Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sejm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sejm. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 sierpnia 2020

Ambiwalenie

 Pani Lichocka znowu jest wiceszefową sejmowej komisji kultury. W ten sposób w dobrej zmianie albo został nobilitowany gest, który sam Prezes uważał za kontrowersyjny, albo uznano, że wódz jest omylny. Wniosek o przywrócenie stanowiska pani Joannie zgłosił Marek Suski. Drugi więc wariant wydaje się mniej prawdopodobny.

Wczoraj też za swój gest pani Lichocka została przez Komisję Etyki Poselskiej ukarana naganą. Tam atoli dobra zmiana nie ma wielkiego wpływu na orzeczenie komisji.

Prezydent pewnie również ma niepełną władzę, bo niedawno usunięty na jego żądanie Jacek Kurski znowu będzie prezesem TVP. Dokończy swoją czteroletnią kadencję, rozpoczętą w 2016 roku. Wybrała go rada, narodowa oczywiście. Aliści nie dokonała tego jednomyślnie.

Jak dowodzi rozliczenie kosztów podróży jedynie słusznego europosła można w lutym podróżować z Jasła do Brukseli wyrejestrowanym i wyzłomowanym przed laty, w dodatku pożyczonym fiatem punto w wersji kabriolet. A co? Jak się ma coś pilnego do załatwienia, to się nie traci czasu na kolejki przed wejściem do samolotu. No i nie dba o wygody. I koszta. Wszak jak zmiana, to dobra.

Dwoistość przekazu nie opuściła też koronawirusa. Wprawdzie udało mu się zakazić ponad 800 osób jednego dnia, ale TVP Info podkreśla fakt, że od początku pandemii wyzdrowiało u nas już ponad 36 tysięcy chorych. I to nie jest ostatnie słowo ani wirusa, ani głosicieli radości ozdrowieńców.

Nie będzie żadnego wsparcia dla firm, poszkodowanych wskutek dodatkowych restrykcji, spowodowanych wzrostem tempa zachorowań. To przynajmniej jest jednoznaczne.

Nie tylko. Nauczyciele nie otrzymają obiecanych podwyżek. Brak pieniędzy. To w ich przypadku stan chroniczny. Podobnie jak nieustający trud szefa ZNP, tego samego od lat. Nie ma więc niespodzianek.

I co? Byczo jest.

czwartek, 10 lipca 2014

Cienie

Jarosław Kaczyński już w rozmowie z Gazetą Polską określił nasz rząd jako ekipę dresiarsko knajacką. Potem zaś w sejmowym wystąpieniu dodatkowo pomylił deficyt z długiem, zaniżył długość zbudowanych autostrad i wywiódł z tego całkowity upadek ekonomiczny Polski. O Tusku zaś mówił, że ów nakłamał tak iż słońcu wstyd świecić. Tym też uzasadniał wniosek swojej partii o wotum nieufności dla rządu. 
No i zaprezentował pan prezes merytoryczny poziom swego ugrupowania wartości, stojącego w opozycji do przemysłu nienawiści, zwalczającego jakoby w zmowie z mediami jedynie słuszną ideologię przywrócenia Polski ludowej. Takiej, której preześnym zdaniem Rosjanie sobie nie życzą żadną miarą. Pewnie dlatego, że zgodnie z polityką uważaną w PiS za jagiellońską bez oglądania się na Unię stworzyłaby podporządkowany sobie sojusz dawnych demoludów i przy pomocy USA skończyła ze wschodnim zagrożeniem.
 
Potem zaprezentowano wystąpienie profesora Glińskiego. Z fatalnym dla niego skutkiem. Ktoś tak dalece pozbawiony charyzmy może rzeczywiście występować tylko z tabletu. Nie bardzo się dało spamiętać co właściwie powiedział a w gruncie rzeczy wyczytał z niewyraźnie chyba napisanego tekstu. 
 
Lepiej już wypadł nawet Janusz Piechociński, który na konferencji prasowej poza salą sejmową mówił wzniośle o ludziach, co niecnie zastygli na plemiennym uprawianiu polityki, nie dopuszczających ani do wyjaśnienia ani do rozliczenia nieprawidłowości. 
 
Eseldowcy wygłosili ustami charakterystycznie się prezentującego jegomościa jakieś szyderstwa o występowaniu z Unii. Wraz z głębokim przeświadczeniem o kryzysie, w którym się też wedle nich znajdujemy.
 
W tle się zaś przebijała wiadomość o zwolnieniu profesora Chazara z funkcji dyrektora za to, że naruszył prawo. Ten problem znakomicie sytuuje zarzut Jarosława Kaczyńskiego wobec rządu, który jego zdaniem za nic ma konstytucję i prawo w ogóle. PiS bowiem stanowczo uważa, że prawidłowo postępuje medyk zmuszający kobietę do urodzenia dziecka, wedle wszystkich symptomów prenatalnych pozbawionego możliwości samodzielnego przeżycia. Jakoś się chyba jednak bronimy przed klerykalizacją społeczeństwa.
 
W sumie opozycja oficjalnie zaprezentowała taką samą marność argumentowania, jaką na podstawie podsłuchanych, prywatnych rozmów przypisuje politykom prorządowym. Tyle tylko, że ci nie zostali jednak złapani na chęci prezentowania szczegółów anatomii swoim koleżankom. Nie przekonują też, że błędem jest ograniczanie przez Marynarkę Wojenną możliwości bojowych łodzi. Podwodnych, ale jednak. Nadal więc rejestrujemy nieprzezwyciężalną różnicę między obu politycznymi formacjami. 
 
I nadal widać, że rozsądny wyborca nie ma alternatywy.

środa, 2 lipca 2014

Stoicy

Afera taśmowa spowodowała chyba pęd ku wartościom. Znana z ekspresyjnych wypowiedzi posłanka doniosła do organów ścigania, że dwa lata temu sejmowe stenotypistki, uległszy sugestii posła na mównicy nieprawdziwie wpisały do stenogramu wulgarny odpowiednik wyrażonej jakoby przez nią prośby, aby ów „był łaskaw się bezzwłocznie oddalić w dowolnie przez siebie obranym kierunku” [klasyk]. Wedle skarżącej się parlamentarzystki na sali sejmowej występują sprzężenia i pogłosy, nie wszystko więc można tam zrozumieć. Kiedy prokurator odmówił ścigania rzekomego fałszerstwa protokołu, posłanka się odwołała, ale niestety po ustawowym terminie, rzecz się zatem uprawomocniła.
Sprzężenia trapią chyba nie tylko nasz Sejm. Unijny również. Deputowany więc PiS nie powstał z innymi, kiedy orkiestra tradycyjnie odegrała „Odę do radości” na inaugurację nowej kadencji Parlamentu Europejskiego. Nie usłyszał zapewne hymnu albo zapoczątkował był „nową świecką tradycję”.
 
Niemniej trzeba z zadowoleniem odnotować, że się niektórzy parlamentarzyści odżegnują od tego aby ich wiązano z nieparlamentarnym słownictwem, co ma ich odróżniać od tych polityków, którzy się posługują wulgaryzmami i nie mogą dowodów na to przypisywać podatności stenotypistek na sugestię. I to nie tylko dlatego, że ustaleniem tożsamości sprawców zapisu się właśnie zajmuje aparat ścigania. Afera taśmowa ma zatem dobroczynne skutki także poza stworzeniem nadziei na zmniejszenie bezrobocia, poprzez danie lewicowcom powodów do wnioskowania o powołanie siedmiu (sic!) sejmowych komisji śledczych.
 
Reporterzy TVP Info też postanowili aferę jakoś skonsumować i pokazali, że nikt w Polsce nie może być bezpieczny przed podsłuchiwaniem. Przemycili więc do Sejmu sprzęt od tajnych nagrań. Aliści nie tylko. Zainstalowali go i potem uroczyście zademonstrowali publicznie. Funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej będą się mieli z pyszna. 
 
Na szczęście Amerykanie opracowali urządzenia lokalizujące podsłuch nawet z minidronów szpiegowskich. Wszystko kosztuje około 500 dolarów i wykrywa oraz wskazuje każdą podejrzaną emisję w promieniu 50 metrów. Będzie więc na nią stać nie tylko marszałkowskich strażników, ale też każdego posła. Szczególnie takiego, który by się chciał zwracać ku wartościom. Wszyscy więc teraz będą mogli zwalczać podsłuchy. Tylko na sali sejmowej chyba jednak nie, bo tam te straszliwe sprzężenia mogą zakłócać wykrywacze.
 
Nie ten jest szczęśliwy, kto poznał mądrość, ale ten kto ją praktykuje - tak niegdyś pisał Seneka. Ci bowiem co tylko wiedzą jak postępować mądrze, lecz tego nie wdrażają są wprawdzie wolni od strachu, ale podlegają jeszcze pysze, która ich może zwieść  na manowce. Podobnie jak ci, którzy sie już nie boją śmierci, politycznej oczywiście, ale jeszcze drżą przed bólem, jaki jej towarzyszy. Dlatego pewnie tak histerycznie reagują na krytykę.
 
Nuże zatem panie i panowie wybrańcy. Do dzieła. To znaczy do praktykowania. Dzięki aferze i technice skonstatujemy, że nasza scena polityczna mądrzeje w zastraszającym tempie.