Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

wtorek, 3 października 2017

Monotonia

Pewien rybak żył na Gwadelupie,
Co był zdania, że to bardzo głupie
Znać do wyspy tylko jeden rym
I w szalupie popisywać się nim
Przy biskupie lub w grupie przy zupie. [Wisława Szymborska]
Nie istnieje zbiorowa odpowiedzialność. Nie odpowiada się za samą przynależność do społeczeństwa, w imieniu którego dokonano zbrodni. Zwłaszcza kiedy winy popełniono kilka pokoleń wstecz. Każdy z nas jednak poczuwa się do udziału w chwale własnej społeczności. Nawet jak od niej upłynęły wieki. Sukcesy mają wielu ojców, ale w tym wypadku duma z nich jest usprawiedliwiona. Pod jednym wszakże warunkiem, że się przyjmuje na siebie także łajdactwa, popełnione kiedyś przez swojaków.
Przypisywanie jakiejś populacji cech pojedynczego osobnika jest oczywistym błędem. Taka zbiorowość by nie była tym, co się definiuje jako populacja. Rzecz jest więc sprzeczna sama w sobie. Dążenia zaś ludzkich społeczności są podobne, ale często skonfliktowane z interesem sąsiadów. Ich sprawiedliwe zaspokajanie jest istotą integracji, do jakich zmierza współczesny świat. Jest też warunkiem pokoju, bowiem zapewnienie dobrobytu jednemu narodowi nie musi oznaczać odebrania go drugiemu.
Zero-jedynkowy zaś sposób pojmowania relacji z sąsiadem często obserwujemy w społecznościach kibicowskich. Kochają swoją drużynę, nienawidzą jej przeciwników. Czasem do tego stopnia, że przypisują im wszystko, co najgorsze. Z tym, że nie wszystkim. Są też kluby traktowane przyjaźnie. Identyfikacja z sukcesami jest tu pełna, podobnie jak negacja porażek, zawsze przypisywanych nikczemności konkurentów, sprzedajności sędziów, w ogóle Żydom, masonom i cyklistom. Nigdy sportowej impotencji własnej drużyny. Chociaż niedzielne obicie przegranych legionistów przez ich kibiców stanowi wyjątek, potwierdzający jednak regułę.
Skutkiem kibolskiego podejścia do odpowiedzialności zbiorowej jest zablokowanie mechanizmu samonaprawy. Kiedy się poczuwamy do odpowiedzialności za łajdactwa przodków, istnieje większe prawdopodobieństwo, że się nie powtórzą. Jeżeli się ich wypieramy, stoją u bram.
Najgorzej jednak jest, kiedy politycy wykorzystują do zdobycia władzy kibolski sposób postrzegania świata. Wówczas na własny naród sprawdzają wszelkie nieszczęścia, wynikające po pierwsze z wyobcowania ze społeczności międzynarodowej, po drugie z likwidacji bodźca do naprawy własnego sposobu życia.
Za radość wynikającą z poczucia zbiorowej jedności płaci się także frustracją tych, którzy niczym rzeczony rybak uważają kłamstwo za głupie. Kiedy to nie są rybacy, ale inteligenci, rzecz jest szczególnie niebezpieczna.

Bo to jednak głowa a nie ręce zapewniają ludziom możność przeżycia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.