Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

poniedziałek, 7 października 2019

Pustolat*

Wydaje się, że rzecz powinna być usankcjonowana. Przewodniczący pierwszej “Solidarności” by przedstawiał swój punkt widzenia wszystkim partiom, które przystąpiły do wyborów. Także kto i czym był jego zdaniem, kiedy “Solidarność” atakowano ze wszystkich stron.
Wtedy by był jakiś porządek. Nawet jeżeli do krytykowanego właśnie niegdysiejszego odłamu związku by należał też szef formacji, która teraz gości byłego prezydenta. A tak, tylko PO-KO czerpie z doświadczeń naszego noblisty. Od kiedy bowiem Lech Wałęsa wystąpił na konwencji Koalicji Obywatelskiej i pomógł jej w kampanii wyborczej, wszyscy na pewno chcą, aby jeszcze pomagał.
PiS zatem a i pewnie Lewica by na pewno chciały jego powtórnego wystąpienia na konferencji Platformy. Platforma bez wątpienia pragnęłaby, aby Przewodniczący osobiście wsparł PiS i Lewicę też. PSL też pewnie marzy o tym, by PiS doznał wsparcia od legendarnego przywódcy. I na pewno ludowcy mogą się spodziewać sprawiedliwej wzajemności.
Z braku jednak czasu, wszak kampania zmierza ku końcowi, inne formacje od KO-PO nie mają już wielkich szans. A przecież głos Przewodniczącego jest powtarzany przez wszystkie media.
Nie da się przeto nie zauważyć, że mamy do czynienia z istotnym niedopatrzeniem.
*Woźny Turecki w Kabarecie Olgi Lipińskiej.

niedziela, 6 października 2019

Nienasycenie

Bo wróg “Chce zdemoralizować, zepsuć, zepchnąć ze słusznej drogi naszą młodzież. Zaczyna się na pozór niewinnie – jaskrawy krawacik z nimfami, bujna fryzura w mandolinę, króciutkie spodenki, płaski kapelusik. Cóż w tym złego? Moda. Na Boga, czemuż by to nie można było nosić się na sposób amerykański? Od takiej właśnie mody wróg zaczyna swoją rozkładową robotę. Trudno przecież zacząć od razu od innych nieodłącznie związanych z amerykańskim stylem życia zwyczajów. Trudno jest bez odpowiedniego wprowadzenia kazać ludziom rabować, gwałcić tak jak to czynią w jasny dzień atomowe młodziki.”
Tak grzmiała komunistyczna prasa w 1954 roku. Bo rozpasanie Zachodu groziło wtedy jedynie słusznej drodze, wybranej rzekomo przez “lud pracujący miast i wsi” z postępową młodzieżą w awangardzie..
Teraz wróg się znowu ujawnił. Znowu w jedynie słusznej propagandzie i znowu na Zachodzie. Znowu też ukazał niemoralność. Nie tylko ideologię LGBT i gender, ale też stosunek do uchodźców i w ogóle obcych. Teraz nawet jest gorszy, bo jego zabiegi grożą nie tylko młodzieży, ale i naszym dzieciom.
Propaganda jest zawsze prezentacją jednego tylko punktu widzenia. Tego który posługuje się wspólnymi z odbiorcą symbolami, stereotypami, obsesjami. U nas wyraźnie widać w niej antyokcydentalizm, przetrwały jeszcze od osiemnastowiecznych nastrojów antyoświeceniowych, czasów carskich i wzmocniony przez komunę. No i wieczny jest sam kształt owego wroga, nieokreślony, dzięki czemu może czaić się wszędzie.
I rzecz dalej chwyta. Może dlatego, że jak jeszcze w 1946 roku pisał Gałczyński “Ja jestem Polak, a Polak jest wariat, a wariat to lepszy gość”. Dlatego też gorliwie kopie pod sobą wyobrażając sobie, że pod Zachodem?

sobota, 5 października 2019

Przejrzystość

Ujawnili taśmę sprzed dwóch lat z nagranymi słowami polityka opozycji. Nie dość, że się tam wyraża dorożkarskim językiem, to zapowiada, że partyjnego kolegę na stanowisku prezydenta miasta będzie bronił jak niepodległości. Formułuje też brzydką opinię o działaczach swej partii z jednego ze starych miast pomorskich. Ujawniający jednak sugerują, że to o wszystkich jego mieszkańcach. I zaczyna się jazda.
Nie ujawniono za to wystąpienia pokontrolnego NIK-u o “Stanie organizacji Krajowej Administracji Skarbowej”. Szefem KAS-u był wtedy obecny, ale urlopowany właśnie prezes Izby, którego swoiste koneksje niedawno również prezentowały media.
Pierwsze jest nagraniem prywatnej rozmowy, drugie urzędowym dokumentem, którego jawność gwarantuje prawo. Prywatne zaś znajomości urzędników również są ich prywatną sprawą. Mamy więc z tego wniosek, że jawność naszej sfery publicznej jest oparta na podsłuchach i nieformalnych raczej źródłach.
Działaczowi opozycji można jednak zarzucić tylko formę rozmowy. W przypadku rządowego rzecz dotyka też treści. Jakoś to drugie wydaje się bardziej ambarasujące.  
Aliści informacje urzędowe są u nas teraz tak intensywnie chronione, że się nie publikuje nawet dokumentów, których ogłoszenie jest obowiązkowe. I pomyśleć, że postulat jawności sfery publicznej był stawiany już w 1956 roku, przez ówczesnych reformatorów tamtej polityki. Również daremnie.
Urzędowe też publikatory fatalnie się w ludowej Polsce wyrażały o przeciwnikach politycznych. Najbardziej spektakularnie doświadczył tego Paweł Jasienica, którego ówczesny prezes rządzącej partii zaszczycił pomówieniem, osobiście rzuconym na partyjnym konwentyklu.
Zwolennicy więc tezy, że zmierzamy do Peerelu, mają chyba kolejne argumenty.

piątek, 4 października 2019

Nabuzywność

To było tak, że do właściciela sieci gazowej przyszedł Frankowicz i powiedział, że kupi od niego gaz, ale pod warunkiem, iż będzie zagraniczny. Bo tańszy. Dobrze, powiedział Sieciowiec, ale bierzesz na siebie ryzyko, jakie wynika z fluktuacji cen. Biorę, oświadczył Frankowicz i zawarli umowę, w której nabywca wziął też na siebie koszta zakupu gazu za granicą.
Po pewnym czasie zagranica podniosła ceny swego gazu i pogardzany przedtem krajowy stał się tańszy. Frankowicz tedy pobiegł do Sieciowca i oświadczył, że mu się odwidziało i teraz chce rodzimy gaz. Na to Sieciowiec odpowiedział, że nie. Zamówił bowiem dla Frankowicza paliwo za granicą i jak go stamtąd nie odbierze, to sam zapłaci kary.
Tymczasem po wsi rozchodzi się plotka, że Sieciowiec nie tylko w umowach zawarł niegodne zastrzeżenia, ale nawet wciska tani, krajowy gaz udając, że to drogi, zagraniczny. Jakiś przeto nabywca poszedł z tym do wójta. Ten zaś ma kłopot. Skarżący bowiem dostawał paliwo wedle ceny, na jaką się zgodził. Z drugiej strony Sieciowiec rzeczywiście mógł nie być w porządku.
Wójt się zatem udał do powiatu. Tam usłyszał, że umowy nie można zmieniać, ale można ją rozwiązać, gdyby się okazała oszukańcza. Tyle tylko, że wtedy odbierając późniejsze straty Frankowicz musiałby Sieciowcowi oddać początkowe zyski. Za każdym więc razem wójt musi to osobno rozstrzygać.
No i radują się adwokaci nabywców obcego gazu, bo proces odszkodowawczy trzeba będzie dobrze przygotować. Z tych samych powodów prawnicy Sieciowca są w dobrych humorach.
A władza, która najpierw zapowiadała, że jak się usadowi na stołkach, to skończy z mniemanymi bezeceństwami Sieciowca, ma teraz pasztet. Bo jak Sieciowiec splajtuje, w ogóle nie będzie gazu i mieszkańcy wsi ją wywiozą na taczkach. Jak zaś gmina na siebie weźmie skutki zamieszania i pokryje wynikłe zeń straty, braknie jej na patriotyczne ławki i inne takie plusy.
Medycy zaś muszą żałować, że zdrowie to nie gaz. Wtedy by mogli oferować końskie na przykład, a mizantropi by biegali do wójta, że lepsze było tylko w młodości. Potem już dostawali chyba to drugiego sortu i dlatego stale ich boli w sobie.
Ale wtedy też by prawnicy mieli zajęcie. Chociaż medycy mieliby przynajmniej wrażenie, że ich ktoś słucha. Bo dotąd, to jakby nie bardzo.

czwartek, 3 października 2019

Kwantyfikatory

Jeżeli, jak po analizie natury czasu twierdzą ostatnio fizycy, teraźniejszość jest w równym stopniu kształtowana przez przeszłość i przyszłość, to jakie następne zdarzenia kształtują obecną preześną aktywność? Przecież niedługo po niegdysiejszych wyborach, poprzedzonych chowaniem się w cieniu, z jego ust padały słowa o zdradzieckich mordach i kanaliach.
Jaka przyszłość kształtuje obecne zamykanie kolejnych oddziałów szpitalnych z braku lekarzy? I to po czterech latach jakoby najlepszych w historii rządów, sprawowanych w dodatku w warunkach światowej prosperity gospodarczej.
Co z przyszłości decyduje o tym, że obecnie już nie tylko media, ale i posłowie nie są w stanie wyegzekwować informacji, należnych ogółowi z mocy prawa? Przecież dobra zmiana się niczego nie boi. Ambarasująca więc przyszłość może paraliżować jej obecną odwagę?
Co, jeżeli nie przyszłość powoduje, że pozostaje na urzędzie urlopowany wprawdzie dygnitarz, sprawujący funkcje kontrolera najważniejszych zdarzeń, decydujących o stanie finansów państwa? Wszak jego kryształową czystość mocno zakłóciły nie tylko medialne przekazy, ale też jego własne wyjaśnienia.
Ktoś przywiązany do wszechobecnej sprawiedliwości, narzucanej przez zaświaty mógłby twierdzić, że mamy właśnie do czynienia ze spontanicznie powstającą okazją do ekspiacji. Może.
Teraźniejszość jest jednak średnim efektem najbardziej prawdopodobnego stanu, warunkowanego zarówno zaszłościami, jak i następstwami. Może to być jednym z powodów cykliczności przebiegu zjawisk ciągłych. Jeżeli więc dotąd nam się wszystko udawało, najwyższy czas, aby się tendencje odwróciły.
Powstaje tylko pytanie, co się odwróci. I jak?

środa, 2 października 2019

Mniemańcy

Wiara w tajemne siły, starające się wyzuć prawowiernych z ich tożsamości, jest zawsze powszechniejsza wśród zagrożonych grup społecznych i narodowych. W świecie niepewności są one szczególnie liczne. Kiedy więc się tam chciało powiększyć poparcie, zawsze demonstrowano wstręt do odmieńców. Zawsze bowiem im właśnie przypisywano skłonność do wysługiwania się antynarodowym spiskom.
U nas, kiedy zabrakło Żydów, na miejscu wrogów narodu w jedynie słusznej propagandzie pojawili się uchodźcy, LGBT, wcześniej gender, a teraz już wszyscy ci, którzy nie są katolikami. Tacy bowiem to liberałowie, czyli osoby dążące do rozwiązłości tak bardzo, że chcą sankcjonować grzeszne związki pod pozorem konieczności poszanowania praw człowieka.
Oni rzekomo nie tylko doprowadzili państwo do ruiny, ale uratowali komunę przed klęską, przeobrażając ją w łże-elity, którym to teraz dopiero odebrano miliardy z afery VAT, przekształcając w 500+. One zostaną więc zastąpione przez nowe kadry, powstałe poprzez... nie wiadomo co, ale może gospodarczą lustrację?
A że po drodze do pomyślności pojawiają się jakieś niepomyślne incydenty, to są wedle oficjalnej propagandy wyjaśniane natychmiast i władze reagują na nie modelowo. Nieświadomość zaś łajdactw popełnionych przez podwładnych, którą wtedy funkcjonariuszom zarzucają media, wynika z ich krystalicznej czystości. Przecież nierzadko są fachowcami starej dobrej daty. A w ogóle to dziedzictwo po poprzednikach.
Ostatnio wedle znanego wyraziciela dobrej zmiany jacyś odmieńcy zbałamucili młodzież, która wystąpiła przeciwko emisjom CO2. A to przecież gaz życia. Trzeba będzie sprawdzić “komu to służy i kto za tym stoi”. Bo jak nam odbiorą dwutlenek węgla, to co nam pozostanie?
Losy zaś podkomisji smoleńskiej pokazują perfidię i możliwości rzeczonych spisków. Trzy wybuchy, które ich agenci spowodowali w prezydenckim samolocie, nie były przez nikogo słyszane. Rzecz jest tak skutecznie skrywana jak broń elektromagnetyczna, od lat podobno stosowana przeciwko narodowi polskiemu.
Nic przeto dziwnego, że Prezes wyznaczył jedynie słuszny wyróżnik jedynie słusznej przynależności do narodu. Bo obcy niech u siebie decydują o tym, co słuszne. Mają przecież chyba swojego prezesa.
I to by było na tyle [Jan Tadeusz Stanisławski. Profesor mniemanologii stosowanej].

wtorek, 1 października 2019

Masa

Jak dobra zmiana przyjmie postulaty ludowładztwa głoszonego przez Pawła Kukiza, czyli odda państwo tłumowi, to on zrezygnuje z polityki. Jak nie, pan Paweł będzie nadal politykował, mimo że woli muzykowanie. To ultimatum ujawnia całą sprzeczność, tkwiącą w duszy naszego modelowo oburzonego.
Przecież autokracja stoi dokładnie po przeciwnej stronie anarchii. Lud, który wbrew wielu pozorom nie jest głupi, nie zamierza sięgać po władzę. Poważna jego część woli się niczym nie kłopotać, a u steru mieć zdaną na swą łaskę formację. Ta bowiem, dla utrzymania poparcia, rozda wyborcom pieniądze, których potem brakuje szkolnictwu czy innej ochronie zdrowia. Aliści decyduje też za ludzi. Oni więc w zamian nie poprą postulatów niewczesnego obrońcy ich niechcianej samodzielności.
Natomiast władzę tłumu widać w poczynaniach “Ruchu żółtych kamizelek”. Rzeczywiście jest ona niewrażliwa na żadne wpływy. Nie można z nią bowiem niczego wynegocjować, nie ma żadnych struktur, kierownictwa i jedyne czego chce, to jak już wcześniej u nas Krzysztof Kononowicz “żeby niczego nie było”. Ale nic to rzeczywiście pustka, jak niektóre rodzaje muzyki, mimo wrzawy jaką powoduje.
Stratedzy dobrej zmiany mieliby więc powody do zadowolenia, gdyby kukizowcy działali osobno. Wtedy ich głosy by były warte tyle, ile kosztuje papier wykorzystany na popierające ich karty wyborcze. Ale ludowcy okazali się jak zawsze praktyczni i przyjęli naszych anarchistów pod swoje skrzydła, powiększając w ten sposób nieco swój elektorat.
Realizm zaś panakukizowego ultimatum wyraża się też stopniem możliwości zamiany na niszczenie tego, co się nazywa nachapaniem. Przecież dobrozmieńcy są również pragmatyczni. To i na pewno pan Paweł pozostanie w polityce. I bardzo dobrze. W końcu sztuce też się coś należy.