Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

czwartek, 7 lutego 2019

Nadzieja

Jedynowładca nie rządzi niczym. Nie da się wszystkim zarządzać, wobec czego łapie to, co mu się akurat nadarzyło, a reszta biegnie własnym torem. Tym bardziej szparko im mniej inicjatywy mają bierni, mierni, ale wierni, których wokół siebie gromadzi taka władza. Bo każdy bardziej samodzielny funkcjonariusz rychło się zderza z szefem, nawet jak ma dobre intencje. Totumfaccy łatwo je wyperswadują znerwicowanemu przez ciągłe porażki wodzowi, w dodatku wiecznie zastrachanemu o rzekome spiski.
W autokracji więc rządzi przypadek. Ten wybiera rozwiązania wedle rozkładu prawdopodobieństwa. Ponieważ dobrych możliwości jest mało, rzadko na nie trafia. Mało jest także złych, najczęściej więc stosuje nijakie, przeciętne. To by jeszcze nie było najgorsze, ale każde rozwiązanie ma swoje konsekwencje, które wymagają kolejnych decyzji. Te drugie pochodzą już z gorszej puli możliwości od poprzednich. To tak jak z zapłatą za k-wieże. Najpierw jej uczciwie nie uiszczano rzekomo z braku faktury, teraz jeszcze trudniej rzecz będzie można tłumaczyć po jej ujawnieniu przez media.
Skutkiem takiego mechanizmu jest nieuchronne staczanie się jedynowładztwa w klęskę. Rzecz jeszcze potęguje negatywny dobór personelu. Mechanizm wykluczania indywidualności ukazano wyżej. W jego wyniku przy autokracie pozostają głównie osoby, których u Elizy Michalik Andrzej Pągowski nazwał “ludźmi nikt” lub “ludźmi chorągiewkami”. Jedni są bierni i trwają w strachu przed sprowadzeniem na siebie intrygi, inni to sprytni arywiści. Na całym zaś dworze wre od spisków, układów, koterii i zdrad.
Wynikiem podejmowania coraz gorszych decyzji tudzież bezhołowia są mnożące się afery, wstrząsające autokracjami. Tam, gdzie opanowano media, są one zamiatane pod dywan. Gdzie indziej coraz mocniej bulwersują opinię publiczną. Pół biedy kiedy publika ma szansę na zmianę stanu rzeczy przy pomocy wyborów. Kiedy takiej nie ma, rzecz kończy się rewolucją, której zawsze towarzyszą zbrodnie i która zawsze oznacza restaurację autokracji.
Tego właśnie dzięki “Solidarności” udało się nam uniknąć w 1989 roku. Ukoronowaniem działań Związku były obrady Okrągłego Stołu, których trzydziestolecie mieliśmy wczoraj. I właśnie pamięć tamtego wyzwolenia powoduje, że jedynowładztwo ma u nas niewielkie szanse na powtórkę. Bo przecież nie daliśmy się chyba w ciągu jednego pokolenia sprowadzić do roli biernych łykaczy propagandowych zaklęć.
Albo?

1 komentarz:

  1. Oj,większość dała się nabrać i łyka te zaklęcia.Kiedyś był taki plakat o treści,nie pytaj,co ojczyzna zrobiła dla Ciebie,tylko co ty,zrobiłeś dla ojczyzny,jakoś tak to leciało.Od prawie 4 lat,wszystko w tym haśle,jest na opak.Ludziska biorą to,czym korumpuje władza,nie dociskając,skąd to się bierze,jakie przyniesie skutki.Pozdrowienia Wind

    OdpowiedzUsuń

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.