Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chłopcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chłopcy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 sierpnia 2020

Światy

  Tak bywa na świecie, że respiratory nie dojeżdżają – to powtarzany przez media greps, którym się na odchodnym popisał minister Szumowski. Odszedł a następcy nie ma. Ministerstwo jest bez głowy. Katarzyna Lubnauer ostrzega więc przed niepotrzebnym pojawianiem się w okolicy Nowogrodzkiej. Mogą złapać i zrobić ministrem, zdrowia w dodatku.

O swojej dymisji profesor Szumowski — był też ustanowiony kimś w rodzaju apostoła — wiedział już w czasie, kiedy zapewniał, że nigdy, przenigdy nie opuści ministerstwa, chociażby dlatego, że jako żeglarz i sternik wie, iż się takich rzeczy nie robi.

Najbardziej więc w ocenie premiera zasłużony członek gabinetu łgał w żywe oczy. W takiej sytuacji wiarygodność zarówno jego, jak i innych ministrów staje pod znakiem zapytania. Tym razem po raz pierwszy niejako oficjalnie. Przedtem głosili to tylko komentatorzy poczynań władzy.

Tymczasem posłowie opozycji nie odpuszczają i stale drążą sprawę zakupu nie tylko rzeczonych respiratorów, ale też maseczek i przyłbic, nabywanych nie w hurtowniach, a od sportowca czy innego oscypkarza. Były już minister żałuje, że parlamentarzyści nie znaleźli się w ministerstwie, kiedy trzeba było pomóc. No i teraz wiadomo, kto zawalił, bo nie powiedział członkom rządu, gdzie się kupuje sprzęt medyczny.

– Na całym świecie nie ma takiego ministra, którego się dymisjonuje, jak jest fantastyczny, świetnie się sprawdza, ma niezły PR. W polityce tak się nie dzieje, tym bardziej, gdy w perspektywie są trzy lata rządów – mówi portalowi Wiadomo.co Mirosław Oczkoś.

Ale my nie jesteśmy na całym świecie. Jesteśmy w jego odwrotności, wobec tego wszystko u nas musi być na opak.


środa, 22 grudnia 2010

Mecz

Hala sportowa nie wpuszcza do środka zimy. W hallu jest jasno i ciepło. Kilkoro rodziców czeka na swoje potomstwo, rozgrywające obok zajadłe spotkanie dwóch szkolnych drużyn dziesięciolatków. Właściwie same kobiety. Dwie zatopione w rozmowie, pozostałe siedzą na niewygodnych ławeczkach rozważając coś w skupionym zamyśleniu. Przechodzę przez uchylone drzwi do innego świata. 

Obszerna sala gimnastyczna dostosowana do futbolu, biegające po parkiecie dzieciaki. Szym stoi w bramce bardziej odległej od drzwi i w gorących tam momentach widzę tylko tłok, czasem piłkę godzącą w mego wnuka i potem z dalszych jej losów mogę wnioskować o wyniku. Obronił czy nie.

Tutaj się wzdłuż ściany rozmieścili męscy rodzice. Jedyna pozostająca na sali kobieta natychmiast zauważa, że obserwuję raczej dorosłych i wymienia ze mną rozbawione spojrzenie. Bo i jest wesoło. Jeden z ojców, niewysoki blondas dopinguje grę instruując ze znawstwem zawodników.

- Nisko ją puszczaj. Idź do przodu. Taak. - woła, klaszcząc w momencie, kiedy się zawodnikowi udaje jego instrukcję pomyślnie wykonać. Czy te okrzyki do zawodników docierają, to raczej wątpliwe ale on nie ustaje. Pozostali z uwagą obserwują grę, ożywionymi głosami wymieniając uwagi.

Szym kopie w pewnym momencie strzeloną do jego bramki piłkę a ta szerokim łukiem leci poza środek boiska i odbija się z głośnym plaskiem dopiero za plecami nazbyt do przodu wysforowanego obrońcy. Za piłką bezszelestnie podąża z zimną, bezlitosną gorliwością cień  napastnika szymskiej drużyny. Omija zbaranianego wskutek niespodziewanego zdarzenia stopera i zmierza wprost do siatki, poprzedzany przez odbijającą się od podłogi po raz drugi piłkę. 

- Do przodu - komenderuje wychodzącym bez tego z bramki chłopakiem Blondas. 

Napastnik muśnięciem głowy przerzuca piłkę nad bezradnym bramkarzem i… drugi, nieletni obrońca materializuje się obok, w ostatniej chwili wybijając na aut. Klaszczę zaskoczony w dłonie. A niech to. Patrzymy na siebie z satysfakcją - dobre. Łapię widok protekcjonalnie podniesionych do góry brwi jedynej na boisku kobiety. Jasne, że się jej chłopackie zbratanie pokoleń wydaje komiczne. Ale by przecież nie była kobietą, gdyby było inaczej.

Wychodzących z szatni zawodników odbierają odprężeni rodzice. Kobiety krótkimi, celowymi ruchami porządkują garderobę uchylających się przed tym pociech. Nie wypada przecież, koledzy patrzą. Mężczyźni wymieniają z potomstwem fachowe uwagi.

- Dobry byłeś - mówię do Szyma, nakładającego krzywo, z fasonem czapkę.
- A które akcje widziałeś? - pyta czujnie. Mogę bowiem udawać.
- Trzy ostatnie. Obroniłeś.
- Tak wyszło - niedbale odpowiada, po męsku mój wnuk.

Bo między chłopakami pewne rzeczy są jasne.