Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

wtorek, 31 marca 2020

Dwubieguni

“Korzenie i praktyka totalitaryzmu. Wypisy źródłowe” Bartosza Januszewskiego. Materiał do wykorzystania na lekcjach historii, zalecany przez IPN. Okazuje się, że wedle autora rzeczonego opracowania totalitaryzm wyrósł też z przemyśleń twórców Oświecenia. Ba, winny komunizmowi i faszyzmowi jest również... Karol Darwin.
Obóz władzy intensywniej się różnicuje, niż było tak jeszcze niedawno. Z jednego jego odłamu słyszymy, że wybory 10 maja muszą się odbyć, bo wymaga tego… właśnie. Jak samorządowcy zechcą w tym dziele przeszkadzać, mogą stracić pracę. Z drugiego skrzydła biało-czerwonej drużyny słychać, iż się wyborów nie da przeprowadzić, bo to w warunkach epidemii niebezpieczne.
Chociaż twardy front trzyma się jeszcze mocno. WOŚP kupiła w Chinach środki medyczne dla polskich szpitali. MON został poproszony o przewiezienie ich do Polski. Przedsięwzięcie upadło kiedy "nagle w całą sprawę wmieszali się urzędnicy z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów". Przywóz więc będzie musiał być załatwiony komercyjnie.
Mimo to widać dwójmyślenie, nieznane dawniej w dobrej zmianie. Przypisywanie winy za totalizm twórcom nowoczesnych nauk ma dowodzić szkodliwości postępu. Rzecz jest równie wiarygodna, jak twierdzenie z TV Trwam, że konsekrowane ręce księży nie przenoszą wirusa. Nic dziwnego, iż w takim natłoku niekonwencjonalnych wieści formacja głosicieli jedynie słusznych prawd jednocześnie nawołuje do przeprowadzenia wyborów i do ich odłożenia.
A jak się w tym ma odnaleźć dzieciarnia, która ma przyswajać zalecane przez IPN mądrości? Jak takie nauki młodzi ludzie pogodzą z właściwym sobie krytycyzmem i rezerwą wobec wszelkiej pompy i namaszczenia? Jak na takim propagowaniu prawomyślności wyjdzie dobra zmiana? Bardzo interesujące.
Wyraźnie widać, że wirusa dwuwartościowości musi roznosić jakiś układ. Prawo więc premiera do odwoływania niepokornych członków Rady Dialogu Społecznego, postulowane przy okazji uchwalania “tarczy antykryzysowej”(sic!), miałoby wyraźnie oświeceniowe, czyli totalitarne korzenie, wynikające z ewolucji gatunków.
Uff...

poniedziałek, 30 marca 2020

Postępowanie

Koronawirus zaktywizował internetowych oszustów. Jak donosi Onet, pedofile korzystają z okazji, że dzieci jeszcze więcej czasu spędzają przed komputerami. Ale nie tylko one są atakowane. Oferowane są fałszywe testy, maski, czy zgoła dezynfekcje. Nowe okoliczności, nowy rynek.
Gdyby nie dobra zmiana politycy by się plasowali dopiero na drugim miejscu w zdolności wykorzystania nowych warunków do osiągania założonego celu. Dzięki bowiem manewrowi z Kodeksem Wyborczym opozycja została zablokowana przez wzięcie przedsiębiorców na zakładników. Antypis jest znowu wikłany w narrację narzuconą przez Prezesa.
Oficjalny przekaz sugeruje troskę dobrozmieńców o seniorów. Nie ma się czemu dziwić. Przecież już nie będą zmuszani, aby się zarażać w lokalach wyborczych. Mogą to wygodnie robić w kolejkach przed pocztami, a nawet za pośrednictwem tych, którzy by im chcieli pomagać w dziele korespondencyjnego nabywania wirusa.
Zawsze najbardziej elastyczna część populacji pierwsza się dostosowuje do nowych warunków. Tu zaś górują kontestatorzy zasad. W rezultacie często to, co dawniej było traktowane jako niegodne, staje się istotnym elementem rzeczywistości. Wystarczy sobie uświadomić historię kredytowania albo nawet pochodzenie wyrazu “kobieta”.
Bo to nie jest tak, że świat idzie do przodu, gdyż zmieniają się ludzie, rozumiejąc coraz więcej. Nie można się nauczyć tego, czego się nie doświadczyło. Świadomość jest napędzana empirią. Postęp jest możliwy dzięki wymieraniu ludzi mniej doświadczonych, poddających się samoograniczeniu. Przestają przeszkadzać i mamy nowy stan. “Wyższą jakby półkę”.
Nie dziwi w tym wszystkim przewaga dobrozmieńców. Wydaje się, że przewyższają konkurentów nie tyle elastycznością lub znajomością świata, co zdolnością do bezkrytycznego podporządkowania się ideologii, ukształtowanej przez wielce doświadczonych myślicieli.
Rzecz jest oczywista w świecie, który pod pozorem szanowania tradycji tak naprawdę pragnie jednak nowości.

niedziela, 29 marca 2020

Szaber

— PiS było dotąd tylko głupią władzą, popełniającą błędy. Teraz się stało twórcą najgorszego rządu w tysiącleciu — powiedział wczoraj Zygmunt Miłoszewski w programie Marcina Mellera. Powodem takiej zmiany w ocenie była nowelizacja prawa wyborczego.
Rzecz pomyślano z iście dobrozmiennym sprytem. Do ustawy nazywanej tarczą antykryzysową w środku nocy bezczelnie wprowadzono punkt o korespondencyjnym głosowaniu seniorów i uczestników kwarantanny. Jeszcze przedtem premier Morawiecki zaklinał, żeby Senat bezzwłocznie przegłosował ustawę, bo dla przedsiębiorców “liczy się każda godzina”.
Teraz więc zakładnikiem PiS-u stali się przedsiębiorcy. Jeżeli Senat ustawę poprze, część z nich skorzysta z “helikoptera z pieniędzmi”. Jeżeli w imię ochrony zdrowia i życia obywateli Izba Wyższa ustawę zablokuje, stanie się winna licznych bankructw.
Trzeba przyznać, że Polaków zagrożonych utratą zdrowia przez głosowanie sprzeczne z nawoływaniem władz o pozostawanie w domu jest mniej, niż pozostałych. Nawet łącznie z czterystu tysiącem ośmioklasistów.
Dziewięć milionów z górą — taką mamy w Polsce populację osób powyżej sześćdziesiątego roku życia. Jak się do tego dołączy rodaków pozostających poza krajem, wyłączonych z prawa wyborczego, no i przebywających na kwarantannach, mamy ponad połowę obywateli chronionych przed zarazą przez korespondowanie z komisjami wyborczymi.
Jak się jednak obejrzy kolejki przed pocztami, gdzie w dniu regulowania opłat na chłodzie i wietrze stoją cierpliwie rzesze seniorów, to powstają wątpliwości. A tak jest pomimo, że istnieją banki i obrót bezgotówkowy.
W przypadku korespondencyjnych wyborów poczta będzie musiała dostarczyć korespondencyjnym wyborcom miliony kart do głosowania i potem je zwrócić komisjom. Władza cały swój spryt już chyba wykorzystała na zastawienie pułapki politycznej. Korespondencją się raczej nie będzie zajmować. Z dotychczasowych poczynań widać, że jak już, to na sposób fatalnie oceniony przez Miłoszewskiego. Przecież na to nie ma czasu.
Nic więc dziwnego, że wedle komentatorów intryga celuje w ograniczenia frekwencji wyborczej. Szaber wyborczy. Tak profesor Matczak określił zjawisko ...grabieży władzy w sytuacji klęski żywiołowej... kiedy ...społeczeństwo zajęte jest ratowaniem swojego dobytku, zdrowia i życia.
Nic więc dziwnego, że wbrew Prezesowi prezydent skłania się ku przełożeniu majowych wyborów. Wszak nikt nie chce być stale angażowany w cudze machinacje.

sobota, 28 marca 2020

Defekty

Z powodów technicznych demokracja w Polsce zostaje do czasu usunięcia awarii zawieszona. Naprawą zajmie się @mareksuski. [Marek Migalski].
Oferuje się nam możność uczestniczenia w wyborach. Kiedy zaś jesteśmy poddani kwarantannie lub w zaawansowanym wieku, możemy to zrobić korespondencyjnie. Kolejki przed pocztami pokazują, jak pięknie się obecnie udaje wysłanie lub odebranie czegokolwiek. Wydaje się więc, że obecnej ekipy nie można  teraz pozbawić władzy, nawet gdyby jej przeciwnicy byli w większości. A taka nieskrępowana opcja jest istotą demokracji.
Ponad 70% Polaków jest przeciwna organizacji wyborów prezydenckich w maju. Jak to się ma do zasady, aby decyzje władz nie były sprzeczne z wolą większości, jeżeli ma ona argumenty nie do zbicia?
Pielęgniarka, która się ośmieliła pokazać jedynie dla niej dostępną a samodzielnie zrobioną z papieru toaletowego i recepturki maskę ochronną, została dyscyplinarnie zwolniona z pracy. O stanie naszej ochrony zdrowia mogą się wypowiadać tylko ludzie mający na to zezwolenie władz. Jak to się ma do swobody wypowiedzi i wolności przekonań, gwarantowanych przez Konstytucję?
Postulaty opozycji są ignorowane z zasady, bez wdawania się w kontrargumentację. Pokazała to też wczorajsza debata o tym, co nazwano szumnie “tarczą antykryzysową”, zwłaszcza zaś nowelizacja Kodeksu Wyborczego. Jak to się ma do poszanowania praw mniejszości?
Tymczasem prezydent opowiada czego dzięki niemu nie zabraknie, co załatwił w Chinach i przypisuje sobie decyzje, które do niego nie nie należą. To też swoisty znak. Rządy bez określonych kompetencji władz. Przynajmniej w propagandzie, ale jednak.
W dodatku premier jest chyba kiepsko zorientowany. Wbrew bowiem milionom, przekazanym z Brukseli na pomoc szpitalom, seniorom, województwom, kiedy przedwczoraj Parlament Europejski przyznał Polsce 7.5 miliarda euro, stwierdził wczoraj, że nie otrzymaliśmy od Unii ani eurocenta.
Mimo takiego stwierdzenia jednego ze słusznych parlamentarzystów nie jesteśmy starożytnym Rzymem. I to nawet mimo, że pandemia jest odległym odpowiednikiem najazdu Hannibala. Nawet kiedy, jak pisze Bartłomiej Sienkiewicz, próbuje się nasz Sejm ukształtować na modłę rzymskiego Senatu z czasu cesarstwa.
Źle się dzieje i trudno się oprzeć wrażeniu, że przyczyną tego są poczynania wykpiwane przez Marka Migalskiego.

piątek, 27 marca 2020

Niedorzeczności

— Nad prawem jest zdrowie i życie Polaków — tak mniej więcej brzmi przekaz dnia, wczoraj obwieszczony z sejmowej trybuny. Czyżby członkowie komisji wyborczych majowych wyborów prezydenckich, forsowanych przez Prezesa należeli do jakiejś uprzywilejowanej kasty, odpornej na zarazę? Także wyborcy pierwszego sortu? I ich zdrowie nad niczym by nie stało?
— Bo prawo, które nie służy obywatelom jest złe — głosiło zakończenie przekazu. Jak zauważa profesor Matczak, oba takie stwierdzenia są typowe dla populistów. Jeżeli też władza teraz dopiero się zorientowała, że mamy złe przepisy, to popełniła błąd. Mogła wcześniej próbować je zmienić. Przecież opozycja jeszcze bardziej by była spostponowana, gdyby na złość optowała za złymi ustawami niż wtedy, kiedy bez żadnego trybu była wyzywana od zdradzieckich mord.
W szczególnych zaś wypadkach można przecież zawiesić złe prawa. Można wzmocnić władzę wykonawczą, nawet przyspieszyć procesy sądowe. Można w ten sposób usunąć niedostatki przepisów, wynikające z wystąpienia nieoczekiwanych warunków. To dlaczego się nie wprowadza stanu klęski żywiołowej?
Wydaje się, że tego właśnie dobra zmiana nie chce. Nie odpowiada to jej doraźnym potrzebom. Chciałaby raczej bezproduktywnie utyskiwać i nieformalnie ograniczać prawa obywateli. Bo w nietypowych warunkach funkcjonariusze mogą więcej, obywatele mniej. Przecież kiedy na przykład urzędnik jest kandydatem, może się prezentować wyborcom. Zwykły obywatel nie. Obowiązują go zakazy. Wszak nie pełni obowiązków.
A kiedy jest posłem? Wtedy się chyba okazuje, że Sejm nie jest miejscem jego pracy, tylko… raczej zgromadzeń publicznych. Byłby więc trybuną, z której jedynie słuszna władza ogłasza swoje decyzje poddanym?
Tyle tylko że właśnie prawo stanowi inaczej. I tu cały jest ambaras. Połowicznych rozwiązań chce tylko władza, opozycja nie. Dlatego się suwerenowi wmawia, że zarówno ona jak i prawo są przeciwni jego zdrowiu i życiu?
Niewiarygodne.

czwartek, 26 marca 2020

Nieporozumienia

Marszałek Terlecki z oburzeniem traktuje upór opozycji, która nie chce deptać prawa podczas uchwalania… prawa. Dlatego zarzuca jej, że ryzykuje zdrowie i życie pięciuset blisko parlamentarzystów i stu ponad pracowników Sejmu dla ustanowienia możliwości zdalnego głosowania. Tak nawiasem po co nam wtedy będzie ten Sejm? Sami też możemy zdalnie głosować.
Nie budzi panamarszałkowego oburzenia Prezes, który naraża zdrowie i życie wszystkich dorosłych Polaków, nie godząc się na przesunięcie wyborów prezydenckich. W tym celu nie ogłasza się stanu nadzwyczajnego, faktycznie go wprowadzając. Skutkiem tego jego rygory są nielegalne i, jak stwierdza mecenas Giertych, mandaty nakładane za ich nieprzestrzeganie będa uchylane przez sądy.
Chociaż z utrudnieniami można sobie poradzić. Okazuje się, że w ciągu dziesięciu dni daje się na pustych ulicach zebrać 150 tysięcy podpisów poparcia dla kandydatury. Chociaż wspomniany już tu mecenas Giertych składa do PKW wniosek o zbadanie, czy osoby składające podpisy wiedziały, kogo poparły. Rzecz jest łatwa, bo wymaga tylko sprawdzenia reprezentatywnej liczby przypadków.
Zaufanie do władz jest podstawą skuteczności ich działania. Wynika ono albo ze strachu przed przymusem, albo z autorytetu rządzących. W tym drugim przypadku władcy muszą się jednak kierować dobrem obywateli, a nie własnym interesem politycznym.
Skutkiem zaś epidemii jest jeszcze jeden czynnik, strach przed zarazą. Wykorzystywanie go do prowadzenia politycznej gry musi się skończyć fatalnie. Potem bowiem nastąpi reakcja.
Zawsze po ogólnonarodowych zmaganiach nadchodzi kryzys zaufania i zawsze w jego wyniku cierpią ci, którzy przymuszali. Zwłaszcza kiedy się wykazali politycznym egoizmem. Szczególnie zaś, kiedy ich hipokryzja była oczywista.

środa, 25 marca 2020

Alternatywa

Już w połowie ubiegłego wieku studenci wymyślili sposób na zwalczanie klęsk wszelakich. W tym celu proponowali wykorzystać liczne w tym czasie kolejki i w przypadkowo dobranych momentach opryskiwać farbą stojących tam kandydatów do kupienia czegoś, “rzuconego” właśnie. Tak by się typowało pechowców i w razie potrzeby im by należało poświęcać szczególną uwagę.
To oczywiście żart, ale wyszukanie nosicieli wirusa jest tańszym sposobem na walkę z epidemią, od opłacania ludzi, którzy nie pracują. Jak to zrobić? Przede wszystkim trzeba skierować możliwie dużo pieniędzy na badania. Dokładniej na opracowanie testów, które w ciągu kilku minut ujawniają zarazek. Bardzo też istotne jest w ogóle powiększenie ich liczby.
Trzeba się też zastanowić nad rynkiem, który otwiera epidemia. Wprawdzie dostosowana do poprzednich warunków gospodarka właśnie staje, ale im prędzej się obudzi nowa, tym krócej potrwa bessa. Już teraz widać, że w domach zostają emeryci i osoby na kwarantannie. Mikroprzedsiębiorstwom, które w wyniku epidemii straciły dochody już można zlecać czynności, łagodzące jej skutki. Chociażby dokonywanie i dostarczane zakupów tym, którzy tego nie mogą robić samodzielnie.
Volkswagen zaczął produkować respiratory. Wypada więc się zastanowić, co jeszcze można zrobić z nagłym nadmiarem siły roboczej. Rzecz stoi jednak w opozycji wobec oficjalnej “linii partii”, która równolegle prezentuje dziwny wstręt do poznania rzeczywistej wielkości zagrożenia.
Aliści sposób typowania obywateli wymagających uwagi, bardzo jest podobny do proponowanego przez studentów w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Tyle tylko, że jako wyróżników pechowca teraz nie zadanych obywatelowi kolorków się szuka, ale elementów animalnych. Takie czasy.