Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

środa, 17 lipca 2019

Ambicje

Trwają zmagania o miejsce Polski w polityce zagranicznej. Wszczynając bowiem awanturę z Unią o swoiście pojmowaną suwerenność PiS stanął w opozycji do Zachodu. Ten wymaga dotrzymania naszych zobowiązań zawartych w podpisanym przez Lecha Kaczyńskiego Traktacie Europejskim, także dotyczących praworządności. PiS zaś prezentując stojącą za nim większość parlamentarną nie uważa się za związany warunkami, przyjętymi przez obcy mu ideowo rząd, byłą większość i dawne referendum.
Dobra zmiana wprawdzie odżegnuje się od wszelkich związków ze wschodnią barbarią, ale i za nic ma zachodnią zgniliznę. Aliści powodowana wolą ludu, napędzanego pragnieniem zaznania europejskiego poziomu życia deklaruje, że przynależność do UE uważa za polską rację stanu.
I teraz przykrość. Dwukrotnie odrzucono kandydaturę naszej premier na prominentne stanowisko w Parlamencie Europejskim, mimo że była tam jedynym kandydatem. Wedle bowiem zawartych porozumień ono się “po prostu należy” frakcji EKR, do której przystąpił PiS. Więcej, była premier jest przekonana, że się zalicza do znikomej grupy osób “na tej sali”, której są bliskie prawdziwe wartości europejskie. Rzekomo bowiem nie wybrano pani Szydło, bo jest patriotką i katoliczką. I to nie kandydatka PiS-u poniosła klęskę, a Europa.
Europejska zaś większość (ci którzy mają chwilową większość wyobrażają sobie, że mogą wszystko — Ryszard Czarnecki) decydująca o powodzeniu kandydowania naszej premier wprost deklaruje, że za rozbijanie Unii nie powierzy żadnego stanowiska kandydatowi z PiS ani Fidesz.
Nasza jednak większość sejmowa (ta jak wiadomo może wszystko) nie przyjmuje porażki do wiadomości i uparcie powtarza swą tradycyjną taktykę ignorowania rzeczywistości. Wymusza więc wystawienie do drugiej próby tej samej kandydatki podobnie, jak rozbudowuje nie uczęszczane lotnisko w Radomiu. Zakładnikiem jest tym razem frakcja polityczna w PE, która niebacznie się związała z PiS-em.
Bo w trudnych sytuacjach Prawo i Sprawiedliwość jest sobą, tylko jeszcze bardziej. W tle jest jednak Polska, także izolowana i poniżana. To zaś sprzyja interesom Moskwy, która dawniej nie mogła liczyć na poróżnienie naszego kraju z napadniętą przez siebie Ukrainą. Teraz ma to w pakiecie z brukselskimi awanturami.
Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. My zaś skonfliktowaliśmy się ze wszystkimi. Każdy więc nasz przeciwnik odnosi z tego korzyść. "Bo między Bugiem a Odromnysom to najważniejsze ze wszystkich my som" [Kern]. Okazuje się, że dalej od naszych granic to już nie bardzo.

wtorek, 16 lipca 2019

Przykład

— My nie chcemy kłótni, chcemy, byśmy się porozumieli. Ci, którzy mówią o jakichś o śmietnikach, ciągle stosują ten agresywny język, naprawdę Polsce nie służą. Kończmy z tym. Potrzebne jest porozumienie. Wiemy, że jesteśmy oblewani pomyjami, że krzyczą o jakiejś dyktaturze. To są po prostu bzdury. Gdyby była dyktatura, nie byłoby żadnej opozycji. Jesteśmy dzisiaj wyspą wolności w Europie i chcemy być dalej tą wyspą — tak mówił Prezes w Kuczkach-Kolonii na Mazowszu.
Czyli nie będzie już nie tylko zdradzieckich mord i animalnego elementu, ale dobra zmiana stanie tam gdzie ZOMO albo oponenci przejdą na jej dotychczasową stronę. I zapanuje powszechna zgoda, typowa dla wyspy wolności.
Obiektywnie rzecz biorąc nie należy wyrzekać się sporu. Takiego jednak, w którym przedstawiane są racje, nie wyzwiska. W którym nie ma odwracania znaczeń, nowomowy, jawnego kłamstwa. Demokracja nie polega na tym, że prawdę uchwala większość. Mniejszość też miewa rację. Więcej, jej wartości zabezpieczają większość przed skostnieniem.
Bo to jest tak, że kiedy nie potrzeba nawoływać do zgody, to ona panuje rzeczywiście. Kiedy zaś wybuchła kłótnia, dotąd od siebie zaczynano jej zażegnywanie. Czynem, nie słowami. Zwłaszcza kiedy się sprawuje władzę.
Jeżeli się tego nie robi, w dodatku oczekując od innych zaniechania oporu przed własnymi atakami, w istocie nawołuje się do poddania, dąży do autorytaryzmu i wreszcie przeciwieństwa tego, co jest wolnością. Zwłaszcza jej wyspą.
Dobrze więc jest przestać przeinaczać rzeczywistość. Nuże więc panowie u władzy. Świat na was patrzy.

poniedziałek, 15 lipca 2019

Procedernictwo

PiS potraktowało siebie jak przedsiębiorstwo, które aby istnieć, musi się stale adaptować do otoczenia. Stąd ustawiczne modyfikacje misji. Nawet bardzo radykalne. Medium które pomówiono o posiadanie nadajników za Uralem bardzo szybko stało się gwarantem przetrwania. Polityk, przedtem wprost nazywany ruskim agentem do wykończenia został rzeczywiście wyeliminowany z polityki, ale jego zasady stały się podstawą partyjnej narracji.
Rezultatem jest nieskuteczność opozycji, która próbuje punktować moralną marność komercyjnego traktowania polityki, aliści etyka ma bardzo kiepskie notowania w marketingu. Kupuje się pożądany produkt niezależnie od moralności producenta. Więcej, postponowany budzi większą ciekawość.
W wyniku handlowego podejścia do promocji swoich pryncypiów PiS ma zasadniczą przewagę. Oferuje wprawdzie kiepski towar, ale tani i dostępny dla wszystkich. W dodatku poniża wykształciuchów, czyli daje ignorantom poczucie wartości. Oni mogą się teraz mieć za twardych, do których świat należy. Brak bowiem wątpliwości jest zaletą w dobrozmiennym świecie.
Stąd jedynie słuszna propaganda jest pełna pogardy dla usiłowań jednoczenia opozycji, która nie jest w stanie poświęcić swoich wartości, aby osiągnąć jedność. Jest więc w oczach dobrozmieńców wewnętrznie sprzeczna i słaba, bo się spiera o rzeczy, które w ich organizacji rozstrzyga prezes, jak w każdej firmie.
I nic dziwnego, że najlepsi wyraziciele jedynie słusznej ideologii są wysoko wynagradzani. To przecież istota każdej firmy. Zawsze się tam po prostu należą ochłapy, niedostępne dla zwykłych pracowników. Zawsze też własny personel jest pozytywnie wyróżniany z otoczenia. Świat zaś zewnętrzny jest traktowany wrogo lub co najmniej pogardliwie. Przecież trzeba się do niego dostosowywać. Gdyby go nie było, byłoby wspaniale, tylko że nie byłoby dostarczycieli gotówki za otrzymywany produkt.
A co produkuje polityczna firma? Ułudę. Bo wielu z nas nie wyrosło z dzieciństwa i bajki lubi ogromnie. Jedni więc pozyskują poczucie mocarstwowości, inni się cieszą z darmowego bogactwa, wszyscy zaś żywią nadzieję na lepszą przyszłość. Ci oczywiście, którzy kupują polityczny produkt i posiedli kartę lojalnościową sprzedawcy.
A reszta? Niech się martwi o siebie, animalny to przecież element ze zdradzieckimi mordami. Niech idą do diabła.

niedziela, 14 lipca 2019

Mniemania

— Leki w Polsce są tanie i dostępne — tak mniej więcej marszałek Senatu tłumaczy“przejściowe” niedobory medykamentów. Po podobnej argumentacji w sprawie żywności Gierek się grubo przed Sierpniem naciął na protesty w Radomiu, Ursusie, Lublinie i gdzie tam jeszcze.
— Kryzys w edukacji wymyśliły media. W tym roku jest podobnie jak w poprzednich latach — tak jakoś mówi ...minister środowiska. Może i ma rację. Tym bardziej, że dawno odkryto, iż nie matura, lecz chęć szczera zrobią z ciebie ...właśnie.
Karuzela stanowisk w spółkach skarbowych trzeszczy z przeciążenia. Takiej sytuacji nigdy w naszej historii nie było. Jej aktywności towarzyszą gigantyczne odprawy dla wypadających z obiegu. Wymyślono nawet stosowny termin dla tej akcji: pisiewiczyzm.
Wedle “Wiadomości” TVP brytyjski bank HSBC umieścił Polskę na trzynastym miejscu pośród państw, w których się żyje najlepiej na świecie. Nie dodał wszakże, że ten luksus dotyczy wyłącznie zagranicznych specjalistów, dla których Wietnam (10 miejsce) i Turcja (7 miejsce) są lepsze.
— Żeby rządzić, nie trzeba być geniuszem. Trzeba być uczciwym — tak na początku bieżącego roku mówił Prezes. — Tylko w kłamstwach i manipulacjach trzymają wysoki poziom. Tak w tym są mistrzami — o założeniach programu opozycji powiedziałaprominentna wyrazicielka PiS-u.
Nie kłamie się, kiedy się wierzy w prawdziwość komunikatu, który się przekazuje. Nawet jeśli jest fałszywy. Albo więc wyraziciele dobrozmiennego establishmentu nie są w stanie rozpoznać rzeczywistości, albo kłamią w żywe oczy. Tertium non datur.
Tylko nie wiadomo, co gorsze.

sobota, 13 lipca 2019

Plewy

Po osiągnięciu pewnego wieku wiadomo każdemu, że osobnik o wiedzy i powierzchowności pokątnego sprzedawcy salcesonu nie sprawdzi się jako minister. No, najwyżej jako potakiewicz. Ale rozwój informatyki umożliwił posiadanie takiej wiedzy każdemu, kto zdobędzie dostęp do archiwów administratorów przeglądarek internetowych czy mediów społecznościowych. Niezależnie od wieku.
Rzecz jest niezwykle prosta. Wystarczy rozwiązać równanie tablicowe typu ax=b. Kiedy pod jego symbole podstawi się odpowiednio liczne zbiory, uzyskuje się dokładną charakterystykę nie tylko grup społecznych, ale nawet poszczególnych obywateli. To od dawna znany algorytm stosowany w badaniach statystycznych, określający współzależność dowolnych zjawisk.
Rzecz jest tym bardziej dokładna, im więcej do niej wprowadzono informacji. A te internetowe można już liczyć w miliardy. Problem więc tkwi nie w poszukiwaniu metody, a w technicznej możliwości wykorzystania szansy na poznanie nastrojów społecznych i na manipulowanie nimi.
Rzecz uderza w naszą wolność osobistą. Okazuje się bowiem, że nasze wybory są determinowane przez warunki, w jakich są podejmowane. Te zaś zależą od tego, jak je postrzegamy. Nasza więc wiara określa naszą prawdę i jej poznanie pozwala na tworzenie złudzeń, które przesądzą o naszym wyborze, a nie jakaś tam wolna wola.
Przedtem więc starcy mieli mądrość wynikłą z doświadczenia, teraz zaś mogą ją osiągnąć posiadacze danych i właściciele szybkich komputerów. Powszechnie zaś dysponują nią już cwaniacy, którzy pierwsi dostrzegli możliwości statystyki i potrafią podać receptę na powiększenie sprzedaży skarpetek z dziurą lub innych odchudzających kebabów albo wybór oczywistego głąba na ministra.
Na razie jeszcze jesteśmy skazani na tradycyjne metody kształtowania nastrojów społecznych. Monopol informacyjny pozwala w dużej mierze przekonywać “głupi polski lud” do tego, że “czarne nie jest czarne a białe nie jest białe”. Stąd próby renacjonalizacji mediów i wspieranie narodowego katolicyzmu. Niebawem jednak będziemy się chyba musieli zmierzyć z bardziej skutecznymi metodami politycznej manipulacji.
Prawdą bowiem jest to, w co się wierzy. Doświadczenie zaś wcale nie jest potrzebne do skutecznego kształtowania naszych poglądów. Wiarę można nam zaimplementować bez naszej wiedzy i woli.

piątek, 12 lipca 2019

Rozziew

Liberałowie i socjaliści w Parlamencie Europejskim wespół zagłosowali przeciwko kandydatom formacji działających na szkodę Unii. W rezultacie ani Beata Szydło nie została przewodniczącą komisji, chociaż była jedyną kandydatką, ani Zdzisław Krasnodębski nie jest wiceprzewodniczącym PE. Dobra zmiana została zrównana z populistami Salviniego i Le Pen. Tak rzecz skomentowała Maria Pankowska z Oko.press i trudno temu zaprzeczyć.
Naszych konserwatystów usytuowano pośród jawnych sojuszników Moskwy w dziele osłabiania integracji europejskiej. Najwyraźniej rzecz wywołała dysonans poznawczy u wyrazicieli PiS-u. Teraz, z konieczności racjonalizowania swej postawy, muszą się posuwać do wypowiedzi niedorzecznych. Alternatywą baiem jest pogłębienie poczucia niskiej samooceny.
I tak się dowiadujemy od wyrazicieli partii, że odrzucenie tuzów PiS-owskiej ekipy przez Parlament Europejski to nie tylko rezultat spisku “lewicowo-liberalnego establishmentu”, ale i “zemsta małych ludzi”. Obserwujemy więc mechanizm bardzo dokładnie opisany w psychologii.
Jak zaś na dysonans reagują ludzie silni, którzy się potrafią wyrwać z potrzeby racjonalizacji własnych błędów, pokazała profesor Staniszkis. — Jeżeli dożyję, to będę bardzo aktywnie przeciwko PiS-owi występowała i przeciwko Dudzie… ...Stajemy się krajem autorytarnym, bo dla demokracji ważny jest podział władz. Ten jest zacierany przez upartyjnianie wszystkiego — powiedziała w “Kropce nad i”.
Nic zatem dziwnego, że postępowanie wyrazicieli PiS-u pobudziło też ironistów. Wobec faktu, że pani Szydło otrzymała w rzeczonej komisji tylko 21 głosów za i 27 głosujących było przeciw, Roman Giertych podpowiada, iż nasz Trybunał Konstytucyjny powinien ogłosić, że 21 jest większe od 27 i dobra zmiana uratuje swoje samopoczucie.
— I dziwić się, że Polska jest coraz częściej traktowana jako wstydliwy margines wspólnoty? Nic nie pomoże ogłaszanie się sercem Europy i wyspą wolności — pisze Jan Woleński w Polityce.
Nic dodać. Przecież nie może nie dręczyć dysonans poznawczy przeciwników polityki Moskwy, którzy dla zachowania poparcia rodzimych przeciwników Unii wspierają usiłowania osłabienia Europy.

czwartek, 11 lipca 2019

Faktoidofilność

Obudziła się Podkomisja do Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego. Tak, to osławiona komisja smoleńska, której poprzedni szef, zanim się schronił w Ameryce, “wykończył Caracale”. Teraz przewodniczy jej sam Antoni Macierewicz.
Te francuskie śmigłowce, odjęte polskiej armii są jak dotąd jedynym sukcesem rzeczonego gremium. Poza tym zmierzało ono do prawdy, zbliżając się do niej niczym Puchatek, który jak wiadomo im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej tam Prosiaczka nie było.
Teraz niegdysiejszy rzecznik rządu a obecny poseł PO, Cezary Tomczyk otrzymałwezwanie do stawienia się przed obliczem Podkomisji. W trybie pilnym. Ma zeznawać.
Nie wiadomo, czy poseł Tomczyk ulegnie wezwaniu, ale na pewno sprawa stanie się głośna. A przed wyborami o to właśnie chodzi. W świat bowiem popłynął komunikat o tym, że ewentualny kandydat na posła jest aktywny i wbrew pozorom nie zapomniał swej misji.
Teraz ci, którzy się nauczyli katastrofę smoleńską postrzegać jako efekt zamachu muszą się obudzić i w trosce o dalsze losy swej teorii pójść do wyborów i zagłosować jak należy.
Potęga zaś rozgłosu jest wielka. Pod jego wrażeniem Beata Szydło zrezygnowała z ochrony SOP-u za 2000 złotych dziennie, która — dla dobra państwa — jej się po prostu należała. Może prawa do kosztów tej ochrony uzyska Caritas?
Najlepiej by też dla strategii szefa podkomisji było, aby się poseł Tomczyk nie podporządkował otrzymanemu wezwaniu. To by dało powód do kreowania kolejnych komunikatów, integrując zwolenników wokół poczucia krzywdy, doznanej przez ich protegowanego wskutek rzekomej arogancji polityka opozycji.
Rozgłos jest istotny. “Błoto stwarza czasem pozory głębi” [Lec].