Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

sobota, 28 października 2017

Handel

Kupować będziemy chyba tylko w nieparzystych niedzielach miesiąca albo odwrotnie. W pozostałych to będzie niemożliwe. Szczególnie w hipermarketach, które napawają wstrętem wszelkich ideologów. Z wyjątkiem może tych, których działalność doprowadziła do zachowania jedynie octu i herbaty na półkach sklepowych. Oni bowiem cały handel potrafili sprowadzić do jakiejś wynaturzonej formy barteru, w której nabywane artykuły wymieniano na skrawki papieru, nie wiadomo po co uzupełniane przekazywaniem pieniędzy, gruntownie przecież pozbawionych wartości wymiennej.
Uzasadnieniem całej awantury jest konkordat, bo nas podobno zobowiązuje do umożliwienia obywatelom dotrzymania obowiązku święcenia dnia świętego. Z dotychczasowej praktyki jednak wynika, że osiedlowe sklepiki, nazywane rodzinnymi, były z zakazów handlu wyłączane. Więcej, należały do wyjątków też składziki oferujące produkty objęte monopolem przemysłu spirytusowego.
“Solidarność” więc prezentuje tu znowu bezkompromisowość wybiórczą, postulując objęcie wszystkich niedziel nakazem zamknięcia sklepów. Aliści słowem nie wspomina o zakazie stosowania wyjątków, nie tylko dla sprzedawców wódy w rodzinnych interesach. Pryncypialnością wykazuje się tu bardziej OPZZ. Chce ów zakaz niedzielnej pracy rozciągnąć na wszystkich pracowników. Nie wiadomo tylko, czy ma to dotyczyć też lekarzy, policji i wojska oraz może i… kleru?
Mamy tu zabawny problem z dziedziny klasycznej etyki. Jeżeli uznać za prawdziwy arystotelesowski model moralny, to dwie “bezhandlowe” z czterech niedziel miesiąca byłyby złotym środkiem, który proponuje władza. Jeżeliby jednak imperatyw kategoryczny wchodził tu w grę, to zasada wyrażona w dekalogu obowiązuje wszystkich i tylko żądanie, którego się może nie ośmielił wypowiedzieć OPZZ byłoby moralnie usprawiedliwione.
A złodzieje i wszelcy napastnicy, których teraz odstrasza wojsko też przecież podlegają imperatywowi kategorycznemu. Również więc muszą dzień święty święcić. Można by ich zatem okrzyknąć zdradzieckimi mordami lub nawet kanaliami, gdyby się nie podporządkowali imperatywowi. W poniedziałek oczywiście. I jeżeli pozwolą. Przecież cuius regio, eius religio.

Tylko te choroby. I znowu ci wstrętni medycy psują tak ładnie się układający porządek. Zawsze wychylają się z tła. Jak tu zachować zasady? Chyba że wreszcie wyjadą do tej swojej Europy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.