Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

środa, 11 września 2019

Ścigacze

To jest tak: państwo podnosi płacę minimalną i powiada wszystkim, że w ten sposób się stają bogatsi, bo pracodawcy ich nie będą wyzyskiwali. Ci zaś od razu mają wyższe koszta robocizny i wyższe składki emerytalne, odprowadzane do ZUS-u na rzecz swoich pracowników. I lud się cieszy, bo dobrze im tak, krwiopijcom.
Kapitaliści zaś po podniesieniu płacy minimalnej mają do wyboru albo się godzić na mniejsze dochody, ergo ograniczać wzrost wydajności i zatrudnienia przez rezygnację z inwestycji, albo podnieść ceny produktów. Na ogół wybierają wariant pośredni. Jednocześnie więc jest mniej pracy i wyższe ceny niweczą rządową szczodrobliwość.
Na inflacji korzysta nieco państwo, bo swoim pracownikom i rentierom płaci wedle stawek waloryzowanych okresowo, głównie co roku, a opłaty pobiera bieżąco, podnosząc je w miarę wzrostu cen. Pod koniec więc każdego okresu rozliczeniowego realna wartość państwowych pensji i rent jest już niska. W budżecie zatem pozostanie różnica między styczniową a grudniową wartością zarobków rządowych pracowników. Ale władza nikogo nie wyzyskuje, przecież podniosła wynagrodzenia.
I wszyscy by byli zachwyceni, bo każdy zatrudniony zarabia więcej, urzędnikom, wojskowym i rentierom obiecuje się troskę a budżet powiększa dochody. Tyle tylko że lud wystraszony wzrostem cen zawsze nerwowo domaga się kolejnych podwyżek i inflacja zawsze wymyka się spod kontroli. Dlatego dobry gospodarz, nie darmo nazywający się dobrozmiennym, już z góry zapowiada kolejne podwyżki płac i napędzanie wzrostu cen.
Wszak lubi mieć wszystko pod kontrolą. Także niekontrolowalne wedle europejskich mędrków obszary zarządzania. Na zachodzie nie mają jednak instytucji zwykłych posłów, nie mają więc prawdziwej demokracji, to i nie potrafią rządzić.
Dlaczego więc stale ich trzeba doganiać? Nie wiadomo.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza