Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

środa, 2 lipca 2014

Stoicy

Afera taśmowa spowodowała chyba pęd ku wartościom. Znana z ekspresyjnych wypowiedzi posłanka doniosła do organów ścigania, że dwa lata temu sejmowe stenotypistki, uległszy sugestii posła na mównicy nieprawdziwie wpisały do stenogramu wulgarny odpowiednik wyrażonej jakoby przez nią prośby, aby ów „był łaskaw się bezzwłocznie oddalić w dowolnie przez siebie obranym kierunku” [klasyk]. Wedle skarżącej się parlamentarzystki na sali sejmowej występują sprzężenia i pogłosy, nie wszystko więc można tam zrozumieć. Kiedy prokurator odmówił ścigania rzekomego fałszerstwa protokołu, posłanka się odwołała, ale niestety po ustawowym terminie, rzecz się zatem uprawomocniła.
Sprzężenia trapią chyba nie tylko nasz Sejm. Unijny również. Deputowany więc PiS nie powstał z innymi, kiedy orkiestra tradycyjnie odegrała „Odę do radości” na inaugurację nowej kadencji Parlamentu Europejskiego. Nie usłyszał zapewne hymnu albo zapoczątkował był „nową świecką tradycję”.
 
Niemniej trzeba z zadowoleniem odnotować, że się niektórzy parlamentarzyści odżegnują od tego aby ich wiązano z nieparlamentarnym słownictwem, co ma ich odróżniać od tych polityków, którzy się posługują wulgaryzmami i nie mogą dowodów na to przypisywać podatności stenotypistek na sugestię. I to nie tylko dlatego, że ustaleniem tożsamości sprawców zapisu się właśnie zajmuje aparat ścigania. Afera taśmowa ma zatem dobroczynne skutki także poza stworzeniem nadziei na zmniejszenie bezrobocia, poprzez danie lewicowcom powodów do wnioskowania o powołanie siedmiu (sic!) sejmowych komisji śledczych.
 
Reporterzy TVP Info też postanowili aferę jakoś skonsumować i pokazali, że nikt w Polsce nie może być bezpieczny przed podsłuchiwaniem. Przemycili więc do Sejmu sprzęt od tajnych nagrań. Aliści nie tylko. Zainstalowali go i potem uroczyście zademonstrowali publicznie. Funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej będą się mieli z pyszna. 
 
Na szczęście Amerykanie opracowali urządzenia lokalizujące podsłuch nawet z minidronów szpiegowskich. Wszystko kosztuje około 500 dolarów i wykrywa oraz wskazuje każdą podejrzaną emisję w promieniu 50 metrów. Będzie więc na nią stać nie tylko marszałkowskich strażników, ale też każdego posła. Szczególnie takiego, który by się chciał zwracać ku wartościom. Wszyscy więc teraz będą mogli zwalczać podsłuchy. Tylko na sali sejmowej chyba jednak nie, bo tam te straszliwe sprzężenia mogą zakłócać wykrywacze.
 
Nie ten jest szczęśliwy, kto poznał mądrość, ale ten kto ją praktykuje - tak niegdyś pisał Seneka. Ci bowiem co tylko wiedzą jak postępować mądrze, lecz tego nie wdrażają są wprawdzie wolni od strachu, ale podlegają jeszcze pysze, która ich może zwieść  na manowce. Podobnie jak ci, którzy sie już nie boją śmierci, politycznej oczywiście, ale jeszcze drżą przed bólem, jaki jej towarzyszy. Dlatego pewnie tak histerycznie reagują na krytykę.
 
Nuże zatem panie i panowie wybrańcy. Do dzieła. To znaczy do praktykowania. Dzięki aferze i technice skonstatujemy, że nasza scena polityczna mądrzeje w zastraszającym tempie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.