Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

sobota, 25 stycznia 2020

Dominanta

Szefowa Kancelarii Sejmu ma ponieść karę za dobrozmienny sposób interpretowania prawa. Sędzia, który przedtem wykazał dobrą wolę, godząc się nawet na przyjazd do Warszawy, aby jej ułatwić podporządkowanie się postanowieniu o ujawnieniu list poparcia do Krajowej Rady Sądownictwa, nałożył na nią dwie grzywny za nieuzasadniony sprzeciw.
Teraz pewnie przyjdzie kolej na inspiratorów takiego zachowania, kiedy pani dyrektor będzie się odwoływać. Ciekawe, czy broniąc swojego postępowania wskażą jeszcze wyższe autorytety, którym oni z kolei ulegli?
Ale to drobiazg. Czwartkowy akt SN musi być przestrzegany zgodnie z artykułem 87 Ustawy o Sądzie Najwyższym autorstwa Sejmu dobrej zmiany. Rzeczony bowiem przepis brzmi tak: “Uchwały pełnego składu Sądu Najwyższego, składu połączonych izb oraz składu całej izby, z chwilą ich podjęcia uzyskują moc zasad prawnych”.
Rzecz nie rozstrzyga o zgodności z Konstytucją oczywistego prawa do badania kompetencji sędziów. W żadnym też przypadku nie kwestionuje uprawnień prezydenta do ich powoływania. Ale prawidłowość orzeczeń może być sprawdzana. Można więc kwestionować wyrok wydany przy udziale sędziego, powołanego za poparciem upolitycznionego organu.
Piątkowa zatem filipika Mateusza Morawieckiego przeciwko postępowaniu Sądu Najwyższego jest bezzasadna, podobnie jak jego zarzut, jakoby SN uzurpował sobie uprawnienia Sejmu oraz prezydenta. Argumentacja naszego premiera wytyka bowiem błędy, które nie zaistniały.
Znamienny był protest, natychmiast po ogłoszeniu uchwały wyrażony w tym kontekście przez Zbigniewa Ziobrę. Minister sprawiedliwości nie wdawał się w szczegóły, ale ogólnie wyraził dezaprobatę dla Sądu Najwyższego. Jeden zaś  z licznych wiceministrów w naszym rządzie wprost powiada, że “mam w nosie tych 60 profesorów, bo ja jestem za Polakami. To nie są dla mnie autorytety”.
Wstręt jedynie słusznej postawy jest tu dość oczywisty. Jej twórcy z właściwą sobie zręcznością doprowadzili do tego, że przede wszystkim kwestionowane będą wyroki korzystne dla dobrozmieńców. Otwiera się też pole do dalszych zdarzeń, zapoczątkowanych przez grzywny dla szefowej Kancelarii Sejmu. Teraz bowiem Zbigniew Ziobro jest wezwany do przekazania spornych list.
Wydaje się, że TSUE, wydając swoją opinię wyzwolił proces, który dawniej nazywano efektem domina. Teraz pewnie zostanie mu nadana bardziej aktualna nazwa. Jak się bowiem okazuje nikt już nie pamięta, jak to wygląda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.