Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

niedziela, 23 lipca 2017

Efezjanie

Umowy okrągłostołowe, które tak oburzają PiS zostały przyjęte i dotrzymane w wyniku najprostszej konstatacji: ma się tyle wolności, ile się jej przyznaje innym. Kiedy się ją ludziom odbiera, musi się strzec pozyskanego łupu, co zdobywcom zabiera znaczną część suwerenności. Co najmniej taką samą, jaką odebrali innym. To sprawia, że liczba grabieżców wolności w każdym środowisku zawsze zmierza do jedności. Do dyktatora, zżeranego strachem o swoje zdobycze. Na tym się zasadza kłótliwość ekstremistów, którzy albo się poddają jednemu wodzowi, albo rozpadają na kolejne, zwalczające się klony.
Kiedy więc komunistyczna dyktatura u nas padła w 1989 roku, zaimplantowaliśmy sobie demokrację, a nie kolejną wersję totalizmu. Właśnie dlatego, aby naprawdę posiąść zdobytą wolność, a nie znosić innych dozorców w starym kryminale. Konsekwencją tego był fakt zrównania w prawach dawnych zwolenników komuny z ich pogromcami. Rzecz zaowocowała sympatią świata, wzrostem gospodarczym, znakomitym wizerunkiem Polaków, uczestnictwem w Unii Europejskiej i NATO.
Teraz, po trzydziestu latach bez mała próbuje się odwrócić ów proces, inicjując go przed świtem 22 lipca, chyba dla zwrócenia uwagi na proweniencję takich poczynań. Implantuje się u nas wschodnie rozwiązania prawne, aby wedle propagatorów zmiany przywrócić sprawiedliwość, rzekomo zakłóconą w procesie okrągłostołowym.
Tym razem jednak szowinizm polityczny wydaje się szczególnie niespójny. Nie tylko wskutek przyjęcia jego zasad 22. lipca, nawet nie poprzez skład gremiów, które się mu poddały. Także, a może przede wszystkim dzięki bezpośredniemu wręcz przeniesieniu do współczesności podstawowego wzorca ustrojowego systemu, potępianego poza tym w czambuł, upadłego w 1989 roku. Znowu mamy władzę szefa jednej partii politycznej. Nieoficjalną, ale większą niż wtedy.
Więcej, odrzucenie a priori innych poglądów od promowanych przez wodza, arbitralnie i hurtowo uznawanych za komunistyczne wyklucza w kręgach władzy wszelkie możliwości odróżnienia dobra od zła. W sytuacji kiedy jest wdrażana absurdalna ideologia, jednocześnie promująca komunistyczny system z antykomunizmem i prawosławny antyokcydentalizm wraz z rusofobią, poziomem odniesienia staje się kaprys zmiennego wielce szefa jedynie słusznej partii, uznawanego za kreatora wszelkiego dobra. Dotykającego jego wyznawców poprzez wyłączne prawo do adorowania autokratora.

Rzecz się nadaje do politycznej farsy, ale u nas się zdarza naprawdę. I taki właśnie wkład do historii Europy staje się naszym udziałem. Herostrates by lepiej tego nie wymyślił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.