Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

wtorek, 6 sierpnia 2019

Cnoty

Umiar, praca, pokora miały być podstawowymi wartościami dobrej zmiany. Prawda chyba nie bardzo. Formacja brawurowo przeszła od prezentowania rzekomej ruiny III RP na tle szczątków peerelowskiej fabryki nici, po obecne fajerwerki swoistej prawdomówności.
Mowa tu o marszałkowskich podróżach z rodziną, których najpierw nie było, potem się jednak ujawniły, na końcu zaś po analizie materiałów(!) okazało się, że pani marszałkowa jeden raz też sama wracała do Warszawy rządowym samolotem. Ostatecznie marszałek zapewnił, że nie naruszył prawa, nie złamał obyczaju, ale... przeprosił i zapłaci. Za co więc? 
Centrum Informacyjne Sejmu także się zdaniem jego szefa nie splamiło nieprawdą, bo podawało informacje, które właśnie posiadało. A że te spływały stopniowo, to i sukcesywnie w jego relacjach wzrastała liczba inkryminowanych zdarzeń. Marszałka się bało zapytać?
Procedurę zaś Head do częstych lotów, podobno w całej Polsce i czasem tylko w weekendy stosowano wskutek decyzji dowódcy jednostki wojskowej, a nie marszałka, czy jego kancelarii. A w ogóle to latał też Donald Tusk, w propagandzie zaś dobrej zmiany jego przykład zawsze rozgrzesza dobrozmieńców.
Konfabulacji dopuszczamy się dla poprawy własnego samopoczucia, wierząc samemu sobie. Kiedy to robi kilkuletni szkrab, przekonując Mikołaja, że grzeczny był, jak nie wiem co, rzecz budzi uśmiech pobłażania. Im bardziej jednak ktoś starszy tak postępuje, tym bardziej rzecz jest groteskowa.
Kiedy jednak ma to obronić rzeczone na wstępie wartości dobrej zmiany, to powstaje wątpliwość, czy aby na pewno była dobra?

1 komentarz:

  1. Jesteś zbyt łagodny. Powiedzieć, że pis oszczędnie gospodaruje prawdą, to nic nie powiedzieć.
    Tu trzeba powiedzieć dobitnie - marszałek - DRUGA OSOBA W PAŃSTWIE - łże jak bura suka.
    Czego więc możemy wymagać od jego biura?
    Kiedyś czytałem taką nowelkę (nie pomnę tytułu ani autora) w której bohater przygarnął bezdomnego kota. Zaopiekował się nim, odkarmił, podleczył - jednym słowem było to już piękne kocisko.
    Któregoś dnia wrócił nad ranem z całonocnego pijaństwa i ze zdziwieniem poczuł, że ani kaca, ani zmęczenia - za to kot wyglądał jakby poturbowały go dwa dobermany.
    Jednym słowem, wszystkie draństwa jakich od tej pory się dopuszczał obciążał nie jego ale kota.
    Dzisiaj takim kotem dla pisu jest Donald Tusk. Jedyna różnica leży w tym, że Tusk niezmiennie czuje się i wygląda dobrze - czego o Napoleonku z Żoliborza nie można powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.