Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

niedziela, 3 grudnia 2017

Wielkości

Traktat wersalski wpędził Europę w partykularne kłótnie wokół sporów terytorialnych, wynikłych z powstania po I wojnie światowej nowych państw, wyłonionych kosztem mocarstw, które poprzednio budowały polityczną równowagę.
Antidotum na to miały być ideologie, oferujące rzekomo sposób rozwiązania wszystkich problemów. Jedni więc byli przekonani, że dla uzyskania powszechnego pokoju wystarczy wytępić Żydów, podludzi i podporządkować inne rasy ludzkie białym, drudzy próbowali wymordować tylko bogaczy i tak stworzyć uniwersalny raj dla proletariatu.
Spór między ideologiami co do priorytetu w mordowaniu był osią napędową II wojny światowej. W jej rezultacie świat się podzielił między USA i Sowiety, tworzące nową równowagę. Europa straciła wiodącą rolę. Jej zachodnia część stała się zależna od amerykańskiej pomocy, wschodnia wprost wpadła we władanie satrapii, w praktyce dość ściśle wzorowanej na mongolskich, trzynastowiecznych zasadach.
Unia Europejska stała się nie tylko początkiem odrodzenia Europy, ale dzięki wprowadzeniu wspólnych norm także sposobem na partykularne awantury między poszczególnymi państwami. Każdy bowiem może tam głosić co chce, nawet największe głupoty, jeżeli tylko nie godzą w cudzą wolność, ale nie ma prawa do przymuszania innych, aby go słuchali. Każdy też może mieszkać i pracować, gdzie mu się podoba. Nie ma więc warunków ani dla odtworzenia stanu umysłów sprzed wielkich wojen, ani ówczesnej równowagi.
W ten cały porządek się u nas wpakowała dobra zmiana, ze swoimi wykluczeniami i wyzwiskami, próbująca pod pozorem patriotyzmu odnowić w naszych umysłach nie tylko dawne hierarchie, ale też emocje. Wszystko zaś na zasadzie należnej nam rzekomo wielkości, bo “prezydent półtoramilionowego państwa nie będzie narzucał tematu rozmowy prezydentowi czterdziestomilionowego”. O większych niż czterdziestomilionowe się milczy, ale żadne z nich nie było nigdy przedmurzem, też więc muszą siedzieć cicho.
Nasze zarozumialstwo jest w tym kontekście najweselsze. Oficjalna propaganda głosi, że antyeuropejskie poczynania naszej dyplomacji chronią Europę Środkową przed dominacją Niemiec. Wykorzystywana tu jest zasadnicza potrzeba wszelkich ideologii, które muszą sobie pierwej wykreować wroga, aby mieć kogo zwalczać. Bez niego nie da się wokół siebie zgromadzić zwolenników. W sytuacji, kiedy w Ameryce narastają tendencje izolacjonistyczne – wybór Donalda Trumpa jest tego znamieniem – rzecz jest szczególnie absurdalna.
Skutek jest taki, że jesteśmy nie tylko izolowani w Unii, ale i okryci śmiesznością. Komisja Europejska nie musi też przeciwko nam wdrażać jakichkolwiek sankcji, bo nikt nas tam nie słucha, sami je zatem na siebie nałożyliśmy. W tym względzie rzeczywiście mamy światowe pionierstwo.
Przeszłość Europy też niestety uczy, iż wdrażanie siłą nawet najbardziej błazeńskich ideologii kroczy poprzez groteskę do zbrodni. Warto o tym pamiętać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.