Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

wtorek, 8 lipca 2014

Donosy

„Czy się brzydzę tą osobą? Brzydzę się - mówił o Piotrze Nisztorze w Poranku Radia TOK FM Roman Giertych. - Uważałem go za szantażystę, gangstera i bandytę - dodał były wicepremier. "Wprost" zarzuca Giertychowi, że ten organizował spółkę mającą na celu szantażowanie biznesmenów”. [Onet.pl]. Zaatakowany dziennikarz będzie się domagał przeprosin. Skarży się też, że wydawnictwo, z którym miał umowę na wydanie książki, traktującej o nieprawidłowościach prywatyzacyjnych, opartej na mnóstwie dokumentów z Ministerstwa Skarbu i IPNu odstąpiło od zawartej z nim umowy, podobnie jak kilka innych.
Teza „Wprost” by się może i broniła, gdyby się ukazała książka, której nakład Giertych rzekomo zamierzał odkupić. Jeżeli jej jednak nadal nie ma, podobnie jak całości nagrań, to cała sprawa się opiera na przypuszczeniach. W dodatku opartych na jednostronnie prezentowanej rozmowie przy wódce. Twierdzenie zatem, że adwokat, potomek znanej od pokoleń w polskiej polityce rodziny naprawdę próbuje zarabiać na szantażu jest dostatecznie daleko odległe od prawdopodobieństwa aby mu poświęcać większą uwagę.
 
Zdecydowanie tezie pisma przeczą też spójne wyjaśnienia Romana Giertycha u Moniki Olejnik w „Kropce nad i” a przede wszystkim potwierdzenie jego wersji przez Jana Pińskiego, trzeciego uczestnika nagranej rozmowy, w programie Elizy Michalik „Nie ma żartów”. Piński na potwierdzenie swoich słów zauważa, że rozmowa nie miała dalszego ciągu i nikt naszych miliarderów nie szantażował. Materialnym zaś dowodem jest jego późniejsza korespondencja mailowa z Nisztorem, zachowana w całości, z kontekstu której łatwo można wyczytać potwierdzenie wersji Romana Giertycha.
 
Teraz jednak rusza lawina pomówień. Wielu się raduje, bo ich zdaniem gazeta skompromitowała rządowego (sic!) adwokata. Nie sposób jednak zapomnieć, że ów w programie Moniki Olejnik, publicznie więc doradzał niegdyś prokuraturze wybór prawnej podstawy dla oskarżenia organizatorów podsłuchów z afery taśmowej. Wskutek tego zagrożenie karą za banalny czyn mogło wzrosnąć do gigantycznych rozmiarów. Temu właśnie, zemście za uprzytomnienie możliwych konsekwencji przypisuje Roman Giertych opublikowanie przez "Wprost" nagrań z jego prywatnej rozmowy. 
 
Zabrał też głos Antoni Macierewicz. I od razu mamy szereg wielce kontrowersyjnych stwierdzeń. Oto na aferze taśmowej skorzystali jego zdaniem Amerykanie. Walka, jaka się wedle szefa wiceprezesa PiS toczy w łonie PO ujawniła, że do całego szeregu nagannych wedle pana Antoniego zachowań polityków tej partii "dochodzą ukryte działania na rzecz Rosji przy deklarowanym publicznie sojuszu z USA". [ibidem]. Na odblokowanie sceny politycznej jest tylko jego partia przygotowana i to otwiera PiSowi drogę do władzy. 
 
No i występuje też tradycyjne u Antoniego Macierewicza stwierdzenie, że o całej sprawie "wiadomo o wiele więcej niż to, co zostało zanalizowane i przekazane opinii publicznej" [ibidem]. Kto wie? Amerykanie? Nie powiedział. „To wynik bezwzględnej walki o władzę między Bronisławem Komorowskim i Donaldem Tuskiem. Prawdopodobnie tropy wiodą do otoczenia obozu prezydenckiego i dlatego ten wewnętrzny konflikt jest wyjątkowo bezwzględny - mówi w wywiadzie dla „Do Rzeczy”.” [Gazeta.pl]. Wiech taką wiedzę określał zwrotem: „co pan wisz a ja rozumie”. 
 
Afera podsłuchowa wyraźnie już skończyła w maglu, gdzie się też w rzeczywistości rozpoczęła. Od połowy czerwca mamy w niej czterech podejrzanych, osiemnastu pokrzywdzonych i wielką liczbą tomów akt. Prędkość przyrostu papieru w stosunku do liczby pokrzywdzonych i podejrzanych ilustruje chyba rozmiary absurdu, z jakimi się musi zmagać prokuratura. I media. 
 
Trudno się więc oprzeć uczuciu podziwu dla czystości wizerunku pisma, prezentującego oficjalną wypowiedź, zamiast podsłuchanej. „Była żona zdradza, że zawiodła się na mężczyźnie swojego życia. Przyznaje, że był dla niej wszystkim. Dziwi się też, że prezes PiS Jarosław Kaczyński trzyma takich ludzi u swego boku. – Tak go kochałam, a on okazał się chłopcem bez zasad, uzależnionym od władzy. Ktoś tak niemoralny nie może zostać w takiej partii, jaką jest PiS! – stwierdziła” [Fakt.pl]. Tak mówi po ślubie byłego małżonka ze swoją następczynią kolejna żona, porzucona przez posła prawicy.
 
Wakacje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.