Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

sobota, 23 marca 2019

Sukcesologia

Wygrywa ten, kto ma mniej ograniczeń. W polityce jest skuteczniejszy, bo nie potyka się o własne nogi. Tyle tylko, że każdy wyznaje jakiś kodeks etyczny. Ten zaś generuje ograniczenia. To prowadzi do klęski. Jak wybrnąć?
Pozostaje tylko wróg. Wobec niego nie obowiązują ograniczenia. Trzeba go znaleźć, potem wskazać masie i ta już zadba o polityczną przewagę spryciarza, który pozostaje w równowadze ze sobą dopóty, dopóki go samego nie zeżrą wątpliwości.
Te zaś powstaną prędzej czy później. Chyba że rzeczony cwaniak jest głupi, ale wtedy by nie był cwaniakiem. Może jeszcze być psychopatą, ale wtedy szybko ujawni swoje właściwości i straci poparcie. Chyba że przedtem stworzy aparat przemocy.
Zwątpienie też można od siebie odpychać, obciążając innych winą za własne nieprawości. Aliści to też do czasu, bo bezkrytyczna pierwej masa szybko zaczyna dostrzegać tkwiącą w tym hipokryzję i bardziej inteligentni jej członkowie odchodzą od jedynie zdawałoby się słusznej idei.
Teraz już “powróćmy do naszych baranów” [starofrancuskie]. Dramatycznym przykładem ilustrującym niniejszy wywód będzie u nas reforma sądownictwa. Nie można wymienić sędziów, bez przejęcia sądów przez polityków. Ale to przeczy zasadzie trójpodziału władzy. Trzeba więc po pierwsze pokazać, że wrogiem są sędziowie, po drugie, że inni postępują tak samo, na przykład wybierając Krajową Radę Sądownictwa w parlamencie.
I tu dochodzimy do sedna. Kiedy się okaże, że TSUE uzna nasz system wyboru członków KRS-u za niedopuszczalny, wtedy, jak zauważa profesor Sadurski, każdy adwokat uzasadni wadliwość niekorzystnego dla jego klienta wyroku, bo wydanego przez sąd, któremu przewodniczy sędzia ustanowiony wbrew zasadzie niezawisłości sądownictwa.
Wtedy się też okaże, że wybór członków KRS przez polityków jest w innych krajach obwarowany tak, że wszyscy są zainteresowani, aby mianować nie swoich, a najlepszych. To zaś, że sędziowie nie są wrogiem publicznym wbrew jakiejś kiełbasie, którą sobie rzekomo przywłaszczył jeden z nich, jest oczywiste od początku.
I tu mamy upadek ideologii jeszcze większy od tego, który towarzyszy wyciszeniu katastrofy smoleńskiej. Skutki bowiem tej reformy odczują nie dzieci, poszkodowane przez bałagan w szkolnictwie, ale dorośli, którzy już mają głos i nie będą się mogli doczekać rozstrzygnięcia swoich spraw.
A od początku wiadomo było, że wróg ma być abstrakcyjny, taki, którego się nie da dostrzec i uznać, że został pokonany albo nie. Ale jak się popadło w poczucie wszechmocy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.