Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

środa, 9 lipca 2014

Tradycjonaliści

Trwa zmaganie Kaczyńskiego z Ziobrą. Ten drugi nie ufa pierwszemu, pamiętając go doskonale z czasów, kiedy sam był jeszcze pisowskim delfinem. Chce zatem gwarancji na piśmie. Prezes też ma niezłą pamięć i doskonale sobie zdaje sprawę z trudności ukrycia w piśmie rzeczywistych intencji. W kolejce też czeka Gowin, również nie pozbawiony dostępu do papieru. Kaczyński się więc oczywiście wzdraga przed podpisaniem czegokolwiek. Rzecz zaś została rozdmuchana tak dalece, że ten, kto spowoduje rozejście się obu wysokich, umawiających się stron poniesie wizerunkową stratę. Mamy więc na razie klincz.
Rzeczywiste straty się jednak ponosi nie w bitwie a po niej. Kiedy przygniecione poczuciem przegranej wojska opuszczają w hańbie i rozprzężeniu plac boju. Wtedy tracą jeńców, artylerię i tabory na rzecz zwycięskiego przeciwnika. O terenie już nie ma co mówić.
 
Co bowiem zrobi Ziobro, kiedy triumfalnie obwieści, że z powodu egocentryzmu partnera nie można zjednoczyć prawicy? Zwróci się ku narodowcom. Przy pomocy ich haseł zwabi do siebie wcale nie nielicznych nacjonalistów w obozie PiS i przede wszystkim odtworzy swój własny klub parlamentarny. Potem przy pomocy kiboli zrujnuje wizerunek Kaczyńskiego i w następnych wyborach stworzy alternatywę dla Janusza Korwin - Mikkego. I wtedy się PiS będzie miał z pyszna. Tak właśnie wygląda w polityce utrata jeńców, artylerii i taborów.
 
Siła słabszego nie polega na tym co on może zrobić, ale na tym czego nie zrobi w zamian za ustępstwa. I z tego Ziobro sobie musi zdawać sprawę a od razu nie zauważył Kaczyński. I na tym też polega jego przewaga nad Gowinem, który ze swym świętoszkowatym obejściem nijak nie pasuje do jurnej postawy stadionowych łomignatów. Może się najwyżej zwrócić do Pawła Kowala aby wraz z nim powołać duet wołających na puszczy. Wydaje się, że Ziobro tę partię rozegrał po mistrzowsku i zapewnił sobie znakomity start do wyborów parlamentarnych. Nie mówiąc o natychmiastowym utworzeniu w Sejmie forum dla Ruchu Narodowego.
 
Kaczyński ma zatem niemały problem. Jego podejrzliwość musi mu już podsuwać myśl, że w sytuację bez dobrego wyjścia go wpędził jakiś kret, działający w jego otoczeniu na korzyść ziobrystów i omamił mirażem dodania do swoich procentów tych, które może przyniesie Solidarna Polska. Bo już w momencie ogłoszenia rozmów zatrzasnął za sobą krecią pułapkę. Nie może bowiem ustąpić intrydze i nie powinien spełniać żądań ziobrystów. Poddałby się bowiem nie tylko im, ale też wewnętrznemu spiskowi. Na to zaś żaden wódz sobie pozwolić nie może.
 
Ale za nim też stoi papier. Statut partii, który wszelkim oponentom odbiera jakiekolwiek szanse na zorganizowanie frondy. Przed nim zatem kolejne zwycięstwo. Moralne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.