Terror praworządności ma być tym, co porusza prezydenta. Wedle Prezesa jest on efektem obcej woli, wprowadzanej jakoby w Polsce.
Mamy więc dobrazmienną apoteozę bezprawia? Jeżeli taki pogląd by wygrał, w cieniu by pozostały skandale, które się niezawodnie ujawnią w wyniku działania komisji śledczych.
Z tym się też wiąże walka o prokuraturę i sądy. Jarosław Gowin zeznaje komisji śledczej, że Ziobro był naciskany, aby prokuratura szukała na niego kompromatów. Bądź co bądź, był wtedy wicepremierem w rządzie PiS. To jednoznacznie pokazuje sposób rozumienia roli prokuratury i w ogóle praworządności w biało-czerwonej drużynie.
Miary dopełnia zapowiedź Prezesa, że trzeba rozważyć jakieś ekstraordynaryjne sposoby odsunięcia od władzy obecnej ekipy, co to uznaje Konstytucję za akt pozbawiony wszelkich metod ograniczenia tego, co on uważa za bezprawie.
Wszystko zaś się rozgrywa na tle prezydenckich gestów i mimiki, ośmieszających głowę państwa. Dających jednakowoż znakomity materiał zawodowym aktorom do parodiowania.
Jeżeli się do tego doda środową zapowiedź, że panowie Kamiński i Wąsik nie będą ponownie ułaskawieni z czwartkowym zapoczątkowaniem procedury, mamy dopełnienie przesłanek do konstatacji braku możliwości przewidzenia skutków dzisiejszej rozmowy premiera z prezydentem.
W ogóle braku możliwości przewidywania czegokolwiek, związanego z obecną opozycją.