Konfederacja przypisuje „elytom” chęć zamazywania przeszłości i wymaga od Ukrainy przyznania, że osiemdziesiąt lat temu dokonano tam ludobójstwa na Polakach. Ukraińcy nie przeczą mordom, ale sugerują raczej ich społeczne motywacje. Rzecz musi być wyjaśniona, lecz nie sprzyja temu konfederacyjna forma żądania, sugerująca chęć upokorzenia sąsiadów. Trudno też wymagać, aby teraz, w trakcie wojny koncentrowano się na badaniach historycznych.
Nie podnoszono tego problemu przedtem, podobno z powodu niechęci poprzednich władz. Wyraziciele PO-PSL tłumaczą, że nie ma sensu przypisywanie potomnym winy za zbrodnie przodków. Mamy nadrzędną rzeczywistość polityczną i tę trzeba teraz umocnić. Wymaga tego nie tylko interes Ukrainy, ale także nasz.
Rzecz dotyczy także przyszłych władz, uformowanych po jesiennych wyborach. Sondaże pokazują, że PiS je przegra, ale wespół z Konfederacją może sprawować władzę. Niewielka dotąd gorliwość “dobrej zmiany” w sprawie uzgodnienia przyczyn mordów na Polakach, dokonanych przez UPA, stanie się zapewne wtedy podobnym problemem, jak sprawa polexitu, też na razie podnoszona enigmatycznie, ale również groźna dla naszej międzynarodowej pozycji. Także w gronie państw sprzymierzonych w NATO.
Władza daje prestiż i posłuch. Jest jedyną boską radością, dostępną człowiekowi. Trudno się więc będzie Konfederacji oprzeć pokusie jej pozyskania. Max Weber wymieniał trzy jej odmiany: tradycyjną, racjonalno-prawną i charyzmatyczną. W naszym wypadku możemy się spodziewać tylko tej trzeciej. Tradycyjna dawno u nas nie istnieje. Racjonalno-prawną jest demokracja. Nie pasuje do “dobrej zmiany”.
Pozostaje władza charyzmatyczna, taka więc, którą może sprawować tylko jeden przywódca, obdarzony stosowną charyzmą. Prezes już wielokrotnie dowiódł, że to on nim jest. Każdy zaś, kto by nawet tylko mógł próbować korzystać z nominalnych powodów do sprawowania rządów, dozna traktowania Andrzeja Dudy.
Jeżeli więc Konfederacja zechce współrządzić, musi chyba przekonać Prezesa nie tylko o konieczności uzyskania przeprosin od Ukrainy, ale także do ujawnienia chęci wyprowadzenia nas z Unii. W konsekwencji znajdziemy się zapewne gdzieś w ogonie nie tylko Unii, ale też NATO. Już, wskutek wprowadzania u nas wschodniej praworządności, jesteśmy poza centralnymi państwami Sojuszu, mimo kluczowego dla obecnej sytuacji położenia Polski.
Polityka realizowana pod wpływem obsesji, prowadzi na manowce. Wyścig na większe fochy, za grzechy sprzed osiemdziesięciu lat, nie może się stać teraz priorytetem frakcji politycznych, ubiegających się o rządy. Jeżeli tego doświadczymy, będziemy bardzo żałowali.