Nie chcemy dobrej zmiany a’ rebours, podobnie, jak w 1989 roku zrezygnowaliśmy z komuny na abarot.
Jak pisał Kant, niewinność jest wspaniałym uczuciem. Dlatego umysł w każdej sytuacji, kiedy się uległo własnym, złym instynktom, podsuwa powody, dla których nie trzeba się za to obwiniać. Zawsze bowiem rozum próbuje szukać możliwości pokazania swego posiadacza w dobrym świetle. Dla jego psychicznego komfortu.
Stąd też komiczna mimika obłudników. Dają tak do zrozumienia, że wypowiadane właśnie przez nich bzdury to zwyczajna lipa, mimo że ich słowa udają, jakoby były najczystszą prawdą. Mowa ciała daje im alibi.
Ze zrozumiałych powodów każda taka wypowiedź musi być ogólna lub zawierać przekaz, że wiem, ale nie powiem. Diabeł bowiem tkwi w szczegółach. Wie o tym każdy, kto zna przysłowia. Stąd więc zarzut wyrazicieli biało-czerwonej drużyny, że rządy koalicji PO-PSL były ciągiem afer, ale na dowód przytaczają jedynie jakiś zegarek za bodaj dwanaście tysięcy złotych.
Winy zaś funkcjonariuszy dobrej zmiany wylicza Roman Giertych, zapowiadając udowodnienie tego przed sądem. To najuczciwsze rozwiązanie kwestii winy i niewinności, ale trwa, inspirując niecierpliwych komentatorów do utyskiwania na powolność Koalicji 15. X.
Przewrót polityczny, jaki się dokonał po ostatnich wyborach, przywrócił prawu jego władzę. Ono zaś wymaga, aby sprawiedliwość wymierzyły sądy, a nie politycy.