Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

piątek, 14 lutego 2020

Prawomyślność

PiS składa w Sejmie projekt uchwały zawierającej protest przeciwko mowie nienawiści. Dominika Wielowieyska zauważa, że wnioskodawcy chcą chyba ugodzić we własnego prezesa, który z sejmowej trybuny bez żadnego trybu wykrzyczał adwersarzom, że są kanaliami, obnoszącymi zdradzieckie mordy, czy jakoś tak.
Wiceministrowie Wójcik i Warchoł wyjaśnili mediom, co ich zdaniem wynika z raportu NIK, w którym zarzuca się resortowi sprawiedliwości niską skuteczność w odzyskiwaniu mienia pochodzącego z przestępstw. Okazało się, że wedle wymienionych panów zarzuty Izby dotyczą czasów PO. Krzysztof Parchimowicz, prokurator i prezes stowarzyszenia “Lex super omnia” napisał więc na twitterze, że dwaj kolejni Polacy wylecieli w kosmos.
W dodatku wiceminister Kaleta nieostrożnie wdał się w polemikę z mecenasem Giertychem, w której fatalnie wypadł. Tutaj zareagował profesor Sadurski pisząc, że “Po tym, jak Profesor @sjkaleta wyjaśnił francuskim profesorom na czym polega francuskie prawo, przyszła pora na szkolenie polskiej palestry. Podobno następny etap to Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze, gdzie wyjaśni leciwym sędziom zawiłości prawa międzynarodowego”.
Trzeba odnotować oczywistość prawa do krytyki. Jeżeli osoba sprzeciwiająca się czemuś ma stosowne kompetencje, osobowość przyciągającą uwagę, autorytet wtedy jej przekaz jest zauważany. Kpina służy tu do ubarwienia przekazu i podkreślenia elementów kontrowersyjnych. Kiedy jednak sprzeciw jest wyrażany przez anonimowy zespół, pozostaje mu demonstracja. Trzeba wtedy sięgać po transparenty i krzyczeć. W jednym i drugim wypadku obrażanie potępianej osoby jest niedopuszczalne.
Krytyka w plemiennych środowiskach jest przyjmowana jako obelga. Przeczy bowiem istocie paternalizmu, kiedy to istnieje jeden najwyższy autorytet i on jest źródłem prawdy a co za tym idzie prawa i sprawiedliwości. Każdy przejaw odmienności musi tam być tępiony bo podważa jedynie słuszną ideologię, której protagonista nie może się mylić. To właśnie ostatecznie prowadzi do osamotnienia lidera i jego klęski.
W tym kontekście wzmiankowana na wstępie uchwała fatalnie wypada dla wyrazicieli dobrej zmiany. Albo bowiem plemienny sposób pojmowania prawdy prowadzi tu do próby utrącenia opozycji, albo rację ma pani Wielowieyska, dostrzegając w tym próbę dyscyplinowania Prezesa. I tak źle, i tak niedobrze. Nic przeto nie pomoże nagana, udzielona przez zwykłego posła posłance, która opozycji pokazała wczoraj odpowiednik gestu Kozakiewicza.
Błędy popełnia się głównie działając pod presją czasu. Panowie ministrowie by się tym może mogli zasłaniać, ale Sejm? Przecież jest niezawisły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.