Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

sobota, 7 października 2017

Ścieżka

Lecz miast z mej czarnej sławy
garściami radość brać –
zapadam w smutek łzawy
choć łez nie ma skąd brać. [Przybora]
Droga polityczna Jarosława Kaczyńskiego była znamienna. Najpierw była praca w strukturach Solidarności, potem udział w obradach Okrągłego Stołu. W wyniku zrealizowania jego pomysłu na koalicję z ZSL i SD komuna po czerwcowych wyborach nie stworzyła rządu i oddała władzę.
Potem nastąpiła wojna na górze, spowodowana żądaniem podporządkowania władz związkowi. Nastąpił rozbrat w obozie antykomunistycznym i upadł pierwszy solidarnościowy rząd po doprowadzeniu swarami do utraty przez Tadeusza Mazowieckiego poparcia. Większe miał Stan Tymiński. Równolegle nastąpił wybór Lecha Wałęsy na prezydenta. W ten sposób ugruntował się pogląd na polityczną skuteczność Jarosława Kaczyńskiego, który wsparł przewodniczącego Solidarności i w ogóle miał inspirować przebieg wypadków.
Potem było jeszcze barwniej. Ponieważ Wałęsa się nie kwapił do podporządkowania Kaczyńskiemu, nastąpiła kolejna faza wojny na górze. W wyniku tego ustąpił gabinet Krzysztofa Bieleckiego i tym razem partia Jarosława Kaczyńskiego utworzyła rząd, powierzając jednak fotel premiera Janowi Olszewskiemu. Ponieważ kolejny beneficjant preześnej zręczności również się nie chciał podporządkować dobrodziejowi, nastąpił z nim rozbrat. Tym razem wiadomy głównie wtajemniczonym.
Kiedy Olszewski oddał władzę, nastąpił regres w politycznym marszu Jarosława Kaczyńskiego i do gabinetu Hanny Suchockiej Porozumienie Centrum nie weszło. Niebawem zresztą rządy przejęło SLD, w wyniku wotum nieufności zgłoszonego przez posła Solidarności.
W ekipie AWS także nie było miejsca dla Porozumienia Centrum. Wskutek i tego preześna partia się rozwiązała i powołano PiS. U schyłku więc drugich rządów SLD zawiązano sojusz wyborczy z powstałą tymczasem PO i Kaczyński w stanowczym momencie wybrał jednak Samoobronę na koalicjanta, tworząc wreszcie gabinet, którym mógł w pełni zawiadywać. Niestety, zniweczyły to spory wewnętrzne i po dwóch latach intryg, kłótni i politycznych zawirowań władzę objęła PO.
Po dwukadencyjnym trwaniu w opozycji PiS znowu stanął u steru państwa, obiecując dobrą zmianę. I znowu stanął przed swoim starym problemem, sporem kompetencyjnym wewnątrz formacji. Partia chce nadać sędziom  zwierzchnictwo ministra sprawiedliwości, prezydent woli swoje. Do porozumienia dochodzą na spotkaniach, które zbliżają porozumienie niczym smoleńskie miesięcznice poznanie prawdy. Obie strony w jednym są zgodne, propozycja adwersarza każdej z nich jest sprzeczna z Konstytucją. Obie mają w tym względzie potwierdzenie uznanych autorytetów prawnych.
Mamy więc tradycyjną walkę o pietruchę, która najlepiej kwitnie, gdy jest pozostawiona sobie. Aliści jest i różnica. Początkowo Kaczyński był pomocnikiem niezależnych polityków, stających na czele państwa i jako taki odnosił sukcesy. Od czasów Olszewskiego sam ich zaczął kreować i ponosi klęski, bo się uniezależniali.
Do kadr nie miał Prezes nigdy dobrej ręki. Ale i zadanie było nad wyraz ambitne. Bo jak oczekiwać podporządkowania od kogoś powołanego na dygnitarza, któremu się trzeba podporządkować? No jak?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza