Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

wtorek, 10 września 2019

Doniosłości

Prezes powiada, że buduje Polskę wokół godności człowieka i jego życia. Wielce to zbożne dzieło, ale jak się ma rzeczona godność do państwowych darowizn i uzależniania od nich rodaków, nie bardzo wiadomo.
Jeszcze bardziej kontrowersyjny jest jego pogląd na Kościół, który ma być jedynym głosicielem wartości znanych w Polsce. Natychmiast się w tym kontekście jawi informacja o sądzie biskupim, który uniewinnił księdza pedofila a jego ofiarę, dziewięciolatka nazwał wspólnikiem w grzechu cudzołóstwa. Prymas Polski uznał to za “sformułowanie bardziej kanoniczne niż obiektywna rzeczywistość” a Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski odmówił komentarza, mówiąc że nie zna sprawy.
Jest jeszcze więcej wątpliwości, co do pryncypiów wyznawanych przez dobrą zmianę. To na przykład, że szkoły średnie mają teraz po czterdziestu uczniów, kształcą w systemie dwuzmianowym i wedle niegdysiejszych obietnic twórców reformy szkolnictwa rzecz ma być niezauważalna dla dzieci i ich rodziców. Szczególnie dla tych, którzy po zmroku wróciwszy do domu mają zasiadać do odrabiania lekcji?
Dziwnie też brzmi jedna z cech, przypisywanych dziewczynkom w podręczniku wychowania seksualnego, zatwierdzonego przez MEN. Modelowa bohaterka tam mówi: “nie bardzo rozumiem, co to jest ten intelekt”. Bo to nie dla kobiet? Bo wystarczy, że żony będą posłuszne? Jakoś się chyba ocieramy o konstatacje autorytetów chrześcijaństwa ze starożytności i średniowiecza, wielce dla kobiet niekorzystne.
Nic więc dziwnego, że Szymon Hołownia nawołuje aby opustoszały kościoły, w których Jezus jest członkiem PiS.
Bo nic tak nie szkodzi religii, jak polityka. Ale kto jeszcze o tym pamięta? Szczególnie jak jest beneficjantem szafarzy dobrozmiennej godności.

poniedziałek, 9 września 2019

Wizażyści

Wizerunek Polski spadł w czasie dobrej zmiany dramatycznie. Wedle ustaleń firmy Newton Media, wydawcy raportu “Polska w mediach zagranicznych” liczba negatywnych informacji o Polsce w światowej prasie znacząco się powiększyła. W okresie od września 2014 do sierpnia 2015 było ich 9%, w tym samym czasie od 2018 do 2019 odnotowano ich 41%. Odpowiednio zmalał odsetek pozytywnych i neutralnych doniesień.
Niezależnie od problemów z praworządnością, brakiem solidarności w sprawie uchodźców, instytucjonalnego szkalowania przeciwników także wenezualizacja naszej gospodarki, na wyścigi zapowiadana w kampanii wyborczej nie poprawia nam wizerunku.
Również pretendent do przysługującej nam funkcji komisarza ma otwartą sprawę przed Europejskim Urzędem ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych. Miał w czasie posłowania do PE podróżować w gorszym standardzie, a rozliczać się wedle lepszego. Sam powiada, że w latach 2009-2011 „z własnej inicjatywy” zwrócił do kasy Europarlamentu 11 250 euro za „niewystarczająco udokumentowane” koszty podróży.
Wszystko to jest drobiazgiem wedle peerelowskich standardów, jakie wskutek dobrej zmiany są u nas na powrót wdrażane. Należy do nich zarówno awersja Zachodu jak i kombinowanie z kosztami podróży, żywcem przeniesione z czasów, kiedy byliśmy dziesiątą potęgą przemysłową świata.
Ale też coraz bardziej nie pasujemy do Europy i coraz częściej słychać, że nie zamierza ona dłużej tolerować tego stanu rzeczy. Polexit więc zaczyna być prawdopodobny nie tylko z powodu naszych ciągot do Wschodu, ale i zniecierpliwienia Zachodu.
Bo też każdy stoi tam, gdzie się ustawił i jest postrzegany tak, jak się sam wystroił.

niedziela, 8 września 2019

Monetaryści

Bo kto ma dostemp do powiecza, ten ma wadzę [Fedorowicz].
Płoną stosy ze śmieciami, sprowadzanymi z zagranicy, zatruwając atmosferę tym wszystkim, przed czym ich wytwórcy (także w Nigerii!!!) pragną chronić swoją ziemię. Ta jednak zapewnia przynajmniej zachowanie nieczystości blisko ogniska zarazy. Kiedy się odpady spali, przenosi się je do medium najbardziej powszechnego i dającego truciznom największą mobilność.
Ilość importowanych rocznie śmieci podwoiła się od momentu wprowadzenia dobrej zmiany. Ich utylizacja wymaga infrastruktury, która u nas powstaje opornie i to nie tylko z powodów ekonomicznych. Każda spalarnia odpadów jest oprotestowywana już na poziomie przygotowania projektu. Nieuczciwi politycy stając na czele przeciwników jej budowy znajdują tu pole do łatwej i głośnej działalności “prospołecznej”. Wszyscy bowiem są za likwidacją nieczystości, ale gdzie indziej. I tak jest nie od teraz.
Budowa w XIX wieku kanalizacji w Warszawie była jeszcze długo potem obwieszana psami za rzekome dławienie rodzimego rolnictwa. Przedtem bowiem do miasta zmierzały furmanki z produktami spożywczymi, wywożąc z powrotem na wieś zawartość miejskich szamb ku pożytkowi mazowieckich kmieci, użyźniających nimi swoje uprawy. Po skanalizowaniu rzecz się skończyła a ani miasto nie umarło z głodu, ani rolnictwo nie zanikło. Ale o tym już ówcześni populiści nie pisali.
Dopóki mamy powietrze, dopóty pozostanie możliwość wprowadzania do niego smrodu. Trwa ono znacznie dłużej od lasów, które dostarczyły surowca, dzięki czemu obrót z zagranicą drewnem i jego wyrobami wzrósł w 2017 o 23,1% w stosunku do takiego samego przyrostu w 2015 o 3,9%. Ale na przykład skutki wojennej, rabunkowej gospodarki leśnej likwidowaliśmy aż do końca ubiegłego roku.
Jak tak dalej pójdzie, to ilość spalonych śmieci przewyższy ilość wykorzystywanych paliw kopalnych, które zatruwają nas smogiem, rocznie powodującym kilkadziesiąt tysięcy przedwczesnych zgonów. Zmaleje zaś powierzchnia lasów, odtwarzających jednak pożądaną zawartość tlenu w atmosferze.
Ale na razie są to powody do radości, bo dostęp do powietrza daje dutki, te zaś są warunkiem władzy, jak już wiemy. Poza tym popularna mądrość mówi, że od smrodu nikt nie umarł a “vox populi, vox dei”. Tylko od zawsze Polacy się modlili, aby Pan ich zachował od powietrza, ognia i wojny.
Ale to chyba nie byli ci prawdziwi Polacy.

sobota, 7 września 2019

Temidnicy

Sędzia Waldemar Żurek, niegdysiejszy rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa został w swoim macierzystym sądzie przeniesiony z jednego wydziału do drugiego. Nie rozpoznawał tam jednak spraw. Nie chciał się bowiem powołać na decyzję o przeniesieniu, ponieważ miała wady prawne. Odwołał się też od niej do neo-KRS. W konsekwencji został postawiony przed Sądem Apelacyjnym, gdzie mu wytoczono rozprawę dyscyplinarną.
Tutaj jednak obrońcy oskarżonego podnieśli wady prawne samego procesu. Z akt sprawy wynikało, że prowadzi ją dwóch sędziów sprawozdawców, w rzeczywistości był jeden. W rezultacie odroczono rozpoznanie przed rozpatrzeniem kolejnych wątpliwości. Wynikały one z faktu, że wśród oskarżycieli byli zastępcy rzecznika sądów powszechnych, którzy pojawili się w doniesieniach o akcji oczerniania sędziów.
W tym kontekście trzeba wspomnieć o liście Rzecznika Praw Obywatelskich do szefów KRRiT oraz TVP, w którym pyta o działania podjęte wobec publikowania niezweryfikowanych informacji, kompromitujących sędziów przeciwnych dobrozmiennej reformie sądownictwa. Podaje tam konkretne publikacje i nazwiska oczernianych osób.
Jest i drugi przekaz z sal sądowych. Grzegorz Schetyna nie musi przepraszać za stwierdzenie, że „Wszystkie tropy, wszystkie ślady prowadzą do zaangażowania PiS w okradanie PCK i finansowanie kampanii wyborczych PiS z pieniędzy PCK. W wielu tych enuncjacjach pojawia się nazwisko minister Anny Zalewskiej, która jest posłem z Wałbrzycha i jak widzieliśmy na wielu zdjęciach, bliskim współpracownikiem aresztowanego działacza PiS”.  
W tym kontekście fatalnie też wypada obrona reformy sądownictwa, podejmowana przez naszych europosłów dobrej zmiany na forum Parlamentu Europejskiego. Poza zaprezentowaniem tam klasycznej dla siebie argumentacji typu “a u was Murzynów biją”, uderzono we Fransa Timmermansa argumentami ad personam. W sumie obraz Polski po reformie oraz sposobu rozumowania wdrażających ją polityków nie pozostawił tam wątpliwości co do ich kompetencji.
Podobnie zresztą jak przegrywane batalie sądowe. Taka gmina.

piątek, 6 września 2019

Zawstydzenia

Po Polsce krążą cysterny wstydu, pokłosie platformerskich billboardów wstydu, wypominających PiS-owcom “co im się po prostu należało”. Teraz kufy na kołach mają ilustrować straty, jakie na podatku VAT ponieśli podatnicy wskutek rzekomych zaniechań rządów PO-PSL. Pewnie stąd tegoroczny tytuł “Człowieka Roku 2019” w Krynicy.
Tymczasem zapowiadany szumnie podatek cyfrowy, który miał w 2019 roku przynieść budżetowi ponad 200 miliardów(?) złotych  (wedle Warsaw Enterprise Institute co najmniej 370 mln rocznie) został chyba poniechany. I to pomimo zaawansowania prac nad jego wdrożeniem, podjętych natychmiast po ukazaniu się stosownego projektu dyrektywy UE. Zapowiadano wprowadzenie tej daniny nawet przed ukazaniem się unijnego uregulowania, gdyby Bruksela się z nim ociągała.
Za rezygnację z tego przedsięwzięcia podziękował Polsce Mike Pence w imieniu firm amerykańskich. Ale z braku pieniędzy Stany zamroziły aż pięć inwestycji planowanych u nas. Wiz również nie znoszą.
A przecież nawet Kościół w Polsce jest gorzej traktowany od Ameryki. Katowice sprzedały Archidiecezji Katowickiej działkę wartą milion złotych za dziesięć tysięcy. Gdyby amerykańskim firmom stukrotnie obniżono podatki, musiałyby jednak wyłożyć 2 miliardy albo miliony.
Okazuje się też, że od listopada 2015 roku do sierpnia 2019 (to 1398 dni) odbyto 1643 lotów w statusie head. W miesięcznice katastrofy smoleńskiej do Krakowa “statki powietrzne” leciały w grupach. Za każdym razem towarzyszy temu zawiła procedura, warty SOP przy zaplombowanej maszynie, pierwszeństwo w powietrzu i angażowanie wielu służb pomocniczych na lotnisku i poza nim — łącznie nawet setek osób.
Czyli jesteśmy w lepszej sytuacji finansowej od samej Ameryki. Bo znakomita większość z tych podróży mogłaby się odbywać w reżimie “służbowym”, czyli bez specjalnego sztafażu. Uniknięto by pospiesznej organizacji, byłyby samoloty do szkoleń (w Smoleńsku zabrakło ich załodze) nade zaś wszystko koszta sprawowania obowiązków przez zalatanych urzędników byłyby znacznie mniejsze.
Ale też dzięki temu w jednym segmencie mamy najsilniejsze w świecie lotnictwo. Gdzie indziej nie ma tak wielkiej floty samolotów na potrzeby dygnitarzy. Jeden z byłych wicepremierów (też medialny był wielce) ukuł hasło “Teraz Polska”. I mamy wreszcie dobrą zmianę.
W sumie więc owe cysterny wstydu wyglądają co najmniej dziwacznie. Ale są. Bo “przeżyliśmy komisarzy sowieckich, przeżyjemy i” to, że jedynie słuszne… są.

czwartek, 5 września 2019

Dorzeczność

Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą [Mickiewicz].
Rusza kampania wyborcza i startują jej tuzy. Ze strony dobrej zmiany rzecz zainicjowali premier i obecny europoseł występując na tle “cystern wstydu PO-PSL”. Dziwnym przypadkiem równolegle media donoszą o ponownym zatrzymaniu szefa Orlenu, sprawującego urząd w czasie koalicji, która jakoby ma się wstydzić za rzeczone cysterny. Już go niedawno zatrzymywano, ale chyba niezbyt to było dokładne.
Z drugiej strony ogłoszono, że pani Małgorzata Kidawa-Błońska będzie premierem w wypadku wygrania opozycji w wyborach. Uzasadniano to również tym, że jako osoba kulturalna jest w stanie porozumieć się także z przeciwnikami, zwłaszcza jeżeli rzecz dotyczy dobra Polaków.
Wydawałoby się, że znowu hucpa zwycięży. Dawno bowiem już stwierdzono, że ktoś operujący argumentami nie ma szans na przekonanie ogółu przeciw osobnikowi grającemu na uczuciach. Te bowiem wyłączają myślenie.
Tym jednak razem emocje jednego rodzaju stają przeciwko innym. Politycy, którzy zasłynęli z brutalności swych przekazów stają przeciwko wizerunkowi kobiety, która nigdy nie korzystała z ich metod. Więcej, której obyciu, kulturze osobistej, wykształceniu, wreszcie politycznemu doświadczeniu nie da się niczego zarzucić.
Ba, nawet głosiciele rzekomej nikczemności poprzedników, bo ci jakoby coś brzydkiego robili z cysternami, nie są w stanie sformułować niczego przeciw pani premier in spe i w zastępstwie zmyślają jakieś kolejne insynuacje o ucieczce Grzegorza Schetyny z Warszawy do Wrocławia, rzekomo ze strachu przed wyborczą konfrontacją z Prezesem.
Wszystko zaś w atmosferze wykluczenia, podkreślanej informacją o zatrzymaniu niegdysiejszego szefa Orlenu, co daje do zrozumienia, że dobra zmiana nie dotyczy nieprawdziwych Polaków.
I w tym właśnie tkwi jądro kłopotów głosicieli jedynie słusznej ideologii. Bo w wypadku ich zwycięstwa albo Polska pozostanie w stanie wewnętrznego sporu nie o to, co dla kraju lepsze, ale o to kto jest drugim sortem, albo uzyska jedność kosztem wdrożenia policyjnych środków jej wymuszania. W jednym i drugim wypadku oznacza to zasadnicze osłabienie kraju.
A wystarczy się odwołać do grzeczności wobec rodaków. Tradycyjnej, polskiej.

środa, 4 września 2019

Zasady

Być oszukanym w polityce nie jest usprawiedliwieniem, niekiedy jest takim samym przestępstwem jak oszukiwać samemu [Kołakowski].
Afera trollerska nabiera nowych rumieńców. Wedle Gazety Wyborczej nawet Prezes miał o niej wiedzieć o perypetiach małej Emi. Odrębna zaś farma trolli była podobno organizowana również przeciwko Krzysztofowi Brejzie i jego ojcu, Ryszardowi. Mieli ją stworzyć politycy dobrej zmiany, wykorzystując aferę fakturową w Inowrocławiu, w której podejrzewanymi przez prokuraturę osobami są lokalni działacze ich własnego środowiska.
Pierwsza zaś farma doczekała się wreszcie komentarza ze strony Zbigniewa Ziobry, który uważa, że postąpił modelowo. Kiedy bowiem powziął wiadomość o tym co się stało, zdymisjonował winnych w ministerstwie. Rzecz jest tak samo i tymi samymi słowami wyjaśniana przez prominentnych wyrazicieli władz. Widać więc troskę o informowanie opinii publicznej.
Ogólną zaś ocenę zjawisk, w które wchodzi rzeczony model wyraził jego odpowiednik z Holandii, po rozmowie z naszym ministrem sprawiedliwości mówiąc, że “Zmiany w sądownictwie stanowią pogwałcenie demokracji konstytucyjnej w Polsce. Holandia nie może stać z boku, bo sytuacja staje się coraz gorsza"
Wydaje się, że rzecz jakoś tam pośrednio skomentował też papież Franciszek, który przy nominacjach kardynalskich kolejny raz pominął polskich hierarchów, nade wszystko zaś arcybiskupa Jędraszewskiego.
Wedle Adama Szostkiewicza “Franciszek lepiej czyta znaki obecnego czasu. To rozprzestrzenianie się islamu i różnych religijnych fundamentalizmów, a także wewnętrzny kryzys na tle pedofilii – stanowi dziś prawdziwe wyzwanie dla Kościoła rzymskokatolickiego, a nie rzekome ataki ze strony „neomarksistowskiej i tęczowej” zarazy”.
Timothy Snyder pisze, że jednym z warunków trwałości demokracji jest dochowanie zasad zawodowej etyki przez osoby publiczne. Uniemożliwia ona nie tylko sędziom niegodne postępowanie, dziennikarzom wprowadzanie opinii publicznej w błąd, ale też politykom posługiwanie się najłagodniej mówiąc ezopowym językiem. Takie bowiem postępowanie jest forpocztą wprowadzania tyranii metodami demokratycznymi.
Naiwność zaś zawsze prowadzi do potępienia tych, którzy zostali nią dotknięci.