Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

piątek, 14 kwietnia 2017

Gorycz

“Gdzie młodzi ludzie mają nauczyć się warsztatu, żeby skutecznie pracować dla Polski?” Tak retorycznie Bartłomiej Misiewicz pytał dziennikarzy, nagabujących go przed przesłuchaniem w sprawie… właśnie, nie wiadomo jakiej.
Swoje zaś przemyślenia scharakteryzował w pełnym goryczy, długim zdaniu: Ja też rozumiem, że dla części mediów w Polsce, zwłaszcza z kapitałem zagranicznym, ale także dla środowisk, które walczą o odzyskanie władzy po ośmiu latach rządzenia i wspierają te media, taka działalność jak pomoc przy badaniu w docieraniu do prawdy przy katastrofie smoleńskiej, jak odbicie z rąk ludzi, którzy współpracowali i imprezowali z funkcjonariuszami Federalnej Służby Bezpieczeństwa Władimira Putina Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, czy wreszcie młody wiek to powód do emigracji i nigdzie w Polsce nie można pracować, a na podstawie pisania nieprawdy można każdego zdyskredytować.
Dotychczas b on był dwukrotnie członkiem rady nadzorczej w spółkach skarbu państwa i jeden raz dyrektorem gabinetu politycznego ministra, rzecznikiem prasowym MON, pełnomocnikiem ministra ds. zwalczania dezinformacji, ostatnio zaś pełnomocnikiem zarządu PGZ ds. komunikacji. Wszystkie te funkcje sprawował w ciągu półtora roku.
Za gorliwość w przyswajaniu sobie warsztatu pracy dla Polski został odznaczony złotym medalem, formalnie przyznanym za zasługi dla obronności kraju. Aliści to zrozumiałe. Przecież nie ma u nas jeszcze odznaczeń za dobre oceny postępów w nauce. Ponadto został członkiem Rady Politycznej PiS-u, czyli najwyższej władzy w partii. Podobno na wniosek samego Prezesa. Trudno więc o bardziej wymowne wyróżnienia.
Pobierać zaś wiedzy w szkołach, bez udziału nauczycieli ukształtowanych w III Rzeczypospolitej czy zgoła Peerelu się u nas nie da. Tego się jeszcze nie dorobiliśmy. Z uczelni więc wychodzą fachowcy, którzy bez trudu są “pochłaniani przez patologiczny system” [Kaczyński]. Jak zatem mają się wykuwać kadry kierowniczych gremiów państwa, doświadczającego właśnie dobrej zmiany? Gdzie się ma na przykład akwarysta nauczyć zarządzania gospodarką, jak nie w spółce zbrojeniowej?
“Wykorzystywano moje nazwisko do tej brudnej nagonki. Zrezygnowałem, żeby nie obarczać Zjednoczonej Prawicy. Chciałbym przeprosić wszystkich Polaków za to, że muszą tego żenującego spektaklu słuchać, że muszą to oglądać” – mówił Misiewicz po wyjściu z posiedzenia speckomisji, zawiadamiając że zrezygnował z członkostwa w PiS-ie. To świadectwo najwyższego idealizmu, porównywalne z tym co niegdyś prezentowały nieszczęsne dzieci rewolucji, pożerane przez system, który same tworzyły. Wedle rzecznika rządu ta rezygnacja kończy problem zatrudniania osób niekompetentnych. Pan Misiewicz bowiem nie dostanie już posady w żadnej instytucji zależnej od rządu. Wróciły wilcze bilety?
Tak zaś właśnie, jak to przed swoim przesłuchaniem wyraził pan Bartłomiej są uzasadniane przyczyny wszelkich kłopotów jego byłej już partii. Ba, w przekazie TVP preześna wypowiedź w jego sprawie ilustrowała stanowisko PiS-u wobec Donalda Tuska.
Poza tym to nie on siebie mianował na coraz to bardziej wymagające stanowiska. To za co go wypchnięto z procesu przemian? Co się zmieniło?
Dziwne nastały czasy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza