Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktualności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktualności. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 maja 2025

Pokrzywdzeni

 Debata pokazała, że mamy też takich polityków, którzy nie powinni się znaleźć w centrum uwagi. Tylko atoli jeden atakował konkurenta personalnymi wycieczkami. 

Inny z kandydatów rozpoczął swoją wypowiedź od słów, skierowanych do dziennikarki, prowadzącej debatę: Bardzo się cieszę, że jestem w tej świątyni propagandy i że widzę tu arcykapłankę propagandy. Sądziłem, że spali się pani ze wstydu po tym, jak większość komitetów zaprotestowała przeciwko pani obecności. Kolejny z uczestników potraktował jako dowód swojej wiarygodności fakt, że często dopuszcza się demonstrowania pogardy dla zasad. Swoim zdaniem dowiódł tak, że potrafi stanąć przeciwko wszystkim.

Jak zaś postępują kaczyści, pokazał jeszcze wcześniej ich wzięty reprezentant w TVP Info. Nie odpowiadał na zadawane pytania, w zamian ubolewał nad przejęciem stacji. Pytany o debatę, wyrażał pogląd, że będzie typowa dla reżimowych mediów, bo będzie prowadziła ją hiena roku (sic!). Zaprezentował więc kulturę, typową dla pierwszego sortu.

Do polityki łatwo trafiają ludzie przypadkowi. Kwalifikacje zdradzają ich wypowiedzi. Myślenie jest warunkiem rzeczywistego istnienia. Lepiej więc nie rezygnować z niego, aby naprawdę być nie tylko w polityce. 

Bo jeśliby głupiec zrozumiał, że nim jest, przestałby nim być [Sokrates].


poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Obyczaj

 – Może jeszcze pewna grupa czołowych fanatyków kieruje się marzeniem o budowie tzw. IV RP, czyli konglomeratu faszyzmu, komunizmu i świętej inkwizycji. Ale już drugi szereg w coraz większym stopniu myśli tylko o bogaceniu się, ustawianiu swoich rodzin, choćby kosztem rabunku państwa – pisze Krzysztof Łoziński.

Trudno podważać taką konstatację, ale też trudno przypisywać dobrozmieńcom diaboliczne zamiary. Oni tylko przywrócili stosowny klimat. Potem już zadziałało odwieczne prawo doboru naturalnego. Zawsze przebiega on wedle tradycyjnego porządku.

Kiedy bowiem wszystko zależy od państwa, najwięcej się osiąga pozostając w gronie chwalców władzy. Najbardziej jej zaufani, to członkowie rodzin funkcjonariuszy. Oni więc powinni zyskać najwięcej. Później i do mniejszych profitów dochodzą przyjaciele. Na końcu zaś zwykli zwolennicy.

Taki naturalny porządek gwałcą arywiści, pozostający poza gronem uprawnionych. Oni muszą się wykazać większym zdecydowaniem i pazernością. Mają bowiem zgromadzić też zapasy na czas potrzebny dla przekonania do siebie kolejnej ekipy u władzy. Ich więc głównie poczynania stają się powodem burd i gorszących doniesień medialnych.

Wszystkiemu zaś sprzyja monopol informacyjny. Rzecz wtedy może pozostać w tajemnicy, nikt bowiem do końca nie dowierza szeptanej propagandzie, roznoszącej sensacyjne informacje o profitach beneficjantów łaskawości systemu dla swoich.

A jak się jeszcze pospólstwu rozda część wspólnego dobra i zapewni możność demonstrowania pogardy elitom, ma się jego wdzięczność. Gdyby więc do tego konglomeratu, o którym wspomina Łoziński dodać prawne sankcje dla arywistów, którzy gwałcą porządek chapania i wpychają się przed uprawnionych, byłoby dużo lepiej.

Tyle tylko, że nawet najobfitsze zasoby mają swoje granice. Gdyby nie to, populiści by rządzili wiecznie. I wszędzie. Poza oczywiście kapitalistycznymi państwami, liberalnymi wobec powszechnej żądzy zysku. Grzesznej u nas, zwłaszcza kiedy nie dotyczy uprawnionych.

Ale wiadomo, nihilistyczny Zachód zawsze sprawiał kłopoty prawowiernym zwolennikom tradycji. Imperialiści tacy.

piątek, 28 sierpnia 2020

Wybór

  Metoda “kradniemy, ale się dzielimy” nie zadziała w warunkach kryzysu  mówi Donald Tusk. I ma rację. Aliści kradzież to wielkie słowo. Nieprawdą bowiem jest, że kto kłamie, ten zaraz kradnie. Marnotrawstwo jest bardziej oczywiste. Jego ofiarami są nie tylko podatnicy. Ich pieniądze i tak są wydawane przez kogo innego.

Ofiarą padają spółki skarbowe. Najbardziej widoczny fakt, to finansowanie przez nie jedynie słusznej propagandy. Profesor Sadurski wymienił w tym kontekście listę partnerów Telewizji Republika. – Ładny symbol oligarchizacji polskiego autorytaryzmu: państwo + biznes + media – napisał. Trudno tu cokolwiek dodać. 

Główna zaś metoda eksploatacji rzeczonych firm to wprowadzania do ich zarządów ludzi niekompetentnych, ale zasłużonych. Obok pandemii także temu należy przypisać ich kłopoty. Państwowe spółki giełdowe — poza PGNiG i PKN Orlen, z których pierwsza uzyskała odszkodowanie od Gazpromu, drugiej okazyjnie sprzedano akcje Energii — razem mają w drugim kwartale wynik gorszy o blisko 5 miliardów złotych od osiągniętego w porównywalnym okresie ubiegłego roku. W dodatku PZU odpisał od swoich aktywów bez mała miliard złotych na fundusz repolonizacji banków. Po raz pierwszy więc w historii swego istnienia ogłosi dziś stratę na koniec kwartału. 

Aliści głównym chyba problemem naszej polityki jest ideologiczna czystość. Dobra więc zmiana demaskuje niemieckich konserwatystów. Jej wyraziciel o nich mówi, iż gdyby sięgnąć 30 lat wstecz, nikt by nie uwierzył, że to będą partie, które przejmą agendę i język lewicy, że będą promować LGBT, politykę gender, czy małżeństwa homoseksualne - co ostatnio zrobiła niemiecka chadecja. Immanentną zatem cechą prawdziwej prawicy byłoby upaństwowienie banków, mediów itd. I to by nie było przejmowaniem agendy lewicy. Podobnie jak rozdawnictwo.  

– PiS nie przygotował kraju na trudniejsze czasy i zapłaci za to wysoką cenę. Niestety Polacy też - we wspomnianym na wstępie wywiadzie mówił Donald Tusk. Bo obok pandemii mamy jeszcze zapowiedź gospodarczego kryzysu.

A w ogóle, to każdy jest kowalem swego losu. My też.

niedziela, 23 sierpnia 2020

Zamiennik

  Jarosław Kaczyński, pokłóciwszy się kiedyś z Markiem Jurkiem, miał się głośno zastanawiać, czy jego dawny prawicowy sojusznik jest „agentem”, czy też po prostu „wariatem”. Dziś, kiedy rządzone faktycznie przez Kaczyńskiego państwo jest konsekwentnie nieme wobec Putina i Łukaszenki i równie konsekwentnie wrogie wobec demokratyczno-liberalnego Zachodu, należałoby to pytanie powtórzyć pod adresem samego Jarosława Kaczyńskiego  stwierdza Cezary Michalski.

Dobra zmiana się radykalizuje. Z rządu odchodzą bezpartyjni fachowcy. Na miejscu ministra spraw zagranicznych pojawił się eurosceptyk, nie tający przekonania, że Unia legalizuje zoofilię, przymusową eutanazję i kanibalizm. Nic dziwnego, że nie interesują go poczynania Łukaszenki, ale Zachód przejmuje wstrętem.

Wiceminister spraw zagranicznych, który ma teraz innego szefa, nie widzi niczego nadzwyczajnego w wyznaniach nowego pryncypała. Powiada, iż dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że polityk, który ma konserwatywne poglądy zostaje ministrem w konserwatywnym rządzie. Teraz więc mamy oficjalne potwierdzenie, że w dobrej zmianie znakiem prawicowości jest poważne traktowanie mitów.

Polacy nie są jednak zbyt konserwatywni. Świadczyłaby o tym tablica reklamująca pewną restaurację. Napisano tam: Proszę nie wchodzić jeżeli masz objawy covid19, rasizmu, homofobii. Dziękujemy. Wszak w reklamach się nie wypisuje kwestii zniechęcających klientów.

Pozory mylą. Wiadomo to od dawna. Ale sygnały niepokoją. Bo przykład ze Wschodu bierzemy rzeczywiście. W dodatku pod antyrosyjskimi hasłami. Aby więc uniknąć grzesznej rozkoszy kanibalizmu, popełniamy polityczne samobójstwo.

W rezultacie nie wiadomo czy absurdalne zachowania nie są właśnie istotą dobrej zmiany.

piątek, 21 sierpnia 2020

Szczerozłotość

 Podwyżki uposażeń polityków nie tylko się nie udały, ale i wzbudziły protesty. Żaden moment nie byłby dobry i w każdej chwili wybuchłaby medialna awantura, ale ten był akurat w miarę dobry, bo środek lata, wakacje, ludzie są zajęci innymi problemami niż śledzenie medialnej nagonki. Rekonstrukcja rządu może oznaczać zmniejszenie liczby ministerstw do dwunastu, trzynastu. Jeżeli rząd zostanie odchudzony, to z pewnością nie będzie możliwe oferowanie koalicjantom 2 resortów. Tak się pan marszałek Terlecki znowu wykazał szczerością.

Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sądów Powszechnych chce wdrożenia postępowań dyscyplinarnych w sprawie tysiąca dwustu sędziów, którzy wystąpili do OBWE o monitorowanie wyborów prezydenckich. Mogą wylecieć za to z pracy. Ośmielili się bowiem skorzystać ze swoich uprawnień. Podobnie jak szczeciński sędzia, który badał zdolność arbitrów niższej instancji  do orzekania. Też będzie miał kłopoty.

Wczoraj zdymisjonował się najbardziej ze wszystkich poprzedników milczący nasz szef dyplomacji. Od dwóch miesięcy nie też był w stanie wyrazić zgody na przyjazd nowego ambasadora Niemiec do Polski. To by było powodem rezygnacji? Może — jak pisze Roman Giertych — niebawem też minister edukacji się zdecyduje, zapewniając, że rzecz planował od dawna?

To doniesienia jednego letniego dnia, w którym ludzie są zajęci innymi problemami. Mieliśmy kiedyś rząd, który się sam wyżywił, teraz mamy taki, który się sam rekonstruuje. Jeden i drugi był szczery do bólu. I oba podejmowały się ambitnych wielce zadań.

Wygląda to atoli tak, jak by oba nie miały szczęścia. A przecież zrobiono wiele, aby Polacy dostrzegli wagę ich usiłowań.


wtorek, 21 grudnia 2010

Rozum

Osławieni lewicowi specjaliści medialni, poznani publicznie z przesłuchań komisji śledczej badającej aferę Rywina znowu w akcji. KRRiT zakończyła ostatni etap konkursów na członków rad nadzorczych w TVP oraz Polskim Radiu ale nie wyda dzisiaj nominacji bo w jej łonie powstał zainicjowany przez nich spór. “Historyczny spór” według jednego z dyrektorów Telewizji. Ciekawe, czego dotyczy? Bo jak był konkurs to i są wyniki. Trzeba je teraz zreinterpretować? Zgodnie z lewicową doktryną równości pewnie - wszyscy są tacy ale niektórzy pośród nich pierwsi. Dawno już przecież mówiono primus inter pares. Komu to by teraz miało przeszkadzać? Ciekawe jak to ujmie przewodniczący Napieralski? Chyba, że ucieknie od komentarza mówiąc, że “na dzień dzisiejszy nie wiem”.
Wytwórcy energii elektrycznej mają obowiązek sprzedaży co najmniej 15% wyprodukowanej energii na wolnym rynku, sprecyzowanym jednak w prawie energetycznym jako giełdy towarowe. Towarowa Giełda Energii - w trosce o swój monopol chyba - zapytała Urząd Regulacji Energetyki czy sprzedaż prądu za pośrednictwem Giełdy Papierów Wartościowych oznacza wypełnienie tego obowiązku. Urząd się więc zwrócił do Komisji Nadzoru Finansowego a ta podobno odpowiedziała, że nie. Czyli giełda nie jest miejscem sprzedaży towarów a pieniądz nie jest towarem zastępczym lub dokładniej papiery wartościowe nie są pieniądzem. Taką mam… interpretację. Bez urzędniczego odbijania piłeczki. Tylko po co w takim razie udawać, że istnieje u nas jakiś wolny rynek energii?
 
Pierwsze oszacowania wielkości zasobów gazu łupkowego dla Pomorza od wysokości Koszalina do Gdańska będą gotowe w kwietniu przyszłego roku a dla całego pasa łupkowego w Polsce do końca 2011. Będzie to wynik interpretacji danych z odwiertów poszukiwawczych, czyli bardzo ogólne wielkości. Ale będą. Jednocześnie Państwowy Instytut Geologiczny już w styczniu i lutym przeszkoli w USA dwie grupy specjalistów - jedną w metodach oceny wielkości zasobów tego gazu, drugą w zakresie ich eksploatacji. Powodów więc do ich wykorzystania raczej nie zabraknie.
 
Mamy zatem skutki a i przedmiot politycznej, urzędniczej i merytorycznej interpretacji. I by się nad nimi można było zadumać, gdyby nie działania jednego prezesa i jego mecenasa, które za jednym zamachem obracają w śmiech, szyderstwo czy przerażenie wszystko, co się wiąże z odczytywaniem własnych doznań, dokumentów, rzeczywistości w ogóle. Przy pomocy tradycyjnej sofistyki wprowadzili je w wymiar realiów który nie podlega powszechnym rozważaniom.  
 
Bo jak utrzymywał Józef Bocheński, w każdym formalnym wnioskowaniu jest nieodzowny zwykły zdrowy rozsądek.

niedziela, 19 grudnia 2010

Mróz

- Będą projekty. Będzie duża konferencja ekonomiczna. Ofensywa, którą rozpoczniemy w przyszłym roku, będzie pokazywała, że jest inna perspektywa ekonomiczna, społeczna odnosząca się do funkcjonowania państwa - zapowiedział Jarosław Kaczyński. 
- W słowie mamy od dwóch lat w Polsce oszczędności budżetowe. W czynach mamy potężny pakiet stymulacyjny. Wszystko dzieje się kosztem zadłużania państwa i co za tym idzie społeczeństwa. Przyjdzie dzień rozliczenia tej sytuacji. To może być dzień dla polskiej gospodarki niezwykle trudny - dodaje. [Bankier.pl]
 
Znowu Prezes zmienia wizerunek? Staje się skrajnym liberałem? Będzie prawdziwie - w odróżnieniu od Tuska oczywista oczywistość - wdrażał budżetowe oszczędności? Prywatyzował też może? Tylko jak to wszystko pogodzić ze „społeczną perspektywą ekonomiczną funkcjonowania państwa”? Pewnie tak, jak przedtem moralną odnowę z lepperiadą. Innej możliwości chyba nie ma.
 
Ale pieniądze na swoją ekonomiczną ofensywę mimo uchwalenia ograniczenia finansowania partii Prawo i Sprawiedliwość znajdzie. Przygotowywana bowiem w Platformie ustawa przewiduje zakaz prowadzenia płatnych kampanii reklamowych w telewizji i radiu  oraz na billboardach, ogranicza też powierzchnię plakatów do dwóch metrów kwadratowych. I przede wszystkim nakłada obowiązek przeznaczania czwartej części subwencji państwa dla partii politycznych na eksperckie fundacje. Konferencja będzie więc szumna a i ofensywa bogata. Będzie się działo. Tylko ich „mordy tej naszej” chyba jednak żal.
 
Lewica zaś ofensywę medialną już na wszelki wypadek rozpoczęła. Polskie Radio zorganizowało na swój jubileusz koncert z udziałem najwybitniejszych gwiazd piosenki, zgromadziło na widowni wielce snobistyczną publiczność a potem się jego zarząd zamknął dla wspólnej zabawy na chronionym przed obcymi piętrze z… tuzami SLD. Bo różne takie szansonisty i inne celebryty zrobiły swoje a teraz się państwo udało na bankiet, pozostawiając jednak dla procederników poczęstunek na dole. We współczesnej czeladnej. PiS się liberalizuje to i SLD się musi arystokratyzować. 
 
Genetycy  z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka w Lipsku rozszyfrowali część kodu genetycznego neandertalczyka. Okazuje się, że współczesny człowiek ma od jednego do czterech procent neandertalskich genów. Kiedyś publikowano wyniki jakichś badań, z których wynikało, że zachowanie człowieka a nawet jego polityczne poglądy są warunkowane genetycznie. Ciekawe, jak się mają do tego skutki udowodnionej właśnie, odwiecznej nieobyczajności homo sapiens. 
 
Zima się poza tym wzmaga i skłania do trzymania się blisko. Zawsze to cieplej.

sobota, 18 grudnia 2010

Samoobsługa

Zima. I koleje owariowały. Ale, jak się temu bliżej przyjrzeć to nie z powodu mrozów, zamarzających zwrotnic czy pękających szyn albo zalodzonej zawartości towarowych wagonów. Nie. Z powodu nowego rozkładu jazdy. Teraz już nie przez skrybów zestawianego, mozolnie się biedzących z kopiowymi ołówkami i rozdzierającymi się łatwo przebitkami. Przez komputery, które nieszczęsnym abderytom w granatowych uniformach wciśnięto. Pewnie siłą. I tylko przypadkiem się zdarzyło, że nowy rozkład, ten wytwór wirtualnej fatygi kolejowych intelektualistów został wdrożony równocześnie z nastaniem mrozów. I teraz kicha. Na rozkładzie na przykład katowickiego dworca - nie stacji przecież a jakże - widnieje nieistniejący peron. O torach już nie ma co wspominać. Nigdy nie było przecież tak, że ich numery pozostawały w jakimś związku z czymkolwiek.
Do tego dochodzi jeszcze chmara dopuszczalnych wyjątków, codzienna w centralnie sterowanych, skostniałych w dziewiętnastowiecznych procedurach instytucjach. Na ich podstawie można sobie lekceważyć terminy dostarczenia danych na przykład, bo się tam zawsze można odwołać do jakichś nadzwyczajnych sytuacji. W związku z tym nie starczyło już namaszczonym rachmistrzom czasu do skoordynowania gamoniowato dostarczonych tabel i na trasy wyjechały odpowiednio krótsze składy czy zgoła prawie same lokomotywy. Bo jak wiadomo doświadczonym kolejowym usługobiorcom, kolej się najlepiej obsługuje sama.
 
I to nie jest przesada, co napisałem o organicznym niedołęstwie naszych kolejarzy. Sprawdza się w innych dziedzinach. Kolej otrzymała dwadzieścia miliardów złotych z unijnych dotacji ale wykorzystuje na razie tylko 3,5 z nich. Ma je w dyspozycji od 2007 roku i do 2013 ma wykorzystać. Nie mogą biedaczki, bo nie są w stanie uzasadnić celowości inwestowania. Dawniej by zwyczajnie kupili zapasowe parowozy a teraz, kiedy ich już nikt nie produkuje… Na razie po pociągach rozsyłają ankieterów aby ci zmarzniętych, sfrustrowanych opóźnieniami, stłoczonych pasażerów pytali czy by sobie nie życzyli jeżdżenia w przyszłości superszybkimi pociągami. I co najlepsze, szefowie kolei wiedzą, że prowadzenie teraz tego rodzaju wywiadów pasażerowie muszą odbierać jako wielce irytujące szyderstwo ale nie można tego odwołać. Bo zaplanowano!!!
 
PKP jest jednym z ostatnich ogólnopolskich państwowych molochów, którego się dotąd nie dało sprywatyzować także wskutek związkowego rozbuchania. W odróżnieniu od reszty ma on bezpośredni styk z Polakami. Jak na dłoni więc każdy widzi jak nieudolnie jest przez państwo zarządzane to, co powinno być regulowane przedsiębiorczością właścicieli albo zgoła niewidzialną ręką rynku.
 
A najweselsze w tym wszystkim jest nawoływanie do recentralizacji tego, co się z łap centralnych urzędów już udało wyrwać i podporządkować samorządom. I żądanie topienia tam dalszych pieniędzy. Okazuje się więc, że kolej zogniskowała tylko obraz zsowietyzowania naszych umysłów i rzuciła je na krzywe zwierciadło. Napis PKP jaki ono nosi jest skrótem naszej, rodzimej mowy. To przecież nie w Chinach czy zgoła Gabonie ci kolejarze szaleją.
 
- I z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie! [Gogol].

wtorek, 14 grudnia 2010

Kariera

Były prezydencki minister Jacek Sasin, z wykształcenia historyk, niedawny zastępca szefa kancelarii prezydenta Rzeczypospolitej, wcześniejszy wojewoda ma zostać zwykłym, tymczasowym prezesem banalnego przedsiębiorstwa gospodarki komunalnej w małym miasteczku o typowej, podwarszawskiej nazwie. Media z lubością pokazywały wczoraj skromny baraczek tej firmy i zestawiały go z bryłą Pałacu Namiestnikowskiego, w którym do niedawna jeszcze polityk urzędował. Wszyscy zaś pamiętamy niedawne przecież wypowiedzi ministra Sasina o znakomicie funkcjonujących zimą w czasie peerelu pociągach i świetnie odśnieżonych wtedy ulicach. Teraz sam pokaże jak to się robi.

W wywiadzie udzielonym amerykańskiemu Newsweekowi twierdzi Jarosław Kaczyński, jakoby się doczekał gratulacji premiera Wielkiej Brytanii za to, że w odróżnieniu od premiera Tuska odmówił po smoleńskiej katastrofie przyjęcia kondolencji szefa rosyjskiego rządu, Władimnira Putina. Rzecznik Davida Camerona, brytyjskiego prezesa rady ministrów tej informacji zaprzecza. Donosi o tym Radio Zet.

SLD zaś kusi Palikota miejscami na swoich listach wyborczych. Pan Janusz nie odmawia, mimo że poprzednio zamierzał lewicowców, uwolnionych niedawno przez Kaczyńskiego od odium postkomunizmu rozjechać. Uzgodnią tylko swój program ze szczególnym uwzględnieniem postulatu o ostatecznym rozdziale kościoła od państwa. Nadal też jest oficjalnie przekonany, że osiągnie za rok 20% poparcia. To z tym eseldem wybory chyba wygra.

Niełatwo być w Polsce politykiem. Za luksus bezkarnego wygadywania publicznie bzdur czy zgoła kłamania albo zajmowania się rzeczami, o których się nie ma pojęcia i żadnego w tej mierze talentu trzeba płacić bolesnymi woltami wizerunkowymi. Nie zostaje się przecież dzięki polityce nababem a ci, którzy są skłonni uwierzyć, że jednak, trafiają w ręce różnych dziwnych agentów stając się w konsekwencji nie tylko pośmiewiskiem mediów ale i obiektem zainteresowania prokuratury. Alternatywą zaś jest szarość borykania się z życiem w roli zwykłego śmiertelnika, co dla ludzi niedawno doświadczających boskiego nimbu władzy musi być dramatyczne. Trudno się potem dziwić, że miejsce na listach wyborczych, nawet nie pierwsze jest doskonałym zamiennikiem dla twarzy.

A my czerpiemy brzydką radość z upadku bliźniego, któregośmy niedawno jeszcze sami wybrali na to aby się przed nami puszył. Bo publika przegranych nie lubi.

Nic więc dziwnego, że nas politycy traktują zgodnie z nakazami psychologii tłumu. Mamy czegośmy chcieli.

sobota, 11 grudnia 2010

Źródła

Koniec tygodnia bezsprzecznie należy do Jarosława Kaczyńskiego. A to za sprawą powołanego wczoraj do życia Ruchu Smoleńskiego. Ma on upamiętnić dorobek zmarłego Prezydenta. Prezes Prawa i Sprawiedliwości „przypomniał, że były prezydent przywiązywał znaczenie do spraw gospodarczych i społecznych oraz pozycji Polski na świecie. Jednak związane z tym zadania mógł realizować tylko za rządów PiS-u, potem była konfrontacja z rządem - jak to określił prezes PiS - o poglądach przeciwnych” [tvn24.pl]. 

Rzecz uzupełnił przemawiając do zwolenników zebranych na marszu z pochodniami. “Dziś walka o prawdę skupiła się wokół jednej sprawy, tą sprawą jest Smoleńsk. Kto dąży do ustalenia prawdy o tym strasznym wydarzeniu, jest prawdy obrońcą. Kto jest przeciw tej prawdzie, kto chce dziś tę prawdę ukryć, ten jest przeciw temu wszystkiemu, co stanowi polską wiarę, co buduje polską demokrację”.  Mamy więc i podział Polaków i jego wyróżnik i ostrzeżenie, że wróg czuwa. Wszystko więc po staremu. Od półwiecza.

Tylko współcześni Polacy są inni. Ten nowy twór polityczny ma według opinii 53% z nas służyć poprawie wizerunku Prawa i Sprawiedliwości, według 29% zaś jedynie upamiętniać [Homo Homini]. Jakoś bardziej jesteśmy sceptyczni i prawdę postrzegamy odmiennie od mistrzów agitacyjnych przemówień. 

Komentatorzy polityczni skłaniają się częściowo do wniosku, że nowa inicjatywa polityczna ma pomóc prezesowi PiS w odbudowaniu równowagi wewnątrz partii. Wskutek akcji ziobrystów utraciła ona bowiem swoje liberalne skrzydło (wczoraj wobec założycieli Ruchu nawet Zyta Gilowska gorliwie ścierała z siebie stygmat “liberałki“) i przechyla się niebezpiecznie ku ojcu Rydzykowi. Aktywizacja ludzi odwołujących się do spuścizny po kontestowanym przez zakonnika poprzednim Prezydencie ma równowagę przywrócić.

Waldemar Kuczyński powiada, że malejące poparcie dla PiSu ma jego prezesowi zapewnić polityczną alternatywę na wypadek zapaści partii. Widoczne bowiem przejmowanie ugrupowania przez integrystów jednoznacznie określa jego przyszły los.

Na powołanie Ruchu zareagował entuzjastycznie Marek Migalski, który nawet deklaruje swoje do niego przystąpienie. Czyżby PJN rozważał ewentualną dornizację swej odrębności? Na razie są wyraźnie na etapie wyleniałego wezyra o czym świadczy wczorajsze buczenie prawych pisowców na widok Joanny Kluzik Rostkowskiej, która się pojawiła obok nich podczas odsłonięcia tablicy pamiątkowej na budynku biura poselskiego Zbigniewa Wassermana. 

Ale, zamknięcie Ruchu przed Kluzikowcami ujawni jego instrumentalny charakter i może tu o to chodzi Migalskiemu, który zgodnie z proletariacką retoryką pisowców oddał “pierwszy strzał z Aurory” inicjujący już w lipcu wewnątrzpartyjną rewolucję.

Na razie mamy wszystko, czego potrzeba dla przejęcia przywództwa nad proletariatem miast i wsi: fakt, cel i wroga. I wszystko aby to przywództwo przejąć.

Proletariatu jednak zbywa jakby… nieco.