Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

niedziela, 2 września 2018

Detonacja

Polityka ma wiele wspólnego z biznesem. I tu i tu trzeba się dostosować do zachowań odbiorców. Do pewnego momentu można je kształtować, ale potem rzecz się wymyka spod kontroli i dzieją się rzeczy dziwne. W ekonomii nazywa się to kryzysem, w polityce różnie, najczęściej klapą.
Na przykład innowacyjność. Ponieważ inwestorzy słyszą, że jest niezwykle opłacalna, kupują akcje innowacyjnych przedsiębiorstw. To powoduje ich mnożenie się na rynku i w rezultacie również serię bankructw słabszych podmiotów. Rzecz w końcu XX wieku skutkowała paniką i wyprzedażą wszystkich akcji oraz zapaścią całej branży.
Taką prawidłowość najlepiej widać w środowiskach plemiennych. Tam, niczym w stadzie surykatek wszyscy znikają po ostrzeżeniu ze strony jednego osobnika, że się pojawiło zagrożenie. Aliści właśnie plemiennie zorganizowane środowiska są najbardziej podatne na demagogię. Jeżeli tylko polityczny prestidigitator zdoła się upozować na starszego nad plemieniem, ma wszelkie możliwości.
Tutaj jednak działają też prawidła, które najlepiej znają fizycy, obserwujący zdarzenia przypadkowe. Ich rytmiczna powtarzalność oraz charakterystyka sygnałów ostrzegawczych, nazywanych dawniej szumami legły u podstaw ekonofizyki, która stworzyła metodę na przewidywanie zdarzeń w gospodarce. Więcej, pozwalają na rozpoznanie zjawisk wieszczących ich wystąpienie. Zaawansowane metody informatyczne pozwalają nawet optymalnie reagować na zdarzenia kryzysowe, jak nagły brak komponentów, pracowników, pieniędzy, popytu wreszcie.
Kryzysowe sygnały w polityce nie są specjalną tajemnicą dla ludzi obserwujących tę dziedzinę. Od dawna wiadomo, że wytrawni komentatorzy instynktownie dostrzegają sygnały kłopotów, bez maszyn liczących, czy w ogóle statystyki. Każdy więc z nich, kiedy jest w miarę zdystansowany wie, że kiedy balon politycznych środków zaczyna nadmiernie pęcznieć, musi nastąpić jego eksplozja. Im zaś bardziej nadęty był pozorami, bum jest bardziej spektakularne. I zamazywanie problemów w niczym tu nie pomaga.
Dlatego PiS by się już poważnie musiał martwić. Ale to jest cecha ideologii. Los, który sobie zgotowała, musi się dopełnić. Kiedy więc idą kłopoty, partia staje się PiS-em, tylko jeszcze bardziej. Stąd coraz więcej butnych wypowiedzi, księżycowych zapewnień i coraz bardziej dziecinnych przechwałek.
Prawidła bowiem są nieubłagane. Bum musi nastąpić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.