dodatkowych restrykcji, spowodowanych wzrostem tempa zachorowań. To przynajmniej jest jednoznaczne.

Nie tylko. Nauczyciele nie otrzymają obiecanych podwyżek. Brak pieniędzy. To w ich przypadku stan chroniczny. Podobnie jak nieustający trud szefa ZNP, tego samego od lat. Nie ma więc niespodzianek.

I co? Byczo jest.

czwartek, 6 sierpnia 2020

Nierzeczywistość

– W Zgromadzeniu Narodowym – ze względu na szacunek dla instytucji państwowych – udział weźmie delegacja parlamentarzystów KO. ...W zaprzysiężeniu prezydenta nie wezmą udziału szefowie partii wchodzący w skład KO jako wyraz sprzeciwu wobec łamania przez Andrzeja Dudę Konstytucji RP – takie jest stanowisko Koalicji Obywatelskiej.

– Zaczynamy żyć w pewnej iluzji, mamy Trybunał Konstytucyjny, który będzie niby orzekał o zgodności z konstytucją, mamy neo-KRS, która będzie rekomendowała sędziów, Sąd Najwyższy będzie niby orzekał o jakichś sprawach, mamy prezydenta, który też będzie niby podpisywał ustawy, które na końcu będą wchodziły w życie i nas obowiązywały. Tylko to wszystko jest na niby, żyjemy w iluzji prawnej – mówi dr Mikołaj Małecki z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego.

W tym kontekście nie dziwi postawa opozycji wobec zaprzysiężenia prezydenta przed Zgromadzeniem Narodowym. – Socjalistyczna logika głosiła, że socjalistyczna dyktatura jest "demokracją ludową".Czy na takiej logice nie jest oparta zapowiedź niektórych polityków, że wezmą udział w zaprzysiężeniu wielokrotnego gwałciciela Konstytucji z..szacunku do tej Konstytucji? – pyta Leszek Balcerowicz.

Skutek jest taki, jak w załączonej uchwale:

image

Dorobiliśmy się właśnie stanu prawnego, który podważają prawnicy. W oczach legalistów już nie tylko sądy nie zapewniają sprawiedliwego procesu, ale cała machina państwa nie ma prawnego umocowania. Dziwny to kraj, w którym za wieszanie tęczowej flagi trafia się na noc do więzienia, a za gwałt na dziecku jest tylko przeniesienie do innej parafii - pisze internautka. Bo wedle ministra konwencja stambulska narzuca styl życia nieakceptowalny dla Polaków.

Księżycowa ideologia zeszła na ziemię i zderzyła się z rzeczywistością. Szkoda, że u nas.


sobota, 12 lipca 2014

Metody

Prawo i Sprawiedliwość odbędzie dzisiaj kongres zjednoczeniowy ugrupowań prezentujących się swoim wyborcom jako prawica, bez atoli udziału jednoczonych podmiotów. Te albo nie zostały zaproszone, jak ziobryści albo już wcześniej im odebrano złudzenia, jak gowinowcom. Rzecz jednak nie stanowi najmniejszej przeszkody do pomyślnego przeprowadzenia obrad zjednoczeniowych. Będzie podobno Jacek Kurski. 
Sprawiedliwi mają wprawę w takich poczynaniach. Wykreowali już zamach bez zamachowców, układ bez spiskowców i wdrożyli odnowę moralną wespół z Samoobroną, wsławioną niedawnym wtedy pobiciem ustanowionego urzędowo zarządcy zadłużonego majątku. Za każdym razem się udawało. Teraz też ogłoszą sukces. Ba, ogłoszą zapewne program. I znowu im zwolennicy uwierzą.
 
Rozgoryczeni zatem a odtrąceni przez PiS kandydaci do jedności z nim, ziobryści i gowinowcy też się zjednoczyli. Nazwali się Sprawiedliwą Polską i zapraszają do swego dzieła Prawo i Sprawiedliwość lub jego nowy twór, utworzony może z Jackiem Kurskim. Będą jednak mieli klub parlamentarny, siedzibę w Sejmie i samochód do dyspozycji.
 
PSL się burzy. Prokuratura przeszukała biuro poselskie jednego z ważniejszych wyrazicieli stronnictwa a poprzedni prezes godzi w urząd obecnego. Znając dotychczasową skuteczność poprzednika obecnego szefa trzeba stwierdzić, że to duży kłopot dla Janusza Piechocińskiego. Rzecz jest dla niego ważna, acz dla sceny politycznej raczej obojętna. Wczoraj się przecież nie powiodło odwołanie ministra Sienkiewicza. Poczynania ludowców są postrzegane podobnie jak stanowienie nowych zarządców gazoportu w Swinoujściu, jako konsekwencje prób możliwie szerokiego rozmieszczenia zwolenników partyjnego status quo.
 
Janusz Korwin - Mikke spoliczkował Michała Boniego. Nasz samozwańczy arbiter konserwatywnego honoru dopuścił się przemocy na przedstawicielu konkurencyjnej frakcji, fizycznie dużo mniej predestynowanego do ręcznego uprawiania dyskursu. Uczynił to w dodatku pod osłoną immunitetu. Mamy więc odrodzony obyczaj bicia adwersarzy, wprowadzany niegdyś na polityczne forum przez wczesną Samoobronę. Teraz go nasz wybraniec przenosi na Parlament Europejski. Zły wizerunek Polaka w świecie, ostatnio mocno wyblakły otrzymał nowe barwy.
 
Polityka musi być zakorzeniona w swoim zapleczu jak drzewo w podłożu. Każde posunięcie jej partycypanta jest kierowane co najmniej na utrwalanie a właściwie na rozszerzanie elektoratu.  Wybrany jednak sposób oddziaływania zdradza też stosunek polityków do swego zaplecza i odkrywa przypisywany mu przez nich charakter.
 
 Trwająca w roszczeniowej ułudzie pobożna lewica jest pogardliwie traktowana przez swoich wybrańców. Jej przedstawiciele nie troszczą się specjalnie o pozory prawdopodobieństwa przedstawianych racji. Nisko zatem oceniają potencjał intelektualny swych zwolenników. 
 
Ludowcy prezentują swoistą autarkię. Trzymają się pracy organicznej, mozolnie budując przewagę polityczną na swoim jednak tylko poletku, w opozycji do endemicznych też konkurentów.
 
 Nowa Prawica zaś wprowadza hajdamacką raczej zasadę, że „na tej sali Wersalu już nie będzie”. 
 
A ostatnie badania CBOSu dowodzą powrotu równowagi sprzed awantury podsłuchowej. Znowu PO jest na czele. Bo taśmy to przecież tylko głośniejszy przejaw rytualnego akompaniamentu. Rozsądni więc ludzie dalej nie znajdują alternatywy dla rządzących.

środa, 9 lipca 2014

Tradycjonaliści

Trwa zmaganie Kaczyńskiego z Ziobrą. Ten drugi nie ufa pierwszemu, pamiętając go doskonale z czasów, kiedy sam był jeszcze pisowskim delfinem. Chce zatem gwarancji na piśmie. Prezes też ma niezłą pamięć i doskonale sobie zdaje sprawę z trudności ukrycia w piśmie rzeczywistych intencji. W kolejce też czeka Gowin, również nie pozbawiony dostępu do papieru. Kaczyński się więc oczywiście wzdraga przed podpisaniem czegokolwiek. Rzecz zaś została rozdmuchana tak dalece, że ten, kto spowoduje rozejście się obu wysokich, umawiających się stron poniesie wizerunkową stratę. Mamy więc na razie klincz.
Rzeczywiste straty się jednak ponosi nie w bitwie a po niej. Kiedy przygniecione poczuciem przegranej wojska opuszczają w hańbie i rozprzężeniu plac boju. Wtedy tracą jeńców, artylerię i tabory na rzecz zwycięskiego przeciwnika. O terenie już nie ma co mówić.
 
Co bowiem zrobi Ziobro, kiedy triumfalnie obwieści, że z powodu egocentryzmu partnera nie można zjednoczyć prawicy? Zwróci się ku narodowcom. Przy pomocy ich haseł zwabi do siebie wcale nie nielicznych nacjonalistów w obozie PiS i przede wszystkim odtworzy swój własny klub parlamentarny. Potem przy pomocy kiboli zrujnuje wizerunek Kaczyńskiego i w następnych wyborach stworzy alternatywę dla Janusza Korwin - Mikkego. I wtedy się PiS będzie miał z pyszna. Tak właśnie wygląda w polityce utrata jeńców, artylerii i taborów.
 
Siła słabszego nie polega na tym co on może zrobić, ale na tym czego nie zrobi w zamian za ustępstwa. I z tego Ziobro sobie musi zdawać sprawę a od razu nie zauważył Kaczyński. I na tym też polega jego przewaga nad Gowinem, który ze swym świętoszkowatym obejściem nijak nie pasuje do jurnej postawy stadionowych łomignatów. Może się najwyżej zwrócić do Pawła Kowala aby wraz z nim powołać duet wołających na puszczy. Wydaje się, że Ziobro tę partię rozegrał po mistrzowsku i zapewnił sobie znakomity start do wyborów parlamentarnych. Nie mówiąc o natychmiastowym utworzeniu w Sejmie forum dla Ruchu Narodowego.
 
Kaczyński ma zatem niemały problem. Jego podejrzliwość musi mu już podsuwać myśl, że w sytuację bez dobrego wyjścia go wpędził jakiś kret, działający w jego otoczeniu na korzyść ziobrystów i omamił mirażem dodania do swoich procentów tych, które może przyniesie Solidarna Polska. Bo już w momencie ogłoszenia rozmów zatrzasnął za sobą krecią pułapkę. Nie może bowiem ustąpić intrydze i nie powinien spełniać żądań ziobrystów. Poddałby się bowiem nie tylko im, ale też wewnętrznemu spiskowi. Na to zaś żaden wódz sobie pozwolić nie może.
 
Ale za nim też stoi papier. Statut partii, który wszelkim oponentom odbiera jakiekolwiek szanse na zorganizowanie frondy. Przed nim zatem kolejne zwycięstwo. Moralne.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Waleczność

Rodzaj wojska jakim się dysponuje i teren, na którym przyszło walczyć decyduje wedle Clausewitza o sposobie rozstrzygania kampanii. Wódz wyposażony głównie w piechotę musi się uciekać do powolnych, zmasowanych ataków na przeciwnika. Walka zaś na cudzym terytorium wymusza trzymanie wojsk w skupieniu, aby je uchronić przed zniszczeniem nawet przez wolontariuszy. Sposób zatem wojowania zdradza też jakość wojska i stosunek do niego miejscowej ludności. Przynajmniej zaś jego postrzeganie przez głównodowodzących armią.
Jeżeli wojna i polityka mają wiele wspólnego, to rodzaj politykowania musi zdradzać specyfikę zaplecza poszczególnych partii. Szczególnie jasno to widać w próbach jednoczenia się prawicy i lewicy. Nie czują się na swoim obszarze pewnie i wolą pozostawać w swoim kręgu, porzucając nawet osobiste uprzedzenia. W przeciwnym wypadku konkurent może wyzyskać dzielące ich różnice interesów, podobnie jak w prawdziwej wojnie partyzanci wykorzystują odległość od siebie poszczególnych garnizonów wrogiej armii.
 
Jedność atoli nie jest poza wojskiem łatwa do osiągnięcia. Tylko wtedy może zaistnieć, kiedy wszyscy słuchają jednego wodza. W PiSie osiągnięto w tym duże sukcesy. Kierownictwo partii nie pozwala swym krzewicielom idei na samodzielność. Gdyby ich lotność odpowiadała postrzeganiu jej przez szefów, łatwo by mogło dojść do wypowiadania przez nich kwestii sprzecznych „z aktualną linią partii”. Ba, do opanowania nazbyt niezależnego eksponenta przez miazmaty cudzych koncepcji. Wyraziciele więc partii, łącznie z popierającymi ją blogerami zawsze powtarzają ten sam argument, nie bardzo nawet dbając o kontekst prowadzonej właśnie dysputy. Stąd może trudności z przyswojeniem liberalizujących gowinowców przez zdecydowanie lewicowe Prawo i Sprawiedliwość.
 
Podobnie kłopotliwe się wydaje połączenie palikotowców z millerowcami. Obie partie nie bez kozery sobie wytykały całkowitą odmienność zapatrywań. Szczególnie w przedmiocie religii i równouprawnienia kobiet. Millerowcy byli zawsze bardzo ugodowi wobec kleru i bardziej konserwatywnie traktowali kobiety - całując rączki mrugali równocześnie do otoczenia, że z babami tak trzeba, i wystarczy. Palikotowcy zaś wygrali przed poprzednimi wyborami swój antyklerykalizm, co ich lewicowość wyraźnie odróżniło od pisowskiej, dając niezły wynik wyborczy. Kobietom też jeszcze wtedy nie okazywali samczej wyższości. Potem dopiero wyszło szydło z worka i kolejne zabiegi nie przywróciły im już damskiego poparcia. Kobiety zatem pójdą do następnych wyborów oddzielnie.
 
W rezultacie mamy zamknięcie się Prawa i Sprawiedliwości w obrębie bigoteryjnego kręgu wykluczonych, do którego przy pomocy ojca Rydzyka partia łatwo broni dostępu konkurentom od Millera czy Palikota a mniej od Gowina czy Ziobry. Nie może bowiem odrzucać ich zabiegów, aby się nie narazić na zarzut rozbijania prawicy. Wchłonie zatem elektoraty ziobrystów i gowinowców udając chęć połączenia ugrupowań, całkowicie jednak marginalizując lub nawet odtrącając liderów.
 
SLD ma natomiast świetną okazję do tego aby z rozpadającymi się palikotowcami postąpić podobnie jak PiS ze swoimi nowymi aliantami. Aby jednak naprawdę poszerzyć elektorat muszą zabiegać o zwolenników PO. Nie mają bowiem szans na neutralizację wpływów kleru, popierającego PiS. Stąd ich wzmożona antyplatformerskość. Tam próbują szukać szczęścia. Niechęć bowiem Tuska do aliansu z Millerem odbiera eseldowcom nadzieje na rządowe profity. Zresztą kadencja tego Sejmu i tak się niebawem kończy a jak tego dowodzą doświadczenia millerowców im bliżej końca, tym mniejsze poparcie dla rządzących.
 
Niemniej objawiona taktyka zdradza, że wszystkie nasze lewicowe partie mają poczucie oblężenia na cudzym obszarze. Ich zatem dotychczasowe doświadczenia mogą być diabła warte, bo nie uwzględniały braku poparcia zaplecza. Ono się zaś zaczyna wyraźnie skłaniać ku liberałom.
 
Nie mówiąc już o tym, że w przekonaniu wodzów lewicowe formacje dysponują wprawdzie zdyscyplinowanymi, ale niezbyt lotnymi zastępami zwolenników. Trudno im zatem poważnie liczyć na przejęcie elektoratu konkurentów. Wedle bowiem rzeczywistych chyba zapatrywań naszych lewicowych strategów, wyrażanych przecież pośrednio, popieranie ich to jednak obciach.

wtorek, 1 lipca 2014

Mefistofelizm

PiS zjednoczy opozycję wokół Prawa i Sprawiedliwości a bezbożni lewicowcy utworzą kolejną hybrydę równoważnych partii. Eseldowcy mają bardziej zawikłaną sytuację, bo pisowcy górują wielce nad przyłączanymi odpryskami, SLD zaś ma znacznie mniej posłów, chociaż trzykrotnie większe poparcie od palikotowców. Niemniej spróbują stworzyć kolejną mutację niegdysiejszego sojuszu wielu odłamów. I w tym się jawi podobieństwo obu inicjatyw, PiS bowiem też znowu będzie przyłączał. I znowu w obu tworach powstanie problem podzielenia się przywództwem. Tak czy owak mamy kolejną fazę ruchu frykcyjnego, któremu od lat podlegają obrzeża sceny politycznej. Wygląda jak by oba jej skrzydła próbowały w ten sposób rozedrgać platformerski środek i połamawszy go na części przyłączyć odpowiednie kawały do siebie aby wygrać wybory.
Wibracje mają w sobie ogromny potencjał. Szczególnie, kiedy co najmniej dwa ośrodki zaczynają drgać w tym samym rytmie. Jeżeli się wówczas nałożą na siebie zgodne fazy ich ruchów, następuje silne wzmocnienie oddziaływań, które w konsekwencji może doprowadzić do zniszczenia trwałej na pozór całości, na przykład sceny politycznej. Bezbożnicy nie bardzo mogą celowo uzgodnić swoje poczynania z wierzącymi, bo nazbyt wiele jest pomiędzy nimi sprzeczności. Rzecz ilustruje stosunek do sztuki „Golgota picnic”. Niegdyś prawicowy odstępca od PiS a obecnie kandydat do jedności powiada, że jej wystawianie stanowi jeden z dowodów zwalczania u nas religii przez państwo. Bezbożnicy zaś uważają protesty pobożnych przed prezentującymi utwór teatrami za przejaw religijnej cenzury. 
 
Trudno się w takich warunkach pogodzić i lewicowcy muszą liczyć na przypadek. I taki się właśnie wydarzył w wyniku ogłoszenia podsłuchanych rozmów polityków PO. Oba odłamy opozycji znalazły w tym okazję do jednoczenia wysiłków, ale nie odkryły jeszcze w sobie determinacji do ich synchronizowania. Bezbożnicy zatem dążą do ustanowienia komisji śledczej a pobożni do przeprowadzenia konstruktywnego wotum nieufności ze swoim rytualnym już technicznym premierem, jako alternatywą dla osłabionego rzekomo Tuska.
 
Tyle tylko, że koalicja rządowa też nie próżnuje i jak pokazały dotychczasowe głosowania silnie zwiera szeregi. W wyniku tego zarówno komisje śledcze jak i techniczne władztwo nie ma wielkich szans. Aliści cała scena polityczna zamiera w kolejnym klinczu, utwierdzając swój bezruch. Drgania nie są bowiem ruchem postępowym. Konserwują tu tylko stan pewnej równowagi.
 
W tym sezonie stagnację polityczną burzy KNP Janusza Korwin - Mikkego, zdobywający coraz większe poparcie. Korwinowcy nie wyrażają chęci rządzenia, ale w zamian za ustawy są gotowi popierać „nawet ludożerców”. Wymyślił to już w poprzedniej kadencji Janusz Palikot i zaproponował taki układ Platformie. Na próżno. A w rezultacie takiego rozwiązania następuje istotne wzmocnienie rządów mniejszościowych w zamian za rezygnację z własnej, tym razem głównie lewicowej tożsamości.
 
To iście diabelski gambit, władza za wymuszony liberalizm. To ogromna pokusa nie tylko dla obu współzawodniczących odłamów marksizmu - pobożnego i bezbożnego. Także ewentualnie dla PO, gdyby się w wyniku afery taśmowej okazała po wyborach zbyt słaba na stworzenie większościowej koalicji z PSLem. Przy małych stratach współzawodnikiem do wsparcia przez korwinowców by dla niej było Prawo i Sprawiedliwość. Jeżeliby jednak koalicja eseldowsko rucherska [Miller] odłamała sobie dostatecznie duży kawał Platformy, miałaby podobne szanse na rządy ze wsparciem KNP jak PiS.  Każde więc z obecnych ugrupowań może zdobyć władzę pod warunkiem, że kupowanie poparcia nie będzie mu dane. Kiedy by zaczęło, straci rządy na rzecz mniej nieoględnego konkurenta.
 
Kto się okaże moralnym rygorystą a kto nie? „Być albo nie być, oto jest pytanie”.

środa, 15 grudnia 2010

Wielowymiarowość

Sprawa rzekomych gratulacji Davida Camerona złożonych Kaczyńskiemu za nieprzyjęcie w Smoleńsku kondolencji od Putina wróciła we wczorajszym programie Moniki Olejnik. Występujący tam Joachim Brudziński oświadczył, że nie tylko były ale nawet je pisemnie złożono. Jak twierdzi pan Joachim brytyjski premier przysłał już 13 kwietnia Kaczyńskiemu  list kondolencyjny w którym mu gratuluje godnej postawy. A za taką prezes PiS uważa zignorowanie putinowskiego współczucia. Czyli wszystko jest w porządku, to rzecznik Camerona się myli.
Podobnie się sprawa przedstawia z demonstracją zdumienia jakie w Sejmie mimicznie zaprezentował do kamery minister Rostowski słysząc od niezmiennie zniesmaczonej Beaty Szydło, że oddający władzę PiS pozostawił Polskę bez deficytu i z dochodami budżetu powiększonymi o 74 miliardy rocznie(?) uzyskanymi dzięki obniżeniu przezeń w 2008 roku podatków najbogatszym i składki zdrowotnej wszystkim Polakom. Prezentacja zaskoczenia była zupełnie nieuzasadniona bo to są rzeczywiste kwoty, które na inauguracji Ruchu Smoleńskiego przedstawiła Zyta Gilowska, konserwatystka a nie liberałka Prawa i Sprawiedliwości. I z tego wynika, że skoro Jacek Rostowski mówi o cięciach w budżecie to musi gdzieś ukrywać zarówno te zwiększone dochody jak i kwoty, które dodatkowo pożyczył. Kreatywną księgowość zapewne stosuje.

I Polska się w tej sytuacji rzeczywiście stała dziadowskim krajem jak to utrzymuje pan Brudziński. Od momentu kiedy w niej przestała rządzić światła koalicja PiSu, Samoobrony i LPRu oczywista oczywistość. Rozbita przez niebywale wręcz nikczemne zabiegi układu, mediów i szarej sieci.

Obok tradycyjnej, arystotelesowskiej logiki istnieje odkryta w XX wieku logika kwantowa. Według niej nie ma wyłącznie alternatywy dla zaobserwowanych zdarzeń. Pies na przykład może się według arystotelesowców znajdować tylko w budzie lub poza nią. Według logików kwantowych istnieje jeszcze dodatkowo możliwość równoczesnego, psiego istnienia zarówno w budzie jak i na zewnątrz. I ubóstwo wariantów jakie prezentuje tradycyjna logika wynika z jej dostosowania do szczególnych warunków w jakich istniejemy. Nie mamy w nich takiej liczby obserwacji jaką dysponują fizycy jądrowi wskutek czego Heisenberg a jeszcze wcześniej dzięki intuicji naukowej Łukasiewicz i Tarski mogli sformułować teorię nieoznaczoności.

Wszelkie zatem zarzuty głoszenia nieprawdy, jakich doznaje w wyniku swoich stwierdzeń PiS są wysoce niesprawiedliwe, bo się jego wyraziciele nie obracają w tradycyjnie przez zwykłych śmiertelników postrzeganym trój ale w co najmniej dziesięciowymiarowym świecie. I to co dla przeciętnego zjadacza chleba jest niemożliwe czy zgoła nadprzyrodzone jest dla pisowca oczywiście oczywiste.

I tylko wrodzona inteligencja pozwala dostrzec fałsz, prezentowany przez wyzbytych naturalnej wrażliwości wykształciuchów ogólnie a Schopenhauera w Erystyce w szczególności, polegający na zadawaniu kłamstwa tym, którzy wypowiedzi adwersarza traktują szeroko, własne zaś wąsko. To bowiem co jest w jednym z trzech wymiarów szerokie w wielu z co najmniej dziesięciu może być cieniuśkie jak włos niemowlaka. Zresztą w takich wymiarach się da znaleźć dowolną wielkość wypracowanych przez siebie dochodów czy też długów pozaciąganych przez innych.

I dlatego władze, w których poczesne miejsce zajmowali absolwenci ezoterycznych, moskiewskich uniwersytetów czy laureaci ich honorowych tytułów naukowych nie mogły być żadną miarą dziadowskie. Podobnie jak zarządzana przez nie Polska.

A teraz… Same cuda. Dziadostwo. Kreatywna księgowość. I ogólna… oczywista oczywistość. 

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Amplituda


Prawie trzydzieści lat temu wprowadzono stan wojenny. Jak zwykle w poprzedzającą noc rocznicę około dwóch setek przeciwników protestowało przeciwko… właśnie, przeciwko czemu? Zgromadzili się tradycyjnie nocą tylko aby Jaruzelskiemu znowu nie dać zasnąć? Pośród nich był tym razem Ludwik Dorn. To jest akurat zrozumiałe, ma zagwarantowane drugie miejsce na listach wyborczych PiS i pracuje. Ale w ogóle o co tu chodzi.

W dzisiejszym poranku w Tok FM próbowano to rozszyfrować. Tomasz Wróblewski stawia tezę, że protesty wynikają z potrzeby przecięcia upowszechnianej od lat, fałszywej tezy jakoby komuniści wraz z “Solidarnością” zgodnie wywalczyli demokrację. Seweryn Blumsztajn uważa takie postawienie sprawy za karykaturę. Wojciech Maziarski przypomniał, że w tym roku się zwoływano pod dom Jaruzelskiego także aby zaprotestować przeciwko jego zapraszaniu przez prezydenta Komorowskiego.

Wydaje się oczywiste, że nocne protesty pod oknami Jaruzelskiego, organizowane w przeddzień rocznicy wojny polsko jaruzelskiej były zawsze elementem bieżącej polityki. Miały też w sobie coś na kształt zemsty ludu na nienawidzonym dyktatorze. Dotychczas nie brali w tym udziału politycy. Dlatego może aby nie zakłócać jej folklorystycznego charakteru. Teraz Ludwik Dorn złamał pewną tradycję. Ciekawe, jaki to przyniesie skutek.

Na razie PiS ostro stracił w notowaniach. Jest to przypisywane jego ostatniej klęsce wyborczej. Nie lubimy przegrywających. Ale wydaje się, że nie tylko to leży u podłoża spadku popularności ugrupowania. W łonie partii trwają jakieś dalsze rozliczenia. Coś się dzieje na Podkarpaciu, gdzie miejscowy senator PiS zarzuca lokalnym władzom partii organizowanie akademii ku czci zamiast propagowania programu, który jest według kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości porywający. Czyli, powody spadku notowań raczej są trywialne. Bałagan. Transfer zaś polityków do PJNu też zwolenników Kaczyńskiego  nie mnoży. 

A Polska Jest Najważniejsza urządziła wczoraj zjazd. Zwolennicy wypełnili całe kino i wysłuchali płomiennych przemówień. Może nie w każdym wykonaniu ognistych bo pani Jakubiak wypadła raczej płaczliwie. Ta niedawna jeszcze namiętna bojowniczka o dobre imię PiSu teraz wystąpiła z zapowiedzią walki o rodzinę. Ze łzami w oczach. Jest przez Kluzik Rostkowską typowana do komisji w sprawie wyjaśnienia smoleńskiej katastrofy. Dzisiaj padnie w Sejmie wniosek ugrupowania o jej powołanie. Bo sama szefowa PJNu się zajmie przedszkolami. Na ich sfinansowanie pójdą pieniądze marnowane teraz przez partie polityczne na billboardy.

Gdzieś tam w tym rodzinno przedszkolno smoleńskim tłoku pobrzmiewała jakaś gospodarcza wolność dla przedsiębiorców. Wygląda na to, że demonstrowana bodajże przez Marka Migalskiego wstrzemięźliwość wobec politycznych kolegów nie jest przypadkowa. Chociaż go pod domem Jaruzelskiego obok Dorna nie widziano.

Gabriela Zapolska twierdziła, że tylko głupcy się nie zmieniają. Jeżeli ma rację, to w polityce mamy prawie samych bystrzachów.

Prawie. Według Churchilla, to jednak wielka różnica.