Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

wtorek, 12 grudnia 2017

Samowładztwo

Wczoraj o 14.30 była oczekiwana ceremonia zaprzysiężenia nowego gabinetu. Potem gruchnęła wieść, że jednak o 17. Powiało skandalem. Czyżby prezydent miał zastrzeżenia?
Na razie o składzie gabinetu było wiadome tylko to, co zdradzili wtajemniczeni. Najbardziej wzięty z nich, Ryszard Czarnecki mówił Wirtualnej Polsce, że nie powinien żadnych obaw żywić Witold Waszczykowski i mniej już pewnie, ale nadal jednoznacznie twierdził, że Antoni Macierewicz również pozostanie w rządzie. Mielibyśmy więc tylko wymianę premiera, czyli zmianę bez naruszania status quo.
Ze względu na mizerne kadry i nieufność do obcych Prezes musi oszczędnie gospodarować zasobami personelu, który jeszcze ma w swej dyspozycji. Tym bardziej nie wiadomo, czemu pod pozorem rekonstrukcji odsunął od stanowiska panią Szydło, osobę bezwzględnie mu wierną. Może powodem było jej przekonanie, że pracuje dla Polski, co mogłoby skłaniać do przypuszczeń, że się sprzeciwi w wypadku wątpliwości co do preześnych intencji. Premier zaś, który pości w piątki, ma być może inne preferencje.
Andrzej Morozowski przypomniał w TVN24 jak poseł Tarczyński w TV Republika zapewniał, że preześne decyzje są genialne. W ich wyniku Beata Szydło również genialnie rządziła w pierwszych dwóch latach kadencji, a teraz tak samo genialnie z dwoma następnymi poradzi sobie pan Morawiecki. Dalej więc nie było wiadomo co jest... genialniejsze.
Leszek Miller jest przekonany, że zmiany w rządzie są spowodowane koniecznością przekonania Unii do wydatkowania na nas kolejnych miliardów w “nowej perspektywie finansowej”. Zauważa jednak, że nawet premier potrafiący posługiwać się prezentacjami nie wskóra nic, jak PiS nie cofnie krytykowanych przez Unię zmian w prawie.
Trzymajmy się jednak chronologii. Przed zaprzysiężeniem media pokazywały ministra Waszczykowskiego, jak z niepewną miną wraca Brukseli. Potem stał na końcu szeregu ministrów, obok Antoniego Macierewicza, długo nie było nic i wreszcie... zaprzysiężono wszystkich. Kto wygrał? Pierwej ministrowie, którym media odbierały możliwość przetrwania. Potem obyczaj w partii rządzącej. Na końcu zaś przenikliwy intelekt posłów PiS, prawidłowo odgadujących preześne posunięcia. A kto przegrał? Przede wszystkim Beata Szydło, potem prezydent a ostatecznie też Prezes.
Za jednym więc zamachem przedstawiono nam woluntaryzm i upokorzono najważniejsze osoby w państwie. Chyba nieźle nawet jak na możliwości rządzącej teraz formacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.