Liczba wyświetleń w zeszłym tygodniu

poniedziałek, 18 lutego 2019

Szeherezada

Jak to z tym Bliskim Wschodem jest? Najpierw Amerykanie zostali wypędzeni z Iranu, bo szach się okazał równie zręcznym politykiem, jak pewien podobnie przywiązany do tradycji parlamentarzysta w odległym Lechistanie. Jego reżim został zastąpiony kolejnym, równie opresyjnym, jak się to jednak w odległym Lechistanie po wypędzeniu komuny nie zdarzyło. W końcu to Europa.
Potem Amerykanie zniszczyli Irak, głównego konkurenta Iranu do przewodzenia terrorystom. W tym zbożnym dziele pomagały im zarówno lechickie wojska, jak i dyplomacja. W rezultacie prezydent Francji skwitował naszą gorliwość cierpką uwagą o utracie przez Lechitów okazji do siedzenia cicho. Obiektywnie jednak rzecz biorąc ówczesny reżim iracki ohydny był wielce i obligowała nas moralnie nasza świeżutko zdobyta pozycja nie tylko moralnego autorytetu, ale też członka NATO.
Niedawno jednak Iran się ustatkował, przyjął zobowiązanie o odstąpieniu od zbrojeń atomowych i przestał być państwem jawnie zbójeckim. Po cichu przecież po dawnemu terroryści mogą liczyć na jego wsparcie. Zwłaszcza w Syrii, gdzie fundamentalizm muzułmański był w stanie rozpętać wojnę, wykorzystując słabość Iraku i syryjski bunt przeciwko obiektywnie odrażającemu reżimowi Baszara al-Asada.
Teraz prezydent Trump uznał, że musi zrobić coś spektakularnego i jednostronnie wypowiedział porozumienie z Iranem w sprawie jego odstąpienia od prac nad bombą jądrową tudzież nakłada sankcje na Teheran. Iran się natychmiast porozumiał z Rosją i Turcją i teraz NATO ma podobny pasztet, jaki niedawno Węgry i Polska wysmażyły Unii Europejskiej.
Problem irański dotyka także UE, która ma chociażby w taniej perskiej ropie niezłą alternatywę dla brytyjskich i norweskich złóż podmorskich, pozostających poza jej granicami, nie mówiąc już o arabskich. Kiedy by musiała pójść za Stanami i również nałożyć sankcje na Iran, byłaby skazana na oligopol tradycyjnych dostawców lub nawet na import z Rosji, także zresztą obłożonej restrykcjami za wojnę z Ukrainą.
Niedawna konferencja bliskowschodnia w Warszawie nie tylko wzmocniła nieformalny jeszcze alians Iranu Rosji i Turcji, ale też znowu nas ustawiła konfrontacyjnie wobec Unii, której w dodatku gorączkowo teraz potrzebujemy do ograniczenia zagrożeń, jakie nam stwarza Nord Stream 2. W dodatku wiceprezydent Mike Pence powiada w Monachium, że USA nie mogą gwarantować obrony Zachodu, kiedy ten się uzależnia od Wschodu.
Fatalnie to brzmi w kontekście naszego bezpieczeństwa, kiedy znowu się ustawiamy poza Unią.  Trudno bedzie nas wesprzeć, kiedy się tego odmawia Europie. Widać więc, że organizując konferencję odbieraną w Teheranie jako antyirańską, stanęliśmy przeciwko własnym interesom i nie możemy mówić o czymś w rodzaju gambitu. Niczego bowiem nie uzyskaliśmy, poza może uściskiem ręki wiceprezydenta USA. Nie licząc jego stwierdzenia, że “Lech Wałęsa jest wielkim polskim bohaterem”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przepraszam, ale nie odpowiadam na komentarze, bo odpowiedzi się nie pojawiają.