Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

środa, 26 lipca 2017

Nagość

Bunt prezydencki przeciw preześnej dominacji nie dlatego jest tak interesujący, że zapowiada lepsze prawo, usprawniające sądownictwo. Także nie z powodu satysfakcji osiągniętej przez protestujących. Wydaje się, że największą jego wartością jest ukazanie, iż nieposłuszeństwo wobec szefa PiS-u nie powoduje końca świata. Dla rządzących powstał bardzo niebezpieczny precedens.
Przecież chociażby postępowanie pani prezes TK, która jeszcze przed wszelkimi ewentualnymi postępowaniami przesądziła o konstytucyjności inkryminowanych ustaw, wedle znawców drastycznie sprzecznych z Konstytucją,  odsłania marną jakość kadr, którymi dysponuje partia rządząca. W tej sytuacji można się spodziewać buntu przeciwko amatorszczyźnie pisiewiczów nie tylko w sądownictwie, ale też gospodarce lub administracji. Nie wszyscy tam pracujący są zastrachanymi oportunistami, zaś odzew wywołany ich sprzeciwem zapewni im bezpieczeństwo.
Również bardzo prawdopodobne jest kwestionowanie władzy Jarosława Kaczyńskiego w PiS-ie. Ci w partii, którzy się czują konserwatystami, mają teraz znakomitą okazję, aby zrealizować swoje dążenia. Za przykładem Jarosława Gowina, który się pokazał jako oportunista w momencie próby, a teraz poprze weto prezydenta. Nadarza się bowiem okazja do odrzucenia prawosławnego antyokcydentalizmu, prolatariackiego wstrętu do elit i powstaje możliwość oddzielenia prawicowych wartości od lewicowego koniunkturalizmu.
Tutaj zresztą już widać pierwsze sygnały. Kiedy się porówna poniedziałkowe orędzia prezydenta i pani premier, można łatwo odróżnić różnicę natężenia w nich zapowiedzi wsparcia dyktatury proletariatu. Kiedy prezydent mówił o równości obywateli wobec prawa, premier raczej o opiece państwa nad nieudacznikami. Nie przypadkiem chyba TVP pokazała wbrew chronologii wypadków najpierw przemawiającą Beatę Szydło a potem Andrzeja Dudę.
Pokazanie więc, że “król jest nagi” wzbudzi nie tyle zakłopotanie, co poczucie ulgi w kręgach naszych konserwatystów, wyzwolonych nagle z konieczności uznawania pryncypiów politycznych z czasów Peerelu. Nade wszystko zaś uczyni ich wolnymi od szyderstw przeciwników, wytykających im naśladowanie narracji właściwej wiodącej sile proletariatu z czasów Gomułki.

Wydaje się zatem, że rozbrat PiS-u z gowinowcami jest bardzo prawdopodobny. I powstaje taka sama szansa dla skrytych tam jeszcze indywidualnych konserwatystów. Z wyjątkiem tych oczywiście prawicowców, którym okazja umarła jeszcze przed jej poczęciem, jako że akt łaski za swoje wcześniejsze odstępstwo opłacili nazbyt ostentacyjnym serwilizmem wobec łaskawcy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.