Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

wtorek, 25 września 2018

Kodomachia

Im więcej możliwości, tym mniej jest prawdopodobny udział każdego znaku w komunikacie, który ma być nadany. W takim przypadku nie daje się przekazać niczego. Ludzkość wypracowała więc kody językowe, które uporządkowały ogrom możliwych do przekazania sygnałów. Dzięki temu większość ich zbitek stała się nieprawdopodobna, inne nawet pewne, co umożliwiło stworzenie języków i porozumiewanie się ludzi.
Każdy z takich kodów powinien być wyposażony w symbole, określić ich związek ze znaczeniem oraz zawierać reguły zestawiania tworzonych z nich kombinacji [Umberto Eco]. Kiedy tak się dzieje, można wyrazić komunikat, jednakowo rozumiany przez nadawców i odbiorców.
Najważniejsze w przekazie jest znaczenie przekazywanych symboli. Jeżeli się część z nich zmodyfikuje, odstępując od obowiązującej normy, uzyskuje się rodzaj żargonu, zrozumiałego tylko dla subkultury, posłusznej nowemu kodowi.
Taki właśnie stan mamy w polityce. Jeżeli więc ktoś wtajemniczony powiada, że jego rodak jest gorszego sortu, to nie musi się dalej biedzić, aby tłumaczyć, że ów jest kanalią, ma zdradziecką mordę i ustawicznie kłamie, bo nim miota ojkofobia, czyli w istocie nie jest rodakiem a komunistą. Gdyby się takiemu udało zbudować drogę czy most, to nawet jak one istnieją, to właściwie ich nie ma, bo leżą na ludzkiej krzywdzie.
Właśnie na manipulacji znaczeniem zasadza się nowomowa. Dzięki niej kiedy nawet wyraziciel kodu nazywa na przykład Klaudię Żanetą, odbiorcy przekazu i tak doskonale rozumieją, że chodzi o kolejne dowody na nikczemność tych… cyklistów, co to się wyrzekli narodowości i tylko oni się mogli dopuścić zbrodni, jeżeli takowa by się zdarzyła w związku z którymś z rzeczonych imion.
Dlatego też taki “kodowiec” nie musi wyjaśniać czegokolwiek ze swego przekazu, nawet jak by nim miały być najcięższe oskarżenia. Wystarczy, że przekaże stosowny symbol, to już wtajemniczeni wiedzą, kto z ojkofobów i czego się zdaniem nadawcy dopuścił. Nawet gdyby ów oskarżony zaprzeczał i tak wiadomo, że kłamie, bo nie jest swój, a tylko taki mówi prawdę.
Prosta to rzecz i niezwykle skuteczna. Bo szczególnie w dobie wszechogarniającej informacji mamy do czynienia z mnogością nieformalnych kodów i zupełnie nas nie zaskakuje jakiś nowy, zmieniający rzeczywistość niczym wirus deformujący końcowy efekt w komputerowym programie.
Tak to wszyscy jesteśmy niewolnikami jakiegoś kodu i zarzekanie się, że tak nie jest, to zwyczajna nieprawda i… może nawet ojkofobia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.