Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

piątek, 30 listopada 2018

Sieciarze

W przyszłym roku dojdzie do podwojenia liczby uczniów pierwszych klas w liceach i technikach. Nastąpi to wskutek ukończenia szkoły podstawowej przez pierwszy rocznik, który podejmie kolejny etap kształcenia. Zbiega się to z wypuszczeniem przez likwidowane gimnazja ostatnich absolwentów, którzy również zechcą podjąć naukę w dostępnych teraz średnich szkołach. W rezultacie może tam zabraknąć miejsc albo klas do pomieszczenia wszystkich chętnych.
Mnożą się zapowiedzi procesów przeciwko dziennikarzom, którzy brzydko piszą o PiS-ie. Nawet na forach społecznościowych. Wojciech Czuchnowski jest pierwszy, ale za nim mają podążyć ci, którzy się będą rozpisywać o aferze KNF. Mediów wprawdzie bronią Amerykanie, sądy nie są odzyskane, ale hyr o bojownikach przeciw pismactwu poszedł w świat i o to tu pewnie chodzi.
W Ostrołęce powstanie ostatnia chyba w świecie elektrownia węglowa, w której trzeba będzie dziennie spalić tysiące ton węgla, aby ją utrzymać w ruchu. To wszystko w obliczu zapowiedzi zrezygnowania do 2050 roku z energetyki węglowej w Unii. Takie inwestycje podejmowano przedtem w pobliżu kopalń, aby oszczędzić na transporcie. Teraz się je lokuje blisko wschodniej granicy. Jak węgiel ma pochodzić z Rosji, to nawet rozsądnie.
Szczyt klimatyczny ma partnerów strategicznych. Należą do nich również najwięksi emitenci dwutlenku węgla. Teraz już nie tylko w Polsce, ale w Europie a pewnie też są notowani w światowej czołówce. Niech świat się dowie, żeśmy nie ostatni.
Wiele jednak wskazuje na to, że jakiś układ mnoży pracowicie fakty, aby się skumulowały przed rokiem wyborów. Trudno bowiem przypuszczać, że ich nagromadzenie jest wynikiem złych rządów. Aż tak źle przecież nie może być.
Czeka więc nas ponowna rozprawa z szarą siecią, która oplotła władze. Chyba że to media tradycyjnie pokazują najczarniejszą stronę rzeczywistości i one się jednak doczekają sprawiedliwości. Ale i tak będzie się działo.

czwartek, 29 listopada 2018

Kolanomachia

Georgette Mosbacher wystosowała list do naszych władz, w którym zwraca uwagę na niedopuszczalność ograniczania wolności mediów w państwach demokratycznych. Spowodowała tym silną reakcję naszych znawców demokracji, zarzucających pani ambasador brak profesjonalizmu. Wedle ich bowiem zasad inne kraje nie mają prawa krytykować gwałcenia swobód obywatelskich nawet u sojuszników. Nie wolno zatem zwracać uwagi aliantów na postępowanie, które ich wewnętrznie osłabia, cały sojusz stawiając w gorszej sytuacji. Tym bardziej więc nie wolno bronić wolności obywateli państw trzecich, bo to by je wzmacniało.
Zabawny wpis się pojawił w tym kontekście na Twitterze Krzysztofa Brejzy. Poseł zaprezentował tam fragment gazety z czasów nawet wedle oficjalnej retoryki słusznie minionych, z zapisem wyrazów oburzenia sowieckiego ministerstwa spraw zagranicznych wobec reakcji USA na ekscesy polskich komunistów. "W związku z tym, że ambasador USA poruszył problem sytuacji w Polsce, oświadczono mu, iż rząd USA powinien zaprzestać ingerencji w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa PRL" – głosi dawny tekst. “Bolszewicka retoryka wiecznie żywa” – pisze pan Krzysztof.
Trudno się tu oprzeć wrażeniu, że nawiązanie do czasu retoryki, którą wspomina poseł Brejza jest obarczone swoistymi problemami. Dawniej mieliśmy wielkiego brata do kreowania trudności, on był winny wszystkiemu. Wtedy byliśmy skłóceni z kapitalistami, aliści w zdyscyplinowanym obozie demoludów byliśmy najweselszym barakiem.
Teraz też mamy jedynie słuszne kierownictwo i również stajemy do ideologicznej rozprawy, ale nie tylko z Zachodem. "Po ataku na UE, Niemcy, Francję, Ukrainę, Arabów, etc. etc. przyszedł czas na Stany. A co myśleliście Jankesi, że się wam upiecze, co? Naiwniacy! Gniew dumnych Sarmatów zaraz pójdzie wam w pięty! I zmusi do uległości "– pisze Romad Giertych na Twitterze.
Bo teraz się znowu wierzy dawnym zasadom sprawowania władzy i chociażby reformy szkolnictwa w znacznej mierze przywracają stan sprzed 1989 roku. Ale też teraz tylko namaszczenie ideologów budzi wesołość. Skutki już mniej. Więcej wiemy.
Najwidoczniej jak wstać z kolan, to całkowicie. I jak być wolnym, to we wszystkim i od wszystkiego. Także od... zdrowego rozsądku. To zaś jest nieodzownym warunkiem istnienia wszelkiej groteski.
I jak tu nie wierzyć, że szczęście, to nuda?

środa, 28 listopada 2018

Donkiszoteria

Zlikwidują farmy wiatrowe na lądzie. Jak? Bardzo prosto. Kiedy istniejące wiatraki trafią na złom wskutek naturalnego zużycia, z nowobudowanych państwo nie kupi ani dżula, a jest jedynym gestorem energii elektrycznej w Polsce. W zamian powstaną farmy na morzu. Lądowe bowiem sprzedają swoją energię po 200 złotych za megawatogodzinę a te morskie może za pięćset? Elektrownie węglowe liczą sobie po 350 zł/MWh. W ten sposób się skończą jakieś ekologiczne wymysły, bo Polska węglem stoi i tak trwa mać.
W ten sposób ideologia swą najbardziej tępą stroną wycelowała także w przedsiębiorców. To krok dalej w stosunku do klauzul sumienia gdzie się tylko da. Tyle tylko, że tamte atakowały jedynie kobiety, o których każdy biegły w Piśmie wie, że są siedliskiem grzechu. Walka zaś z wiatrakami trafia we wszystkich Polaków. Przede wszystkim trując ich smogiem. Potem obdzierając z zarobków. Aliści gdzie stoi napisane, że Polacy to naczynia nieczystości, czy jakoś tak? Może tylko u Dostojewskiego i to wyłącznie cyrylicą? U nas jej przecież dawno nie wykładają.
Jest i inny problem. Oto order Orła Białego, przeznaczony dla Stefana Żeromskiego w roku stulecia odzyskania niepodległości trzeba przekazać rodzinie dawno zmarłego autora “Przedwiośnia”. I tu się zaczyna problem. Sięgając bowiem do potomnych po kądzieli należałoby go wręczyć Juliuszowi Braunowi, który ustawicznie krytykuje obecnego prezesa TVP, po mieczu zaś Romanowi Giertychowi, jeszcze gorzej.
Nic tylko szacowny order trzeba odesłać w zapomnienie niczym czystą energię. Jak bowiem walka z wiatrakami, to konsekwentnie.

wtorek, 27 listopada 2018

Kartografowie

Gazeta Wyborcza pisze o nadziei żywionej w obozie dobrej zmiany na stopniowe odejście afery KNF w zapomnienie. Tomasz Lis przytacza przykłady bagatelizowania tam sprawy, prezentując w Internecie wypowiedzi rozciągnięte od zapewnień o gorliwości w jej zwalczaniu (wejście CBA nawet natychmiast po opuszczeniu pomieszczenia przez obwinianego nie jest tu dobrym przykładem) po stwierdzanie, że niczego tam przecież nie ma, bo nie padła żadna suma [Andrzej Dera].
Może to i racja z tym zapomnieniem, bo tymczasem ruszył proces w sprawie wołomińskiego SKOK-u, który stracił miliard złotych. Kredyty bowiem przyznawano też słupom, czyli osobom które ich ani osobiście nie odbierały, ani nikt ich nie spłacał. Jeden z zeznających opowiada sądowi o prominentnych politykach PiS-u, którym on i inni urzędnicy kasy mieli wręczać koperty wypełnione gotówką pochodzącą z tych właśnie źródeł, stale się narażając na utyskiwania, że są takie cienkie. Po zapomnianym już uszczuplaniu zasobów Czerwonego Krzyża, wałkowanym właśnie KNF-ie rysowałby się kolejny temat dla mediów.
Nic więc dziwnego, że kukizowcy zwietrzyli krew i uderzają w swoich nieformalnych koalicjantów. Składają oto w Sejmie projekt ustawy, antysitwowej jak powiadają i jeśli przejdzie, to każdy ważniejszy pracownik administracji państwowej i spółek skarbowych będzie musiał wyliczyć swoich krewnych, pozostających na politycznych stanowiskach. Jak tego zaniecha albo o kimś zapomni, dosięgnie go grzywna, ograniczenie wolności lub nawet trzyletnia odsiadka. Także politycy, przyłapani na promowaniu swojaka w trakcie konkursów na ważne posady będą podobnie karani. Ciekawe jak się PiS zachowa podczas głosowań? Na razie Ryszard Czarnecki przypomina, że syn Pawła Kukiza ubiegał się o stanowisko Rzecznika Praw Dziecka.
Ba, z inicjatywy kukizowców powstaje też mapa, na której mają być zaznaczone miejsca występowania i liczba potencjalnych nepotów. Ciekawe jakim znakiem i jaką barwą będą opatrywani i gdzie ich jest najwięcej oraz wokół kogo są zgromadzeni. Mapa powinna być interaktywna, dzięki czemu każdy potencjalny petent mógłby sobie wybrać urząd i należycie ułożyć tekst, z którym wystąpi do władzy.
Nadzieje więc na zapomnienie o aferach są raczej mało realne. Kiedy tylko jedna się opatrzy, natychmiast media piszą o następnej. Jeżeli brać pod uwagę rozmiary tej czerwonokrzyskiej, KNF-u i wołomińskiej, to łatwo dostrzec trend wykładniczy. Będą więc coraz częstsze przetasowania na stanowiskach. Wynika z tego, że mapa kukizowców musi też uwzględniać czas. I tu dopiero będzie problem. Bo pokazanie przestrzeni czterowymiarowej na dwóch wymiarach zawsze stanowiło poważną trudność.
Ale też na słabeuszy nie trafiło. Wszystko przecież potrafią wyjaśnić, a jak nie, zrobią referendum.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Skuteczność

Neonaziści to margines marginesów [Tadeusz Cymański] ale sędzia kradnący kiełbasę zmusza PiS do reformy całego sądownictwa [Andrzej Stankiewicz]. Zatem dwa marsze w Dniu Niepodległości, półtora albo nawet jeden [Jerzy Kryszak] to spontaniczna demonstracja radości. Nie ma tedy racji Wojciech Maziarski utrzymując, że ośmielony margines wychodzi na ulice.
Wszystko to w kontekście wezwania do prokuratury na przesłuchanie, dostarczonego w piątek operatorowi TVN przez funkcjonariuszy ABW. Kamerzysta bowiem udawał neonazistę, kiedy filmował rodzimych faszystów, jak obchodzili urodziny Hitlera w podwodzisławskim lesie. Ma się tłumaczyć z propagowania totalizmu. Media obiegło jego zdjęcie, kiedy dla pozyskania zaufania uczestników uroczystości “hajluje” pod portretem wodza III Rzeszy.
Uderza tu zróżnicowana energia dochodzenia. Wszak dotychczas nie postawiono zarzutów sprawcom wieszania portretów parlamentarzystów PO na katowickim rynku (jeden z wieszających kandydował do sejmiku wojewódzkiego) ani krzewicielom rasistowskich haseł na zeszłorocznych obchodach Dnia Niepodległości. Tam mizeria efektów, tu zaś służby specjalne przejmują nawet dzieło poczty.
Może więc rzeczywiście mamy do czynienia z ośmielaniem kolejnego dżina. Populizm spowszedniał i jego ofiary zaczynają zdradzać niepewność. Trzeba by zatem sięgnąć po wsparcie następnej ekstremy, narodowców. Trudno zaś ich bardziej zjednać, jak okazując pobłażliwość wobec najbardziej skrajnych ich odłamów. Oczywistym zaś symptomem prawdziwości takich podejrzeń byłyby zapewnienia Tadeusza Cymańskiego, który swoją specyficzną wiarygodność udokumentował już wielokrotnie.
Chociaż prokuratura odwołała w niedzielę wezwanie operatora TVN, atmosfera pozostaje. Wedle oficjalnego komunikatu postawienie mu zarzutów byłoby przedwczesne. Cofnięto się pod wpływem mediów albo przedsięwzięciem zawiadują różne ośrodki decyzyjne. Z jakim przestajesz, takim się stajesz – powiada jednak ludowa mądrość. Tak więc czy owak może nas czekać dużo mniej ciekawa gęba od tej, która chyba już nas paskudnie wyróżnia w świecie.
Jakoś trudno się oprzeć wrażeniu, że wejście na równię pochyłą daje swoistą suwerenność w polityce. Jest się wtedy powolnym jedynie sile ciążenia. Ta zaś jest bezwzględna i dotyczy także wyznawanych wartości.

niedziela, 25 listopada 2018

Semiotyka

Sąd, który ma rozstrzygnąć “polityczny spór stulecia” o naruszenie dóbr ma pozornie tylko łatwe zadanie. Pomówienie bowiem kogoś, że się przyczynił do czyjejś śmierci niewątpliwie godzi w dobra osobiste pomówionego. Aliści kiedy sam obrażony nie stronił od formułowania poważnych zarzutów wobec nielubianych osób, sprawa się komplikuje.
O znaczeniu bowiem wypowiedzi decyduje kod, którym się posługuje wyraziciel. Jest on osadzony w jego kulturowym kontekście. Jeżeli zatem w jakimś środowisku są publicznie formułowane zarzuty o zdradzie, zaprzaństwie, targowicy, krwi na rękach, złodziejstwie, kanaliach wreszcie i zdradzieckich mordach, o obiektywnie pogardliwym drugim sorcie i odczłowieczającym elemencie animalnym nie mówiąc i nikt tam nie uważa tego za delikty, to wykorzystuje ono swój własny zasób znaków do porozumiewania się z otoczeniem. Przecież nie można nikomu zarzucać złej woli, szczególnie zaś chęci łamania prawa. Zwłaszcza jeśli ów ktoś pełni ważną funkcję państwową.
Sąd zatem może również uwzględnić sposób wypowiedzi wyrazicieli środowiska osoby składającej skargę i uznać, że inkryminowane kwestie, jako się rzekło obraźliwe w tradycyjnym pojęciu, są zgodne kodem stosowanym tam bez intencji obrażania. Nie może się przecież nikt domagać od kogoś innego przeprosin za wypowiedzi, które sam uznaje za dopuszczalne. Wyobraźmy sobie, że w jakimś narzeczu niektóre jego określenia brzmią obraźliwie dla innych. Użytkownik więc takiej gwary nie może się skutecznie skarżyć na nazywanie go w swojej mowie czymś, co się w innej brzydko kojarzy.
Wystarczy sobie przypomnieć porównania, jakie padały pod adresem pani Gersdorf, kiedy jeszcze dla eksponentów PiS-u nie była prezesem Sądu Najwyższego, aby sobie uprzytomnić problem. Przejście pod wpływem TSUE do tradycyjnej rzeczywistości spowodowało, że w wypowiedziach jej poprzednich krytyków znikły owe obraźliwe w potocznym rozumieniu określenia. W innym bowiem kręgu obowiązuje inna mowa.
Dlatego wyrok sądu, spodziewany w nadchodzącym tygodniu wydaje się mimo wszystko zagadką.

sobota, 24 listopada 2018

Radości

Diagnosta laboratoryjny, który uzna, że zlecone mu badania prenatalne mogą być powodem do przeprowadzenia aborcji, może odmówić wydania orzeczenia. Taką regulację przedstawią Sejmowi ci, którzy sobie wyobrażają, że w niedzielę pójdą do kościoła ludzie, teraz już na peerelowską modłę stłoczeni w sklepach podczas sobotnich zakupów. Więcej, że Polacy będą tym zachwyceni.
Jak podają media zabawną “nibylandię” [TVNmeteo] prezentuje spot, przygotowany na szczyt klimatyczny w Katowicach. Polska jest tam prezentowana jako gorliwy bojownik o czystość powietrza. O tym, że 60% miast z najbardziej zanieczyszczoną atmosferą znajduje się w Polsce nie ma tam ani słowa. Jedynym zaś środkiem zapobiegawczym przeciw skutkom zakonserwowania u nas przestarzałych technologii i brudnych paliw jest obciążenie fiskusa kosztami wzrostu cen energii, wywołanego ich urzędniczą regulacją w energetyce.
Mamy też zabawne skutki finansowe dobrej zmiany w rolnictwie. W wyniku racjonalizacji zarządzania zlikwidowano Agencję Rynku Rolnego i Agencję Nieruchomości Rolnych. W ich miejsce powstał Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. Zwolniono w ten sposób około tysiąca urzędników, ale zrobiono to tak “zręcznie”, że teraz oddaleni pracownicy skutecznie ubiegają się o odszkodowania. Rekordzista uzyskał prawie 400 tysięcy złotych.
Alternatywna rzeczywistość zawsze iskrzy w zetknięciu z realem. Zawsze uderza nie w twórców zmyślonego świata, a w zwykłych ludzi, żyjących w prawdziwej codzienności. W końcu po to się im tworzy złudzenia, aby ich kreatorzy mogli mieć to, co im się “po prostu należy”. Chyba że do sprawy wmiesza się sąd. SN właśnie uznał, że prezydent nie mógł ułaskawić Mariusza Kamińskiego przed jego prawomocnym skazaniem.
Nie każdy z nas będzie się zmagał z trudem wychowywania niepełnosprawnego dziecka, ale każdy odczuje skutki “zręczności” władzy płacąc bezpośrednie, pośrednie i ukryte daniny. I wszyscy będziemy przekonywani, że są one coraz to mniejsze. Ba, może nawet nominalnie będą. Przecież komuna w ogóle nie pobierała podatków, nie miała bezrobocia, nie liczyła PKB, a jak już, to się okazywało, że jesteśmy dziesiątą potęgą przemysłową świata. A padła nieszczęsna pod własnym ciężarem.
Tyle, że komuna nie miała niezależnych sądów. My jeszcze mamy, mamy więc i szansę na przetrwanie ustrojowych zawirowań.