Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

środa, 14 sierpnia 2019

Parkaniarze

Wydawałoby się, że obrona prominentnych polityków dobrej zmiany przed oskarżeniami szkodzi im bardziej od ataków. Niektóre jej przejawy mają bowiem znamiona szyderstwa. Wszak nazywanie nadzwyczaj skromną osoby, o której media wypisują teksty świadczące o czymś innym, w swojej istocie nie może nie być ironią, nawet jeżeli jej nie zamierzono.
Podobnie brzmi sugestia uznania marszów równości za nielegalne. Jeżeli to nie dowcip, to przepada cała linia propagandy, dowodząca kwitnącej u nas demokracji, bo jeszcze każdy ma prawo demonstrować. W tym samym trendzie utrzymuje się twierdzenie, jakoby LGBT było błędem antropologicznym. Jeżeli to nie kpina, to w naukowym ujęciu stoi w sprzeczności z zasadą ewolucji, natomiast w religijnym zakłada pomyłkę Stwórcy.
W ogóle cała wojna propagandowa ze środowiskami LGBT jest oczywistym szyderstwem z Polaków. W obliczu dobrozmiennej strategii, odrzucającej wypracowaną przez kapitalizm zasadę, że w czasie ekonomicznej hossy gromadzi się zapasy na bessę, mamy cały szereg spraw do załatwienia, póki nie jest za późno. Przynajmniej zaś można by się było spodziewać mentalnego przygotowania rodaków na lata chude.
A tutaj albo się dowcipkuje, albo rzeczywiście oponuje przeciwko prawom człowieka, próbując wykreować sztucznego wroga publicznego. Mamy do czynienia z przysłowiową próbą trafienia kulą w płot.

wtorek, 13 sierpnia 2019

Naprawcy

— Wuj to wuj — mówił modelowy u Sienkiewicza intelektualista a rebours. — Witek jest świetna, bo jest doskonała — stwierdza klasyczny reprezentant dobrej zmiany, bezwiednie powtarzając argumentację z popularnej reklamy (lubię malinowe, bo są truskawkowe).
Wedle naukowców z Oxfordu za atakowanie przeciwników dobrej zmiany opłaca się rzeszę internetowych trolli. Poziom ich napaści nie odbiega od rzeczonych klasyków, dlatego łatwo je rozpoznać. Chociaż daje się też w całej trollerskiej rzeszy rozpoznać gorliwców. Ci wstyd przed sobą samym próbują zagadać, siląc się na sążniste słowotoki, w których bełkot ma zamazać niedostatek lub zgoła brak wszelkiego sensu. Przyciśnięci zaś do muru albo wręcz rzucają obelgami, albo starają się wykazać, że poprzednicy też nie byli święci.  
Tymczasem afera lotnicza rozlewa się na drugiego marszałka. Wczorajsza więc próba stworzenia pozorów, że nic się nie stało, ale dobra zmiana zmieni prawo, aby się jeszcze bardziej nic nie stało zaczyna brać w łeb od samego początku. Bo albo coś się stało i trzeba interweniować, albo nic się nie stało i właśnie jest wałkowane powietrze.
W dodatku się okazało, że niedługo po śmierci Brunona Kwietnia w więzieniu mamy dziwne samobójstwo Dawida Kosteckiego. To drugie okazało się tak kontrowersyjne, że aby uniknąć politycznego wykorzystywania nieszczęścia Ministerstwo Sprawiedliwości wydało specjalne oświadczenie. Ale wbrew jego intencjom media nie dają mu wiary.
Bo systemom autorytarnym się nie wierzy. Znowu najlepiej prezentuje tę prawidłowość Moskwa, która daremnie utrzymuje, że pod Archangielskiem wcale się sama nie zlikwidowała atomowa rakieta, wedle oficjalnej propagandy niezniszczalna ani teraz, ani w przyszłości.
W sumie więc jedno jest tylko w jedynie słusznej propagandzie pewne. Wuj to wuj. Reszta to pozory, nie licząc pieniędzy wykładanych na ich obronę.

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Strategie

Nasilenie wojny z “ideologią LGBT” wpycha opozycję w zmagania z Kościołem, którego niektórzy hierarchowie wzięli ostatnio na siebie trud dzielenia rodaków. Dotychczas obciążał on dobrą zmianę. Ta jednak już wcześniej w zmaganiach z elitami wykreowała gorszy sort i teraz prawdziwi Polacy się gubią w realiach. Bo w końcu nie wiedzą, kogo mają nienawidzić, inteligentów czy lumpiarstwo?
Już wcześniej antykomunistyczna retoryka dobrej zmiany też legła w gruzach. Zwłaszcza od czasu jak ją zaczęli głosić dobrozmieńcy, nagradzani niegdyś za wierność komunie. Kiedy zaś jeszcze do rozdawnictwa dołączyło się instytucjonalne kłamstwo, które jakoby nie narusza dobrozmiennego obyczaju, mamy komplet cech zapomnianego zdawałoby się ustroju.
Nic w końcu dziwnego, że zwolennicy dobrej zmiany popadają w niepewność. Przecież sam prezydent najpierw przyjął patronat nad obchodami rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej a potem nie wziął w nich udziału. Formacje AK jakoś nie doświadczają takiego uhonorowania. Czyżby londyński rząd też już był be? Może i nie, ale rzecz wygląda jak Prezes w strażackim hełmie, oddający honory na sposób zapożyczony z filmu “Ewa chce spać”.
Aliści to nie wszystko. Gerald Birgfellner ma być kolejny raz przesłuchany w sprawie zwrotu ponad miliona euro za koszta, poniesione dla przygotowania budowy K-Towers. Tym razem nie będzie musiał przyjeżdżać do Polski, zeznanie złoży w Austrii. Tymczasem mecenas Giertych już miesiąc temu zapowiadał, że w imieniu swego klienta złoży tam wniosek o ściganie niezręcznych inwestorów w budowę rzeczonych wież. Bo się wzdragają przed wypłatą wspomnianych należności.
Rzecz się kroi na kolejną pułapkę, na miarę pomieszania elit z gorszym sortem. Bo jakże to, zagraniczne firmy, zatrudnione w Polsce, za granicą mają się ubiegać o zapłatę? Przecież przejrzystość i sprawiedliwość także biznesu miała być wynikiem wdrożenia dobrej zmiany. No i co z deklarowanym wstrętem do kapitalistów, zwłaszcza zagranicznych? Tymczasem mamy jakieś tajemnicze nagrania, z których wynika coś całkowicie przeciwnego od wzmiankowanej deklaracji.
Nic tylko na gwałt trzeba wymyślić jakąś ideologię i wplątać w jej obronę jakąś szacowną instytucję. Tylko kto się na to teraz weźmie? Strażacy? Wszak najbardziej nawet udany dowcip działa tylko jeden raz.

niedziela, 11 sierpnia 2019

Niuanse

Po pierwsze fakty. Pani europoseł z całą powagą powtórzyła wyczytaną w reżimowych mediach bzdurę o szukaniu przez Szwedów azylu w Polsce, trapionych jakoby skutkami wdrażanej tam wielokulturowości. Nie musiała tego na Twitterze wypisywać, a napisała.
Rzecz nie wymaga komentarza.
Po drugie oceny. Jak pisze Oko.press wedle drugiej od przedwczoraj osoby w państwie “szkoła ma być państwowa, in vitro nie leczy, parytety są sztuczne, Tusk zapomniał, że jest Polakiem, fundacje - pod kontrolę, argumentacja Piotrowicza to "stara dobra szkoła", media z niepolskim kapitałem nie rozumieją Polski...”. Tutaj mamy do czynienia z ocenami, nie faktami.
Zaprezentowane poglądy są oczywiście błędne. Jeżeli szkoły mają być państwowe, to są lepsze od prywatnych. Rodzice więc z głupoty płacą za to, co by mogli mieć darmo? Metoda in vitro kończy się zapłodnieniem, leczy więc bezpłodność, czy nie? Donald Tusk został unijnym urzędnikiem, staranność w jego sprawowaniu nie leży w interesie Polski? Prywatne fundacje załatwiają to, czego nie może załatwić państwo. Peerel zaś jako przykład sprawiedliwości to najgorszy chyba pomysł. Media z zagranicznym kapitałem rozumieją, że gwarantem sukcesu nie jest interes zmieniającej się władzy, a prawda.
Po trzecie interpretacje. – ...Ta zmiana jest związana z rezygnacją pana marszałka Kuchcińskiego. Rezygnacją, która świadczy o wysokich standardach w Prawie i Sprawiedliwości. Chociaż pan marszałek nie złamał prawa, co więcej nie złamał pewnych obyczajów parlamentarnych, które wcześniej funkcjonowały – mówił wzięty wyraziciel dobrej zmiany o przedwczorajszej dymisji.
Rzecz jako oczywista nieprawda również nie wymaga komentarza.
W zaprezentowanym kontekście jawią się dwa pytania. Pierwsze, czy politycy dobrej zmiany wierzą w to, co mówią? Drugie, czy dobrym politykiem jest ten, kto daje wiarę ideologii, czy ten, kto ją wykorzystuje instrumentalnie. Brutalnie to wyraził niegdyś jeden z czołowych eksponentów obecnej formacji: “...lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud to kupi”.
Nie kłamie się powtarzając informacje, w które się wierzy. Tylko wiara w bajdy to kiepska legitymacja do sprawowania władzy. Trzeźwa zaś ocena rzeczywistości i równoczesna “jazda w kłamstwa” najlepiej chyba świadczy jedynie o umiejętności dbania o własny interes.
Tylko, jeżeli brak przyzwoitości, co zmienią jakieś tam uregulowania i co do tego mają wartości?

sobota, 10 sierpnia 2019

Gorycz

Słuchają Polaków i pozbywają się najwierniejszych. Prawdziwych zaś Polaków zapewniają o przestrzeganiu prawa i obyczaju, kreując się w ich oczach na ofiary układu, który wygryzł jednego z nich, bo woził rodzinę tak, jak by inni tego nie robili. Żegnają go zatem w Sejmie oklaskami na stojąco. Po prostu mu się należało, ale pazurków nie pokazał.
A wożą się, ale też nie tylko inni. Swoi latają za ocean, może nawet za swoje, ale opowiadają tam rzeczy co najmniej równie ambarasujące, jak naciąganie państwa na dowożenie krawata specjalnym samolotem. Jedno w tym jest pocieszające, że głoszone w USA rewelacje o smoleńskich eksplozjach w Polsce już nikogo nie interesują, nawet prawdziwych Polaków.
Chociaż dotąd ci najprawdziwsi dawali wiarę zapewnieniom własnej propagandy, opowiadając na przykład o Szwedach, uciekających do nas przed imigrantami, psując tym dodatkowo i tak nienajlepszy wizerunek rodaków za granicą. Także w sposób narażający ich na odpowiedzialność reagowali na “donoszenie na własny kraj”, ofiarnie pozbywając się znaczących stanowisk w Parlamencie Europejskim.
Mimo więc wszystko dobra zmiana nie oddaje pola. Świadczy o tym też moment ustąpienia zalatanego marszałka. Nastąpił dopiero po tym, jak Sejm stracił szansę na okazanie Prezesowi nieposłuszeństwa, kiedy ustępujący marszałek poprzez zwłokę w złożeniu dymisji zaprezentował lojalność wobec partii. Nie zostanie przeto usunięty z list wyborczych i pozostaje kandydatem na posła kolejnej kadencji.
Jego zaś następczyni również odbywała dziwne podróże. Przypisują jej jednorazowe pokonanie aż 460 kilometrów taksówką. Ale to było w innej epoce. Słuchano wtedy innego sortu. Wygłosiła też pojednawczą mowę, istnieje przeto nadzieja, że w Sejmie nastąpią pozytywne zmiany. Tak czy owak traktowanie prawdziwych Polaków jako suwerena, nadwątlone już po pokazaniu pazurków przez panią Szydło, teraz przeszło w niebyt.
Tylko co zrobić z ideologią, kiedy się okazało, że jeżeli nieprawdziwy jest Polak, to ma rację?

piątek, 9 sierpnia 2019

Sprawiedliwość

Ponieważ ustanawiamy wysokie normy postępowania, to marszałek przestaje pełnić funkcję, chociaż nie złamał prawa ani obyczaju. Nie widzieliśmy niczego złego w podobnym postępowaniu Donalda Tuska, ale skoro naród tego nie pochwala, to my też nie. Dobra bowiem zmiana słucha Polaków i służy Polsce.
Rzecznik zaś cudownie pomnożył kartki i rzucił je z odrazą na podłogę. Na pewno dla mediów, bo je tam pozostawił. Miało tam być wyliczenie lotów Donalda Tuska. A potem dygnitarze odeszli, nie bacząc na wołania dziennikarzy.
W powietrzu zaś unosiło się zapewnienie, że konsekwencje będą. Czy zgodnie z nim będą zbadane loty pani Szydło? Skoro Tusk utracił prawo do latania, to i ona go nie miała. Może nawet bardziej, bo jest z wyższej półki.
Ale stało się. Marek Kuchciński nie jest już marszałkiem, opozycja się nie musi męczyć z wyliczaniem jego swoistych zasług. Biorą się za to media. Przecież ogrodzenie Sejmu peerelowskimi barierkami, wypróbowanymi w stanie wojennym, zamknięcie dziennikarzom dostępu do wielu pomieszczeń, to nie bagatela.
Obiektywnie rzecz biorąc z takiego pojmowania władzy wyrosła arogancja dobrozmiennych wyrazicieli, zwracających się do dziennikarzy per szczylu lub w kontekście lotów opowiadających o intensywnej rywalizacji na najgłupszego posła. Stąd także postępowanie elit z “tej wyższej jakby półki”. Wszyscy przecież pamiętają nagrody, które im się po prostu należały, rozbijanie rządowych limuzyn, o jakichś tam austriackich pretensjach nie mówiąc.
Nie najlepiej wiec wyglądają ci, którzy przedtem stanowczo oświadczali, że marszałkowskie przeprosiny kończą sprawę. W dodatku media tymczasem wyciągają nie tylko lot do Budapesztu, ale dowożenie krawatu samolotem.
— Nie przypominam sobie, żeby Tusk organizował jakieś obloty nad Kaszubami, zabierał ze sobą siostrę, leciał do siostrzenicy na wesele, albo żeby ktoś mu wiózł krawat. Przecież to jest ze strony PiS kuriozalny sposób odwrócenia uwagi od istoty problemu — tak rzecz skomentował Krzysztof Brejza.
— O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć — pisał niegdyś Wittgenstein. Mowa bowiem nie jest złotem. Dlatego systemy autorytarne upadają w momencie, kiedy się próbują naprawić. Taka jest kolej rzeczy. I na to nie ma rady.

czwartek, 8 sierpnia 2019

Zmyślenia

“Bajka o głąbie” Romana Giertycha, która od przedwczoraj bawi Internet znalazła jednak jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości. Zgodnie bowiem z jej przekazem nie można zdymisjonować kogoś, kto nie zrobił czegoś innego od innych. Kiedy by zaś zbyt wielu przyszło wyrzucić to albo by wyrzucający pozostał sam, abo by sam otrzymał dymisję.
Dlatego dobra zmiana jako pierwsza zrobi to, czego zaniedbały poprzednie rządy, podniesiestandardy i prawnie usankcjonuje obyczaj. A staje się on bizantyński nie tylko z powodu zamiaru umożliwienia dostępu rodzin dygnitarzy do rządowych samolotów. Kancelaria Premiera już teraz kosztuje ponad dwa razy więcej, niż za rządów poprzedników. W następnej zaś kadencji Sejmu zmniejszone niedawno pensje parlamentarzystów mają być podniesione, aby nie musieli “dorabiać”.
Tymczasem prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieprawidłowości marszałkowskich lotów. Mają one już swoją medialną nazwę: Air Kuchciński. Doniesienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dokonała osoba fizyczna. Wiadomo już zatem dlaczego politycy korzystali z marszałkowskich zaproszeń do podróży. Rejsowe samoloty się opóźniały.
A Internet swoje. Aszdziennik.pl publikuje zdjęcie nowego samolotu Husarz 1683-Stealth. Ma być niewidzialny nie tylko dla radarów, ale i wykazu lotów. Wcześniej ów portal donosił jakoby Elon Musk zamierzał marszałka Kuchcińskiego wykorzystać do badania skutków długotrwałych lotów. Nic dziwnego, że Zachód budzi negatywne emocje. Tak dalece, że Prezes się w tym względzie powołuje na ascetycznego Gomułkę, przypisując wszakże pierwszosekretarskie metafory Romanowi Dmowskiemu.
Wszystko ze wszystkim się miesza. I to tak dalece, że nawet Ryszard Czarnecki już nie bulwersujeswoimi tłumaczeniami. Nic dziwnego, iż, jak informuje Marek Balicki, 24% Polaków ma lub miało zaburzenia psychiczne.
Wszak nietrudno zwariować w takim zamieszaniu. Nic więc dziwnego, że sam Prezes zabierze głos i chyba rozwiąże dziś problem, którego przecież dotąd nie było albo został zakończony.