Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

czwartek, 18 lipca 2019

Gromy

Premier Morawiecki rozmawiał z kanclerz Merkel i wyraził swoją dezaprobatę, bo parlamentarzyści jej partii nie poparli Beaty Szydło. Rozmawiał o tym samym z prezydentem Macronem i również wyraził rozczarowanie postawą francuskich deputowanych do PE. Powiedział to też pani Ursuli von der Leyen. Zachód odtrącił rękę, wyciągniętą doń przez PiS.
W relacji Jarosława Kaczyńskiego brzmi to nieco inaczej. To pani Merkel miała dzwonić do premiera Morawieckiego z przeprosinami za wybór dokonany przez niemieckich posłów. Świadczyłoby to znakomicie o międzynarodowej pozycji Polski, ale tymczasem zastępcą szefa NATO nie będzie Krzysztof Szczerski, jak donosiły jedynie słuszne media, a zostanie nim Mircea Geoana, Rumun. Sojusz też coś odtrącił?
Rzecz prezentuje podwójny kontekst. Pierwszy to taki, że nasi władcy nie przyjmują do wiadomości, iż deputowani innych państw nie znają tego, co się u nas nazywa dyscypliną partyjną. Drugi zaś, że się tworzy wrażenie jakoby szefowie rządów innych państw uznawali za stosowne przepraszać za to naszego premiera.
Mamy tu na dłoni istotę wartości, władających polityką na Zachodzie i Wschodzie. W Unii rządzą pryncypia, w Rosji prezydent. To też wyjaśnia powody, dla których Komisja Europejska z takim uporem broni przestrzegania praworządności w zintegrowanych państwach. Kiedy się ją podepcze, Unia będzie igraszką ambicji lokalnych władców i Europa znowu popadnie w dawne konflikty, gorliwie zresztą już teraz podsycane przez populistów. Nic więc dziwnego w ogłoszonym wczoraj kontynuowaniu procedury badania naruszenia unijnego prawa przez Polskę.
Nic tak nie rozjaśnia sytuacji jak kryzys. Jego ofiary tracą kontrolę nad wydarzeniami i na czoło wysuwa się tożsamość, czyli w najprostszym znaczeniu tego słowa odruchowy sposób reagowania na niespodziewane sytuacje. Wtedy też od razu widać, z kim się ma do czynienia.
I dobra zmiana pokazała się jak zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz